Roz­po­czę­te w czerw­cu nego­cja­cje mię­dzy Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi i Rosją na temat ceny, jakiej Rosja mogła­by zażą­dać w zamian za pro­kla­mo­wa­nie, czy choć­by obiet­ni­cę neu­tral­no­ści w momen­cie, gdy USA przy­stą­pią do osta­tecz­ne­go roz­wią­zy­wa­nia kwe­stii chiń­skiej, weszły w fazę konkretów.

        Rzecz w tym, że szy­ku­jąc się do wspo­mnia­ne­go osta­tecz­ne­go roz­wią­za­nia, Sta­ny Zjed­no­czo­ne muszą wyga­sić kon­flik­ty na innych kie­run­kach. Dla­te­go też, pod osło­ną mocar­stwo­wej reto­ry­ki pre­zy­dent Józio Biden pró­bu­je reak­ty­wo­wać stra­te­gicz­ne part­ner­stwo NATO-Rosja, pro­kla­mo­wa­ne na dwu­dnio­wym szczy­cie NATO w Lizbo­nie 20 listo­pa­da 2010 roku, któ­re następ­nie pre­zy­dent Oba­ma wysa­dził w powie­trze w roku 2013, zapa­la­jąc zie­lo­ne świa­tło dla “maj­da­nu” na Ukra­inie, któ­re­go celem było wyłu­ska­nie tego pań­stwa z rosyj­skiej stre­fy wpły­wów. Bo naj­tward­szym jądrem stra­te­gicz­ne­go part­ner­stwa NATO-Rosja było stra­te­gicz­ne part­ner­stwo nie­miec­ko-rosyj­skie, któ­re zna­ko­mi­cie wytrzy­mu­je pró­by nisz­czą­ce, zaś kamie­niem węgiel­nym tego part­ner­stwa jest podział Euro­py na stre­fę wpły­wów rosyj­skich i stre­fę wpły­wów nie­miec­kich, pra­wie dokład­nie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow.

        Rosja oczy­wi­ście sta­wia warun­ki, licy­tu­jąc w górę, żeby potem mia­ła z cze­go ustę­po­wać. Jed­nym z nich jest gwa­ran­cja, że Ukra­ina i Gru­zja nie zosta­ną przy­ję­te do NATO. Sekre­tarz gene­ral­ny Pak­tu udzie­lił poli­tycz­nie popraw­nej odpo­wie­dzi, że Ukra­ina i Gru­zja same zde­cy­du­ją, czy przy­łą­czą się do NATO, czy nie.

Reklama

        Wszyst­ko to być może, ale art. 10 trak­ta­tu waszyng­toń­skie­go z 1949 roku mówi, że zgo­dę na przy­stą­pie­nie jakie­goś nowe­go pań­stwa do NATO, muszą jed­no­myśl­nie wyra­zić wszy­scy człon­ko­wie Paktu.

        Zatem wystar­czy, jeśli stra­te­gicz­ny part­ner Rosji zło­ży weto, to  ani Ukra­ina, ani Gru­zja do NATO nie zosta­ną przy­ję­te, nawet gdy­by bar­dzo chciały.

        Ale nie jest to jedy­nym ele­men­tem ceny, jaką Rosja zapro­po­no­wa­ła. Poro­zu­mie­nie pary­skie mię­dzy Rosją i USA z roku 1997, zawar­te w związ­ku z pro­gra­mem roz­sze­rze­nia NATO na wschód, prze­wi­dy­wa­ło tzw. środ­ki budo­wy zaufa­nia. Cho­dzi­ło nie tyl­ko o to, by zachod­nia broń jądro­wa nie była prze­su­wa­na na wschód od daw­nej gra­ni­cy nie­miec­ko-nie­miec­kiej, ale też, by na obsza­rze państw przy­ję­tych do NATO w roku 1999, nie były two­rzo­ne “sta­łe bazy” Paktu.

