Prezydent Karol Nawrocki  na konferencji prasowej po szczycie NATO w Turcji powiedział wprost:
„Jak wiemy, że infrastruktura krytyczna i rurociągi paliwowe są poprowadzone wyłącznie do byłej granicy pomiędzy NRD i RFN, czyli zimnowojennej granicy NATO. Od wielu lat trwają zabiegi, aby ta infrastruktura została poprowadzona do Europy Środkowej, do Polski. […] bardzo mnie cieszy, że sekretarz generalny NATO [Mark Rutte] na konferencji prasowej powiedział, że staje się to priorytetem finansowym, infrastrukturalnym NATO.”

Nawrocki wskazał na dawną linię podziału Niemiec jako wciąż istniejącą, realną granicę w infrastrukturze sojuszniczej.

NATO ma własny system rurociągów paliwowych (głównie Central Europe Pipeline System – CEPS i powiązane sieci), który powstał jeszcze w czasach Zimnej Wojny. Służy do bezpiecznego, masowego dostarczania paliwa (benzyna, olej napędowy, paliwo lotnicze) bezpośrednio do baz, lotnisk i punktów zaopatrzenia wojsk.
Problem jest taki, że ten system w dużej mierze „zatrzymał się” mniej więcej na linii dawnej granicy RFN–NRD.
Po rozszerzeniu NATO na wschód (1999, 2004) i zwłaszcza po 2014/2022 roku, kiedy wschodnia flanka stała się realnym teatrem potencjalnych działań, logistyka paliwowa nie nadążyła za zmianą geopolityczną.
W razie większego konfliktu na wschodniej flance (Polska, Litwa, Łotwa, Estonia itd.) poleganie wyłącznie na cysternach i kolei jest bardzo ryzykowne – te środki transportu są podatne na uderzenia rakietowe i dronowe. Rurociąg to zupełnie inna skala bezpieczeństwa i przepustowości.
Polska od kilku lat aktywnie pracuje nad przyłączeniem się do tego systemu (głównie przez państwową spółkę PERN). W październiku 2025 podpisano już wstępne porozumienie z NATO o budowie odcinków rurociągów i magazynów paliw na potrzeby Sojuszu. Projekt jest wart miliardy złotych i ma charakter „podwójnego zastosowania” (wojskowe + cywilne).

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Wskazanie „zimnowojennej granicy NATO” jako wciąż obowiązującej linii podziału infrastruktury to dość mocny komunikat pod adresem Niemiec. Przez dekady to właśnie Niemcy miały największy wpływ na to, jak wyglądała infrastruktura w Europie Środkowej i gdzie inwestowano pieniądze Sojuszu. Dla części polskiego establishmentu  jest to symbol szerszego problemu: Berlin często traktował Europę Środkową jako peryferie lub strefę buforową, a nie jako pełnoprawną część „rdzennej” Europy, za którą warto ponosić realne koszty i ryzyko.
Nawrocki nie powiedział tego wprost „Niemcy są winne”, ale samo przywołanie granicy NRD–RFN jako wciąż aktualnej linii podziału w infrastrukturze ma wyraźny wydźwięk polityczny. Zwłaszcza że Polska od lat mówi: „skoro już jesteśmy filarem wschodniej flanki NATO (wojskowo, finansowo, politycznie), to infrastruktura też powinna to odzwierciedlać”.

To nie jest tylko spór o rury. To element większej walki o to: Gdzie naprawdę przebiega „rdzeń” bezpieczeństwa europejskiego po 2022 roku? Czy wschodnia flanka ma być traktowana serio jako priorytet inwestycyjny Sojuszu (a nie tylko jako miejsce, gdzie stawia się wojska, ale infrastrukturę zostawia się w tyle)? Czy Polska ma być pełnoprawnym, strategicznym partnerem, czy wciąż „młodszym bratem”, który musi o wszystko prosić?

