Z ojcem Pio­trem Wró­blew­skim OMI, misjo­na­rzem obla­tą pra­cu­ją­cym na Ukra­inie roz­ma­wia­my o tam­tej­szej posłu­dze dusz­pa­ster­skiej oraz Świę­tach Boże­go Naro­dze­nia. Ojciec Piotr  przy­był do Kana­dy gło­sić reko­lek­cje adwentowe.

Goniec: Ojcze Pio­trze. bar­dzo się cie­szę, że może­my roz­ma­wiać, bo jest ojciec inte­re­su­ją­cym czło­wie­kiem nie tyl­ko ze wzglę­du na swo­ją posłu­gę, ale ze wzglę­du na to, gdzie ojciec tę posłu­gę spra­wu­je; bo na Ukra­inie, bo na tych zie­miach nazna­czo­nych cier­pie­niem ludz­kim; głód — Hoło­do­mor, Sowie­ci, wywóz­ki, póź­niej woj­ny, a ostat­nio  Czar­no­byl tak­że. Napraw­dę wśród ludzi, któ­rzy wie­dzą, co to jest cier­pie­nie,  jak­by tych ludzi ojciec określił?

O. Piotr Wró­blew­ski OMI: Ja rów­nież dzię­ku­ję za moż­li­wość spo­tka­nia; tak jak pan wspo­mniał, Ukra­ina to róż­ne eta­py,  róż­ne wyda­rze­nia z histo­rii. Oprócz Czar­no­by­la jesz­cze dwa wyda­rze­nia ostat­nio, naj­pierw „poma­rań­czo­wa rewo­lu­cja” i teraz „rewo­lu­cja god­no­ści”, jak Ukra­iń­cy ją nazy­wa­ją, a prak­tycz­nie woj­na, dzia­ła­nia wojen­ne na tere­nie Ukrainy.

Reklama

        Ukra­ina jest na tyle dużym kra­jem i na tyle róż­no­rod­nym, że trud­no okre­ślić dwo­ma, trze­ma zda­nia­mi, jacy to są ludzie. Na pew­no men­tal­no­ścią są bli­scy nam, czy­li Sło­wia­nie, czy­li jest pew­na zadzior­ność i pew­na poko­ra, i pomoc w bie­dzie, gościnność.

        No, ale mimo wszyst­ko, ta rewo­lu­cja komu­ni­stycz­na i komu­nizm na zie­miach ukra­iń­skich były o wie­le cięż­sze i pozo­sta­wi­ły po sobie wie­le w ser­cach ludz­kich. Nie mogę okre­ślić dwo­ma, trze­ma zda­nia­mi, jacy to są ludzie.

- A ilu jest kato­li­ków? Tam to były zie­mie pol­skie, było dużo Pola­ków, kato­li­ków, no ale też zie­mie ruskie, w tym sen­sie, że jest pra­wo­sła­wie, jest Kościół unic­ki. Jak to jest pod tym wzglę­dem tam, gdzie ojciec posłu­gu­je, bo jesz­cze  nie powie­dzie­li­śmy, że to jest Czer­ni­hów, to byłe województwo.

- Czer­ni­hów jest mia­stem woje­wódz­kim, a gra­ni­ce woje­wódz­twa mniej wię­cej pokry­wa­ją się z gra­ni­ca­mi księ­stwa czer­ni­how­skie­go, któ­re król Kazi­mierz pod­czas ślu­bów jasno­gór­skich w kate­drze lwow­skiej oddał pod opie­kę Mat­ki Bożej, więc te zie­mie wcho­dzi­ły krót­ki czas, bar­dzo krót­ki, w gra­ni­ce  Koro­ny z cza­sów unii Pol­ski i Litwy, ale gene­ral­nie to były zie­mie rosyj­skie, a teraz ukra­iń­skie, i jeśli cho­dzi o Ukra­inę ta świa­do­mość ukra­iń­ska teraz się budzi.

