Ottawa, piątek 11 dzień lutego odwiedzamy kuchnię, gdzie Piotr Zając nieoceniony polski kucharz, gotuje dla uczestników Konwoju

Piotr Zając: To się stało spontanicznie, wszystko dosłownie w ciągu 48 – 72 godzin.

        Moja znajoma, z którą współpracujemy z ogniska 13.  Związek Polek w Kanadzie zadzwoniła do mnie, że wysyłają kiełbaski, bułki, pączki do Ottawy, i że jest tego bardzo dużo, ja mówię, no to wysyłajmy, ale trzeba się jedzeniem zająć, żeby się nie zepsuło.

        I zaraz sobie pomyślałem, że przydałoby się zrobić coś ciepłego, bo wtedy było minus 27, więc mówię; kiełbaski i wszystko na zimno, ale zupy, gulasze i przydałyby się takie ciepłe dania, zaraz mi przyszło do głowy, że mógłbym pojechać, bo dzięki naszemu premierowi nie pracuję praktycznie od dwóch lat, więc siedzę w domu, nic nie robię.

        No i od słowa do słowa telefon za telefonem na drugi dzień zadzwoniły do mnie dwie dziewczyny, które organizowały to wszystko. Powiedziałem im, że potrzebuję kuchnię z wodą bieżącą, ze sprzętem i mogę jechać robić. Na następny dzień była kuchnia, było mieszkanie dla mnie, była pomocnica dla mnie i ja zgłosiłem na Facebooku, że wszelkie dotacje żywności, cokolwiek mogą dać.

        Ze sobą zabrałem swój sprzęt, spakowała minivana i w trzecim dniu naszej działalności byłem tu, w Ottawie, gdzie trafiłem do fantastycznego  miejsca, przyjęli mnie, normalnie, z sercem na talerzu.

– Trafił pan tak, po prostu, przez zasłyszenie.

– Nie, nie to było zorganizowane przez tych wszystkich organizatorów, którzy się zajmują protestem.

        To nie było jechanie w ciemno  tu jest wszystko załatwione przez osoby, które są związane z organizatorami protestu. Tu jest kościół, w którym jest pastor, i pastora żona – są fantastyczni ludzie, dali nam kuchnię, jakieś 5 dni byliśmy u nich tam żeśmy nocowali, później jak żeśmy zaczęli tu pracować, był po prostu, konwój pomocy ludzi z Mississaugi przyjechało wielu moich znajomych, których nie widziałem od lat,  internet jest w tej chwili bardzo power i wszyscy się dowiedzieli dosłownie w ciągu dwóch dni.

        No i co. Jesteśmy tutaj i działamy. Jesteśmy już drugi tydzień codziennie robimy z tego, co mamy, jeżeli mi coś brakuje, to tak, jak mówię, dostałem pieniądze od ludzi i wszystko pokażę ile włożyłem. Jeżeli cokolwiek zostanie to zrobimy jakąś imprezę charytatywną, żeby zebrać pieniążki na jakieś cele czy jakieś dzieci czy kościół może będzie potrzebował na jakieś remonty czy cokolwiek, w tej chwili jesteśmy w takim momencie, że to wszystko, z tych wszystkich produktów, które nam przywieźli, żeśmy zużyli i w tej chwili, jeżeli coś potrzebuję, to jadę do hurtowni, nie kupuję w sklepach, tylko żeby było taniej, kupuję w hurtowni i przywożę tutaj na bieżąco.

        W większości gotujemy pod kanadyjską publikę, bo niestety, ale większość tych trakowców to są Kanadyjczycy, tak że gotujemy im zupy. Mógłbym wymienić kilka, ale to już są bardzo duże ilości.

–  Ile litrów wychodzi codziennie?

PZ: – W litrach jest mi trudno powiedzieć, lepiej w porcjach, bo to mam bardziej już w głowie; w tej chwili mamy odbiorców regularnych, którzy przyjeżdżają o 11, o 14 i 17, i wydajemy im od 40 do 50 porcji; trochę zup, trochę gulaszów trochę jakiś caserolle z ryżem lub ziemniakami, do tego dajemy, mamy bardzo dużo polskiego chleba, który żeśmy dostali od piekarni.

        Dziewczyny do pomocy, Ula, która mi pomaga to ona już koordynuje sobie, ile dziewczyn potrzebuje rano, i ile potrzebuje po południu.

        I jest tylko jedna taka sprawa że ja mogę tu być jeszcze ile trzeba będzie, ale Ula potrzebuje przynajmniej jeden dzień, żeby pobyć w domu odpocząć, bo to psychicznie i fizycznie jest bardzo wymagające, to nie chcę żeby ktoś tutaj „siadł”, jakby to powiedzieć kolokwialnie, potrzebny jest odpoczynek.

