20 sierpnia 2026 r. sąd karny w Namur skazał 49-letniego Grégory’ego Lenociego na 17 lat więzienia za dotkliwe pobicie zakwalifikowane jako usiłowanie zabójstwa sąsiada Marca P. Dodatkowo orzeczono 10 lat do dyspozycji sądu penitencjarnego oraz 10 tys. euro odszkodowania dla ofiary. Sąsiad od prawie roku leży w stanie wegetatywnym po ciosach zadanych 24 lipca 2025 r.

Wyrok wywołał falę oburzenia w Belgii i w hiszpańskojęzycznym internecie.

Sąd uznał atak za zaplanowany. Opinia publiczna widzi w nim ojca, który „zrobił to, czego nie zrobiło państwo”.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Lenoci mieszkał w Jambes pod Namur. Dziecko, o które chodzi, to jego pasierb, wówczas 6–7 lat.

Na dwa dni przed atakiem sąsiad Marc P. zaprosił chłopca do domu „na grę wideo”. Dziecko wróciło zmienione. Ojczym złożył zawiadomienie na policję. Nie wiedział wtedy, że ok. trzy tygodnie wcześniej inny sąsiad zgłosił podobne podejrzenia wobec Marca P. — dotyczące innego 7-latka.

 Według zeznań Lenociego sąsiad sam zaczął mówić o „tajnej grze”: miał zawiązywać chłopcu oczy i kazać mu ssać „rzeczy”, w tym — jak zeznał ojczym — „mój fiut”. „W tym momencie straciłem kontrolę” — powiedział przed sądem.

Lenoci, amator sportów walki, zadał serię kopnięć, nagrywał zajście i wrzucił nagranie do sieci. Potem sam wezwał pogotowie i uciekł. W kolejnym filmie na Facebooku krzyczał, że sąsiad „ośmielił się tknąć jego syna” i że „nie można zostawiać drapieżników przy dzieciach”.

Marc P. do dziś jest — jak piszą belgijskie media — „więźniem własnego ciała”. Zarzutu molestowania pasierba Lenociego nie rozstrzygnięto w tym procesie: ofiara ataku nie może zeznawać. Sąd w Namur sądził Lenociego za usiłowanie zabójstwa, nie Marca P. za pedofilię.


Marc P. nie był „zwykłym sąsiadem”. W 2020 r. skazano go za czyny pedofilskie wobec dziecka w wieku 4–7 lat, trwające ok. trzech lat. Wyrok: kara w zawieszeniu   oraz zakaz samotnego kontaktu z nieletnimi. Belgijska prasa pisze, że po wyjściu na wolność nie przestrzegał warunków dozoru: garaż w Jambes miał działać jak otwarty punkt, do którego przychodziły dzieci z osiedla. W 2025 r. wpłynęły kolejne zawiadomienia. Prokuratura w Namur otworzyła śledztwo — ale już po fali skarg, a nie zanim doszło do konfrontacji.

To właśnie ta przeszłość napędza oburzenie: człowiek z wyrokiem za pedofilię, z zakazem przebywania z dziećmi, znów był w kontakcie z maluchem z sąsiedztwa — a system nie reagował.

Adwokat zapowiedział apelację do sądu w Liège.

Gdy ogłoszono wyrok, na sali rozległy się okrzyki: „sprawiedliwość dla pedofilów”, „zdegenerowane sądownictwo”. Przed budynkiem czekali krewni i zwolennicy Lenociego.

Na 4fund.com ruszyła zbiórka dla żony i dzieci. Do 27 sierpnia zebrano ponad 87 tys. euro. Organizatorzy piszą, że Lenoci nie jest jedyną ofiarą tej niesprawiedliwości. Część belgijskich mediów (m.in. La Libre) uznała zbiórkę za niepokojący sygnał równoległej sprawiedliwości. Inni komentatorzy — w tym redakcja La DH — pytają, czemu system nie odpowie za to, że ignorował sygnały o złamaniu dozoru przez skazanego pedofila.

Porównania, które krążą w sieci:

  • skazany pedofil z 2020 r. — kara w zawieszeniu, szybko z powrotem wśród dzieci;
  • ojczym, który go pobił — 17 lat plus 10 lat dozoru;

Krytycy wyroku wskazują: jeśli państwo nie izoluje recydywisty seksualnego, nie egzekwuje zakazu kontaktu z dziećmi i nie reaguje na kolejne zawiadomienia, rodzic zostaje sam. W komentarzach pod wpisem Negre pojawia się teza skrajna: „jak i tak idziesz do więzienia, to lepiej zabić niż bić”. To już nie relacja z procesu — to sygnał, jak głęboko sprawa podważyła zaufanie do belgijskich sądów.