Calgary po dwóch latach pandemii znów pełną parą ruszy Stampede. Przez 10 dni świętowane będzie wszystko co kowbojskie.

Festiwal i rodeo po raz pierwszy w swojej 112-letniej historii zostały odwołane w 2020 roku. Rok później impreza odbyła się, ale w okrojonej formie. Żeby wejść do niektórych namiotów, trzeba było wykonać szybkie testy na COVID-19, ograniczano liczbę osób w Stampede Park, a do tego obowiązywały zasady utrzymywania dystansu. Parada odbyła się bez widzów, a wyścigi wozów odwołano.

W tym roku atrakcji nie zabraknie, wszyscy już czekają z niecierpliwością, mówił Steve McDonough, szef Stampede. „Wszystko powraca w takiej formie, jaką znacie i kochacie, a nawet lepszej”, twierdził McDonough dodając, że bazując na ostatnich doświadczeniach przeorganizowano trochę cały festyn, więc teraz to będzie Stampede przyszłości. Nie chodzi o to, żeby zapomnieć o pandemii, wyjaśnił. W całym parku znajdują się stacje do dezynfekcji rąk, wydzielono miejsca, w które można pójść, by uniknąć tłumów, a ci, którzy czują się niepewnie, mogą oczywiście założyć maseczki.

McDonough zauważa, że ludzie są ostrożni i nie spodziewa się rekordowej liczby odwiedzających. Dodaje, że rok temu imprezę odwiedziło 532 000 widzów. „Jeśli teraz będzie milion, to będę szczęśliwy”. Przyznaje, że ten rok nie jest łatwy, ale gdyby Stampede zostało odwołane w 2021, to teraz jeszcze trudniej byłoby wszystko zorganizować. Wspomina, że przed rokiem to było pierwsze takie zgromadzenie w Kanadzie w czasie pandemii. Zastosowane procedury i protokoły były potem powielane podczas innych imprez sportowych i w czasie targów.

Scooter (Greg) Korek, 62 l., wicedyrektor North American Midway Entertainment, który jest na Stampede po raz 45, opowiada, że w zeszłym roku jego ekipa musiała odbyć dwutygodniową kwarantannę, zanim mogła rozstawić wszystkie swoje atrakcje. Mówi, że w tym roku wesołe miasteczko będzie rozstawione nieco inaczej i znajdą się w nim trzy nowe urządzenia – wśród nich największy diabelski młyn w Kanadzie.

Stampede potrwa do 17 lipca.