28 czerw­ca pre­zy­dent Andrzej Duda wsiadł do samo­lo­tu, by pole­cieć na dwu­dnio­wy szczyt NATO w Madry­cie, któ­ry roz­po­czął się we wto­rek uro­czy­stą kola­cją z hisz­pań­ską rodzi­ną kró­lew­ską. Zanim jed­nak wsiadł, na pły­cie woj­sko­we­go lot­ni­ska w War­sza­wie wygło­sił prze­mó­wie­nie o tym, cze­go się po szczy­cie spo­dzie­wa i co będzie robił, gdy stam­tąd powróci.

        Przede wszyst­kim pan pre­zy­dent spo­dzie­wa się, że w Madry­cie nastą­pi demon­stra­cja jed­no­ści Soju­szu Pół­noc­no­atlan­tyc­kie­go w obli­czu rosyj­skiej inwa­zji na Ukra­inę. Wszyst­ko to oczy­wi­ście być może, bo sam widzia­łem, jak ame­ry­kań­ski pre­zy­dent Józio Biden kom­ple­men­to­wał nie­miec­kie­go kanc­le­rza Schol­za, że jest naj­lep­szym szer­mie­rzem jed­no­ści Soju­szu i że gdy­by nie on, to nie wia­do­mo, czy wszyst­ko by się tak pięk­nie udało.

        Tym­cza­sem rzą­do­wa tele­wi­zja w War­sza­wie od tygo­dni chło­sta­ła nie­miec­ki rząd, nie­ubła­ga­nym pal­cem wyty­ka­jąc mu, że nie tyl­ko nie poma­ga Ukra­inie tak, jak­by tego chciał pan pre­mier Mora­wiec­ki, ale w dodat­ku spra­wia wra­że­nie, jak­by grał w jed­nej dru­ży­nie ze znie­na­wi­dzo­nym Donal­dem Tuskiem i jego Volks­deut­sche Partei.

reklama

        Jeśli jed­nak, zgod­nie z marze­niem pana pre­zy­den­ta Dudy w Madry­cie  ma być zade­mon­stro­wa­na jed­ność – a taki chy­ba też jest roz­kaz – to chy­ba pan pre­zes Kur­ski będzie musiał nało­żyć pani redak­tor Danu­cie Holec­kiej jakiś tłu­mik – bo ostat­nio nawet nie­miec­ki amba­sa­dor w War­sza­wie ubo­le­wał, że “nie rozu­mie”, o co wła­ści­wie rzą­do­wi “dobrej zmia­ny” chodzi.

        Nie jest w tym odosob­nio­ny, bo Naczel­nik Pań­stwa, któ­ry wła­śnie ustą­pił w rzą­dzie miej­sca swe­mu fawo­ry­to­wi, panu Mariu­szo­wi Błasz­cza­ko­wi, pod­czas prze­mó­wie­nia do wyznaw­ców, jakie wygła­sza w kolej­no odwie­dza­nych mia­stach, w Ino­wro­cła­wiu dał do zro­zu­mie­nia, że ist­nie­je anty­pań­stwo­wy spi­sek dewe­lo­pe­rów, tak zwa­ny “układ dewe­lo­per­ski” któ­ry sypie pia­sek w szpry­chy roz­pę­dzo­ne­go paro­wo­zu dzie­jów. Wsku­tek tego nie budu­je się tylu miesz­kań, co za Gier­ka, któ­ry w oczach Naczel­ni­ka Pań­stwa nie­zmien­nie musi ucho­dzić za jasne­go idola.

        Repre­zen­tu­ją­cy tę bran­żę zwią­zek firm dewe­lo­per­skich w odpo­wie­dzi zwró­cił uwa­gę, że duże, ponadre­gio­nal­ne fir­my, obej­mu­ją zale­d­wie oko­ło 3 pro­cent ryn­ku, pod­czas gdy resz­tę – małe, rodzin­ne fir­my nie wycho­dzą­ce poza wła­sny region. W tych warun­kach moż­li­wość stwo­rze­nia potęż­ne­go “ukła­du dewe­lo­per­skie­go” jest nie­moż­li­wa. Ale Naczel­nik wie swo­je i “już z nowym wro­giem toczy walkę”.

