„Demokracja to rządy brutali, temperowane przez dziennikarzy” – zauważył amerykański poeta i eseista, Ralph Waldo Emerson.

Przedni dowcip, o ile odnieść treść do współczesności, boć autor powyższej konstatacji zmarł jakieś dwie dekady przed końcem XIX wieku. Dziś, by zepsuć temperówkę, dość ją kupić. I mocno wierzę w to, co widać nieuzbrojonym okiem, że ten świat umarł dawno temu, wraz z przyzwoitością zamordowaną przez zaprzaństwo nazywane wiernością. Że większość „temperówek” wykupiono w czasach mojego dzieciństwa, i że w związku z tym na całym świecie zostało dosłownie parę sztuk. Paru dziennikarzy, znaczy. Teraz, absolutnie zbędni, walają się hen, rdzewiejąc po zakamarkach zapomnianych szuflad.
Z kolei Adrienne von Speyr, zmarła wiek po Emersonie, szwajcarska lekarka, mistyczka i stygmatyczka, po konwersji na katolicyzm (pochodziła z rodziny protestanckiej) napisała: „Są drogi, na których wszystkie mosty zostały wysadzone”. Co innego miała na myśli, lecz do dziennikarzy-temperówek stwierdzenie pasuje idealnie.
Dalej. Fragment autoreklamy stacji telewizyjnej Polsat News, posłuchajmy pierwszego zdania: „Potrzebujemy odpowiedzi w świecie wielu perspektyw”. Tu zgoda. Ludzie chcą słuchać odpowiedzi, a nie pytań. Pytania nużą, odpowiedzi wyjaśniają. Po co w takim razie myśleć, skoro można słuchać i oglądać? I zaraz wiedzieć? Ludzie pragną słuchać i oglądać nie mając pojęcia za grosz, dlaczego chcą wiedzieć akurat to, co im nieznany gość mówi czy pokazuje, a nie coś zupełnie innego o czymś zupełnie innym. Dominuje rodzaj przekazu mającego zapadać w uszy, mroczyć umysły, przenosić poza przaśną codzienność. Więc: tak, potrzebujemy odpowiedzi.
A teraz całość przekazu: „Potrzebujemy odpowiedzi w świecie wielu perspektyw. Dlatego chcemy usłyszeć każdy głos”. Otóż „w świecie wielu perspektyw” niepodobna usłyszeć „każdego głosu”, ponieważ nie każdemu głosowi można „w świecie wielu perspektyw” głos oddać. Tu złą wolę ogłoszeniodawcy, a co najmniej nieuświadomioną manipulację, negliżuje wielki kwantyfikator „każdy głos”.
***
Trzeba wiedzieć, wiedzieć należy i powinniśmy wiedzieć – tyle wydaje się oczywiste. Wszelako od kogo mielibyśmy się dowiadywać, skąd wiedzę czerpać i do czego właściwie odnoszącą się? W jednym z wystąpień kwestię przybliżył prof. Zybertowicz, wyliczając czynniki, warunkujące osiągnięcie właściwej – w znaczeniu poprawnej, prawdziwej – orientacji w przestrzeni. Prędko okazało się, że idzie nie tylko o trójwymiarową przestrzeń dookoła nas, ale także o jej wymiar informacyjny. W tym również o wiedzę na temat tego, co jest prawdą – a co prawdą nie jest, będąc kłamstwem. Co jest dobrem – a co dobrem nie jest, będąc złem. Chodzi o wiedzę jak odróżniać to, co w strumieniu ogłuszających nas informacji ważne i pilne, od tego, co z natury rzeczy w natłoku tym musi okazać się nieważne i błahe, a co mimo tego za istotne każe się nam uważać. Wreszcie, istotne niezwykle, byśmy zachowali orientację odnośnie kategorii przyjaciel – wróg oraz człowiek – bot. Boot. Czy tam but. A może buc?
Tak czy siak, dopiero zachowanie niezachwianej zdolności do powyższych rozróżnień oferuje nam szansę uniknięcia przeciążeń informacyjnych, nieustannie generowanych przez media i zawarte w nich algorytmy tresujące. Dopiero wtedy możemy starać się opanowywać zakłócenia pojawiające się „naturalnie” w podstawowych kategoriach poznawczych, bez których ludzka orientacja epistemiczna zapada się i znika, rodząc konsekwencje w postaci nasilonej i nasilającej się degradacji intelektualnej jednostek i wspólnot.
***
Były premier, były minister spraw zagranicznych, sprawiedliwości i były prokurator generalny, Cimoszewicz Włodzimierz odrzuca twardo „kompromis między brakiem praworządności i przywracaniem rządów prawa”. Powiada mianowicie, że: „Trzeba przywracać rządy prawa, trzeba przywracać standardy demokratycznego państwa”. Gadki szmatki, zajady rosną zaraz jak głupie jakieś. Chwila i „Cimoszko” powtórzy za Kwaśniewskim Aleksandrem: „Demokracja jest w naszych sercach!” – a wtedy już nie wytrzymam, pęknę wzdłużnie i poprzecznie. No zarysuję się na dookoła, nie ma rady.
Jednakowoż bez obaw, zaraz u Olejnik Moniki generał Dukaczewski Marek wyjaśni tubylcom znad Wisły co i jak, i co w ogóle lud nadwiślański rozumie niewłaściwie, a co i jak powinien myśleć oraz którą stroną ust. Czy tam mózgów. Następnie Czarzasty Włodzimierz pouczy miliony Polek i Polaków o praworządności – i wtedy zostanie nam zgadywanka, czyj to śmiech dobiega z czeluści samego piekła, jeśli nie Urbana Jerzego.

…Oto Polska właśnie? Nie, to kpina z Polski. Szyderstwo z Polek i Polaków. Tak domyka się nad Wisłą system sprawowania władzy – i pomniejszą kwestią pozostaje, czy damy radę pozrywać nici, z pozoru ulotne niczym sieci babiego lata, de facto twardsze nad stop chromu, kobaltu i niklu, nici łączące peerelowską przeszłość z teraźniejszością Rzeczypospolitej. Albowiem to, co obserwujemy, to wojna na wyniszczenie, a nie, jak wmawiają nam ludzie złej woli, konkurs piosenki aktorskiej. Rozumiemy sedno?

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl