Niespodzianką sennej kampanii prezydenckiej w Rosji stały się ogromne kolejki ludzi chcących podpisać się pod listami poparcia Borysa Nadzieżdzina. Został on dopuszczony przez Centralną Komisję Wyborczą do etapu zbierania podpisów. Nie pozwolono za to zbierać podpisów innej niezależnej kandydatce Jekatierinie Duncowej. Należy dodać iż o ile Duncowa na pewno nie miała nic wspólnego z Kremlem to w przypadku Nadieżdzina już nie ma takiej pewności.

Kim jest wobec tego Borys Nadieżdzin za sprawą którego ponad 200 tys. ludzi stało wiele godzin często przy mrozach znanym tylko w Rosji. Jest on 60 letnim politykiem od 30 lat uczestniczącym w rosyjskiej polityce o dość liberalnych jak na Rosję poglądach. Nigdy nie był politykiem pierwszego planu jednocześnie będąc w dobrych stosunkach z ludźmi grających pierwsze skrzypce w władzy dawniej jak i dziś. Jest znany wielu ludziom w Rosji jako, że do niedawna występował na propagandowych kanałach kremlowskich zajmując delikatne anty kremlowskie stanowisko.

Ale co najważniejsze zajął wyraźnie antywojenne stanowisko jako jedyny z kandydatów na prezydenta obok wspomnianej Duncowej, którą już odsunęli od kandydowania. Spowodowało to że stanęło za nim tysiące ludzi głównie młodych, którzy go wogóle nie kojarzyli bo nie oglądają prorządowych kanałów. Można to porównać do naszej Solidarności z 1989 na którą ludzie głosowali nie patrząc na nazwisko kandydata. Teraz dopiero ludzie go poznają z jego licznych spotkań jak przede wszystkim wywiadów w tym u słynnej Kseni Sobczak w kanale której jest podpisanych ponad 3,5 mln ludzi.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Nadzieżdzin w tych wywiadach prezentuje się jako zaręczyny inteligentny polityk ze swadą i lekkim humorem przedstawiającym swoje pomysły. Zapowiada po swoim zwycięstwie natychmiastowe przerwanie wojny, wypuszczenie więźniów politycznych, otwarcie na zachód. W dalszych krokach zapowiada rozmowy pokojowe i przeprowadzenie referendów na zajętych przez Rosję terytoriach, których ludność winna się wypowiedzieć albo za Rosją, albo Ukrainą. Przy tym chodzi także i o ludność, która zamieszkiwała tam do wojny.

Powstaje pytanie jak administracja Kremla słysząc to wszystko dopuściła Nadieżdina do zbierania podpisów?

Jest wielce prawdopodobne, że w jakiejś formie wysunięcie Nadzieżdzina było uzgodnione z Kremlem a konkretnie z odpowiedzialnym za wybory Siergiejem Kirijenko notabene bliskim znajomym Nadzieżdzina z dawnych czasów. Niech startuje antywojenny kandydat i dostanie 1,5-2% głosów i pokaże jak znikome jest poparcie dla zaprzestania wojny.

Potem jednak coś poszło nie tak jak Kreml planował, ludzie stanęli w kolejki i dziś Nadzieżdzin zapowiada walkę na poważnie.

Mogła ta walka mieć miejsce jeśliby kandydatowi uznali podpisy i dopuścili do wyborów.
Na to jednak szanse są minimalne, eksperci dają od 10-20%, że zostanie zarejestrowany. Ryzyko jest zbyt duże, że przez ponad miesiąc Nadieżdzin będzie mógł spokojnie rozpowszechniać swoje idee i rozchwiać nastroje.

Sam uważam również iż dopuszczenie Nadzieżdzina jest mało prawdopodobne. Jednak w jakimś sensie mleko się rozlało.

Ludzie zobaczyli, że nie są sami z pragnieniem pokoju jak to pokazują rządowe media. Po odrzuceniu kandydatury Nadzieżdzina nie wyjdą oczywiście na ulice, aby protestować w jego obronie. Pozostanie to jednak w pamięci milionów jako ważny krok ku osłabieniu pozycji Putina. Może ważniejszy niż nieudany pucz Prigożyna. Należy tylko wyrazić nadzieżdu, iż Borys o takim nazwisku nie pójdzie siedzieć pod byle pretekstem. Apropos, niedawno u Duncowej szukano narkotyków tym razem wynik był negatywny.

Marek Goździkowski