Teza, że masowe wejście do Ceuty było zaplanowaną operacją Maroka „na polecenie Izraela, USA i części elit hiszpańskich”, żeby obalić rząd Sáncheza, krąży od końca lipca. Ma pewne punkty zaczepienia w realnej geopolityce, ale jako gotowa „gra trzech stolic” nie ma twardych dowodów.

Co jest potwierdzone, a co nie

Maroko. Hiszpańska policja (raport CENIF dla Audiencia Nacional) opisuje, że 30–31 lipca żandarmi marokańscy — umundurowani i po cywilu — kierowali tłumy w stronę punktów przejścia (m.in. Tarajal), monitorowali przepływ i nie blokowali go tak, jak zwykle. To nie jest to samo, co „król Mohammed VI wydał rozkaz inwazji”, ale też nie wygląda na czysto spontaniczną falę. Maroko od dekad używa migracji jako dźwigni wobec Hiszpanii (najgłośniej w 2021 r. po przyjęciu przez Madryt przywódcy Polisario). Rabat oficjalnie nie uznaje hiszpańskiej suwerenności nad Ceutą i Melillą. Rząd Sáncheza publicznie twierdzi, że nie ma dowodów, by władze Maroka zaplanowały i wykonały całą operację; ministerstwo spraw wewnętrznych dystansuje się od interpretacji raportu. To napięcie między dokumentem policyjnym a linią polityczną Madrytu.

Izrael. Nie ma wiarygodnych dowodów, że Izrael zlecił, sfinansował albo koordynował przerzut 70 tys. osób.

Co naprawdę się wydarzyło po stronie izraelskiej:

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

  • W 2019 r. Yair Netanyahu (syn premiera, osoba prywatna) wrzucił mapę hiszpańskich enklaw z komentarzem w stylu: jeśli Arabowie chcą „wyzwalać okupowane ziemie”, niech zaczną od Ceuty. To stary tweet, recyklowany teraz jako „plan operacyjny”. Nie jest nim.
  • Po kryzysie ambasador Izraela przy ONZ Danny Danon napisał złośliwy wpis: zanim Hiszpania poucza Izrael, niech wyjaśni, czemu wciąż trzyma „kolonialne enklawy w Afryce”. Ambasada Izraela w Madrycie szybko ogłosiła, że to nie stanowisko rządu.
  • W kwietniu 2026 r. ambasador Izraela w Hiszpanii Dana Erlich powiedziała wprost, że Izrael nie rozważa poparcia roszczeń Maroka do Ceuty i Melilli — „to teraz nieistotne”.

Relacje Madryt–Jerozolima są faktycznie złe. Sánchez uznał Palestynę, mówił o „ludobójstwie”, wprowadził embargo zbrojne, chciał zawieszenia układu stowarzyszeniowego UE–Izrael, Hiszpania dołączyła do sprawy RPA przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości. Izrael wyrzucił Hiszpanów z ośrodka koordynującego rozejm w Gazie i regularnie atakuje Sáncheza. Motyw „ukarać Madryt” u części izraelskich komentatorów i polityków istnieje. 

USA. Administracja Trumpa jest przyjaźnie nastawiona do Maroka (Abraham Accords, uznanie suwerenności Rabat nad Saharą Zachodnią). W raporcie komisji Izby Reprezentantów pojawił się zapis, że Ceuta i Melilla leżą „na terytorium marokańskim” — dla Hiszpanii to sygnał alarmowy. Napięcia Waszyngton–Madryt (NATO, Iran, linia wobec Izraela) też są realne. Znowu: zbieżność interesów ale nie dowód, że Biały Dom zlecił falę.

Sánchez sam mówił o dezinformacji z sieci „powiązanych z Rosją i Izraelem”, która mogła podgrzać pogłoski i pchnąć ludzi do granicy. Potem złagodził: nie ma dowodów, że państwa zaplanowały fizyczne przekroczenie. Izrael nazwał to kłamstwem.

Logika spisku jest prosta: Sánchez jest niewygodny dla Netanyahu i części administracji Trumpa; Maroko chce presji w sprawie Ceuty i Sahary; migracja to sprawdzone narzędzie Rabat. Słaby rząd w Madrycie ułatwia testowanie granic.

Ale:

  • Maroko ma własny interes, niezależny od Izraela. Nie musi dostawać rozkazu z Jerozolimy, żeby otworzyć kurek.
  • Zrzucenie 70–80 tys. ludzi na miasto 83-tysięczne, ze śmiercią kilkudziesięciu–stu osób, to bardzo brudne i ryzykowne narzędzie. Rządy częściej stosują kontrolowaną presję, nie widowisko, które zabija i wychodzi na pierwsze strony gazet świata.
  • Obalenie rządu Hiszpanii jedną falą migracyjną jest mało prawdopodobne. Osłabia Sáncheza, daje amunicję PP i Vox, ale Hiszpania to parlamentarna demokracja, nie reżim, który pada od jednej granicy.
  • Część hiszpańskiej lewicy (np. minister Óscar Puente po tweecie Danona) sama podsyciła teorię izraelskiego udziału — to też polityka wewnętrzna, nie dowód.