Goniec: Pana part­ner­ka ma pol­skie pochodzenie?

Fer­nan­do da Silva: Tak, jest Polką. Uro­dzi­ła się w Warszawie.

- Prze­pra­szam za pyta­nie, a Pan gdzie?

- Uro­dzi­łem się w Toron­to w 1963 roku.

- Jak to się sta­ło, że miesz­ka Pan w Warszawie?

- W zasa­dzie całe życie miesz­ka­łem w Toron­to, a mam pocho­dze­nie por­tu­gal­skie. Mój ojciec przy­je­chał do Kana­dy w 1953 roku. Miał 19 lat. Potem w 1962 wró­cił do Por­tu­ga­lii i zna­lazł dziew­czy­nę; poślu­bił moją mamę, przy­wiózł ją do Kana­dy i ja uro­dzi­łam się w 1963 roku.

        Byłem żona­ty z por­tu­gal­ską dziew­czy­ną przez oko­ło dwa­dzie­ścia pięć lat spra­wy się tak uło­ży­ły, że się roz­sta­li­śmy i pozna­łem Gra­ży­nę. Bar­dzo dobrze się nam ukła­da­ło. Pozna­łem Gra­ży­nę w 2002 roku i jestem z nią do dziś. Byłem wycho­wy­wa­ny w Toronto.

- Czy kie­dy­kol­wiek odwie­dzi­łeś Por­tu­ga­lię w tym czasie?

- Tak. Kil­ka razy. Poje­cha­łem tam, gdy mia­łem 10 lat w 1973 roku.

- Podo­ba­ło ci się bar­dziej niż w Kanadzie?

- Poje­cha­łem do Por­tu­ga­lii gdy była jesz­cze pod dyk­ta­tu­rą. To było tuż przed rewo­lu­cją. Więc kie­dy tam poje­cha­łem, kraj nie był jesz­cze  pod­da­ny „aktu­ali­za­cji”. Kraj był wciąż zaco­fa­ny. Ale jeśli cho­dzi o kul­tu­rę, jedze­nie, kli­mat było to nie­zwy­kłe. Kocha­łem to.

Jakieś trzy lata temu, trzy czy czte­ry lata temu cór­ka Gra­ży­ny wyszła za mąż; posta­no­wi­li­śmy tro­chę po podró­żo­wać. Poje­cha­li­śmy wła­śnie do Por­tu­ga­lii, poje­cha­li­śmy do Lizbo­ny; jeź­dzi­li­śmy na róż­ne wakacje.

        Gra­ży­na w koń­cu mówi do mnie:  chcia­ła­bym, żeby­śmy poje­cha­li do Pol­ski, odwie­dzi­li moją mamę, któ­ra ma 88 lat. Powie­dzia­łem, OK, zrób­my to. Więc trzy lata temu posta­no­wi­łem poje­chać z Gra­ży­ną do Polski.

        Wycho­wu­jąc się w Toron­to, mia­łem bar­dzo, powie­dział­bym, nega­tyw­ne, sła­be wyobra­że­nie o tym, co uwa­ża­łem za Pol­skę. Myśla­łem, że jest tam zim­no. Myśla­łem, że…

-Podzie­lał Pan ste­reo­ty­py, któ­re Kana­dyj­czy­cy mają o Pol­sce, że jest zim­no, że jest na koń­cu świa­ta i że — jak to powie­dzia­łeś w odnie­sie­nia do Por­tu­ga­lii — „wyma­ga aktu­ali­za­cji”, jest zacofana?

- Dokład­nie tak. Tak wła­śnie myśla­łem. Kie­dy więc przy­by­li­śmy na Lot­ni­sko Cho­pi­na,  nie mogłem w to uwierzyć…

        Poje­cha­li­śmy do miesz­ka­nia mamy Gra­ży­ny. Jedzie­my tak oko­ło 20 minut. Nie mogłem uwie­rzyć taka licz­ba budyn­ków, czy­ste uli­ce,  ludzie przyjaźni.

        Odno­si­li się z sza­cun­kiem. Pierw­szą rze­czą, któ­ra mnie ude­rzy­ła był sza­cu­nek. Nawet dzie­ci zwra­ca­ją się do cie­bie, pro­szę pana. Byłem pod wiel­kim wra­że­niem. To było moje pierw­sze wra­że­nie. Szacunek.

