Było to dawno temu, ale to nie jest legenda. To jest emigrancka prawda. Taka prawda, że zbierało się cencik do cencika i nigdy nie przyznało się, nawet przed samym sobą, jak jest biednie.

        A to emigranckie ‘biednie’ to też było takie ralatywne. Pierwszą osobą z Polski w długie odwiedziny trwające wieczność sześciu miesięcy była moja szwagierka. Oczywiście przyjechała do pracy, oczywiście, że na czarno. Oczywiście zarobiła tyle co w Polsce za pięć lat. I oczywiście miała pretensje, że na koniec wizyty nie dostała ekstra na samochód (albo i nawet dwa), na mieszkanie własnościowe, itd, itp. Ale to nie o tym. Zaraz na początku tej wizyty opowiadaliśmy jej jak to nam jest ciężko. I w tym opowiadaniu doszliśmy do kotka, który zachorował i musiał być kilka dni w szpitalu. Szwagierka patrzała na nas coraz bardziej rozwartymi z niedowierzania oczami. W końcu się przemogła i wydusiła:

        Tak wam jest ciężko i kota dajecie do szpitala?

        No tak, ciężko nam było po kanadyjsku. A jej było ciężko po polsku, gdzie kota do szpitala dają tylko wysoko postawieni komuniści, ci co mają biznesy, albo też ci, którzy mają rodzinę  za granicą.

        No więc w tym biednie imigranckim życiu, należało gospodarować ekonomicznie. A to znaczy kupować dużo, aż za dużo, bo to było właśnie ekonomicznie. To było zanim sieć Costco weszła na rynek kanadyjski. Bo w Costco, to wiadomo, wszystko w super ilości, inaczej się nie da. Nawet wózki są takie przepaściste, żeby zachęcić do zapełniania. Jedna rzecz w takim wózku podświadomie kojarzy się z biedą. I korporacja Costco wygrywa na tym, bo jak kupicie w Costco, to już na żadne inne zakupy nie zostaje pieniędzy. Więc wtedy w okolicy portu torontońskiego był taki sklep specjalizujący się w sprzedaży w dużych ilościach, głównie dla biznesów. Ja tam kupiłam 10 litrów musztardy za cenę jednego opakowania w innym sklepie, i podobnie 10 litrową butlę ketchupu. Stało to sobie cichutko w spiżarce i wtedy kiedy było potrzeba to się nabierało do mniejszego słoika. Po latach moje dzieci wspominały o tym słoju ketchupu i musztardy jak o części  rodziny. Zawsze były na miejscu. Ha, ha, ha! Potem nastało Costco i wymiotło różne mniejsze biznesy – także ten z produktami w wymiarze ekstra. Ale, ale. Ekonomicznie kupowanie zostało w mojej  krwi. Jakieś 10 lat temu kupiłam w Costco taki film (cling wrap) do pakowania żywności. Dwie rolki, super cena. Jedna do domu, jedna na wieś. I w tym roku po 10 latach moje dzieci przy indyku dziękczynnym zaczęły robić sobie śmichy-chichy, bo ten film, nazwany u nas cling wrap dalej jest! Toż to prawie jak rodzina!  Nie wiem kiedy się skończy, ale na pewno będzie mi go brakować jak się skończy, i żaden inny go nie zastąpi.  Tak to już jest: każdy może kupić drogo, sprzedać tanio i wyjść źle za mąż. Każdy też może kupić w nadmiarze.

        A jeśli już, to nie pozostaje nic innego tylko przyjąć do rodziny, i cierpliwie czekać, aż nadejdzie koniec.

MichalinkaToronto@gmail.com

Toronto, 4 listopada, 2022