        Ja tak dla sie­bie, dzie­lę Ukra­inę na trzy czę­ści  — zachod­nią, cen­tral­ną i wschod­nią i one będą się róż­nić nawet języ­kiem; na wschod­niej Ukra­inie, ludzie nie rozu­mie­ją języ­ka ukra­iń­skie­go, mówią tyl­ko po rosyj­sku, tak zosta­li wycho­wa­ni, choć budzi się ta świa­do­mość ukraińska.

        Na przy­kład, w takim mie­ście Char­ków, któ­re było zawsze uwa­ża­ne — jak ja pamię­tam przy­jeż­dża­łem tam w 2010 r. — zawsze się mówi­ło „Char­ków rosyj­ski”. Rosyj­ski, cho­ciaż na tere­nie Ukra­iny, a dziś ta świa­do­mość ukra­iń­ska jest już o wie­le większa.

        Więc na wschod­nią Ukra­inę i tam pra­wo­sła­wie, i cen­tral­na Ukra­ina, to jest — powiedz­my taka mie­szan­ka, i trosz­kę gre­ko­ka­to­li­ków, trosz­kę rzym­skich kato­li­ków, więk­szość pra­wo­sław­nych i tutaj języ­ki mie­sza­ne, rosyj­ski ukra­iń­ski i tzw. sużyk, czy­li mie­sza­ny język; gra­ma­ty­ka ukra­iń­ska, ale np. sło­wa rosyjskie.

        No i zachod­nia Ukra­ina. Tak, ona w więk­szo­ści jest kato­lic­ka, to jest ten Kościół ukra­iń­ski, gre­ko­ka­to­li­ków, grec­ko­ka­to­lic­ki, ukra­iń­ski Kościół, gdzie jest naj­wię­cej wyznaw­ców na zachod­niej Ukra­inie, ale z rzym­skich kato­li­ków jest naj­wię­cej sto­sun­ko­wo w zachod­niej Ukra­inie i na Podolu.

- Sły­sza­łem, że te sto­sun­ki się zmie­ni­ły ze wzglę­du na to, co się sta­ło na Woły­niu, że Pola­ków z zachod­niej Ukra­iny dużo wyje­cha­ło. Para­dok­sal­nie w tej wschod­niej czę­ści zosta­li ci, któ­rzy jesz­cze tam byli od pokoleń.

- O Woły­niu nie wspo­mi­nam, jest to osob­na kar­ta histo­rii. Geo­gra­ficz­nie Wołyń leży na zachod­niej Ukra­inie, ale aku­rat w tej czę­ści pół­noc­no-zachod­niej Ukra­iny, tam Pola­ków prak­tycz­nie nie ma, i kato­li­ków prak­tycz­nie nie ma, dla­te­go że zosta­li wymor­do­wa­ni. Nigdy nie pra­co­wa­łem na tam­tych tere­nach; tam, gdzie byłem, w cen­tral­nej Ukra­inie, na połu­dniu, w ogó­le tego tema­tu nie ma. Nato­miast wiem, że na Zacho­dzie na tam­tych zie­miach, to jesz­cze jest żywe, ludzie się boją mówić, bo np. wie­dzą, że dzia­dek czy ktoś z rodzi­ny brał udział w tym. I to jest  do dzi­siaj w wie­lu rodzi­nach temat tabu.

- Tam, gdzie ojciec posłu­gu­je, to jest mia­sto pra­wie 300-tysięcz­ne,  ile jest kościołów?

- Te kato­lic­kie są dwa, jeden jest grec­ko­ka­to­lic­ki, dru­gi rzymskokatolicki.

- Ten rzym­sko­ka­to­lic­ki cały czas był rzym­sko kato­lic­ki, czy został nada­ny, przywrócony?

