Rozenek: Sandor Marai – Sąd w Canudos

        Po ostatniej lekturze kilku ciekawych książek, chciałbym polecić państwu  powieść węgierskiego pisarza Sandora Marai – “Sąd w Canudos”.

        Powieść z czasów kształtowania się Państwa Republikańskiego w Brazylii, po upadku Monarchii i abdykacji cesarza Don Pedro, który schronił się w Portugalii. Możemy tu zobaczyć jak trudno na tak ogromnym obszarze  jaki zajmuje Brazylia  wprowadzić w krótkim czasie demokratyczny system rządów. Brazylia to wielka Amazonia z deszczowymi lasami, (do dziś nie całkiem odkryta), ale Brazylia to też dzikie pustkowia cierpiące na brak wody, szczególnie w porze suchej.

        “Sąd w Canudos” to powieść bardzo aktualna, o bezsensie wojny, o jej okrucieństwach. Rok 1897 dla Brazylii to rok okrutny, dla tych co nie chcieli Republiki i dla tych co nie chcieli monarchii i anarchii, którzy radykalnie chcieli wprowadzić zmiany. Cywilizację poprzez demokrację.  Próba włączenia w jeden organ państwowy ludności zakorzenionej we własnej wspólnocie, w swojej religii, wierzeniach, kulturze, która to wspólnota ma swojego proroka i niechętnie patrzy na nowe i niewiadome, to próba daremna.  W tej sytuacji siłowa próba zmiany kończy się zagładą całego miasta Canudos.

Poniżej kontynuacja tekstu

        Gorąco polecam tę książkę, ciekawa z kilkoma wątkami i nie za długa, niespełna 180 stron.

        Chciałbym przybliżyć w dalszej części ciekawy wątek znaczenia wody, cytując fragmenty z książki, co pozwoli oddać wiernie sens.

        Konkretnie jakie może mieć znaczenie woda, niezbędna jak wiemy do życia, ale w pewnych okolicznościach staje się towarem przetargowym. Szczególnie, gdy wydarzenia zachodzą w warunkach wojennych, gdzie zazwyczaj brakuje wszystkiego, a zwykle właśnie wody. Woda, w tamtych warunkach, warunkach suszy, to deficytowy towar i… kąpiąca się w wannie  kobieta, obecni przy tym, lecz odwróceni tyłem do kąpiącej się, jednocześnie słysząc i czując każdy ruch myjącej się kobiety, zapominają o wojnie i uświadamiają sobie, że są normalnymi ludźmi, nie tylko narzędziami do niszczenia, do zabijania.

        Ta woda jakby łączy kąpiącą się, która zmywa brud z własnego ciała i żołnierzy, których oczyszcza z ich makabrycznych czynów, których byli sprawcami.

        Czytając tę powieść nie sposób nie myśleć o wydarzeniach w następnych latach, o wojnach jeszcze bardziej okrutnych i to już w cywilizowanych krajach.

        Pierwsza Wojna Światowa, Druga Światowa i wiele innych regionalnych po drodze i ta teraz na Ukrainie, gdzie już nie chodzi o ucywilizowanie innego narodu, ale o wchłonięcie, zawłaszczenie wszystkiego co na ten naród się składa. Najeźdźca, okupant rosyjski nie wyciąga wniosków z historii, nawet własnej, czego doświadczył w okresie II Wojny Światowej., czego zaznał od Niemiec, a teraz robi to samo, pali, rujnuje, morduje.

        Wojna niszczy wszystko, morale każdego uczestnika i powoduje cofanie się w rozwoju pod każdym względem.  Niszczona jest infrastruktura całych miast i osiedli, niszczone zasilanie energetyczne, powodując przerwy w dostawie prądu, a przez to brak zasilania wodociągów i kanalizacji. Gdzie brakuje bieżącej wody, czystej wody, wody do picia i tak jak będzie wynikać z poniższego tekstu, do niezbędnej codziennej higieny.

        “Sąd w Canudos” to opór przed niewiadomym, przed zmianami, opór biedaków, którzy założyli to miasto i żyją tam w skrajnej nędzy, w mieście zlepionym z błota, gliny i słomy. Mimo tej biedy chcieli pozostać takimi jacy są, nie chcieli być wchłonięci w tak zwaną, szeroko rozumianą “cywilizację”, być tak jak teraz dla nich najlepiej.

         Młoda Republika obawiając się zagrożenia, by nie pogrążyć kraju w anarchii wysłała aż trzy ekspedycje by zlikwidować to miasto “buntu”, którego obroną  przewodził duchowy przywódca prorok Antonio Vicente Mendes Maciel pseudonim “Doradca”. Próba ujarzmienie miasta przerodziła się w wojnę domową. Opór miasta Canudos był tak silny, że przepadły wcześniej wysłane trzy rządowe  ekspedycje i wysłano czwartą pod dowództwem ministra wojny, marszałka Carlosa Machado Bittencourta i ostatecznie zlikwidowano opór Canudos, zbijając prawie wszystkich mieszkańców.

        Zginął wtedy też prorok Antonio “Doradca” – tak oznajmiono marszałkowi Bittencourt, tak twierdzili jego żołnierze, nawet pokazano mu rzekomą odciętą głowę proroka.