        Wra­ca­jąc do Madry­tu, to pan pre­zy­dent Duda spo­dzie­wa się jesz­cze, że odpo­wiedź NATO na rosyj­ską agre­sję będzie “twar­da i sil­na” tym bar­dziej, że ma nadzie­ję, iż za naj­więk­sze zagro­że­nie dla NATO zosta­nie uzna­na Rosja. W związ­ku z tym sekre­tarz gene­ral­ny NATO, pan Stol­ten­berg zapo­wia­da wzmoc­nie­nie sił szyb­kie­go reago­wa­nia z 40 do 300 tysię­cy żoł­nie­rzy, któ­rzy mają być zor­ga­ni­zo­wa­ni już nie tyl­ko w bata­lio­no­we gru­py bojo­we, ale w brygadowe.

        Nie­ste­ty chy­ba pol­skie supli­ki w spra­wie dostar­cze­nia z Zacho­du bro­ni i sprzę­tu zamiast tego, któ­ry Pol­ska prze­ka­za­ła Ukra­inie, nie zosta­ną wysłu­cha­ne, a pan pre­zy­dent ponow­nie chy­ba nie ośmie­li się zapro­po­no­wać pre­zy­den­to­wi Bide­no­wi, by w ramach wzmac­nia­nia wschod­niej flan­ki NATO, USA sfi­nan­so­wa­ły uzbro­je­nie dodat­ko­wych 200 tys, żoł­nie­rzy, o któ­rych, zgod­nie z usta­wą o obro­nie Ojczy­zny, ma zostać powięk­szo­na nasza nie­zwy­cię­żo­na armia.

        Ale jestem pewien, że  poza tym pan pre­zy­dent Duda może wygło­sić naj­moc­niej­sze ze wszyst­kich prze­mó­wie­nie na całym szczy­cie, któ­re­go dodat­ko­wym celem będzie zmło­to­wa­nie Tur­cji, by zgo­dzi­ła się na przy­ję­cie do NATO Szwe­cji i Finlandii.

        War­to w związ­ku z tym zwró­cić uwa­gę, że szczyt w Madry­cie odby­wa się nie­ja­ko w towa­rzy­stwie dwóch innych szczy­tów, jakie odby­ły się wcze­śniej. Pierw­szy – to szczyt państw uczest­ni­czą­cych w poro­zu­mie­niu BRICS (Bra­zy­lia, Rosja, Indie, Chi­ny i RPA) w Peki­nie. Szczyt opo­wie­dział się za pod­ję­ciem roko­wań mię­dzy Ukra­iną i Rosją, ale odno­szę wra­że­nie, że to był tyl­ko taki listek figo­wy, któ­ry miał prze­sło­nić popar­cie, jakie zosta­ło tam udzie­lo­ne Rosji. Ma ono cał­kiem spo­ry cię­żar gatun­ko­wy, bo BRICS sku­pia ponad 3 miliar­dy ludzi, pod­czas gdy NATO i kra­je zależ­ne od USA, jak Taj­wan, czy Korea Połu­dnio­wa – tyl­ko ponad 700 milionów.

        Na tym tle łatwiej zro­zu­mieć, dla­cze­go zachod­nie sank­cje prze­ciw­ko Rosji są tak mało sku­tecz­ne. Poza tym kon­ty­nu­owa­nie woj­ny na Ukra­inie w sytu­acji, jaka się wytwo­rzy­ła, para­dok­sal­nie wyda­je się naj­bez­piecz­niej­sze dla wszyst­kich zain­te­re­so­wa­nych. Nie mówię już o USA, któ­re nawet spe­cjal­nie nie ukry­wa­ją pra­gnie­nia, by woj­na trwa­ła jak naj­dłu­żej, tyl­ko o Rosji, któ­ra ma nadzie­ję, że dzię­ki temu dokoń­czy zapla­no­wa­ny roz­biór Ukra­iny, pozba­wia­jąc ją wschod­nich, uprze­my­sło­wio­nych obwo­dów oraz odci­na­jąc od Morza Czar­ne­go. W tej sytu­acji rów­nież zgo­da pre­zy­den­ta Zełeń­skie­go na wda­nie się w dys­ku­sję, nad “dopusz­czal­nym” roz­bio­rem Ukra­iny, była­by poca­łun­kiem śmier­ci nie tyl­ko dla nie­go, ale i dla jego oto­cze­nia. W tej sytu­acji przej­ście woj­ny na Ukra­inie w sta­dium prze­wle­kłe, wyda­je się nieuchronne.

        Poza tym w Bawa­rii odbył się szczyt G‑7, na któ­rym wystą­pił – oczy­wi­ście wir­tu­al­nie – pre­zy­dent Zełeń­ski, przed­sta­wia­jąc w for­mie dość ulty­ma­tyw­nej, jak to ma we zwy­cza­ju, nie tyl­ko żąda­nia dal­sze­go wspie­ra­nia Ukra­iny dosta­wa­mi bro­ni, amu­ni­cji no i oczy­wi­ście – pie­nię­dzy – a poza tym doma­gał się, by naj­bo­gat­sze pań­stwa zobo­wią­za­ły się do sfi­nan­so­wa­nia odbu­do­wy Ukra­iny po osta­tecz­nym zwy­cię­stwie, któ­re jego zda­niem może nastą­pić już pod koniec bie­żą­ce­go roku.