         Mło­dzi ludzie mówią „Dzień dobry”, pro­szę Pana. „Dobry wie­czór”, gdy wcho­dzi­my do wid­ny, na kory­ta­rzu.  Tego nie ma w Kana­dzie, zwłasz­cza w mie­ście takim jak Toron­to, wszy­scy zaj­mu­ją się sobą.

- Nie sądzi Pan, że tutaj w Kana­dzie po pro­stu to stra­ci­li­śmy, że kie­dyś tak było? I teraz dopie­ro jest inaczej?

- Tak, w póź­nych lat 80. 90.  zaczę­ło się zmie­niać. Powiem, kie­dy to zaczę­ło się zmie­niać; gdy rząd kana­dyj­ski —  nie jestem rasi­stą, dale­ko jestem od tego, ale gdy zaczę­li zmie­niać pra­wa imi­gra­cyj­ne. Zaczę­li spro­wa­dzać ludzi z innych czę­ści świa­ta.  Euro­pej­czy­cy już nie przy­jeż­dża­li. Bar­dziej miesz­kań­ców Azji Połu­dnio­wej.   Mam na myśli dużą zmia­nę, a na

- Ale Azja­ci z Azji Połu­dnio­wej czy Chiń­czy­cy też się oka­zu­ją sza­cu­nek. Może więc tem­po tej imi­gra­cji było zbyt szyb­kie, ludzie prze­sta­li czuć się powiązani.

- Tak. Myślę, że była i inna rzecz, że ci, któ­rzy przy­jeż­dża­li daw­no z Euro­py, zwy­kle jecha­li w te same rejo­ny. Pola­cy w oko­li­ce Ron­ce­sval­les, Por­tu­gal­czy­cy Dun­das i Blo­or. W zasa­dzie pozo­sta­wa­li w swo­ich spo­łecz­no­ściach. W latach 90. to się zmie­ni­ło, więc nie było już tej łącz­no­ści, związ­ków mię­dzy rodzi­na­mi.  I wszy­scy sta­li się bar­dzo zajęci.

- A więc takie było Pana pierw­sze wra­że­nie, pod­czas pierw­szej wizy­ty w Pol­sce a co potem się wydarzyło?

- Takie było wra­że­nie, sza­cu­nek ludzi, dro­gi czyste.

        Choć powiem, że tak­sów­ka­rze są sza­le­ni. Jeż­dżą za szyb­ko tak, jak­by każ­dy wal­czył o miej­sce na dro­dze. To było dru­gie wrażenie.

        I zauwa­ży­łem, że było dużo pie­kar­ni; na każ­dym rogu była pol­ska piekarnia.

        Powie­dzia­łem o tym mojej dziew­czy­nie Gra­ży­nie,. powie­dzia­łem: Słu­chaj, muszę tam wstą­pić. I tym trze­cim wra­że­niem była ilość rodza­jów chle­ba, jaką wypie­ka­ją w Pol­sce. Jest pysz­ne­go chle­ba. Róż­ne rodza­je, któ­re przy­ku­ły moją uwagę.

        A potem poszli­śmy do restau­ra­cji. Jedze­nie jest nie­zwy­kłe! Nie tyl­ko pol­skie, tra­dy­cyj­ne, jedze­nie, ale przez ostat­nie 35 lat bar­dzo szyb­ko dosto­so­wa­li się rów­nież do kuch­ni zachod­niej, co uwa­żam za bar­dzo, bar­dzo inte­re­su­ją­ce. A kie­dy idziesz do restau­ra­cji, wie­le z tych mło­dych ludzi mówi po angiel­sku. To zwró­ci­ło moją uwa­gę, że uli­ce są bar­dzo dobrze zor­ga­ni­zo­wa­ne. Sys­tem jest zorganizowany

Mówi Pan  o Warszawie?

Tak, i wte­dy. Dużo cho­dzi­li­śmy po mie­ście i coś, co przy­ku­ło moją uwa­gę, to, że szli­śmy pew­ny­mi uli­ca­mi War­sza­wy, gdzie nie­któ­re budyn­ki mają dziu­ry po kulach.

