Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow ostro zareagował na decyzję Berlina, który obciążył Moskwę odpowiedzialnością za sierpniowy incydent z dronem na lotnisku Lipsk/Halle. W wypowiedzi dla rosyjskiej telewizji państwowej stwierdził, że niemieckie oskarżenia – bez jego zdaniem rzetelnego śledztwa – oznaczają w praktyce początek prawdziwej wojny.
„Znaleźli jakiegoś drona. Powiedzieli, że to rosyjski dron. Nikt się w to nie zagłębiał. W gruncie rzeczy jest to początek takiej prawdziwej wojny” – powiedział Ławrow. Nawiązał przy tym do decyzji Niemiec o zamknięciu rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn oraz tzw. Rosyjskiego Domu w Berlinie. Przypomniał, że przed II wojną światową (w rosyjskiej narracji: Wielką Wojną Ojczyźnianą) Niemcy również zamykali misje dyplomatyczne. „Chcą znowu wojny” – dodał.
Szef rosyjskiej dyplomacji skrytykował też kanclerza Friedricha Merza i jego zapowiedzi odbudowy Niemiec jako wiodącej potęgi militarnej w Europie. Zdaniem Ławrowa te słowa „są wcielane w życie” i oznaczają de facto wypowiedzenie wojny Rosji. „Lekcje historii nie zostały odrobione” – ocenił.
W nocy z 4 na 5 sierpnia 2026 r. na lotnisku Lipsk/Halle, ważnym węźle cargo wykorzystywanym m.in. przez ukraińskie linie Antonov do transportu zaopatrzenia, znaleziono drona z ładunkiem wybuchowym (ok. 600 g, w tym heksogen) i detonatorem. Urządzenie nie eksplodowało – detonator okazał się wadliwy. Nagrania z monitoringu pokazały, że dron uderzył w skrzydło zaparkowanego ukraińskiego samolotu transportowego An-124, w którym znajdują się zbiorniki paliwa. Gdyby ładunek zadziałał, skutki mogłyby być katastrofalne.
Wkrótce potem inny obiekt (prawdopodobnie drugi dron) zderzył się z samolotem cargo (m.in. DHL), który musiał zostać przekierowany do Hanoweru i odniósł niewielkie uszkodzenia. Później, ok. 14 sierpnia, znaleziono kolejne ślady i trzeciego drona. Lotnisko – wykorzystywane także przez Bundeswehrę i sojuszników NATO – czasowo wstrzymało operacje.
Po prawie miesiącu śledztwa, 1 września 2026 r., minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt i minister spraw zagranicznych Johann Wadephul ogłosili, że winę ponosi Rosja. Zdaniem Berlina za operacją stali agenci działający „w imieniu rosyjskich służb państwowych”, a całość wpisuje się w „ustalony wzorzec rosyjskich operacji hybrydowych w Europie”. Wskazywano na konfigurację drona, rodzaj ładunku, technologię detonacji oraz dane wywiadowcze. Mówiono o rekrutacji „niskoszczeblowych agentów”.
W odpowiedzi Niemcy ogłosiły pakiet środków: zamknięcie rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn (od 18 września), wypowiedzenie umowy na działalność Rosyjskiego Domu w Berlinie, wezwanie ambasadora Rosji, zaostrzenie kontroli wjazdu obywateli rosyjskich, większy nacisk na rosyjską „flotę cieni” oraz propozycję dodatkowych unijnych sankcji. Wadephul podkreślił, że Niemcy nie traktują Lipska jako incydentu izolowanego.
Rosja od początku odrzucała oskarżenia. Prezydent Władimir Putin zarzucił Niemcom „podrzucenie dowodów”, a ambasada w Berlinie nazwała zarzuty „absurdalnymi” i „sfałszowaną prowokacją”. Ławrow powtórzył tę linię, twierdząc, że nikt nie przeprowadził poważnego dochodzenia. Moskwy zapowiedziała też odwet – m.in. zamknięcie niemieckich instytutów Goethego w Rosji.
Incydent wpisuje się w szerszy kontekst napięć: lotnisko w Lipsku obsługuje transport wojskowy dla Ukrainy, a Niemcy od 2022 r. znacząco zwiększyły wsparcie dla Kijowa. Berlin mówi o serii rosyjskich działań hybrydowych (drony nad infrastrukturą, sabotaż), Moskwa – o eskalacji i przygotowaniach Niemiec do konfrontacji. Słowa Ławrowa o „początku prawdziwej wojny” podnoszą stawkę retoryczną, choć obie strony na razie ograniczają się do kroków dyplomatycznych i oskarżeń, a nie otwartego konfliktu zbrojnego.

































































