W spo­łecz­nej wyobraź­ni kobie­ty w Pol­sce są ofia­ra­mi dys­kry­mi­na­cji. Cho­ciaż dowo­dy na gor­szą sytu­ację spo­łecz­ną kobiet naj­dzie­my nie­wąt­pli­wie w wie­lu dzie­dzi­nach, nie jest ona uni­wer­sal­ną praw­dą o całej rze­czy­wi­sto­ści spo­łecz­nej. Aby nie kar­mić się mita­mi, któ­re zacie­ra­ją nam widze­nie spo­łecz­nych ten­den­cji, war­to uzmy­sło­wić sobie, że w kil­ku klu­czo­wych obsza­rach już dziś to męż­czyź­ni są ofia­ra­mi sys­te­mo­wych nie­rów­no­ści. Te zaś wywo­łu­ją poważ­ne kon­se­kwen­cje, któ­rych nie da się zamknąć w ramach ince­lo­wych fantazmatów.

Ince­le – skąd się wzięli?

reklama

        Przez trzy­dzie­ści lat doświad­czy­li­śmy gwał­tow­nej pau­pe­ry­za­cji spo­łe­czeń­stwa, gigan­tycz­ne­go bez­ro­bo­cia i emi­gra­cji, ale też rela­tyw­nie szyb­kiej popra­wy jako­ści życia, prze­obra­że­nia ryn­ku pra­cy, roz­wi­nię­cia nie­obec­ne­go wcze­śniej sek­to­ra usług. Czas życia Pola­ków wydłu­żył się, doko­na­li­śmy sko­ku w powszech­no­ści edu­ka­cji wyż­szej i sta­li­śmy się bar­dziej mobil­ni. Wresz­cie też zaim­por­to­wa­li­śmy wszyst­kie zachod­nie ten­den­cje – wydłu­że­nie się cza­su pod­ję­cia decy­zji o zało­że­niu rodzi­ny i usa­mo­dziel­nie­nia, rosną­cą licz­bę roz­wo­dów, pro­ble­my demo­gra­ficz­ne, libe­ra­li­za­cję poglą­dów i laicy­za­cję, wresz­cie – rady­kal­ną zmia­nę rela­cji dam­sko-męskich oraz prze­obra­że­nie ról społecznych.

        Tera­pia szo­ko­wa w wie­lu aspek­tach nie zakoń­czy­ła się razem z odej­ściem ery Lesz­ka Bal­ce­ro­wi­cza, ale trwa nadal, roz­cho­dzi się w naszej spo­łecz­nej świa­do­mo­ści jak krę­gi na zmą­co­nej tafli wody. Kolej­na deka­da XXI w. sta­wia nowe pyta­nia o kie­ru­nek zmia­ny pol­skie­go społeczeństwa.

        Jed­nym ze zja­wisk, któ­re jakiś czas temu zosta­ło zauwa­żo­ne na Zacho­dzie, a teraz poja­wia się w Pol­sce, są ince­le. To gru­pa męż­czyzn żyją­cych w nie­do­bro­wol­nym celi­ba­cie (ang. invo­lun­ta­ry celi­ba­cy), dla któ­rej głów­ną osią toż­sa­mo­ści jest nie­po­wo­dze­nie w rela­cjach z kobie­ta­mi. Jako punkt prze­ło­mo­wy dla poja­wie­nia się tego zja­wi­ska wska­zy­wa­ny jest rok 2008. To wte­dy, jak poka­zu­je m.in. gło­śne bada­nie ame­ry­kań­skie­go Gene­ral Social Survey, zano­to­wa­no gwał­tow­ny wzrost licz­by męż­czyzn mię­dzy 18. a 29. rokiem życia dekla­ru­ją­cych, że nigdy nie upra­wia­li sek­su. Odse­tek ten w deka­dzie 2008–2018 wzrósł z 8% do 27%, tym­cza­sem w wypad­ku kobiet wzrost ten jest zna­czą­co niż­szy, zatrzy­mu­je się w ana­lo­gicz­nym okre­sie na 18%. Potwier­dza­ją to tak­że inne bada­nia, któ­re wska­zu­ją, że roz­bież­no­ści wystę­pu­ją­ce mię­dzy płcia­mi wywo­łu­ją coraz więk­szą fru­stra­cję wśród mło­dych męż­czyzn. Te emo­cje mają swo­je real­ne kon­se­kwen­cje w posta­ci mizo­gi­nii. Nie moż­na uspra­wie­dli­wiać tego zja­wi­ska, trze­ba jed­nak zazna­czyć, że nie bie­rze się ono znikąd.