- Na ile się orien­tu­ję w histo­rii Czer­ni­ho­wa, tam zawsze był kościół rzym­sko­ka­to­lic­ki. Oczy­wi­ście, poza rewo­lu­cją; od 1917 roku, był taki czas, ludzie wspo­mi­na­ją, że na to duże mia­sto tyl­ko jed­na cer­kiew była otwar­ta, więc i kościo­ły auto­ma­tycz­nie też były pozamykane.

        Zawsze kościół kato­lic­ki był, obec­na para­fia w któ­rej posłu­gu­je­my, to jest kościół wybu­do­wa­ny na nowym miej­scu, nato­miast kościół, budy­nek kościo­ła z począt­ku XX wie­ku,  był pol­ski. Polo­nia dba o  grób pierw­sze­go pro­bosz­cza tego kościo­ła z począt­ku XX wie­ku, ale ten kościół został zabra­ny na archi­wum, do tej pory  nie odda­no go i nie­ste­ty już raczej nie oddadzą.

- A jak to było z tym powo­ła­niem, jak to było z wyjaz­dem? Jed­ni chcą do Afry­ki, do jakichś egzo­tycz­nych kra­jów, a ojciec tak nie­opo­dal, ale chy­ba na zie­miach nie­zwy­kle cie­ka­wych pod wzglę­dem ewan­ge­li­za­cji, u ludzi z wie­lo­ma doświadczeniami?

- Chy­ba wszę­dzie tam, gdzie są ludzie jest cie­ka­wie, bo ludz­kie ser­ce jest cie­ka­we. Dla­cze­go Ukra­ina; histo­ria może nie aż tak skom­pli­ko­wa­na, ale też nie pro­sta. Ja wstę­po­wa­łem do zgro­ma­dze­nia misjo­na­rzy obla­tów z myślą, by poje­chać kie­dyś na misje i jakoś tak od same­go począt­ku podo­bał mi się Wschód. Może ze wzglę­du na to, że mia­łem jesz­cze język — w liceum moja kla­sa mia­ła język rosyj­ski i tego języ­ka wte­dy bar­dzo nie lubi­łem.  Przez jakiś czas, jeden rok w semi­na­rium, miesz­ka­łem z bra­tem z Ukra­iny. Bar­dzo dobrze nam się miesz­ka­ło, ale powie­dzia­łem do nie­go, słu­chaj Sier­giej, ja nigdy nie poja­dę na Ukrainę…

        No, ale przy­szedł czas ostat­nie­go roku i roz­mo­wa z pro­win­cja­łem, powie­dzia­łem pro­win­cja­ło­wi tak, że chcę jechać na wschód, ale raczej nie Ukra­ina, i raczej nie od razu po świę­ce­niach. Przy­chy­lił się do mojej proś­by. Ale tak wyszło wła­śnie, że w tym cza­sie obla­ci przy­ję­li nowe zobo­wią­za­nie i prze­ję­li nowy dom i trze­ba było jak naj­wię­cej misjo­na­rzy i dowie­dzia­łem się, że mogę jechać na Ukra­inę. To było ponad 11 lat temu w 2010 roku.

- Czy­li już jest tam duże doświad­cze­nie tych ludzi i tego Kościoła?

- Tego jest dużo, ale chy­ba jesz­cze za mało.

- W takim razie, jaka jest wia­ra na Ukra­inie? Jaka jest wia­ra tam­tych kato­li­ków? Mówi­li­śmy, że na Woły­niu nie ma Pola­ków. Czy ci ludzie, w tym koście­le kato­lic­kim, to są w więk­szo­ści Pola­cy? Czy Msze świę­te są odpra­wia­ne po pol­sku, po ukra­iń­sku? Jak to wygląda?

- W róż­nych para­fiach, gdzie byłem, róż­nie to wyglądało.

- A w jakich para­fiach ojciec był na Ukrainie?

- Musiał­bym poli­czyć, bo byłem na Podo­lu przez trzy lata, potem byłem w cen­tral­nej Ukra­inie obok Kijo­wa. To jest chy­ba pią­ty dom, w któ­rym jestem.