        Tak. I są tabli­ce, o tych co zgi­nę­li. I kwia­ty. Bar­dzo duży patriotyzm

         A potem kolej­na rzecz,  rzecz, któ­ra mnie naj­bar­dziej porwa­ła, po pro­stu powa­li­ła mnie z nóg, kie­dy Gra­ży­na zabra­ła mnie na grób swo­je­go ojca, któ­ry zmarł 12 lat temu.

        Nie mogłam uwie­rzyć! Jak pięk­ne, jakie peł­ne sza­cun­ku, jakie zadba­ne są cmen­ta­rze. O mój Boże. Mar­mu­ro­we nagrob­ki, pięk­ne tabli­ce. Abso­lut­nie prze­pięk­ne. Byli­śmy na Dzień Wszyst­kich Świę­tych, 1 listo­pa­da. Nie mogłem uwie­rzyć, że było tyle ludzi. W Kana­dzie, w Onta­rio też są tabli­ce ale w Pol­sce nie cho­dzi się po gro­bach.  Mają te pięk­ne mar­mu­ro­we grobowce.

- Z sza­cun­ku dla zmarłych.

Tak. Uwa­żam, że to pięk­ne. Więc tak, więc te rze­czy zaczę­ły przy­cią­gać moją uwagę.

        Ludzie, jedze­nie, skle­py, ofer­ta alko­ho­li, któ­rą masz idąc do skle­pu. Na sta­cji ben­zy­no­wej, moż­na kupić piwo, moż­na kupić alko­hol, moż­na kupić wino.  Dwa­dzie­ścia czte­ry godzi­ny dzien­nie, sie­dem dni w tygo­dniu. A jedze­nie  j  jest niezwykłe.

- Tak od pierw­sze­go wej­rze­nia zako­chał się Pan w Polsce?

- Potem spo­tka­li­śmy się z inny­mi ludź­mi, byli bar­dzo, bar­dzo przy­chyl­nie nasta­wie­ni do mnie.

        I zaczy­na­li mówić o histo­rii Pol­ski, zma­ga­niach Pol­ski, woj­nach Pol­ski.  Byli bar­dzo patrio­tycz­ny.  Ludzie są bar­dzo, bar­dzo patrio­tycz­ni. Myślę, że to fan­ta­stycz­ne. I wie­le się nauczy­łam dzię­ki Gra­ży­nie. Poka­za­ła mi wie­le fil­mów o tym, przez co Pol­ska prze­szła przez wie­ki. I to, co zauwa­ży­łem, że to są ludzie, któ­rzy potra­fią prze­trwać; prze­szli przez woj­ny, z Niem­ca­mi, Rosja­na­mi, Tur­ka­mi. Widzia­łem te pięk­ne konie, któ­re mie­li,  ci żoł­nie­rze mie­li te wiel­kie skrzy­dła z tyłu.

        Jak oglą­da­łem te fil­my o histo­rii Pol­ski, dosta­ję gęsiej skór­ki, przez co ci ludzie prze­szli. A dziś nadal tu są. Nadal trwa­ją. Pol­ska kul­tu­ra nie umar­ła i nigdy nie umrze!

        To pięk­na kul­tu­ra. Kocham ją.

- Bar­dzo dzię­ku­ję za tę opi­nię, bo jestem Pola­kiem,  a ta kul­tu­ra i naród pol­ski są cią­gle ata­ko­wa­ne; dla nie­któ­rych ludzi, w dobie glo­ba­li­zmu to znak prze­szło­ści, że Pola­cy powin­ni być bar­dziej oby­wa­te­la­mi świa­ta.  Ale nadal uwa­ża­my, że dobrze jest pie­lę­gno­wać swo­ją prze­szłość i patrio­tyzm.  Nie ma to nic wspól­ne­go z nacjo­na­li­zmem. Zako­chał się Pan w Pol­sce i zde­cy­do­wał się prze­pro­wa­dzić do Polski?

- A więc trzy i pół roku temu, wybra­li­śmy się w naszą pierw­szą podróż do Pol­ski, a ja przez trzy tygo­dnie zako­cha­łam się. A Gra­ży­na pyta ty tak mówisz poważ­nie? Napraw­dę tak bar­dzo ci się podoba?

