Péter Magyar (lider partii Tisza, który niedawno wygrał wybory i zostanie premierem Węgier) nie ogłosił masowego wydalenia (deportacji) wszystkich obecnych pracowników spoza UE, ale zapowiedział całkowite zatrzymanie importu nowych takich pracowników (tzw. guest workers / vendégmunkások) od 1 czerwca 2026 roku – aż do odwołania.
W swoim noworocznym przemówieniu (styczeń 2026) Magyar oświadczył mniej więcej tak: Rząd Tiszy stanie po stronie Węgrów i węgierskich firm. Od 1 czerwca 2026 nie będziemy zezwalać na sprowadzanie jakichkolwiek nie-węgierskich pracowników gościnnych spoza Unii Europejskiej. To oznacza zero nowych pozwoleń na pracę dla obywateli spoza UE (głównie Azjaci – Wietnamczycy, Hindusi, Filipińczycy itp., których za rządów Orbana sprowadzano w dużych liczbach do fabryk, zwłaszcza akumulatorowych)
Priorytet ma być teraz dla węgierskich pracowników i podnoszenia ich płac (Magyar krytykuje Orbána za „tanią siłę roboczą”, która rzekomo obniża wynagrodzenia i powoduje „wymianę ludności”).
Nie ma mowy o natychmiastowym wyrzucaniu ludzi, którzy już legalnie pracują na podstawie istniejących pozwoleń. Chodzi o zatrzymanie dalszego napływu („behozatal” = import/przywożenie). Polskie posty na Facebooku i X (dawny Twitter) dodają dramatyczne słowa typu „wydalenie z kraju wszystkich pracowników”, „unieważni wszystkie pozwolenia”, „deportacja”. To clickbait. Rzeczywiste wypowiedzi Magyar’a (potwierdzone w węgierskich mediach jak 24.hu, Daily News Hungary czy oficjalnym profilu Tiszy) mówią tylko o zaprzestaniu wydawania nowych zezwoleń. Po wyborach w kwietniu 2026 Magyar na konferencji prasowej potwierdził twardą linię antyimigracyjną (kontynuacja muru na granicy, sprzeciw wobec paktu migracyjnego UE), ale znów – nacisk na nielegalną migrację i nowych pracowników ekonomicznych spoza UE.
Za Orbána Węgry miały kwoty na tysiące pracowników spoza UE rocznie (w 2026 planowano ok. 35 tys.).
Magyar uważa, że to szkodliwe dla węgierskich płac i społeczeństwa, więc chce to zatrzymać i skupić się na aktywizacji lokalnego rynku pracy.
Polityka ta jest kontynuacją twardego podejścia Orbána do migracji, ale z większym naciskiem na ochronę węgierskich pracowników przed „tanimi Azjatami”.
Zamiast sprowadzać tanią siłę roboczą spoza UE (głównie Azjatów), jego rząd chce aktywnie zachęcać Węgrów pracujących na Zachodzie (w Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, USA itp.) do powrotu do kraju. Lepsze płace i warunki pracy dla Węgrów (krytykuje Orbána za obniżanie wynagrodzeń przez „guest workers”). Zachęty ekonomiczne dla powracających, w tym rozdział ziemi dla młodych ludzi z rodzin rolniczych, którzy wracają z emigracji.
Hasło – „Najpierw węgierscy pracownicy, potem węgierskie firmy, a nie multinarodowe fabryki z tanią zagraniczną siłą roboczą”.
W jednym z popularnych postów w mediach społecznościowych (w tym po jego zwycięstwie wyborczym) pojawia się jasne sformułowanie: zamiast gonić za tanimi zagranicznymi pracownikami, skupmy się na sprowadzaniu etnicznych Węgrów z powrotem do domu z silnymi zachętami i prawdziwymi miejscami pracy.
„Nie będziemy importować Azjatów do fabryk – zamiast tego damy pracę i godne warunki Węgrom, którzy wyjechali, oraz tym, którzy zostali”. Wspiera ułatwienia w głosowaniu dla Węgrów za granicą (kampania „Szavazz haza!” – „Głosuj do domu!”) i podkreśla, że „naród nie jest kwestią miejsca zamieszkania”.
Mówi o Węgrach „itthon és szerte a nagyvilágban” (w kraju i na całym świecie) jako o części jednego narodu.




































