        Zapowiadają się ludzie nowi na ten weekend, prawdopodobnie może być tak, że może być nawet za dużo, ale jak to mówią, od przybytku głowa nie boli, jeżeli będzie za dużo, to, kto chce iść, na przykład, na parę godzin pod parlament, niech się pokaże tam, a tu będziemy ustalać taką liczbę osób, żeby nie było zamętu w kuchni, bo jak jest za dużo ludzi to myśli nie można zebrać.

– Jak można pomóc? Pieniądze?

PZ: – W tej chwili najlepszym rozwiązaniem są pieniążki, dlatego że ja mam hurtownię – jak powiedziałem – pod nosem po drodze bo przenieśliśmy się od pastora, gdzie mieszkaliśmy 5 dni. Przyjechali fantastyczni ludzie, Polacy, którzy są z emigracji z 81 roku, zaoferowali nam miejsce u nich, gdzie mamy warunki fantastyczne. Ludzie są niesamowici,  otwarci przyjacielscy, i przede wszystkim obdarzyli nas wielkim zaufaniem, wpuszczają do domu i po drodze z tego właśnie miejsca, gdzie jest bliżej niż od pastora, mamy hurtownię, tak że ja zrobię sobie listę produktów, które mi jest potrzeba i na bieżąco, bo problem polega na tym, że nie mam warunków do dłuższego przechowywania, bo nie ma dużej lodówki, zamrażarki, a te co są, są małe i już obłożone strasznie.

– Czyli zupy są świeże?

PZ: -Zupy są świeże, absolutnie mam zupy, które mi przysłali tutaj od pań z Mississaugi, ale one są w stadium zimnym, więc my je rozdajemy też, ale to panowie sobie tam chowają, nasz pomysł był żeby nie zostawiać im sprężarki zupami tylko dać im gorącą zupę, jak jest minus 25 stopni.

– A oni mają jeszcze propan żeby podgrzać?

PZ: Z tego co ja widziałem bo, byłem dwa razy w downtown to tam ludzie w tym samym centrum to są wyposażeni potąd; mają wszystko, mają propan, mają grille, mają podgrzewarki, mają mikrofale, ale my szukamy też konwojów i gdzie stoją traki w bardziej odległych miejscach. Wczoraj dziewczyny znalazły bardziej takie, jak one to powiedziały, mniej zasobne miejsce i pojechały tam z pierogami, gotowały cały dzień pierogi w drugiej kuchni, praktycznie zorganizowaliśmy drugą kuchnię, żeby tutaj już nie mieszać, to pojechały tam i robiły tam pierogi. Dzisiaj mają te pierogi i jutro znowu wracają.

– Mówiliśmy o pieniądzach, jak  przekazać? Jest jakieś konto?

PZ: – Konta jako takiego na razie nie ma. Jest nas w gruncie rzeczy czworo, którzy żeśmy zaczęli to wszystko organizować, jestem ja, Bernadeta Mróz, jest Ania Machadura i jest Ula która mi pomaga. Jeżeli ktoś ma ochotę i sobie życzy, to ja mogę podać e-mail i na ten e-mail

pete_z@outlook.com

można wysłać e-transfer.

– Jest to najprostsza forma?

PZ: – I najszybsza, i będzie to udokumentowane, że było przesłane.

– Nie wiem jak to pan ocenia w porównaniu z tymi rzeczami, które były w Polsce, Solidarność, ten zryw. Jaka jest atmosfera?

PZ: – Właśnie taka. Ja miałem 15 lat, jak był stan wojenny w Polsce, jeżeli to się pokazało to dla mnie było to samo, co tam dlatego nie było żadnego znaku zapytania, tylko była decyzja spontaniczna. Żona przyjechała w sobotę zobaczyć, jak to wygląda, w pierwszą sobotę, oczywiście, jak konwój dojechał, no a ja praktycznie w niedzielę, już byłem na szpilkach siedziałem, żeby cokolwiek zrobić no i się udało; samo się zrobiło

– To zmienia człowieka? Myślenie o ludziach, o świecie?

PZ: – Myślę myślę, że takie coś jest nam naprawdę potrzebne w Mississaudze taki bodziec, żeby ta nasza Polonia w Mississaudze po prostu zjednoczyła się, i żeby była siłą; jedną jedną, wielką siłą.

        Ja jestem w Kanadzie ponad trzydzieści trzy lata, i pamiętam czasy, kiedy było pięknie i było nas dużo, w tej chwili, jak gdyby to się rozproszyło i każdy sobie rzepkę skrobie, połączmy się razem do kupy. Wtedy będziemy siłą.