        Całe życie pra­co­wa­łem dla TTC, byłem ope­ra­to­rem TTC przez 32 lata, i wła­śnie prze­sze­dłem na eme­ry­tu­rę. Byłem na eme­ry­tu­rze, moje poprzed­nie mał­żeń­stwo dobie­gło końca.

        Więc odwró­ci­łem się i mówię: Wiesz co, Gra­ce? Chciał­bym się prze­pro­wa­dzić. Myślę, że Kana­da się dla mnie skoń­czy­ła. Nie podo­ba mi się to, co się dzie­je. Nie podo­ba­ją mi się zmia­ny. Jestem na eme­ry­tu­rze i mogę miesz­kać gdzie­kol­wiek zechcę; mogę miesz­kać w Por­tu­ga­lii, ale mogę miesz­kać w Pol­sce i chciał­bym spróbować.

        Gra­ży­na spoj­rza­ła na mnie zdzi­wio­na. Ma tu rodzi­nę. Ma cór­kę. Mówię, myślę, że Pol­ska jest na dobrej dro­dze. Gdy tam byli­śmy widzia­łem dźwig przy dźwi­gu, pięk­ne budo­wa­ne domy.  Pol­ska będzie potę­gą w Euro­pie i  zachod­nie fir­my inwe­stu­ją w Pol­sce.   I wiesz co? To świet­na oka­zja, by tam być.

        Tutaj w Onta­rio nie jestem zado­wo­lo­ny z tego, co się dzie­je. Myślę, że jeste­śmy na tyle mło­dzi, że może­my spró­bo­wać przez kil­ka lat. Odwró­ci­ła się  i mnie zszo­ko­wa­ła i mówi dobrze sprze­daj­my dom i jedzie­my do Polski.

        Jej cór­ka, jej cór­ka, któ­ra wła­śnie wyszła za mąż i mia­ła dziec­ko, uwa­ża­ła: „Nie ma mowy, żeby moja mama mnie zosta­wi­ła i prze­nio­sła się do Polski.

        A ja powie­dzia­łem jej cór­ce, Vik­to­rii, prze­pro­wa­dza­my się, bo napraw­dę nam się tam podo­ba.  A ona na to, zaraz wrócicie.

        Cóż, minę­ły już pra­wie trzy lata i abso­lut­nie uwiel­bia­my tu miesz­kać.  Odkąd się wypro­wa­dzi­li­śmy byli­śmy w Kana­dzie trzy razy.

        W Pol­sce cho­dzi­my na baza­ry, kupu­je­my świe­że warzy­wa z lokal­nych tar­gów. Kie­dy wró­ci­li­śmy po prze­pro­wadz­ce tutaj, poszli­śmy do Longo’s. Poje­cha­li­śmy do Loblaws. Byli­śmy roz­cza­ro­wa­ni.  Od razu stwier­dzi­li­śmy, że jakość warzyw jest  sła­ba. Ludzie doty­ka­ją wszyst­kie­go. W skle­pach ludzie nie są grzecz­ni. Ludzie doty­ka­ją jabłek, wino­gron, bananów.

        Skle­py nie są tak czy­ste jak u nas w Pol­sce. W Pol­sce idziesz do skle­pu. Wszy­scy sza­nu­ją się nawza­jem, warzy­wa są świe­że. Jest pewien poziom sza­cun­ku. Dało nam to poczu­cie,  że pod­ję­li­śmy wła­ści­wą decyzję.

        Poszli­śmy w Kana­dzie do Wal-Mar­tu, kasje­rzy nie są przy­jaź­ni. Pół­ki są brud­ne. Wcho­dzi­my do cen­trum han­dlo­we­go tutaj, w Pol­sce. Dziew­czy­ny sprzą­ta­ją sklep. Wszyst­ko ład­nie uło­żo­ne. Pół­ki są uporządkowane.