        Cho­ciaż nie posia­da­my ana­lo­gicz­nych i dłu­go­okre­so­wych badań, ist­nie­je spo­ro podo­bieństw, dzię­ki któ­rym moż­na wnio­sko­wać, że pro­blem ten ist­nie­je i będzie nara­stać tak­że w Pol­sce. Być może jeste­śmy więc świad­ka­mi „prze­bie­gu­no­wa­nia” rela­cji dam­sko-męskich i koń­ca męskiej prze­wa­gi, a to wie­le osób przy­wi­ta z zado­wo­le­niem. Co jed­nak, jeśli to zja­wi­sko nie doty­czy tyl­ko rela­cji sek­su­al­nych, ale obej­mu­je tak­że inne sfe­ry życia społecznego?

W ostat­nim cza­sie na temat zja­wi­ska ince­li i pro­ble­mów, z jaki­mi się zma­ga­ją, pisze się coraz wię­cej. Tę kwe­stię na łamach „Kry­ty­ki Poli­tycz­nej” podej­mo­wa­ła m.in. Patry­cja Wie­czor­kie­wicz w tek­ście Jak zdra­dzi­łam spra­wę femi­ni­stycz­ną i prze­szłam na stro­nę ince­li. Autor­ka przy­zna­je, że po pod­ję­ciu przez nią powyż­sze­go tema­tu „część femi­ni­stek zarzu­ci­ła jej, że prze­szła na stro­nę wro­ga,” zaś same inter­ne­to­we śro­do­wi­sko ince­li podej­rze­wa­ło ją o bycie „koniem tro­jań­skim”, któ­re­go zada­niem jest zna­le­zie­nie dowo­du na ich mizo­gi­nię i posta­wie­nie pod inter­ne­to­wy pręgież.

War­to prze­czy­tać repor­ta­żo­we tek­sty Wie­czor­kie­wicz, bowiem widać w nich wyraź­nie, że toczy się spór nie o fak­ty, ale o nar­ra­cję, kto jest dziś więk­szą ofia­rą. Gru­py femi­ni­stek i ince­li peł­nią przede wszyst­kim funk­cję tera­peu­tycz­ną – nie­ustan­ne pró­bu­ją zna­leźć potwier­dze­nie, że to wła­śnie ich gru­pa jest dys­kry­mi­no­wa­na, to na niej powin­na sku­piać się cała uwa­ga i ponad­prze­cięt­na tro­ska. W tym arty­ku­le nie cho­dzi mi o licy­to­wa­nie się, kto jest ofia­rą i doma­ga­nie się tego, aby męż­czyź­ni otrzy­ma­li ana­lo­gicz­ną aten­cję, jaką dziś w deba­cie przy­zna­je się pro­ble­mo­wi dys­kry­mi­na­cji kobiet. Moim celem jest poka­za­nie, jak śle­pi jeste­śmy na krzyw­dę w pew­nych sek­to­rach, któ­ra doty­ka dziś przede wszyst­kim męż­czyzn, choć sama płeć jest tutaj tyl­ko jed­nym z wie­lu czynników.

