Opóźnienia i kolejki na lotnisku Pearsona mogą się ciągnąć do Labour Day, prognozuje Duncan Dee, były dyrektor Air Canada.

Przez ostatnie dwa miesiące podróżni musieli się nastawić na długie kolejki, opóźnienia i odwołane loty na Pearsonie, co po części miało związek z restrykcjami covidowymi i brakami kadrowymi. Federalne ministerstwo transportu obiecało wyszkolenie 400 funkcjonariuszy przeprowadzających kontrole bezpieczeństwa, którzy do końca czerwca mają rozpocząć pracę na lotniskach. Dee wątpi jednak, czy zrobi to jakąkolwiek różnicę. Mówi, że trzeba w końcu zmienić procedury i niewiele się zmieni, póki będą obowiązywać inspekcje jak za czasów pandemii. Powołuje się na statystki podawane przez lotniska, według których odprawa trwa teraz cztery razy dłużej niż przed pandemią. Do tego członkowie załogi są poddawani takim samym kontrolom jak zwykli pasażerowie. Czegoś takiego nie ma w innych krajach. Dee dodaje, że sytuacja może się nieco poprawić po Labour Day, ale wtedy też zacznie się szkoła, tak że rodziny z dziećmi nie będą miały zbyt wielu możliwości podróżowania w wakacje.

W środę minister Omar Alghabra ogłosił, że Canadian Air Transport Security Authority zatrudniło ponad 850 nowych funkcjonariuszy. Zdaniem ministra ma to przyspieszyć kontrole na lotniskach.

W zeszłym miesiącu liderzy biznesu zorganizowali konferencję prasową na lotnisku Pearsona, podczas której próbowali przekonać rząd do rozwiązania problemu wielogodzinnych opóźnień. Główny menedżer Fairmont Royal York, Edwin Frizzell, przekonywał, że na dłuższą metę to, co się teraz dzieje, zniechęci turystów do przylatywania do Kanady. Przypominał, że pasażerowie opisują swoje negatywne doświadczenia w internecie i takie komentarze idą na cały świat.