- I to jest nie­da­le­ko Czarnobyla?

- Nie­da­le­ko. Tak w linii pro­stej  80 kilo­me­trów do Czar­no­by­la, mówi­my o czwar­tym reaktorze.

        Czar­no­byl jest trosz­kę dalej. Elek­trow­nia w Czar­no­by­lu tak de fac­to znaj­do­wa­ła się w Prypeci.

        Czer­ni­hów to jest mia­sto z korze­nia­mi rosyj­ski­mi, o rosyj­sko­ję­zycz­nych korze­niach, ukra­iń­skich też; u nas w para­fii są w nie­dzie­lę msze w dwóch języ­kach; jest w języ­ku pol­skim, ale to są Pola­cy i nie Pola­cy; nikt nie ma pasz­por­tu pol­skie­go, ale to są ludzie, któ­rzy mają Kar­tę Pola­ka i korze­nie pol­skie, bie­gle mówi po pol­sku tak do 30 ludzi, z tego może kil­ka, może mak­sy­mal­nie do 10 osób, roz­ma­wia swo­bod­nie w języ­ku pol­skim; czu­ją się Pola­ka­mi, a tak to litur­gie spra­wo­wa­ne są w języ­ku ukraińskim.

        My kato­li­cy na Ukra­inie wyróż­nia­my się tym, że jeste­śmy mniej­szo­ścią. Nasza para­fia rzym­sko­ka­to­lic­ka — w nie­dzie­lę do 100 ludzi przy­cho­dzi na 300 tysięcz­ne mia­sto. Jest też tro­chę protestantów.

- Przy­jeż­dża­ją z daleka?

- Nie, tyl­ko z mia­sta. Gene­ral­nie mia­sto i te pierw­sze wio­ski. My jeste­śmy w mniej­szo­ści, więc gene­ral­nie mamy wszyst­kie pra­wa mniej­szo­ści, wszyst­kie te spo­łecz­ne kon­wen­cje, jakie wyni­ka­ją z tego, że jeste­śmy w mniejszości.

        Nie­któ­rzy tak patrzą, że nasz Kościół kato­lic­ki moc­no, mimo wszyst­ko, pil­nu­je tego, że nie­dziel­na Eucha­ry­stia jest obowiązkiem.

        Kościół pra­wo­sław­ny ma to samo przy­ka­za­nie, pamię­taj, abyś dzień świę­ty świę­cił. Róż­nie do tego pra­wo­sław­ni pod­cho­dzą. Więc dla wie­lu ludzi wyróż­nia­my się tą gor­li­wo­ścią. Ja bym to tak nazwał. Nato­miast  prze­ło­że­nie na życie,  pro­ble­my są takie, jak wszę­dzie, ale powiedz­my, jeste­śmy w mniej­szo­ści, więc musi­my się wyróż­niać, dawać świadectwo

- Jak Świę­ta wyglądają? 

- Ukra­iń­ski kościół rzym­sko­ka­to­lic­ki jest bar­dzo podob­ny do Kościo­ła kato­lic­kie­go w Pol­sce, wie­le tra­dy­cji jest wspól­nych. Ten kolo­ryt ukra­iń­ski jest oczy­wi­ście na Ukra­inie i Boże Naro­dze­nie i Wiel­ka­noc są dwie; są dwa Boże Naro­dze­nia. My świę­tu­je­my 25 grud­nia Boże Naro­dze­nie, potem jest 1 stycz­nia Nowy Rok, któ­ry świę­tu­ją wszy­scy, potem jesz­cze 7 stycz­nia — pra­wo­sław­ni świętują.

- A któ­ry dzień  jest wol­ny od pracy?