Seks nie jest najważniejszy

        Rela­cje sek­su­al­ne i wcho­dze­nie w związ­ki to tema­ty nie­zwy­kle istot­ne i elek­try­zu­ją­ce deba­tę publicz­ną, jed­nak war­to zosta­wić je na boku. Sta­no­wią bowiem zale­d­wie wyci­nek szer­sze­go zja­wi­ska. Sama sek­su­al­ność to kwe­stia osob­nej deba­ty poświę­co­nej bar­dziej kształ­to­wi współ­cze­snej kul­tu­ry niż poli­ty­ki. Trud­no prze­cież, aby za pomo­cą poli­tyk publicz­nych pań­stwo roz­wią­zy­wa­ło kwe­stię pro­ble­mu dobie­ra­nia się ludzi w pary. Jed­nak to, na co pań­stwo wpływ już ma, a co jest przed­mio­tem ogrom­ne­go naci­sku prze­ciw­staw­nych grup, to m.in. edu­ka­cja, rynek pra­cy, poli­ty­ka rodzin­na i sys­tem emerytalny.

        W zależ­no­ści więc, kogo zde­fi­niu­je­my dziś jako poszko­do­wa­ne­go przez sys­tem, temu w dłuż­szej per­spek­ty­wie łatwiej będzie stać się jego bene­fi­cjen­tem. Dla­te­go wła­śnie na tym polu odby­wa się nie­ustan­na wal­ka o stwo­rze­nia wra­że­nia, któ­ra z grup jest tą bar­dziej uci­ska­ną. Para­dok­sal­na zaś sytu­acja w dia­gno­zach doty­czą­cych spo­łe­czeń­stwa pole­ga na tym, że naj­bar­dziej pokrzyw­dzo­ny­mi gru­pa­mi czę­sto nie są te, któ­rym z jakichś powo­dów nie poma­ga­my, lecz te, któ­rych nawet nie potra­fi­my zauważyć.

        Dla­cze­go naszym zada­niem jest pochy­le­nie się nad pola­ry­za­cją płci i odpo­wied­nie zde­fi­nio­wa­nie pro­ble­mów każ­dej z nich? Z punk­tu widze­nia inte­re­su publicz­ne­go każ­de zabu­rze­nie spo­łecz­nej rów­no­wa­gi gro­zi nie­prze­wi­dzia­ny­mi, naj­czę­ściej nega­tyw­ny­mi skut­ka­mi. Femi­nist­ki jako zagro­że­nie poda­ją przy­kła­dy mor­derstw czy zama­chów (cho­ciaż nie tyl­ko na kobie­ty), jakich dopusz­cza­li się mło­dzi męż­czyź­ni m.in. w USA czy Kana­dzie, ale tak­że w Niem­czech i Wiel­kiej Brytanii.

        Z dru­giej jed­nak stro­ny widzi­my, że w Pol­sce męż­czyź­ni nie tak bar­dzo są skłon­ni doko­ny­wać zama­chów na innych, jak doko­nu­ją tego na wła­sne życie. To oni popeł­nia­ją co roku 85% spo­śród wszyst­kich ok. 5000 samo­bójstw rocz­nie. Co nie unie­waż­nia fak­tu, że może­my punk­to­wo wska­zy­wać na obja­wy nara­sta­ją­cej fru­stra­cji i resen­ty­men­tu wobec kobiet. Nie może­my jed­nak pomi­nąć fak­tu, że coraz więk­sza pola­ry­za­cja to tak­że roz­pad dotych­cza­so­wej umo­wy spo­łecz­nej, któ­ra będzie coraz czę­ściej kwestionowana.

        Świet­nym jej przy­kła­dem może być sys­tem eme­ry­tal­ny. Do tej pory na kwe­stię róż­ne­go cza­su odcho­dze­nia na eme­ry­tu­rę kobiet i męż­czyzn patrzy­ło się przez pry­zmat więk­sze­go obcią­że­nia kobiet m.in. pra­cą domo­wą. Jed­nak w momen­cie, w któ­rym pra­ca domo­wa i opie­ka nad dzieć­mi dzie­lo­ne mają być rów­no­mier­nie, 1/3 mał­żeństw się roz­pa­da (cze­go ini­cja­tor­ka­mi wedle wnio­sków roz­wo­do­wych w 2/3 są kobie­ty), w mło­dym poko­le­niu nara­sta coraz więk­sze poczu­cie, że sys­tem eme­ry­tal­ny jest nie­spra­wie­dli­wy. Przy­sto­so­wa­ny jest bowiem do poprzed­nie­go, coraz rza­dziej obo­wią­zu­ją­ce­go mode­lu rodzi­ny. Docho­dzi do tego o kil­ka lat krót­szy czas życia męż­czyzn (tego sys­tem nie uwzględ­nia) oraz ich wyraź­nie dłuż­szy czas pra­cy (póź­niej­sze przej­ście na eme­ry­tu­rę, ale tak­że wcze­śniej­sze roz­po­czę­cie aktyw­no­ści zawodowej).

Ide­olo­gia nie­rów­no­ści

        Kon­dy­cja spo­łecz­na nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­na jest tak­że z poli­ty­ką. Nie da się zro­zu­mieć poli­tycz­nych wybo­rów mło­dych lewi­co­wych kobiet i pra­wi­co­wych męż­czyzn bez spo­łecz­nych uwa­run­ko­wań. W Pol­sce nie­ste­ty deba­ta sku­pio­na jest na kwe­stii, jak tłu­ma­czyć świat, aby spo­łe­czeń­stwo chcia­ło podą­żać wyty­czo­ną przez ide­olo­gów ścież­ką. Libe­ra­ło­wie w sukurs lewi­cy nie­ustan­nie wiesz­czą spo­łecz­ne kata­kli­zmy, z incel­skim neo­fa­szy­zmem na cze­le, część pra­wi­cy zaś zała­mu­je ręce nad eman­cy­pa­cją kobiet.

        Jako roz­wią­za­nie naj­czę­ściej wska­zu­je się sys­te­mo­wą prze­moc lub uży­wa peda­go­gi­ki wsty­du, któ­ra ma zmu­sić spo­łe­czeń­stwo do przy­bra­nia wła­ści­wych postaw i poglą­dów. To nie­udol­na pró­ba zmie­rze­nia się ze skut­ka­mi spo­łecz­nych nie­rów­no­ści. Naj­pierw musi­my być ich świa­do­mi, by następ­nie wpro­wa­dzić odpo­wied­nią poli­ty­kę. Oczy­wi­ście z jed­nym zastrze­że­niem – nie wszyst­kie nie­rów­no­ści spo­łecz­ne są złe, nie­któ­re są moral­nie obo­jęt­ne, inne zaś mogą być uzna­ne za pozy­tyw­ne. Przy­kła­dem natu­ral­nej i dobrej nie­rów­no­ści wyma­ga­ją­cej wspar­cia ze stro­ny pań­stwa jest np. moż­li­wość zaj­ścia w cią­żę przez kobietę.

        Na zja­wi­ska spo­łecz­ne patrzy­my więc głów­nie przez pry­zmat sze­rzą­cej się ide­olo­gii, zapo­mi­na­my o spo­łecz­nych uwa­run­ko­wa­niach. W wybiór­czy spo­sób czy­ta­my rów­nież bada­nia. Moż­na zadać pyta­nie lewej stro­nie deba­ty publicz­nej, w jaki spo­sób męż­czyź­ni mają sta­ty­stycz­nie sta­wać się bar­dziej libe­ral­ni, jeże­li coraz czę­ściej są gorzej od kobiet wykształ­ce­ni, mniej mobil­ni, a co za tym idzie, czę­ściej pozo­sta­ją w domu rodzin­nym, miesz­ka­ją w małym mie­ście i mają coraz mniej­sze moż­li­wo­ści, aby zna­leźć życio­wą part­ner­kę. A jeśli nie może sta­ty­stycz­nie zna­leźć jej męż­czy­zna w mniej­szym mie­ście, to nie znaj­dzie go kobie­ta w metropolii.

        Dla­te­go nie­któ­rych kon­ser­wa­ty­stów nale­ży zapy­tać, w jaki spo­sób kobie­ty reali­zo­wać mają kon­ser­wa­tyw­ny model rodzi­ny, sko­ro czę­ściej wyjeż­dża­ją za gra­ni­cę, migru­ją do wiel­kich miast na stu­dia, wyka­zu­ją więk­szą potrze­bę pod­no­sze­nia spo­łecz­ne­go kapi­ta­łu i skłon­ność do socja­li­za­cji. Jak poda­je GUS, w samej War­sza­wie mło­dych kobiet jest o 15% wię­cej niż męż­czyzn, co odpo­wia­da ten­den­cjom wszyst­kich dużych miast w Pol­sce. To spro­wa­dza się do kon­klu­zji, któ­rą zwięź­le wyra­ził prof. Szu­kal­ski w wywia­dzie dla „Dzien­ni­ka Pol­skie­go”: „Bada­nia pro­wa­dzo­ne wśród wykształ­co­nych osób na Zacho­dzie poka­zy­wa­ły, że kobie­ta po reno­mo­wa­nej uczel­ni, zara­bia­ją­ca ponad 200 tys. dola­rów rocz­nie, raczej na pew­no pozo­sta­nie sin­giel­ką. Nie dla­te­go, że tyle pra­cu­je i nie ma cza­su na zwią­zek. Ale dla­te­go, że po pro­stu nie ma dla niej odpo­wied­nich męż­czyzn”. Sko­ro ten­den­cje te zauwa­żal­ne są rów­nież w Pol­sce, to dla­cze­go u nas kobie­cy sin­glizm rów­nież nie miał­by być z cza­sem kul­tu­ro­wą dominantą?

Zmia­na para­dyg­ma­tu równościowego

        Życio­wy start, moż­li­wo­ści roz­wo­ju, miej­sce zamiesz­ka­nia i kapi­tał spo­łecz­ny czę­sto sta­no­wią waż­niej­sze przy­czy­ny nie­rów­no­ści niż sama płeć, a wska­zy­wa­nie na sys­te­mo­wą nie­spra­wie­dli­wość ze wzglę­du tyl­ko na męż­czyzn lub kobie­ty to zbyt dale­ko idą­ce uprosz­cze­nie. Jak poka­zu­je wie­le danych, wewnątrz jed­nej płci zacho­dzą bowiem duże róż­ni­ce. W Klu­bie Jagiel­loń­skim posta­no­wi­li­śmy naświe­tlić zło­żo­ność tego pro­ble­mu w rapor­cie „Prze­mil­cza­ne nie­rów­no­ści. O pro­ble­mach męż­czyzn w Pol­sce” Micha­ła Gul­czyń­skie­go i pod­nieść wie­le sys­te­mo­wych obaw i zdia­gno­zo­wa­nych nie­rów­no­ści z męskiej stro­ny. Jeśli bowiem jesteś męż­czy­zną, któ­ry uro­dził się na wsi, ist­nie­je dziś więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo, że znaj­dziesz się na dole spo­łecz­nej dra­bi­ny ze wszyst­ki­mi tego kon­se­kwen­cja­mi. Trud­no, aby było ina­czej, jeże­li, jak opi­su­je­my sze­rzej w rapor­cie, „obec­nie w Pol­sce co pią­ty nasto­la­tek i »tyl­ko« co dzie­sią­ta nasto­lat­ka nie posia­da­ją pod­sta­wo­wych kom­pe­ten­cji w zakre­sie czy­ta­nia”. Jeśli zaś jesteś kobie­tą, to cho­ciaż tak samo jak męż­czyź­nie łatwo może przyjść ci zasia­da­nie na sta­no­wi­sku kie­row­ni­czym (aktu­al­nie kobie­ty pia­stu­ją takie funk­cje w ponad 48%), nie­ko­niecz­nie zro­bisz karie­rę w fir­mo­wym zarzą­dzie lub na sta­no­wi­sku pre­ze­sa. Cze­mu jed­nak w deba­cie ma wybrzmie­wać tyl­ko to drugie?

        Zarów­no kobie­ty, jak i męż­czyź­ni są ofia­ra­mi nie­rów­no­ści, a w zależ­no­ści od poglą­dów będzie­my mie­li ten­den­cje do wyszu­ki­wa­nia tych lub innych danych. Gdy­by­śmy patrzy­li tyl­ko na sta­ty­sty­ki, to jed­ną z cie­kaw­szych jest ta doty­czą­ca zdo­mi­no­wa­ne­go przez męż­czyzn sek­to­ra budow­la­ne­go, gdzie kobie­ty ze wzglę­du na bar­dziej wykwa­li­fi­ko­wa­ne sta­no­wi­ska zara­bia­ją śred­nio wię­cej niż panowie.

        Ist­nie­je więc obiek­tyw­na róż­ni­ca jako­ścio­wa. Kobie­ty są nadal w gor­szej sytu­acji, lecz przede wszyst­kim na górze hie­rar­chii spo­łecz­nej, a ta doty­czy prze­cież nie­wiel­kie­go pro­cen­ta całe­go spo­łe­czeń­stwa. Nato­miast coraz czę­ściej nie­rów­no­ści, któ­re doty­ka­ją męż­czyzn, zauwa­żal­ne są w zawo­dach na niż­szym pozio­mie hie­rar­chii. Męż­czyź­ni pra­cu­ją w nich, ponie­waż coraz gorzej radzą sobie w obec­nym sys­te­mie naucza­nia, w coraz mniej­szej czę­ści docie­ra­ją na stu­dia gwa­ran­tu­ją­ce dobrą pra­cę. Sku­pia­jąc się więc na nie­rów­no­ściach z per­spek­ty­wy eli­tar­nej, może­my prze­ga­pić to, co dzie­je się na dole. To zaś będzie tyl­ko napę­dza­ło ist­nie­ją­cą już ten­den­cję. W koń­cu to raczej nie pre­ze­ski ban­ków, ale nisko wykfa­li­fi­ko­wa­ni męż­czyź­ni będą mie­li więk­szy wpływ na spo­łecz­ną sta­bil­ność, a co za tym idzie, na kie­ru­nek poli­tycz­nej zmia­ny, i to nie ze wzglę­du na płeć, lecz liczeb­ność wła­snej grupy.

        Świet­nym przy­kła­dem tej dra­bi­ny jest uni­wer­sy­tet. Wciąż więk­szość naj­wyż­szych sta­no­wisk zaj­mu­ją tam męż­czyź­ni. To rek­to­rzy, wła­dze uczel­ni, to tak­że więk­szość kadry pro­fe­sor­skiej. Na ten pro­blem wska­zu­ją femi­nist­ki, któ­re mówią, że „potrze­bu­je­my zmian w edu­ka­cji, to wciąż obszar męskiej domi­na­cji”. Jed­nak jeśli popa­trzy­my, co dzie­je się na samym dole uni­wer­sy­te­tu, to dane oka­żą się zupeł­nie inne. Co roku stu­dia wyż­sze koń­czy 70% wię­cej kobiet niż męż­czyzn. Spra­wia to, że dziś na 100 męż­czyzn z tytu­łem magi­stra przy­pa­da 160 kobiet. Jed­nak nie jest to pol­ski feno­men, ale efekt szer­sze­go pro­ble­mu, któ­ry opi­sy­wa­ny jest m.in. w USA.

        Co praw­da, róż­ni­ce te nie są tak duże w przy­pad­ku stu­diów dok­to­ranc­kich, nato­miast już teraz kobiet ubie­ga­ją­cych się o ten tytuł jest ponad poło­wa. Jeże­li więc zale­ży nam, aby na każ­dym pozio­mie edu­ka­cji pano­wa­ła rów­ność, musi­my powie­dzieć sobie jasno – na śred­nim szcze­blu wła­śnie ją osią­gnę­li­śmy. Na wyso­kim szcze­blu cały czas domi­nu­ją męż­czyź­ni, któ­rych spo­łecz­ne zmia­ny jesz­cze nie zdą­ży­ły dosię­gnąć, nato­miast na samym dole panu­je znacz­na nie­rów­no­wa­ga na korzyść kobiet. Sys­tem edu­ka­cji wyż­szej, któ­ry w powszech­nej świa­do­mo­ści jest zdo­mi­no­wa­ny przez męż­czyzn, wypusz­cza na rynek pra­cy istot­nie więk­szą część lepiej wykształ­co­nych kobiet.

        Jed­nak pro­ble­my męż­czyzn z pój­ściem na stu­dia zaczy­na­ją się na samym dole edu­ka­cyj­nej dra­bi­ny. Jak zauwa­ża autor rapor­tu Klu­bu Jagiel­loń­skie­go Michał Gul­czyń­ski, już dziś 20% wię­cej kobiet niż męż­czyzn zda­je matu­rę, a w wie­ku szkol­nym chłop­cy osią­ga­ją wyraź­nie słab­sze wyni­ki, m.in. w umie­jęt­no­ści czy­ta­nia ze zro­zu­mie­niem. Czy wpływ na to może mieć fakt, że 89% nauczy­cie­li w szko­łach pod­sta­wo­wych i pra­wie 70% w ponad­pod­sta­wo­wych to kobie­ty? Czy nie powin­ni­śmy mówić o potrze­bie masku­li­ni­za­cji zawo­du nauczy­cie­la, tak jak pod­no­si­my pro­blem nie­rów­no­wa­gi w świe­cie akademickim?

Nie­pew­na przyszłość

        Już dziś męż­czyź­ni obar­cze­ni są ryzy­kiem bez­dom­no­ści (80%), popad­nię­cia w nało­gi (80% spo­śród wszyst­kich piją­cych szko­dli­wie to męż­czyź­ni), uszczerb­ku na zdro­wiu w cza­sie pra­cy (62%), przed­wcze­snej śmier­ci (85%). Jeże­li współ­cze­sne poczu­cie alie­na­cji wśród mło­dych męż­czyzn będzie nara­stać, a cała deba­ta publicz­na sku­pi się na kwe­stiach dys­kry­mi­na­cji kobiet, to za moment sta­nie­my przed poważ­nym pro­ble­mem spo­łecz­nym. Prze­śpi­my moment, w któ­rym za spra­wą zmian kul­tu­ro­wych, ale tak­że kształ­tu współ­cze­snej gospo­dar­ki, przy­czy­ni­my się do umoc­nie­nia nie tyl­ko coraz sil­niej­szej gru­py ince­li, ale poprzez igno­ro­wa­nie pro­ble­mu spro­wo­ku­je­my powsta­nie odpo­wied­ni­ka męskich femi­ni­stek pod­no­szą­cych hasła maskulinizacyjne.

        Coraz więk­sza licz­ba miejsc pra­cy wyma­ga­ją­cych kom­pe­ten­cji mięk­kich, roz­bu­do­wa­ny sek­tor usług, wyż­sze kom­pe­ten­cje kobiet pra­cu­ją­cych na wyż­szych szcze­blach w cza­sach postę­pu­ją­cej auto­ma­ty­za­cji i pau­pe­ry­za­cji pra­cow­ni­ków fizycz­nych, któ­rych więk­szość sta­no­wią męż­czyź­ni, to bar­dzo real­ny sce­na­riusz przy­szło­ści. Powi­nien on mar­twić zarów­no pra­wi­cę, jak i lewi­cę, bowiem dyna­mi­ka wyda­rzeń spo­łecz­nych jest aktu­al­nie więk­sza niż kie­dy­kol­wiek. Musi­my odrzu­cić ide­olo­gię, jeże­li nie chce­my, aby to ona za chwi­lę zaczę­ła orga­ni­zo­wać nam rzeczywistość.

Jakub Brzy­ski

 Klub Jagielloński

        Arty­kuł powstał w ramach pro­jek­tu „Spię­cie” reali­zo­wa­ne­go m.in. przez: redak­cję Klu­bu Jagiel­loń­skie­go – klubjagiellonski.pl