I co będzie? Wojna na Ukrainie zaczyna przypominać konflikty długoterminowe, blitzkrieg w żadnym wypadku to nie jest i wiele rzeczy może dziwić.

        Coraz częściej pojawiają się też informacje, że strona rosyjska użyje broni chemicznej albo biologicznej. Informacjom tym towarzyszy zastrzeżenie (tak było w BBC), że będzie to zrobione „pod fałszywą flagą”, czyli że Rosjanie będą oskarżać Ukraińców i vice versa. Jak to na wojnie bywa, prawdy człowiek może się nigdy nie dowiedzieć, ale można w przybliżeniu  stosować zasadę, kto skorzysta? Można też zadać sobie pytanie, dlaczego – jeśli Moskwa chciałaby eskalować – to nie małym taktycznym atomem, tylko chemią czy biologią? Tymi ostatnimi to raczej eskalować może Ukraina, która atomu obecnie już nie posiada.

        Wojna jest dziwna m.in. dlatego, że Rosjanie nie wyeliminowali zaopatrzenia Ukrainy, czyli nie zbombardowali mostów i węzłów kolejowych, którymi od polskiej granicy to wszystko jedzie. A że potrafią celnie strzelić widać po ataku rakietowym na Jaworowo, gdzie szkolić się mieli zagraniczni ochotnicy. Nota bene, czy są wśród ofiar Polacy? Kanadyjczycy? Nie doczytałem się. A więc, celne ataki pociskami balistycznymi mogłyby na długi czas unieruchomić transport kolejowy, a tego nie zrobiono. Powód?

         Druga rzecz, która może dziwić, to fakt że podczas pierwszego konfliktu w Donbasie wspierane przez Rosję siły, używały systemów grad czyli takich uwspółcześnionych katiusz, ale – jak wynikało to z raportu przygotowanego przez stronę amerykańską – indywidualne rakiety mogły być naprowadzane GPS-owo czyli miały dużą celność, a do tego miały termobaryczne głowice – wybuchy miały porażające skutki na wojsko ukraińskie.

        Czemuż to dzisiaj Rosjanie mieliby się odwołać do jakże mało precyzyjnej i niebezpiecznie działającej broni chemicznej czy biologicznej? Powstaje więc pewne podejrzenie, że chodzi o to, by można było tego rodzaju oskarżenie uznać za eskalację, która musi doprowadzić do międzynarodowej reakcji i wspólnego działania przeciwko Rosji w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ.

        W dzisiejszym numerze przedstawiamy jedną z takich możliwych reakcji, która została opublikowana przez Defense One – amerykański portal analityczny. Mowa o tym, żeby podzielić Ukrainę na tę kontrolowaną przez Rosję i tę pod protektoratem sił międzynarodowych. Ewentualne rzeczywiste lub rzekome użycie broni masowego rażenia, jak broń chemiczna czy biologiczna przez Moskwę byłoby wystarczającym usprawiedliwieniem. Mieliśmy podobny przykład w odniesieniu do Iraku, wiele osób już o tym zapomniało, więc można powtórzyć. Wówczas, jakże przekonywająco opowiadał o tym nieżyjący już Colin Powell…

        Tymczasem cierpią miliony ludzi, a do Polski napływają rzesze uchodźców. Prezydent Duda nie wykluczył, że będzie ich nawet 5 milionów i zaapelował o pomoc zagraniczną. Ta pomoc choć obiecywana, jakoś bardzo wolno się materializuje, a tymczasem w Polsce miliony Ukraińców czekają  na lepsze jutro. Moim zdaniem, Polska powinna bardzo aktywnie działać wśród nich propagandowo.

        Choćby po to, by przeciwdziałać zewnętrznym zagrywkom na konflikt polsko-ukraiński. Rzesze Ukraińców w oczywisty sposób mogą zmienić równowagę polityczną Polski i to w bardzo krótkim czasie.         Błędem jest zakładanie, że wszyscy ci ludzie są wychowani w jakimś banderewskim nacjonalizmie, większość to po prostu zwykli ludzie postsowieccy, spragnieni lepszego życia, do nich Polska powinna wyjść ze swoją ofertą cywilizacyjną i edukacyjną.

        Ja wiem, że obecnie Ukraina podgrzewa nastroje antyrosyjskie odwołując się do „Batki” Bandery, Doncowa, a nawet Szuchwicza, ale proszę zobaczyć, kto za tym stoi.

         Podobnie robiono w Syrii czy Libii, gdzie gracze globalni grali na religijnych i etnicznych emocjach dostarczając pieniądze i broń. Zresztą, jeśli poczytamy doktryny wojenne, dominujących państw, to okaże się, że w wielu sytuacjach zakładają one walkę przy pomocy obcych milicji, a nie własnych żołnierzy.

        Ja bym się przejmował ukraińskimi banderowcami jedynie jako narzędziem sił zewnętrznych, które mogą doprowadzić do ruchawek destabilizujących Polskę.

        To są oczywiście „dywagacje w kuchni przy piwie”, bo tak na dobrą sprawę, możemy się jedynie domyślać, o czym rozmawiają główni aktorzy; jedno jest pewne, trzeba być proaktywnym, iść o jeden krok do przodu, podejrzewać najgorsze, starać się zapobiegać temu co jeszcze nie jest zrealizowane i modyfikować działania w miarę napływających informacji.

        Dlatego akcja propagandowa wśród uchodźców ukraińskich w Polsce i pozyskiwanie ich przyjaznego nastawienia powinna być prowadzona już dzisiaj. Nacjonalizmy służą dzisiaj do podgrzewania nastrojów w taktycznych rozgrywkach, podczas gdy w strategicznej przestrzeni liczą się spory pomiędzy globalizującymi elitami.

        Przez 30 lat Polska dorobiła się nowej elity, rachitycznej, bo rachitycznej, ale jednak o wiele mniej zakompleksionej i autarkicznej, niż ta pokomunistyczna.

        Przychodzi czas, by ta nowa elita zdała egzamin swoją roztropnością i umiejętnością politycznej nawigacji w tej być może najtrudniejszej powojennej sytuacji, w jakiej znalazł się naród polski. Być może od tych umiejętności zależy dzisiaj jego przetrwanie.

Andrzej Kumor