- Teraz ostat­nio są dwa; kato­li­cy wywal­czy­li w par­la­men­cie, że 25 grud­nia jest dniem wol­nym w całej Ukra­inie, więc mamy moż­li­wość spo­koj­nie świę­to­wać. Dużo jest rodzin mie­sza­nych więc  takich czy­sto kato­lic­kich jest bar­dzo mało, zwłasz­cza te młod­sze pokolenia.

- Ojciec tutaj przy­je­chał gło­sić reko­lek­cje; jak naj­le­piej przy­go­to­wać się do Świąt? My mamy tutaj, myślę, trud­niej niż na Ukra­inie bo tu u nas jest bar­dzo czę­sto — może nie teraz, gdy jest pan­de­mia — ale jest taki festi­wal zaku­pów,  komer­cja,  pod­nie­ce­nie zaku­pa­mi, kon­sump­cją, a do tego jesz­cze docho­dzi  odchry­stia­ni­zo­wa­nie tego okre­su.   Jak to jest, czy to doświad­cze­nie ukra­iń­skie lepiej przy­go­to­wu­je do Świąt?

- Wyda­je mi się, że fak­tycz­nie tam jest trosz­kę lepiej, mniej jest bie­ga­nia za zaku­pa­mi, ze wzglę­du na to, że mate­rial­nie żyje się tro­chę cię­żej, więc powiedz­my jest to w mniej­szej ska­li, ale jest.

        Jak się dobrze przy­go­to­wać. Trud­no mi dać radę.

- Iść na rekolekcje?

- Dobrze, jak ktoś cho­dzi, ale żeby  dobrze się przy­go­to­wać do Boże­go Naro­dze­nia wca­le nie trze­ba być na reko­lek­cjach. Dobrze, jeśli ktoś cho­dził, bo to daje moż­li­wość zatrzy­mać się na trzy, czte­ry dni, posłu­chać cze­goś więcej.

        W cza­sie tych świąt trze­ba się zatrzy­mać, pan­de­mia zatrzy­ma­ła nas, ale zatrzy­ma­ła  na sobie; na pro­ble­mach, że pra­ca, że co będzie dalej? Cho­ro­ba i strach, a tu mamy się zatrzy­mać z inne­go powo­du; zatrzy­maj się, bo Bóg się rodzi, ktoś przy­cho­dzi na świat, już jest, ale świę­tu­je­my to w litur­gii, że Bóg przychodzi.

        Może taka pod­po­wiedź, może dla każ­de­go będą róż­ne środ­ki. Jak to zro­bić, by nie stra­cić tego, co jest naj­waż­niej­sze, czy­li tego, że Bóg przychodzi.

        Jak się przy­go­to­wać na spo­tka­nie z Bogiem; każ­dy niech sobie odpo­wie zgod­nie ze swo­im sumieniem.

        Kościół daje moż­li­wość, narzę­dzia, rodzi­na też może mieć pew­ne narzę­dzia, Pan Bóg cza­sa­mi przez wyda­rze­nia prze­ma­wia. Może jakaś tra­ge­dia, czy jakieś dobre wyda­rze­nie w tych dniach też czło­wie­ka może zatrzy­mać i sku­pić na tym, co jest najważniejsze.

- Czy­li nie sku­piać się na sobie, na swo­ich pro­ble­mach? Wyjść do innych ludzi?

- Do nich też, ale wyjść do Pana Boga, zoba­czyć co się dzie­je, na pew­no wyj­ście do ludzi też jest pew­ną for­mą wyj­ścia do Boga. Ponad­to, jest to prze­pięk­ne w pol­skiej tra­dy­cji, że dba­my o bied­nych i ja przy­pusz­czam, że dla tych wolon­ta­riu­szy, któ­rzy orga­ni­zu­ją taką wigi­lię dla bied­nych, to być może jest to naj­pięk­niej­szy czas, bo w rodzi­nie już od wie­lu lat świę­tu­je­my, a tu mamy oka­zję spo­tkać się z Panem Bogiem i dać coś dla innych.

