Sytu­acja nam się zagęsz­cza, widać to wyraź­nie, coraz wię­cej rze­czy w skle­pach bra­ku­je. Oczy­wi­ście, na razie nie ma mowy o tym, żeby­śmy cho­dzi­li głod­ni, czy też nie mogli sobie jakoś pora­dzić, naj­wy­raź­niej dosta­wy ule­ga­ją prze­kom­bi­no­wa­niu w świe­tle nad­cho­dzą­ce­go kon­flik­tu z Chi­na­mi,  kon­flik­tu, któ­ry zaostrza się  na naszych oczach w szyb­kim tempie.

        Gdy poskła­da­my te wszyst­kie infor­ma­cje o róż­nych chiń­skich wyczy­nach bojo­wych, testach, pró­bach, a tak­że to, że Sta­ny Zjed­no­czo­ne kie­ro­wa­ne nie­wi­dzial­ną ręką zza pre­zy­den­ta Bide­na, nadal idą ostrym anty­pe­kiń­skim kur­sem, draż­niąc ChRL, a to odgrza­ną miło­ścią do Taj­wa­nu, a to boj­ko­tem dyplo­ma­tycz­nym olim­pia­dy w Chi­nach, a to zno­wuż oskar­że­nia­mi o łama­nie praw czło­wie­ka, widać wyraź­nie, że zaczy­na­my kre­ślić linię okopów.

        Na ile nasze wierz­ga­nie będzie sku­tecz­ne, trud­no powie­dzieć. Chiń­czy­cy o wie­le bar­dziej poprze­ra­sta­li tkan­kę tutej­szych spo­łe­czeństw i  elit wła­dzy, niż ma to miej­sce w dru­gą stro­nę, ale dopó­ki nie pad­ną strza­ły to nie będzie jasne, kto przegrał.

Reklama

        Star­cie będzie wyglą­da­ło cie­ka­wie, bo wstrząs prze­mo­de­lu­je nie tyl­ko głów­nych prze­ciw­ni­ków, ale cały świat; wszyst­ko dookoła.

        Tak zwa­na pan­de­mia dała dosko­na­łą oka­zję, byśmy przy­zwy­cza­ili się do wyrze­czeń, pogo­dzi­li się z tym, że wie­le rze­czy nie będzie jak daw­niej. Do koniecz­no­ści poświę­ceń  jeste­śmy sys­te­ma­tycz­nie tre­so­wa­ni od dwóch lat w ramach anty­pan­de­micz­nej mobi­li­za­cji, a tak­że segre­ga­cji spo­łe­czeń­stwa na czę­ści  —  kar­ną, pro­pań­stwo­wą i wichrzy­ciel­ską, antypaństwową.

        Nie ma lep­szej iden­ty­fi­ka­cji „ele­men­tów wywro­to­wych” niż obec­ne testo­wa­nie bojem pan­de­micz­nych obostrzeń. Pozwa­la to pro­sto i tanio wska­zać wro­ga wewnętrz­ne­go i przy­go­to­wać meto­dy ewen­tu­al­nej neutralizacji.

        Wymu­sza­nie szcze­pień, któ­re do tej pory odby­wa­ło się meto­dą pośred­nią coraz czę­ściej zosta­je obję­te pań­stwo­wym naka­zem, łamiąc w ten spo­sób ostat­ni bastion naszej pry­wat­no­ści i wol­no­ści „soma­tycz­nej”.

        Do tej pory, to my decy­do­wa­li­śmy o swym cie­le i nawet w takich sytu­acjach, jak świad­ków Jeho­wy, byli­śmy w sta­nie odmó­wić tera­pii. Obec­nie nasze cia­ło zosta­ło upaństwowione.

        Oczy­wi­ście, moż­na się zasta­na­wiać czy te wiel­kie kam­pa­nie wyszcze­pia­nia nie mają cze­goś wspól­ne­go z ćwi­cze­nia­mi „obro­ny cywil­nej” na wypa­dek róż­nych metod wojo­wa­nia bio­lo­gicz­ne­go. W prze­szło­ści przed każ­dą dużą woj­ną trud­no było ludziom ogar­nąć zasa­dy wal­ki i uzbro­je­nie, któ­re zosta­ło potem użyte.

        Do nie­daw­na wszy­scy bali­śmy się bro­ni ato­mo­wej, dzi­siaj być może, będzie­my padać pod cio­sa­mi bro­ni gene­tycz­nej, a może nie tyle padać, co — na przy­kład — tra­cić ocho­tę do życia, czy zdol­ność racjo­nal­ne­go myślenia.

        Nowa nor­mal­ność będzie wyma­ga­ła poświę­ceń i wyrze­czeń, jak to mia­ło miej­sce już tyle razy w przy­pad­ku wiel­kich ide­olo­gii totalnych.

        Przy­zwy­cza­ja­nie się do poświę­ce­nia to jed­no, a dru­gie to przy­ję­cie za coś nor­mal­ne­go nowych zasad funk­cjo­no­wa­nia pań­stwa; rezy­gna­cja z pro­ce­su demo­kra­tycz­ne­go i odwo­ła­nia do praw czło­wie­ka. Zresz­tą od jakie­goś cza­su te pra­wa ist­nie­ją li tyl­ko na papie­rze, uży­wa­ne w wal­ce ide­olo­gicz­nej i pro­pa­gan­dzie, nie zaś dla zapew­nie­nia posza­no­wa­nia tego kim jesteśmy.

        Mamy rów­nież upa­dek wszyst­kich insty­tu­cji, któ­re w cza­sach zamę­tu pozwa­la­ły szu­kać grun­tu pod noga­mi i dawa­ły opar­cie — sil­na rodzi­na, sil­ny Kościół, sil­ne spo­łecz­no­ści lokal­ne, soli­dar­ność. To wszyst­ko zosta­ło w bar­dzo spryt­ny spo­sób osła­bio­ne, roz­bi­te i usu­nię­te wła­śnie po to, byśmy mogli szu­kać obro­ny jedy­nie indy­wi­du­al­nie na wła­sną rękę w sile woli i cha­rak­te­ru.  Ale i to pod­le­ga wycho­waw­czej dewa­sta­cji w mło­dym pokoleniu.

        Tak więc, woj­na idzie na całe­go, woj­na o kształt naszej pla­ne­ty, o to co z nią będzie. I nie mam tu na myśli gazów cie­plar­nia­nych ani zmian kli­ma­tu, lecz to przez kogo będzie zamieszkana.

        Czy będzie to tota­li­tar­ne cyberm­ro­wi­sko ste­ro­wa­ne z wyżyn Mor­do­ru pira­mi­dy pychy ludzkiej?

        Czy jeste­śmy się sta­nie obronić?

        Tak, ale jedy­nie wów­czas, gdy naszą wal­kę zako­rze­ni­my w tym, co trans­cen­dent­ne, wykra­cza­ją­ce ponad docze­sność i wyłącz­nie ludz­ką siłę.

        Toczy się więc woj­na o nasze dusze, cała resz­ta to tyl­ko pole bitwy.

Andrzej Kumor