Podczas rozmów o zjednoczeniu Niemiec (luty–wrzesień 1990) amerykański sekretarz stanu James Baker powiedział Gorbaczowowi słynne zdanie o „not one inch eastward” (ani centymetra na wschód). Było to jednak wyłącznie w kontekście terytorium byłej NRD (Niemieckiej Republiki Demokratycznej). Chodziło o to, że po zjednoczeniu Niemiec na terenie dawnych Niemiec Wschodnich nie będą stacjonować obce wojska NATO ani broń jądrowa (przynajmniej w pierwszym okresie). To nie była obietnica dotycząca Polski, Węgier, Czech czy innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Rozmowy dotyczyły tylko Niemiec. Nie było żadnego formalnego, pisemnego porozumienia między Reaganem/Gorbaczowem ani Bushem/Gorbaczowem, które zabraniałoby NATO rozbudowy infrastruktury na wschód od NRD.
Traktat 2+4 („Traktat o ostatecznym uregulowaniu w odniesieniu do Niemiec” z września 1990) zawiera ograniczenia tylko wobec byłego terytorium NRD. Nie ma w nim słowa o Polsce czy innych krajach.
Sam Michaił Gorbaczow w wywiadzie z 2014 roku powiedział wprost:„Temat »rozszerzenia NATO« nie był w ogóle omawiany i nie pojawił się w tamtych latach. […] Chodziło o to, żeby struktury wojskowe NATO nie posuwały się naprzód i nie rozmieszczano dodatkowych sił zbrojnych na terytorium ówczesnej NRD po zjednoczeniu Niemiec.”Dodał, że obietnice dotyczyły tylko NRD i zostały dotrzymane. Krytykował późniejsze rozszerzenie NATO jako naruszenie „ducha” tamtych zapewnień, ale przyznał, że nie było żadnej wiążącej obietnicy dotyczącej szerszego rozszerzenia.

Rosja (szczególnie od czasów Putina) celowo rozszerza znaczenie tamtych słów z 1990 roku na całą Europę Środkowo-Wschodnią, żeby przedstawić członkostwo Polski, krajów bałtyckich czy Ukrainy w NATO jako „zdradę” i złamanie obietnic.
Związek Sowiecki przestał istnieć w grudniu 1991 roku. Pytanie o infrastrukturę NATO w Polsce w 2026 roku nie ma już nic wspólnego z ustaleniami z 1990 roku. Rozbudowa infrastruktury NATO w Polsce (w tym rurociągów paliwowych, o których mówił Nawrocki) nie ma związku z żadnym „porozumieniem Gorbaczowa z Reaganem”.

Kiedy Polska, Węgry i Czechy były zapraszane do NATO (1997–1999), Sojusz podpisał z Rosją dokument nazywany NATO-Russia Founding Act (Akt Założycielski o wzajemnych stosunkach, współpracy i bezpieczeństwie).
W sekcji IV tego dokumentu NATO zadeklarowało, że:
„nie ma zamiaru, planu ani powodu” (no intention, no plan, and no reason) do rozmieszczania znaczących sił bojowych (substantial combat forces) na stałe na terytorium nowych państw członkowskich. To właśnie dlatego przez wiele lat w Polsce stacjonowały głównie siły rotacyjne (zmieniające się co kilka–kilkanaście miesięcy), a nie stałe bazy z pełną infrastrukturą i dużą liczbą żołnierzy na stałe.

Akt z 1997 nie jest traktatem międzynarodowym – to dokument polityczny. Nie zabraniał Polsce budować własnych baz ani przyjmować wojsk sojuszniczych. Mówił tylko o „znaczących siłach bojowych na stałe”. Teoretycznie zostawiał pewną furtkę.

Po aneksji Krymu, a zwłaszcza po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 roku, NATO w praktyce odchodzi od ścisłego trzymania się tego zapisu z 1997 roku.

Jak to się łączy z poprzednim tematem (rurociągi i infrastruktura)? Właśnie dlatego infrastruktura sojusznicza (rurociągi paliwowe, magazyny, drogi, mosty o nośności wojskowej itd.) rozwijała się wolniej. Skoro przez dekady planowano głównie siły rotacyjne, a nie duże, stałe zgrupowania, to nie było pilnej potrzeby budowania pełnej infrastruktury logistycznej „na wschodnią flankę”. To się zmieniło dopiero po 2022 roku – i stąd m.in. wypowiedź Nawrockiego w Ankarze.