        Miesz­ka­jąc, przy­zwy­cza­ili­śmy się do tego. Każ­de­mu, kto miesz­ka w Onta­rio, pole­cam wyje­chać na tydzień do Pol­ski i poje­chać do cen­trów han­dlo­wych i zoba­czyć, jak ludzie się ubie­ra­ją i jak się zacho­wu­ją. Będą zszo­ko­wa­ni. Natych­miast nawią­żesz kon­takt wzro­ko­wy z kimś  powie­dzą ci Dobry wie­czór, dobranoc.

        W Mis­sis­sau­dze idziesz na Squ­are One nawią­zu­jesz z kimś kon­takt wzro­ko­wy. To patrzą na cie­bie jak­byś był kosmi­tą z prze­szło­ści. Nie ma kon­tak­tu. Skle­py są zdezorganizowane.

        To jest jak dzień i noc, kie­dy  idziesz na bazar, idziesz do cen­trum han­dlo­we­go, idziesz do apte­ki, idziesz do leka­rza. A potem, kie­dy jedziesz do Onta­rio i idziesz do tych wal­mar­tów, idziesz do Lon­go, idziesz do Squ­are One i idziesz na par­king i widzisz jacy są ludzie, jak ludzie się zacho­wu­ją, wiesz  od razu; mój Boże, to nie jest Euro­pa. Euro­pa jest znacz­nie lep­sza. Przy­kro mi to mówić. Euro­pa jest znacz­nie lep­sza. Owszem jest tam wie­le miej­sca by coś popra­wić. Ale kie­dy z Euro­py wra­casz do Ame­ry­ki Pół­noc­nej, to jest tak, jak­by dzień i noc.

- Oczy­wi­ste pyta­nie, co Panu się nie podoba?

- Wie­dzia­łem, że pan mi je zada. Jest tu dużo biu­ro­kra­cji, jest dużo pro­ce­sów biu­ro­kra­tycz­nych. Tak samo jest w Por­tu­ga­lii. To taki euro­pej­ski styl Jeśli chcesz uzy­skać jakiś doku­ment od rzą­du, jest

- Jest to skomplikowane?

To nie jest tak skom­pli­ko­wa­ne. Widzisz, mam prze­wa­gę, było­by to dla mnie kosz­ma­rem, gdy­bym był sam. Ale Gra­ce mówi po polsku.

- A czy brak zna­jo­mo­ści pol­skie­go to jest duża prze­szko­da na co dzień?

- Jest to dla mnie prze­szko­dą, jeśli mam do czy­nie­nia ze star­szy­mi ludź­mi, ale jeśli mam do czy­nie­nia z mło­dy­mi, to oni mówią po angiel­sku. Myślę, że w cią­gu następ­nych pię­ciu, sze­ściu lat to już nie będzie problem.

        Ale uwa­żam, że naj­trud­niej­szą czę­ścią jest pro­ces biu­ro­kra­tycz­ny. Jest dużo biu­ro­kra­cji,  żeby coś zro­bić. Musisz przejść przez wie­le róż­nych procedur.

        Pod­czas gdy w Onta­rio — pochwa­lę za to Onta­rio moż­na szyb­ko zała­twić coś na skró­ty. W Pol­sce, nie ma dróg na skró­ty. Musisz przejść przez cały pro­ces; na przy­kład idziesz do skle­pu i  żeby coś zwró­cić w Pol­sce, to może stać się wyzwa­niem.  Od razu pyta­ją, a dla­cze­go, a co się stało.

Więc jest Pan eme­ry­tem? Jak wyglą­da Pana dzień?

- Mój dzień jest wła­ści­wie bar­dzo inte­re­su­ją­cy. Kie­dyś wsta­wa­łem bar­dzo wcze­śnie, więc mogę wstać oko­ło szó­stej. Robię sobie fili­żan­kę kawy. Włą­czam tele­wi­zor, oglą­dam wia­do­mo­ści zagra­nicz­ne, potem wsta­je Gra­ży­na i jemy śnia­da­nie. Zwy­kle jemy pol­skie śnia­da­nie, bo się do tego przy­zwy­cza­iłem. Potem idzie­my na spa­cer , a potem idzie­my na bazar. W Onta­rio, w Kana­dzie, lodów­ki są więk­sze, więc ludzie robią zaku­py na tydzień. Idą do super­mar­ke­tu, kupu­ją hur­to­wo, idą do Cost­co, kupu­ją hur­to­wo, zabie­ra­ją do domu, wkła­da­ją do zamra­żar­ki,  do lodów­ki i żyją na tym przez tydzień lub dwa. Tutaj, w Pol­sce robi­my zaku­py co dwa dni, dosta­je­my  świe­że warzy­wa. Po co kupo­wać hur­tem pomi­do­ry, sko­ro moż­na kupić dwa lub trzy?