        Nie da się ukryć, że pre­zy­dent Zełeń­ski, cho­ciaż znaj­du­je się razem z całą Ukra­iną na finan­so­wej kro­plów­ce Zacho­du, w odróż­nie­niu od pana pre­zy­den­ta Dudy, wca­le nie kuca przed swo­imi dobro­czyń­ca­mi, naj­wy­raź­niej wycho­dząc z zało­że­nia, że kto nawa­rzył piwa, ten powi­nien je teraz wypić. Inna spra­wa, że co wol­no woje­wo­dzie, to nie tobie smro­dzie, więc może pan pre­zy­dent Duda uwa­ża, iż – w odróż­nie­niu od pre­zy­den­ta Zełeń­skie­go – nie na wszyst­ko może sobie pozwolić.

        Pod­czas gdy świa­to­we potę­gi szczy­tu­ją przed praw­do­po­dob­nym doło­wa­niem, nie­ubła­ga­nie nad­cho­dzi sezon ogór­ko­wy, któ­ry ma swo­je pra­wa nawet w sytu­acji woj­ny, jaką Rosja pro­wa­dzi z Soju­szem Atlan­tyc­kim na Ukra­inie. Oto opi­nię publicz­ną, a w każ­dym razie – jej postę­po­wą część – wzbu­rzy­ło wystą­pie­nie pani Edy­ty Gór­niak, Już nawet nie cho­dzi o to, że nie wie­rzy w epi­de­mię, co wśród mikro­ce­fa­li ucho­dzi za myślo­zbrod­nię,  ale o to, iż ujaw­ni­ła, że w prze­my­śle roz­ryw­ko­wym funk­cjo­nu­je bar­dzo wie­le istot człe­ko­po­dob­nych, tak zwa­nych “rep­ti­lian”, któ­rzy nie mają duszy. Ta nie­dy­skre­cja wywo­ła­ła w mon­dzie zro­zu­mia­łe poru­sze­nie, a panią Gór­niak skry­ty­ko­wał nawet pewien ksiądz, wyty­ka­jąc jej nie­ubła­ga­nym pal­cem, że wszy­scy mają duszę. Na jego miej­scu nie był­bym taki pew­ny, już nawet nie dla­te­go, że taki np. pan Alek­san­der Kwa­śniew­ski twier­dzi, że on duszy nie ma, co po bliż­szym przyj­rze­niu mu się wyglą­da cał­kiem praw­do­po­dob­nie, a poza tym – któż może takie rze­czy wie­dzieć lepiej od niego?

        Waż­niej­szym powo­dem jest dia­log z juda­izmem, w któ­rym Tal­mud jasno suge­ru­je, że “goje” są isto­ta­mi człe­ko­po­dob­ny­mi, cho­ciaż, w odróż­nie­niu od pani Gór­niak, nie nazy­wa ich “rep­ti­lia­na­mi”. Dla­cze­go z Tal­mu­dem moż­na tedy pro­wa­dzić “dia­log”, a z panią Gór­niak, któ­ra prze­cież mniej wię­cej mówi to samo – już nie? Poza tym, w tej sytu­acji, w pryn­cy­pial­nej kry­ty­ce pani Gór­niak moż­na dopa­trzyć się ukry­tych inten­cji anty­se­mic­kich, co już było­by spra­wą bar­dzo poważ­ną. Dla­te­go też z ulgą moż­na powi­tać świa­teł­ko w tune­lu  w posta­ci dekla­ra­cji pana mece­na­sa Roma­na Gier­ty­cha, że będzie kan­dy­do­wał w przy­szło­rocz­nych wybo­rach par­la­men­tar­nych.  Jesz­cze nie wia­do­mo, czy z Volks­deut­sche Par­tei, czy z “Rób­my Sobie Na Rękę”, ale to nie­waż­ne, bo już Tade­usz Boy-Żeleń­ski pisał, o pew­nym osob­ni­ku, że “żad­nych poli­tycz­nych nie ma on prze­są­dów; każ­da par­tia dobra, byle dojść do rzą­dów” — a w przy­pad­ku pana mece­na­sa Gier­ty­cha immu­ni­tet par­la­men­tar­ny jest na wagę złota.

Sta­ni­sław Michalkiewicz