- Po pro­stu, uświa­do­mić sobie, że rzą­dzi Pan Jezus, że jest kró­lem, i  w tym kon­tek­ście te wszyst­kie nasze pro­ble­my trze­ba widzieć?

- Boże Naro­dze­nie, Bóg się rodzi!

- Moc truchleje.

- Moc tru­chle­je, wszel­ka moc,  nasza ludzka.

- Ojciec pierw­szy raz tutaj na tym kontynencie?

- Pierw­szy raz. Jak­bym jesz­cze opo­wie­dział histo­rię, jak do Kana­dy lecia­łem, to już w ogó­le Boża opatrz­ność pro­wa­dzi­ła, pierw­szy lot za oce­an do Kana­dy, po tej pan­de­mii. A będzie jesz­cze zachód Kana­dy, Vancouver.

- Nasze śro­do­wi­sko polo­nij­ne to chy­ba takie małe mia­stecz­ko? Jak to widać w sto­sun­ku do para­fii w Pol­sce? A skąd ojciec w Pol­sce pochodzi?

- Pocho­dzę ze Skar­ży­ska-Kamien­nej w Świę­to­krzy­skiem. Trud­no mi mówić, jestem 11 lat poza Pol­ską i Pol­skę odwie­dzam raz w roku, cza­sa­mi dwa razy w roku, jak jestem na urlo­pie, mam tyl­ko doświad­cze­nie z mojej rodzin­nej para­fii. Porów­na­nia tutaj nie mam.

- A jak jest na Ukra­inie, jest ado­ra­cja Naj­święt­sze­go Sakra­men­tu, są tego rodza­ju rzeczy?

- Tak, podob­nie jak wszyst­kie nabo­żeń­stwa, nowenny.

- Pra­cu­je się w para­fiach z oso­ba­mi świec­ki­mi czy one się udzie­la­ją? Jak to wygląda?

- Wyglą­da bar­dzo podob­nie jak tutaj, tyl­ko w małych wspól­no­tach. Spe­cy­fi­ka jest trosz­kę inna, bo po pro­stu ludzi w para­fii, czy­li takich któ­rzy przy­cho­dzą na Mszę świę­tą to jest 40 osób. Ja cza­sa­mi żar­tu­ję, że całą para­fię mam w tele­fo­nie komór­ko­wym. Wszyst­kich znam i cały czas jeste­śmy w kon­tak­cie, więc oni się udzie­la­ją, jak naj­bar­dziej. Sta­ram się, aby czu­li, że to jest ich kościół, to jest ich para­fia, to jest ich rodzina.

        Z gru­pa­mi róż­nie to wyglą­da, bo nasza pra­ca dusz­pa­ster­ska gene­ral­nie sku­pia się na dwóch dniach w tygo­dniu, sobo­ta, nie­dzie­la. W tygo­dniu, ludzie pra­cu­ją są zaję­ci, a cza­sa­mi z dru­gie­go koń­ca mia­sta muszą przy­je­chać. Ludzie nie mają samo­cho­dów, nie muszę mieć par­kin­gu przed kościo­łem. Na świę­te­go Krzysz­to­fa mia­łem czte­ry auta do poświę­ce­nia. Jak ludzie muszą z dru­gie­go koń­ca mia­sta przy­je­chać wie­czo­rem, po pra­cy, to wie­lu ludzi nie przy­je­dzie. Więc gene­ral­nie takie dusz­pa­ster­stwo to jest sobo­ta i niedziela.

-  A pomoc ludziom z pro­ble­ma­mi, jak alkoholizm?

- Powiem tyl­ko ogól­nie, że przy para­fii spo­ty­ka się na przy­kład gru­pa ano­ni­mo­wych narkomanów.

- Nar­ko­ma­nia też jest?