        Tym­cza­sem obec­nie Putin zali­cy­to­wał wyżej – żeby mia­no­wi­cie na obsza­rze państw nale­żą­cych do “wschod­niej flan­ki” NATO nie było żad­nych obcych wojsk — nawet “rota­cyj­nie”. Krót­ko mówiąc, chciał­by utwo­rzyć sobie w Euro­pie Środ­ko­wej “bli­ską zagra­ni­cę” — co jest sta­łym ele­men­tem rosyj­skiej poli­ty­ki od co naj­mniej 300 lat.

        Na to Ame­ry­ka­nie, któ­rzy wła­śnie insta­lu­ją na tym obsza­rze tar­czę anty­ra­kie­to­wą oraz umac­nia­ją “rota­cyj­ną obec­ność” swo­ich wojsk, raczej się nie zgo­dzą – ale w zamian za to mogą ustą­pić gdzie indziej, to zna­czy – na Ukra­inie. Po to wła­śnie Rosja kon­cen­tru­je nad gra­ni­cą woj­ska, by stwo­rzyć pre­zy­den­to­wi Bide­no­wi szan­sę zapre­zen­to­wa­nia się świa­tu w cha­rak­te­rze gołąb­ka poko­ju i jeśli tyl­ko obie­ca on Puti­no­wi zgo­dę na ponow­ne włą­cze­nie  Ukra­iny do rosyj­skiej stre­fy wpły­wów, to żad­nej woj­ny nie będzie, a Rosja swo­je woj­ska wyco­fa – bo sko­ro otrzy­ma powrót Ukra­iny do swo­jej stre­fy wpły­wów bez jed­ne­go wystrza­łu, to po co mia­ła­by pro­wa­dzić jakieś woj­ny? Jak tam będzie, tak tam będzie, zawsze jakoś będzie – bo widać, że nego­cja­cje trwają.

        Tym­cza­sem w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju Naczel­nik Pań­stwa doko­nał praw­dzi­we­go maj­stersz­ty­ku. Zawsze mówi­łem, że jest wir­tu­ozem intry­gi, co praw­da takim, któ­ry z regu­ły poty­ka się na koniec o wła­sne nogi – nie­mniej jed­nak. Ponie­waż musi jakoś prze­ko­nać swo­ich wyznaw­ców, że jest jedy­nym obroń­cą pol­skich inte­re­sów i Pol­ski, to nagle wycią­gnął z sej­mo­wej zamra­żar­ki “lex TVN” i rzu­tem na taśmę ją w Sej­mie przeforsował.

        Usta­wa ta jest nowe­li­za­cją usta­wy o Kra­jo­wej Radzie Radio­fo­nii i Tele­wi­zji i pole­ga na tym, że Rada może nie udzie­lić kon­ce­sji na nada­wa­nie sta­cji tele­wi­zyj­nej, któ­rej wła­ści­ciel ma sie­dzi­bę poza Euro­pej­skim Obsza­rem Gospo­dar­czym. W takiej sytu­acji jest tyl­ko TVN, któ­rą podej­rze­wam, że zosta­ła utwo­rzo­na przy udzia­le pie­nię­dzy ukra­dzio­nych z Fun­du­szu Obsłu­gi Zadłu­że­nia Zagra­nicz­ne­go, z któ­re­go znik­nę­ło 1640 mln dola­rów – chcia­łem napi­sać: bez śla­du – ale prze­cież nie, bo wła­śnie powsta­ła TVN.

        Teraz usta­wa tra­fi­ła do pana pre­zy­den­ta Dudy, któ­ry ma trzy moż­li­wo­ści: albo ją pod­pi­sać, albo zawe­to­wać, albo wresz­cie – skie­ro­wać do Try­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go. Ponie­waż w tej spra­wie klan­gor pod­niósł nie tyl­ko ame­ry­kań­ski char­ge d‘affaires w War­sza­wie, pan Blix Aliu, ale i Depar­ta­ment Sta­nu, to jest bar­dzo mało praw­do­po­dob­ne, że pan pre­zy­dent Duda usta­wę tę podpisze.

