W zeszłym tygodniu pisałam o przepięknej delikatnej i drogiej zastawie stołowej na 12 osób pani Zuzi. Zastawa jest wystawiana w kredensie pokojowym na wysoki połysk z wiśni. Do kompletu należą także srebrne sztućce wkładane do pudełka wyście ładnego aksamitem żeby nie śniedziały. Wszystko to na 12 osób. Nawet stół. Pani Zuzia już od kilku lat nie miała okazji gościć 12 osób na raz.
Obecnie pojawił się wielki problem, bo nie wiadom co z tą zastawą zrobić,  a następne pokolenie – czyli nasze dzieci zarzekają się że nie chcą tego odziedziczyć. Wiadomo każda generacja ma swoje upodobania. Jak dziś pamiętam mojego ś.p. ojca walczącego z długimi włosami braci, którzy właśnie tak się zaczęli nosić. Ojciec miał fryzurę wystrzyżoną i wybrylantowaną zaczesaną do góry i wydawało mu się, że tak wszyscy zawsze będą chodzić, bo to jest taki styl uniwersalny, który się wszystkim podoba. Ale następnej generacji ten zaczesany do góry i wybrylantowany włos się wcale nie podobał. Więc zrobili po swojemu. Tak było nie tylko w Polsce. To co mnie po latach zaskakuje, że w tym wszystkim naprawdę chodziło o jakiś drobny pikuś: długie włosy. Nie o to co robili bracia – to znaczy uczyli się dobrze poszli na studia, nie niespecjalnie stoczyli się z właściwej ścieżki do dorosłego życia – ale długość włosów była najistotniejsza. Oczywiście po tych długowłosych chłopców przyszła generacja która podgalała sobie łeb, i bardzo dbała o właściwe krótkie ostrzyżenie z tyłu, z czubem na górze. Przykładem może być  John Travolta. Był on takim innym przedstawicielem trendów jakie wnosiła w świat nowa generacja. Moi bracia nienawidzili Johna Travolty, podobnie jak i poprzedzającego ich młodość Elvisa Presleya.  Przykre to, obecna nowa generacja nawet swojego stylu i mody nie może wykreować, bo jest ich po prostu jest za mało.
Wracając do zestawu pani Zuzi zaczęłam pytać dookoła co i jak zrobić ze pięknymi porcelanowymi zestawami obiadowymi. I co się okazało? Te  piękne zestawy to pikuś w porównaniu z innymi nagromadzony rzeczami, Jedna z moich znajomych dorobiła się, czy też raczej dozbierała się aż 69 kubków do kawy. Ta też mnie zapytała czy nie mam kogoś kto by chciał te kubki kupić, albo nawet wziąć za darmo? Zaciekawiona zapytałam skąd ma aż tyle kubków? Okazało się że ta pani uwielbia uliczne wyprzedaże (garage sales). Ale na koniec.  Są tacy którzy jeżdżą na wyprzedaże jeszcze przed rozpoczęciem, aby upolować najlepsze rzeczy. A ta pani jeździła tuż po zamknięciu. Dlaczego? Bo wtedy często wystawiano rzeczy, które nie poszły za darmo. Do tych rzeczy najczęściej wystawionych za darmo należały kubki do kawy. Różne: duże i małe, ceramiczne, szklane i plastikowe, brązowe i te stanowieckie malowane w róże.  I ona je zbierała. Pytam a po co ci te kubki? Przecież nawet 69 osób nie pomieści się w jej domu! A ona mi mówi: Dobrze mieć!
A teraz to co pozbierała za darmochę, chce żebym ja jej pomogła sprzedać. Wielkie nieba, o nie! Nazbierała to niech rozda, jeśli się znajdzie jakiś chętny, a jak nie…
Czy taki sam los spotka piękną porcelanową pani Zuzi? Nie wiem. Na razie martwię się przyszłością mojej zastawy porcelanowej. Może jakiś sklep ze starociami (second hand) ją przyjmie?
PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU