Premier Doug Ford chce, żeby Ontario stało się potentatem na rynku samochodów elektrycznych dzięki rozwojowi regionu wydobywczego Ring of Fire. Premier widzi w projekcie szansę dla ludności rdzennej, ale Indianie nie podzielają jego entuzjazmu.

Rząd konserwatywny będzie zachęcać koncerny samochodowe do podjęcia produkcji aut elektrycznych w południowym Ontario. Atutem prowincji ma być, według rządowej strategii, otwarcie wydobycia w regionie Ring of Fire. Bogate złoża minerałów znajdują się ponad 500 kilometrów na północ od Thunder Bay, na terenach ludności rdzennej, do których nie prowadzi żadna całoroczna droga dojazdowa.

Ring of Fire pierwotnie był promowany jako źródło chromitu, minerału będącego składnikiem stali. Teraz nacisk jest położony na pierwiastki używane w akumulatorach i systemach magazynowania energii: kobalt, lit, mangan, nikiel, grafit i miedź.

Plany dotyczące Ring of Fire zostały zawarte w jesiennej aktualizacji budżetu Ontario.

Podczas konferencji prasowej w Bradford, Ont., premier Ford deklarował, że Ontario stanie się producentem numer jeden akumulatorów do pojazdów elektrycznych w całej Ameryce Północnej. “Będziemy produkować nie tylko baterie, lecz także samochody!”, mówił Ford.

Premier powiedział, że prowadzone są konsultacje z ludnością rdzenną zamieszkującą tereny Ring of Fire. Rząd twierdzi, że nie chce robić nic bez poparcia większości rdzennych mieszkańców z tamtego regionu. Tłumaczył, że dla Indian ta inwestycja to dobrze płatne miejsca pracy, nowe drogi i lepsze zaopatrzenie.

Ludności rdzennej nie podoba się podejście Forda i już zapowiada opozycję. Wódz Wayne Moonias z Neskantaga First Nation mówi, że rząd powinien uznawać prawa ludności rdzennej, a teraz jest tak, że wszyscy bogacą się korzystając z jej ziemi. Na początku roku plemiona Neskantaga, Attawapiskat i Fort Albany zadeklarowały moratorium na rozwój Ring of Fire.

Rząd tymczasem ma w planach kilka poważnych zmian w zagospodarowaniu ziemi. Jedną z nich jest odebranie statusu obszaru chronionego terenowi o powierzchni 225 000 kilometrów kwadratowych w północnym Ontario. To powierzchnia prawie dwukrotnie większa od powierzchni Nowego Brunszwiku i Nowej Szkocji. Do tego rząd chce zmienić skład rady doradczej zajmującej się użytkowaniem ziemi na dalekiej północy. W 31-osobowej grupie miałoby być zaledwie 7 przedstawicieli ludności rdzennej.