Prywatyzacja kanadyjskich lotnisk może oznaczać wyższe koszty dla podróżnych i mniejszą kontrolę nad kluczowym zasobem publicznym.

Rząd federalny chce przyciągnąć do Kanady zagraniczne inwestycje i organizuje w tym celu międzynarodowy szczyt. Jak jednak wskazują doniesienia medialne, „zagraniczne inwestycje” mogą w praktyce oznaczać otwarcie publicznej infrastruktury – w tym lotnisk – na prywatnych inwestorów. Kanadyjczycy powinni się temu sprzeciwić, niezależnie od tego, czy nastąpi to teraz, czy później.

Ten mechanizm to istniejący już schemat zwany recyklingiem aktywów. Rządy wypożyczają – albo dzierżawią – istniejącą infrastrukturę publiczną prywatnym inwestorom w zamian za pieniądze. Te pieniądze rząd przeznacza na budowę nowej infrastruktury. Potem proces można powtórzyć, co rzekomo ma zapewnić stałe źródło przychodów.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Brzmi dobrze, prawda? Niestety ten proces ma ukryte koszty – i ostatecznie płaci za nie społeczeństwo.

Najcięższym kosztem jest utrata demokratycznej kontroli. „Dzierżawa” może trwać 50–99 lat. W tym czasie aktywo tymczasowo „należy” do prywatnego inwestora i może być zarządzane według jego potrzeb – co często oznacza maksymalizację zysków przez cięcie kosztów i wydobywanie wartości z aktywa.

Jeśli brzmi to znajomo, to dlatego, że już to przerabialiśmy – pod nazwą partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Tylko że przy recyklingu aktywów prywatny inwestor dostaje jeszcze lepszy układ, bo w ogóle nie musi projektować ani budować lotniska (mostu czy autostrady).

Jak pokazuje bilans PPP, często nie dostarczają one obiecywanych korzyści publicznych, a prywatni inwestorzy maksymalizują własne zwroty. Wystarczy spojrzeć na autostradę 407 w Toronto, której prywatne konsorcjum pobiera od kierowców najwyższe w Kanadzie opłaty drogowe.

To samo dotyczy rzekomo „zrecyklowanych” aktywów publicznych – zbudowanych ze środków publicznych, a potem przez „tymczasowy” okres 50 lat lub dłużej eksploatowanych prywatnie. Porównanie działania kanadyjskich lotnisk publicznych z „zrecyklowanymi” lotniskami w innych krajach, np. w Australii i Wielkiej Brytanii, to potwierdza.

W Kanadzie większość dużych lotnisk działa na gruntach federalnych i jest zarządzana przez organizacje non-profit zwane władzami lotniskowymi. Zarobki czerpią z opłat albo czynszów od linii lotniczych, pasażerów i najemców handlowych. Ponieważ są to organizacje non-profit, wszystkie zyski reinwestują w długoterminowe ulepszenia infrastruktury lotniskowej. Dodatkowo płacą rządowi federalnemu – czyli nam – roczny czynsz za użytkowanie gruntów. W samym 2025 roku ten czynsz wyniósł 525 milionów dolarów. To ważne źródło przychodów, które najpewniej zostałoby wymienione na jednorazową płatność z góry.

W modelu prywatnym, nastawionym na zysk, inwestorzy prawdopodobnie staraliby się maksymalizować te strumienie przychodów: podnosić opłaty terminalowe dla linii, czynsze dla najemców handlowych i opłaty dodatkowe, np. za parking. Wszystko to razem podniosłoby koszty dla podróżnych.

Wystarczy spojrzeć na Australię, gdzie firmy inwestycyjne związane z lotniskami, takie jak Macquarie Bank, obiecywały zwroty powyżej 13 procent. Skąd bierze się ten zysk? Od tych samych trzech grup, które dziś płacą władzom lotniskowym w Kanadzie: linii lotniczych, detalistów i pasażerów. Australijska Komisja ds. Konkurencji i Konsumentów stwierdziła, że linie lotnicze i pasażerowie w tym kraju zapłacili „nawet o 1,6 miliarda dolarów za dużo za dostęp do lotnisk w ciągu ostatniej dekady”.

Podobne zarzuty pojawiały się w Wielkiej Brytanii, gdzie świeżo sprywatyzowany British Airports Authority oskarżano o przekierowywanie inwestycji z obsługi pasażerów i utrzymania terminali na rozwój sklepów duty-free. Te same postawy mogą prowadzić do cięć etatów i większych opóźnień na lotniskach.

Choć kanadyjski minister transportu sugerował, że wydzierżawienie lotnisk poprawiłoby doświadczenia pasażerów i obniżyło koszty lotów, przykłady Australii i Wielkiej Brytanii wskazują, że często jest wręcz odwrotnie.

Prywatyzacja często idzie w parze z deregulacją, co zaostrza napięcia między inwestorami nastawionymi na zysk a interesem publicznym w kwestiach kosztów, bezpieczeństwa, hałasu, ochrony i jakości usług. Można się spodziewać, że prywatni inwestorzy będą się sprzeciwiać wszystkiemu, co podnosi koszty ich działalności – nawet jeśli stoi to w sprzeczności z interesem publicznym.

Ostatecznie prywatyzacja kanadyjskich lotnisk nie rozwiązuje żadnego z problemów, przed którymi stoimy. Wręcz przeciwnie: grozi tym, że podróże lotnicze staną się jeszcze droższe i mniej przyjemne. Kanadyjczycy oddaliby przy tym demokratyczną kontrolę nad kluczowym zasobem publicznym na pokolenia.

Simon Enoch jest starszym badaczem w Canadian Centre for Policy Alternatives.

za @TroyMedia