        Naj­praw­do­po­dob­niej skie­ru­je ją do Try­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go, nie tyl­ko, żeby zro­bić unik, ale rów­nież dla­te­go, że w tej nowe­li­za­cji prze­gło­so­wa­ne zosta­ły popraw­ki zgło­szo­ne przez Kon­fe­de­ra­cję, m.in. że Kra­jo­wą Radę wybie­ra Sejm za zgo­dą Senatu.

        Takie posta­no­wie­nie jest sprzecz­ne z art. 214 kon­sty­tu­cji, według któ­re­go człon­ko­wie Rady są powo­ły­wa­ni przez Sejm, przez Senat i przez pre­zy­den­ta. W tej sytu­acji TK orzek­nie, że nowe­li­za­cja jest sprzecz­na z kon­sty­tu­cją, więc usta­wa nie zosta­nie pod­pi­sa­na, nie wej­dzie w życie – i tyle.

        Widać wyraź­nie, że wca­le nie cho­dzi­ło o pozba­wie­nie TVN kon­ce­sji, tyl­ko o poka­za­nie wyznaw­com Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go, jak dziel­nie wal­czy on o Pol­skę. No więc poka­zał. Ale na tym nie koniec, bo uda­ło mu się wcią­gnąć do sta­ty­sto­wa­nia w tym przed­sta­wie­niu nie tyl­ko nie­prze­jed­na­ną opo­zy­cję, któ­ra zor­ga­ni­zo­wa­ła mani­fe­sta­cje “w obro­nie wol­nych mediów”, ale nawet Depar­ta­ment Sta­nu i odcię­tą w swo­im cza­sie ze strycz­ka panią komi­sarz UE Verę Jurową.

        Maj­stersz­tyk tym więk­szy, że Depar­ta­ment Sta­nu w cha­rak­te­rze wymie­rzo­nej w Pol­skę sank­cji zapo­wie­dział opóź­nie­nie przy­jaz­du do War­sza­wy pana Brze­ziń­skie­go, któ­ry ma zostać nowym amba­sa­do­rem USA w miej­sce pani Żor­że­ty Mos­ba­cher.  Myślę, że niko­mu nie pęk­nie z tego tytu­łu ser­ce, bo pan Brze­ziń­ski już zapo­wie­dział, że dopil­nu­je, by nikt w Pol­sce nie odwa­żył się sprze­ci­wiać sodom­czy­kom. Oczy­wi­ście Depar­ta­men­to­wi Sta­nu cho­dzi­ło przede wszyst­kim o poka­za­nie AIPAC-owi, jak to się uwi­ja wokół żydow­skich biz­ne­sów — bo wła­ści­cie­lem TVN jest spół­ka Disco­ve­ry Com­mu­ni­ca­tion, któ­rej pre­ze­sem jest pan David Zaslaw z pierw­szo­rzęd­ny­mi korze­nia­mi, podob­no nawet war­szaw­ski­mi – więc też powi­nien być zado­wo­lo­ny, bo pokazał.

        Ale na tym nie koniec, bo jeśli TK, pogar­dli­wie zwa­ny przez postę­pa­ków i folks­doj­czów “try­bu­na­łem Julii Przy­łęb­skiej” uzna “lex TVN” za nie­zgod­ną z kon­sty­tu­cją, to nie będą mie­li oni inne­go wyj­ścia, jak ten pogar­dza­ny try­bu­nał wychwa­lać, jako “obroń­cę wol­no­ści mediów i demokracji”.

        Ale i oni powin­ni być zado­wo­le­ni, bo Jaro­sław Kaczyń­ski stwo­rzył im oka­zję do mani­fe­sta­cji, któ­re odby­wa­ły się pod hasłem: “Wol­ni ludzie, wol­ne media, wol­ne sądy!”

        “Wol­ni ludzie” —  ale masecz­ki zakła­da­ją w pod­sko­kach na każ­de ski­nie­nie rzą­du “dobrej zmia­ny”.  Sko­ro aż tyle pary poszło w gwiz­dek, to trud­no nie uznać tego za maj­stersz­tyk Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go i nie wie­my tyl­ko, jak się na tej intry­dze potknie o wła­sne nogi.

                                                              Sta­ni­sław Michalkiewicz