Rosyjski dron uderzył w pociąg pasażerski dwa kilometry od granicy z Polską. Kilka minut wcześniej tę samą linią jechał specjalny skład z Borisem Johnsonem i czołowymi doradcami bezpieczeństwa Europy.
W nocy z 12 na 13 września 2026 roku, w okolicach przejścia granicznego Jahodyn–Dorohusk na Wołyniu, rosyjski dron uderzył w lokomotywę regularnego pociągu relacji Kijów–Warszawa. Skład wiózł około 206 pasażerów. Ukraińskie koleje (Ukrzaliznycia) twierdzą, że zagrożenie wykryto z wyprzedzeniem: ewakuację ogłoszono około 15 minut przed uderzeniem, lokomotywę odczepiono od reszty pociągu. Nikt nie zginął i nikt nie został ranny.
Kilka minut wcześniej – albo tuż obok, na tej samej magistrali – jechał inny pociąg. Był to specjalny, wyczarterowany nocny skład, którym z Kijowa wracali goście konferencji Yalta European Strategy (YES). W wagonach byli m.in. były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, Günter Sautter – jeden z najbliższych doradców kanclerza Niemiec Friedricha Merza ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa – oraz doradcy ds. bezpieczeństwa z Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch. Wśród wymienianych pasażerów są też brytyjski doradca premiera ds. bezpieczeństwa narodowego Jonathan Powell, deputowani Bundestagu (w tym Robin Wagener z Zielonych), dyplomaci i eksperci.
Około godziny 5:00 pociąg specjalny zatrzymał się niedaleko granicy. Konduktorzy budzili pasażerów i przygotowywali częściową ewakuację. Alarm odwołano, gdy nie wykryto kolejnych dronów. Skład pojechał dalej do Dorohuska. Nikt z VIP-ów nie ucierpiał. Nie ma potwierdzonych informacji, że sam Johnson opuszczał wagon.
Były premier Szwecji Carl Bildt, który wracał z Kijowa tą samą trasą, napisał w serwisie X, że uderzony został nie „ich” pociąg, tylko ten jadący kilka minut później przy przejściu granicznym. Jego skład dostał tylko ostrzeżenie o ewakuacji i mógł kontynuować jazdę. Bildt pochwalił ukraiński system bezpieczeństwa.
Konferencja, z której wracali
Goście wracali z 22. dorocznego spotkania YES w Kijowie (11–12 września), organizowanego przez Fundację Wiktora Pinczuka pod hasłem „Peace Through Strength NOW!” – „Pokój przez siłę, teraz”. W wydarzeniu wzięło udział około 700 polityków, dyplomatów, wojskowych i ekspertów z 28 krajów. Część obrad, ze względu na rosyjskie ostrzały, odbywała się w schronach. W Kijowie Sautter i inni europejscy doradcy rozmawiali z przedstawicielami ukraińskiego rządu także o możliwych rozmowach pokojowych z Rosją.
Linia Kijów–Warszawa od początku pełnoskalowej inwazji jest standardową drogą zachodnich polityków do ukraińskiej stolicy: ukraińska przestrzeń powietrzna jest zamknięta, a pociągi – często specjalne, czasem zwykłe sypialne – zastępują samoloty.
Były premier Wielkiej Brytanii, od początku wojny jeden z najbardziej zdecydowanych zachodnich sojuszników Kijowa, skomentował sprawę na X:
„Nie wiem, jaka pokrętna logika kazała Putinowi wysadzić stojącą ukraińską lokomotywę na granicy z Polską dzisiejszego ranka. To, co możemy powiedzieć na pewno, to że Ukraińcy znoszą takie losowe i bezsensowne ataki każdego dnia – nawet na cywilnych kolejach. Putin odpowiada już za śmierć 1700 pracowników Ukrzaliznyci. Oni i ich codzienni pasażerowie są absolutnie heroicznymi ludźmi.
Kiedy damy im obronę przeciwlotniczą, której potrzebują? Dlaczego nie odmrozimy pieniędzy Putina i nie przekażemy ich Ukrainie? W belgijskim banku leży ponad 140 miliardów euro, w Londynie około 10 miliardów funtów. Wielka Brytania mogłaby dać przykład.”
Dodał, że po trzech dniach w Ukrainie jest pewien zwycięstwa Kijowa, ale wojna skończy się szybciej, jeśli Zachód „poważnie” da Ukrainie to, czego potrzebuje.
Niemiecki poseł Robin Wagener nazwał ataki „ślepym terrorem wobec ukraińskich cywilów i niebezpieczną eskalacją wojny Putina”. Ukraiński minister spraw zagranicznych określił uderzenie tak blisko granicy UE i NATO jako „terror Putina pukający wprost do drzwi”.































































