Media społecznościowe stały się jednym z najczęściej dyskutowanych zjawisk współczesności, a słowo „uzależnienie” pojawia się w debacie publicznej z dużą łatwością. Choć wiele osób deklaruje, że „nie może żyć bez telefonu”, naukowcy podkreślają, że kliniczne uzależnienie to pojęcie o ściśle określonych kryteriach, których nie można rozszerzać na podstawie potocznych obserwacji.

W ostatnich miesiącach szczególne emocje wzbudził proces, w którym 25 marca kalifornijski sąd przyznał 6 milionów dolarów odszkodowania kobiecie twierdzącej, że media społecznościowe wyrządziły jej szkody psychiczne. Według jej relacji wieloletnie korzystanie z platform prowadziło do utraty kontroli, kompulsywnego przewijania treści, zaniedbywania obowiązków i narastającej izolacji. Google i Meta zapowiedziały apelację, a sprawa stała się symbolem rosnącego napięcia między doświadczeniem użytkowników a ostrożnością środowiska naukowego.

W centrum tej dyskusji znajduje się pojęcie „uzależnienia od mediów społecznościowych”. Odnosi się ono do wzorca kompulsywnego, nadmiernego korzystania z platform, który zakłóca codzienne funkcjonowanie, relacje lub dobrostan psychiczny. W przeciwieństwie do uzależnień od substancji nie istnieje jednak powszechnie przyjęta definicja kliniczna, bo Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, nie uznało go za formalne zaburzenie, dlatego w DSM — „Podręczniku diagnostyczno‑statystycznym zaburzeń psychicznych” — nie ma kategorii „social media addiction”.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Eksperci podkreślają, że wyroki sądowe nie są równoznaczne z ustaleniami naukowymi. Aby uznać dane zachowanie za uzależnienie, konieczne jest potwierdzenie biologicznych mechanizmów, udokumentowanych szkód oraz korzyści diagnostycznych wynikających z wprowadzenia nowej kategorii. W przypadku mediów społecznościowych te warunki nie zostały jeszcze jednoznacznie spełnione.

Dotychczasowe badania pokazują, że intensywne korzystanie z platform może wiązać się z pogorszeniem funkcjonowania, obniżeniem nastroju i problemami w relacjach. Obserwuje się również zmiany w obszarach mózgu odpowiedzialnych za system nagrody, przypominające mechanizmy znane z uzależnień. Jednocześnie większość badań ma charakter korelacyjny — nie wiadomo, czy to media społecznościowe powodują trudności psychiczne, czy osoby z trudnościami częściej po nie sięgają.

Kluczowe znaczenie ma sposób korzystania z platform. Aktywne uczestnictwo może poprawiać samopoczucie, podczas gdy bierne przewijanie treści często wiąże się z pogorszeniem nastroju. Dla wielu młodych ludzi media społecznościowe są też ważnym źródłem wsparcia i przynależności, co dodatkowo komplikuje ocenę ich wpływu.
Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne nie uznało dotąd „uzależnienia od mediów społecznościowych” za odrębną diagnozę. W 2013 roku rozważano je w ramach szerszej kategorii uzależnienia od internetu, lecz nie spełniało ono kryteriów diagnostycznych. Specjaliści ostrzegają, że zbyt szybkie nadawanie codziennym zachowaniom etykiety zaburzenia może prowadzić do niepotrzebnego piętnowania i kierowania ludzi na niewłaściwe ścieżki leczenia.

Jednocześnie badacze zauważają, że formalna diagnoza mogłaby przynieść korzyści — stworzyć jasne kryteria, ułatwić prowadzenie badań i zapewnić wsparcie osobom rzeczywiście doświadczającym poważnych trudności. Problemem pozostaje jednak brak dostępu do danych, które platformy rzadko udostępniają naukowcom.
Nauka nie nadąża dziś za tempem, w jakim społeczeństwo i system prawny próbują rozstrzygać kwestie związane z wpływem technologii na zdrowie psychiczne. Zanim zaczniemy mówić o „epidemii uzależnienia”, potrzebujemy precyzyjnych definicji, solidnych danych i odpowiedzialnego podejścia. Odpowiedź na pytanie, czy media społecznościowe rzeczywiście uzależniają, wciąż pozostaje otwarta.

Dr. Jack Olszewski
drsjackolszewski@gmail.com