- Tak. Jest gru­pa Doro­słe Dzie­ci Alko­ho­li­ków. Alko­hol zada­je wie­le ran, wie­le ran to roz­bi­te rodzi­ny, czy­li ojco­wie, któ­rzy są nie­obec­ni, nie tyl­ko ze wzglę­du na emi­gra­cję, ale bo ucie­kli, więc kobie­ty samot­nie wycho­wu­ją­ce dzie­ci, te rany bez ojco­stwa te dzie­ci nio­są. Komu­nizm też swo­je zro­bił. Gdzieś tam jesz­cze w ludziach jest, że to nie moje, pań­stwo­we, to mogę wziąć. Obec­ny też jest kon­sump­cjo­nizm wśród mło­dzie­ży. Star­sze poko­le­nie żyje trosz­kę men­tal­nie w komu­nie, a mło­dzi już są „na Zacho­dzie”, jest konsumpcjonizm.

- Dużo ludzi wyjeż­dża do Pol­ski, na Zachód?

- To jest w całym kra­ju nie tyl­ko z zachod­niej i cen­tral­nej Ukra­iny. Ja pamię­tam tyl­ko przy­sze­dłem do nich, już jed­ną rodzi­nę do Pol­ski wiozłem.

- Ojciec powie­dział, że Świę­ta róż­nie wyglą­da­ją, w róż­nych czę­ściach Ukra­iny. Na czym te róż­ni­ce polegają?

- Zachód (Ukra­iny) będzie bar­dziej poboż­ny, a wschód trosz­kę mniej poboż­ny. Wśród kato­li­ków jest taki ogól­ny sza­blon, jak się świę­tu­je, ta Msza świę­ta noc­na, Paster­ka, pra­wie że jest obo­wiąz­ko­wa, ale nie zawsze jest o pół­no­cy, bo załóż­my np. nie każ­dy ma samo­chód, o dru­giej w nocy trze­ba jakoś do domu wró­cić, więc ta msza musi się skoń­czyć do 22.00, żeby jesz­cze był trans­port miejski.

         Zawsze Paster­ka jest takim bar­dzo waż­nym ele­men­tem, w Pol­sce jest waż­na, ale powiedz­my, nie dla wszyst­kich. Tam, jak kato­lik, to raczej wie, że musi pójść.

        Jest oczy­wi­ście, dzie­le­nie się opłat­kiem, jest wie­cze­rza wigi­lij­na, na sto­le oczy­wi­ście potra­wy mogą być róż­ne, w zależ­no­ści od czę­ści Ukra­iny, no i potem  te tra­dy­cje trosz­kę pra­wo­sław­ne w każ­dej rodzi­nie też mogą być różne.

- Jak to jest z utrzy­ma­niem kościo­ła. Kościół się utrzy­mu­je sam, czy jed­nak potrze­ba wspar­cia, potrze­ba pomocy?

- Ksiądz, żeby się utrzy­mać i utrzy­mać para­fię musi szu­kać innych środ­ków. Oczy­wi­ście, jeśli nie znaj­dzie ich, to z gło­du nie zgi­nie, ludzie przy­nio­są jedzenie.

- Po tym Wiel­kim Gło­dzie czy jest coś takie­go, że wła­śnie daje się jedze­nie, daje się sało, że to w tej men­tal­no­ści się zagnieździło?

- W star­szym poko­le­niu na pew­no tak. Młod­sze poko­le­nie już nie. Gene­ral­nie jedze­nie jest dostęp­ne i też ludzie o księ­dza potra­fią zadbać, nie mają, załóż­my, jakiejś kopiej­ki dać na tacę, ale „niech ojciec niech przy­je­dzie, worek ziem­nia­ków sobie weź­mie, czy mar­chew, czy bura­ki”. Takie rze­czy dosta­je­my od ludzi, więc to tak wygląda.

- Chcia­łem na koniec zapy­tać o radość dawa­nia sie­bie w kapłań­stwie; jak to jest u ojca? Jak to jest po tych wszyst­kich latach, bo już ojciec nie jest mło­dym czło­wie­kiem; dobra dro­ga, dobry wybór, bo widzę, że od ojca bije takie cie­pło i radość.

- Być może mój cha­rak­ter, może tem­pe­ra­ment, też pomaga

- Jak to z powo­ła­niem było?

- Z powo­ła­niem róż­nie było. Pan Bóg osta­tecz­nie wezwał, za fra­ki wziął i przy­cią­gnął. Róż­ne momen­ty bywa­ją w kapłań­stwie, przy­pusz­czam że w mał­żeń­stwie też jest wie­le trud­nych momen­tów, i w kapłań­stwie też jest wie­le trud­nych momen­tów i są upad­ki, są rado­ści. No i są prze­pięk­ne chwi­le, kie­dy jako ksiądz, mam oka­zję towa­rzy­szyć czło­wie­ko­wi, któ­ry do Pana Boga się zbliża.

        Oczy­wi­ście, jest radość z tych owie­czek, któ­re są w Koście­le i korzy­sta­ją z sakra­men­tów. Ale dla mnie ogrom­na radość, kie­dy towa­rzy­szę w kie­row­nic­twie ducho­wym, czy na spo­wie­dzi, ktoś po wie­lu latach wra­ca i ta radość, że on ten cię­żar zrzu­cił z sie­bie, do Pana Boga przy­szedł i teraz będzie mu trosz­kę lżej; nie będzie miał w ogó­le lek­ko, ale będzie miał trosz­kę lżej, bo nie musi nieść tego cię­ża­ru sam.

        To jest jakąś taką rado­ścią i pocie­sze­niem i chy­ba gene­ral­nie w takim śro­do­wi­sku, jak widzę też tutaj, ludzie bar­dzo życz­li­wie przyj­mu­ją. Ja w sumie jestem obcą oso­bą w para­fii, a wie­le  uśmie­chów, nawet jak patrzę, ludzie w koście­le  się uśmie­cha­ją i to też daje taką radość, że jestem potrzebny.

        Też może wspo­mnę, bo to było nie­sa­mo­wi­te, jak w dru­gim roku kapłań­stwa rodzi­ce mnie po raz pierw­szy odwie­dzi­li, a ja byłem w para­fii, w któ­rej nie było księ­dza przez lata.

        Jesz­cze ludzie pamię­ta­li, że sta­wia­li ornat na ołtarz. Potem ksiądz przy­jeż­dżał, raz w tygo­dniu odpra­wiał Mszę Świę­tą, a ja byłem wła­śnie w tej pierw­szej wspól­no­cie księ­ży, któ­rzy na sta­łe zamieszkali.

        Rodzi­ce przy­je­cha­li i w tygo­dniu oko­ło 20 osób przy­szło na Mszę św. i po mszy z kwia­ta­mi do rodzi­ców, i dzię­ku­ją, że odda­li swo­je­go syna na księ­dza, bo mogą mieć teraz księ­dza, bo wie­dzą co to zna­czy.  Nie to, że sobie wybie­ra­my, o ten taki, ten nie taki; tam nie było w ogó­le księ­dza i za każ­de­go byli wdzięcz­ni i mnie to tak za ser­ce uję­ło, że to tak tym ludziom jest potrzebne.

- Bar­dzo dzię­ku­ję. Niech Pan Bóg pro­wa­dzi, ota­cza opie­ką, bo kapła­ni są potrzeb­ni, zwłasz­cza w dzi­siej­szych czasach.

- Korzy­sta­jąc z tej oka­zji chciał­bym wszyst­kim pobło­go­sła­wić na te Świę­ta i życzyć niech Nowo Naro­dzo­ny przyj­dzie do każ­de­go z nas z tą rado­ścią, z tym poko­jem, któ­re­go tak bar­dzo potrzebujemy.

- Weso­łych Świąt!