- Cho­dzą Pań­stwo na nogach czy jadą samo­cho­dem do tego sklepu?

- Wła­śnie kupi­łem tutaj samo­chód. Mamy ład­ną Toyo­tę. Więc jedzie­my i wszyst­ko mamy lokal­ne. Spa­ce­ru­je­my po mie­ście. Cho­dzi­my do restau­ra­cji, cho­dzi­my do muze­ów, pozna­je­my histo­rię Polski.

        I wierz lub nie,   zanim się czło­wiek zorien­tu­je,  nad­szedł czas na kola­cję. Potem oglą­da­my tele­wi­zję, a następ­ne­go dnia zaczy­na  się wszyst­ko od nowa.

- Ale czy mają Pań­stwo gro­no przy­ja­ciół? Nie mówi Pan po pol­sku, więc jak to jest z kon­tak­ta­mi towarzyskimi?

- Mama Gra­ży­ny ma 88 lat, więc ją odwie­dza­my. Gra­ce ma też zna­jo­mą, któ­ra prze­nio­sła się stąd do Pol­ski, z Montrealu.

- Czy ist­nie­je spo­łecz­ność emi­gran­tów, takich któ­rzy miesz­ka­li kie­dyś w USA lub Kanadzie?

- Ja się w to nie anga­żu­ję robi to Gra­ży­na, ale  na Face­bo­oku jest gru­pa utrzy­mu­ją kon­takt. Gra­ży­na ma tu przy­ja­ciół­kę z dzie­ciń­stwa. Cho­dzi­li razem do szko­ły, gdy była mała, ona  wyje­cha­ła do Mont­re­alu, zało­ży­ła rodzi­nę i potem zro­bi­ła to samo, co Gra­ce. Posta­no­wi­ła wró­cić. Ma na imię Iwo­na. Posta­no­wi­ła opu­ścić Mont­re­al i prze­pro­wa­dzi­ła się tutaj, mówi po fran­cu­sku. Miesz­ka w tym samym budyn­ku co bab­cia Gra­ce. Więc to jest kon­takt Gra­ce. Zapra­sza­my się na obia­dy, my idzie­my do ich domu, oni przy­cho­dzą do nas.  Gra­ce ma tu kuzy­nów. Byli­śmy w Kra­ko­wie, któ­ry jest pięk­nym mia­stem. Nawią­zu­je­my nowe przy­jaź­nie. Mamy krąg przyjaciół.

- Dzię­ku­ję za roz­mo­wę, myślę, że to źle dla Kana­dy, że  wie­lu euro­pej­skich imi­gran­tów, nawet w dru­gim lub trze­cim poko­le­niu, wra­ca do ojczy­zny swo­ich dziad­ków czy rodzi­ców. Dzie­je się tak w pol­skiej spo­łecz­no­ści. Dzie­je się tak we wło­skiej spo­łecz­no­ści. Dzie­je się tak i w chor­wac­kiej spo­łecz­no­ści. Wszy­scy wra­ca­ją z podob­nych powodów.

- Abso­lut­nie. I powiem to tyl­ko dla cie­bie, dla two­jej infor­ma­cji. Dzie­je się tak rów­nież w spo­łecz­no­ści por­tu­gal­skiej. Jest wie­lu Por­tu­gal­czy­ków, któ­rzy odnie­śli suk­ces, dru­gie  poko­le­nie, trze­cie poko­le­nie Por­tu­gal­czy­ków, takich jak mój ojciec. Wie­lu z nich zaczy­na widzieć co się dzie­je. Wie­lu z nich wra­ca. Wie­lu ludzi doko­nu­je takich wyborów.