         Jednak wkrótce potem przyprowadzono trzech jeńców przed oblicze marszałka Bittencourta. Jednym z nich była kobieta i ona stwierdziła, że okłamano marszałka, że “Doradca” żyje i przysłał ich tutaj, z taką oto wiadomością, by powiedzieć, że żyje, ściąga posiłki i jeszcze będą walczyć!

        Jeśli żyje to przyprowadź go tutaj a ja puszczę was wolno – powiedział marszałek.

        Jednak tej kobiecie, która nie chciała wyjawić swego imienia, już na wolności nie zależało, ani na proponowanych pieniądzach.  Po tym co przeszła, trudne warunki, głód, brak wody, akurat panowała susza i tylko to czego chciała, to chciała się wykąpać.

        Jakże trudne to życzenie  było do spełnienia ze względu na brak wody, brakowało wody dla wszystkich.  Brakowało do picia, żołnierze spragnieni, a tu  ona chce się kąpać?!… Żołnierze, którzy to usłyszeli ryczeli ze śmiechu, takie to było niedorzeczne żądanie, ale marszałek, ku ich zdziwieniu, zarządził przygotowanie kąpieli i kąpiel się odbyła.

        Wiemy, że tu chodzi o sprawy wyższe o schwytanie buntownika i zakończenie krwawej wojny domowej, kobieta się wykąpie i przyprowadzi “Doradcę”, dlatego marszałek oddaje nawet swój przydział wody. Chcę jednak tu pokazać jak ważnym czynnikiem w czasie wojny jest brak wody, tu woda jest czynnikiem przetargowym, dla tej kobiety być może nawet tuż przed samą śmiercią ważne jest by się wykąpać.

        Ona wręcz krzyczy, cytuję: “Kobieta teraz krzyczała. Nie tyle nawet był to krzyk, ile raczej wycie: to wyła kreatura u progu wytrzymałości. Krzyczała (a jej głos nie był już kobiecy, co więcej był ledwie ludzki):

– Chcę się wykąpać!…

        Możemy sobie wyobrazić teraz co czują ci, których dotyka ten problem, na Ukrainie wojska rosyjskie niszcząc zasilanie w wodę, całą infrastrukturę energetyczną pozbawiają ludzi podstawowych źródeł życia.

        Sandor Marai opisuje szerzej problem braku wody ja zacytuję tylko to jak niżej:

        “Scena, która stała się rzeczywistością, była tak ceremonialna, jak dawno temu za czasów królów, w Europie mogły być dworskie obrzędy, czy też w naszych stronach liturgie na dworze królów , kapłanów Tolteków lub Azteków. Pojawienie się skórzanych worków z wodą podekscytowało wszystkich w szopie: dało się słyszeć, jak na widok tych worków ludzie połykali ślinę z pragnienia. Od miesięcy ani jeden z nas nie wypił choćby kropli czystej wody – naturalnie o myciu wszyscy zapomnieli, o kąpieli nie myśleliśmy nawet w snach.

        Stawaliśmy na palcach – również oficerowie – żeby zobaczyć, jak w realnym świecie urzeczywistnia się biblijny cud. Ze skórzanych worków, obfitym, czystym strumieniem lała się do wanny woda…woda, prawdziwa woda, woda potrzebna do picia, mycia, do ludzkiego istnienia, do człowieczeństwa wyższego rzędu, element pierwotny!

        Przyglądaliśmy się temu cudowi i przełykaliśmy ślinę. Bardziej cynicznego marnotrawstwa bardziej zbytkowej rozrzutności, jak ta woda do kąpieli tutaj, pomiędzy jamami Canudos, śmierdzącym moczem mułów i odchodami ludzi, pośród namiotów podziurawionych od kul karabinowych i rojących się od wszy na pięciu tysiącach żołnierzy regularnego wojska, nawet nie można sobie było wyobrazić – wody pitnej i wody do kąpieli, jaką ten i ów z nas kiedyś widział, pił, wąchał….

        Tak oto – posępni z otwartymi ustami, ogłupiali i taktowni – staliśmy tyłem do wanny: marszałek Brazylii, oficerowie, szeregowcy, jeńcy… Milczeliśmy, bo wydarzyło się coś nadzwyczajnego: coś nieoczekiwanego, w rodzaju rzeczy jakie mają miejsce, gdy następuje zakłócenie w religijnym, liturgicznym porządku. Osłupienie zadławiło nam słowa w gardłach, ale w rzeczywistości działo się tyle:

        Kąpała się kobieta….a my przypomnieliśmy sobie, że w życiu było także coś innego niż amok okrucieństwa i zezwierzęcenia. Było w życiu coś łagodnego i miękkiego jak woda, jak świeżo upieczony chleb, jak…tak tak, jak żywe , delikatne ciało kobiety.

        Człowiek zawsze cieszy się gdy odkryje, że w zwierzęciu którym jest, drzemie też coś ludzkiego, czego nie trzeba uczyć, czy wpajać”.

        Czy o tym wiedzą, czy pamiętają tam na froncie, na Ukrainie?

        Jerzy Rozenek