Uprzywilejowany status rycerza był zrozumiały. Bronił naszego obejścia, często z narażeniem życia. Taki rycerz był bardzo ważny nie tylko na swoim zamku, ale i w królestwie. Był zatem podziwiany przez wszystkich, i wszyscy mu w czasie pokoju służyli. A najbardziej służyła mu żona. Jej rolą było go przede wszystkim podziwiać i dawać potomstwo, najlepiej płci męskiej, bo synowie dawali rękojmię bezpieczeństwa grodu. Czasy rycerzy minęły a zachowanie (i to w wielu cywilizacjach) nie. Niektórym tak zostało. Do dzisiaj.

        Mam koleżankę. Pani niczego sobie. Solidna firma. Właścicielka biznesu świadczącego usługi księgowe i podatkowe. Do niedawna szło jej całkiem, całkiem. Ostatnimi laty jednak podupadła na zdrowiu. Musiała więc ograniczyć biznes, a tym samym zredukować dochody. Jej mąż to psuja – czego się nie dotknie to spieprzy. Miejsca w żadnej pracy dłużej nie zagrzeje – bo tam są sami okropni ludzie. Wiedziałam to od zawsze, ale nic jej nie mówiłam. Nie tylko dlatego, że mnie o zdanie nie pytała, ale także dlatego, że to nie moja sprawa. Nawet wtedy kiedy podczas tak zwanych wolnych tańców próbował mi masować boczki, a także nieco niżej. Nie znoszę takiego chamstwa. Powinnam mu coś powiedzieć, powinnam o tym powiedzieć koleżance, powinnam z tego przyjęcia wyjść – bo mnie obrażono i poniżono. A ja co? Jedynie odmawiałam następnych tańców z tym dupkiem, ale innych chętnych kobitek było sporo, i innym kobitkom to sprawiało uciechę, bo się głupkowato uśmiechały. On oczywiście uznawał, że to wielki przywilej dla każdej – takie masowanie po boczkach. A jego żona? Jakby tego nie widziała. A mężowie i narzeczeni tych masowanych pań, też tak jakby nic. Przestałam się z tym ostro flirtującym towarzystwem zadawać.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

        Koleżanka zadzwoniła do mnie w zeszłym tygodniu. Pogadałyśmy z grubsza i umówiły na kolację u Kovalskiego na Queensway.  Okazało się, że mężulek (ten od masowania boczków w wolnym tańcu) źle zniósł jej problemy zdrowotne, szczególnie zaś to, że nie mogła wyjeżdżać dwa razy w roku, raz do Polski, raz na egzotyczne wakacje, ze względu na zdrowie i  zredukowane finanse. Mężulek wpadł z tego powodu w depresję – nie wiadomo, czy z powodu jej upadającego zdrowia, czy jej upadających dochodów. Szybko się jednak pozbierał i znalazł jedną taką, która miała biuro podróży i pojechali w świat. Pani nie wspomniała tylko, że biuro podróży jest podupadające i liczyła na rycerza, który ją wybawi z tarapatów finansowych. Pojeździli, pojeździli po świecie i wrócili. Zbankrutowani, bo pani też była psuja i czego się nie dotknęła to zamieniała w perzynę. I tylko łowiła kogoś kto ją finansowo wybawi – tak jak i mężulek, łowił tylko grube (i naiwne) ryby baby. A teraz ten mężulek chce wrócić do mojej koleżanki, a ta się zastanawia … I tu już nie wytrzymałam. Powiedziałam jej, że to jest dupek, i że zawsze był. Zasugerowałam także, żeby mu wysłała e-maila z odmową. Tak jak on jej wysłał e-maila po 20 latach małżeństwa i żerowania na jej harówie powiadamiając ją, że odchodzi do innej, takiej z wycieczkami. No cóż, na rozmowę jest go stać tylko wtedy kiedy ma interes. Dla mnie to nie nowość, ale ona musi się pogodzić, że oszukiwała samą siebie widząc przez 20 lat rycerza, który był tylko…. Podobają mi się ostatnio upowszechnianie w polszczyźnie określenia. Jednym z nich jest bardzo popularny ostatnio dupek. Jest to bardzo odkrywcze móc nazwać kogoś właściwie, tak jak na to sobie zasłużył.

MichalinkaToronto@gmail.com
Toronto, 25 maja, 2023