- To też bar­dzo cie­ka­we, bo ludzie tacy jak ja, któ­rzy wycho­wa­li się w komu­ni­stycz­nej Pol­sce, widzą teraz komu­ni­stycz­ne tro­py tu w Kana­dzie; ten sam spo­sób myśle­nia, te same mecha­ni­zmy w życiu spo­łecz­nym. I to jest bar­dzo smut­ne i niepokojące.

Bar­dzo uprzej­mie to pan ujął, ale powiem to bar­dziej otwar­cie. To moja opi­nia. Nie obcho­dzi mnie, czy jesteś w cen­trum, z lewej, czy z pra­wej stro­ny,   ale to co się teraz dzie­je w Ame­ry­ce Pół­noc­nej?! Ludzie muszą zacząć się budzić. To nie są żar­ty.  To jest bar­dzo, bar­dzo poważne.

        To, co się dzie­je z tymi szcze­pie­nia­mi? Te naka­zy, te prze­pi­sy? To, co dzie­je się ze spo­łe­czeń­stwem?  Stra­ci­łem wia­rę w media, dzien­ni­kar­stwo. Ludzie tra­cą kon­tro­lę nad rze­czy­wi­sto­ścią? To prze­ra­ża­ją­ce i wca­le się nie popra­wia. To, co dzie­je się w Sta­nach Zjed­no­czo­nych… To nie jest rząd. Ten pre­zy­dent, nie jest pre­zy­den­tem. To wstyd, zobacz, co się dzie­je z Rosją i Chi­na­mi. Patrzą na tego czło­wie­ka, któ­ry jest pre­zy­den­tem Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Myślą, że jest klau­nem. W wszy­scy mówią: Nie mów tak. Nie wol­no o tym mówić. Jesteś uro­dzo­ny jako chło­piec lub dziew­czyn­ka.  Możesz to zmie­nić. Możesz mieć ope­ra­cję zmia­ny płci. Możesz robić, co chcesz, ale uro­dzi­łaś się jako dziew­czyn­ka lub chło­piec to fakt bio­lo­gicz­ny. A teraz mówi się nam: Nie, nie możesz o tym roz­ma­wiać. Nie możesz o tym mówić.

- Ludzie boją się mówić, co myślą. I to jest jeden z tych śla­dów, któ­re pamię­tam z PRL‑u. Podwój­ne mówie­nie i podwój­ne myśle­nie. Że ina­czej roz­ma­wiasz z rodzi­ną, z zaufa­ny­mi ludź­mi, a ina­czej publicz­nie, uży­wasz inne­go języ­ka. I to się dzie­je wła­śnie tutaj, w Kana­dzie, na moich oczach. Dla­te­go mówię, że widzę te same zna­ki. Bo bez kry­tycz­ne­go myśle­nia, bez edu­ka­cji, bez ludzi wyra­ża­ją­cych swo­je opi­nie, nie ma tam demo­kra­cji. To nie ma sen­su. i kraj upada.

- Jako oby­wa­tel pol­ski, któ­ry wyszedł z komu­ni­zmu widzi pan śla­dy tego, co pan zosta­wił   i wie­le tysię­cy takich jak pan mówi: O mój Boże, to się zno­wu dzieje.

- To jak krąg histo­rii. Sys­tem, z któ­re­go ucie­kłem, zła­pał mnie w kra­ju, do któ­re­go uciekłem.

- To prze­ra­ża­ją­ce. I chciał­bym ci powie­dzieć, życzę ci szczę­ścia, bo ja stra­ci­łem wia­rę w wol­ność mediów, wol­ność infor­ma­cji. Co się sta­ło z dobrym, uczci­wym dzien­ni­kar­stwem?! Co się sta­ło z dobrym repor­ta­żem? Gdzie są uczci­we opi­nie?! Jeśli wyra­zisz swo­ją opi­nię, powie­dzą ci, że jeśli nie zro­bisz tego w taki a nie inny spo­sób, zosta­niesz zwol­nio­ny. Co się sta­ło z wol­no­ścią wypowiedzi?

- Zosta­niesz zwol­nio­ny albo wezmą cię do sądu…

- Bar­dzo Panu dzię­ku­ję za bar­dzo przy­jem­ną rozmowę.

- Dzię­ku­ję.