W poniedziałek 14 września w Cardiff spotkają się:
- John Swinney – lider SNP i pierwszy minister Szkocji,
- Rhun ap Iorwerth – lider Plaid Cymru i pierwszy minister Walii,
- Michelle O’Neill – wiceprzewodnicząca Sinn Féin i pierwsza minister Irlandii Północnej.
Dołączyć ma także Mary Lou McDonald, przewodnicząca Sinn Féin i liderka opozycji w Republice Irlandii.
Spotkanie odbędzie się w charakterze liderów partii, a nie formalnie jako szczyt rządów regionalnych. W Irlandii Północnej władza jest dzielona z DUP, a wicepremier Emma Little-Pengelly już zastrzegła, że O’Neill nie uzyskała zgody na podpisywanie czegokolwiek w imieniu urzędu pierwszego ministra.
Planowany dokument to memorandum of understanding. Ma zawierać:
- stwierdzenie prawa Szkocji, Walii i Irlandii Północnej do samostanowienia,
- wezwanie Westminsteru, by „przygotował, zaplanował i ułatwił zmianę konstytucyjną”,
- deklarację współpracy w gospodarce, energetyce i relacjach z Europą.
Trzy partie zgadzają się, że ich kraje powinny być w Unii Europejskiej: Szkocja i Walia jako nowi członkowie, Irlandia Północna – w ramach zjednoczonej Irlandii.
To pierwszy raz od dewolucji, gdy we wszystkich trzech stolicach regionalnych rządzą partie niepodległościowe. W maju 2026 Plaid Cymru weszło do rządu walijskiego po wyborach do Senedd, kończąc wieloletnie rządy laburzystów. Szkocją od 2024 rządzi SNP Johna Swinneya (obecnie mniejszościowo), Irlandią Północną – Sinn Féin.
Bezpośrednim impulsem były słowa premiera Andy’ego Burnhama. Burnham, były burmistrz Greater Manchester, został premierem 20 lipca 2026 roku po rezygnacji Keira Starmera i niekwestionowanym wyborze na lidera Partii Pracy. W środę w Izbie Gmin powiedział, że referendum w Szkocji można rozważyć, gdy pojawi się „jasny konsensus” – analogicznie do mechanizmu z Porozumienia wielkopiątkowego w Irlandii Północnej.
Downing Street szybko zaostrzyło przekaz. W liście do Swinneya Burnham powtórzył, że kolejne referendum szkockie pozostaje „off limits”, bo odciąga uwagę od gospodarki i kosztów życia. Dodał, że obecnie nie ma konsensusu ani w Szkocji, ani podstaw do twierdzenia, że większość w Irlandii Północnej chce odejścia od Zjednoczonego Królestwa.
Swinney wykorzystał lukę. Przed szczytem w Cardiff oświadczył:
„Andy Burnham musi teraz zmierzyć się z myślą, że przejdzie do historii jako ostatni premier Zjednoczonego Królestwa.”
Dodał, że po raz pierwszy od 2014 roku brytyjski premier publicznie uznał zasadę samostanowienia i że „status quo jest nie do utrzymania”. Westminster – według niego – powinien przygotować się na „przyszłość po UK”.
Co mówią sondaże i prawo
Najnowsze dane przytaczane przez brytyjskie media:
- Szkocja: ok. 47 proc. za niepodległością (wsparcie od 2014 oscyluje między 45 a 50 proc.),
- Irlandia Północna: ok. 36 proc.,
- Walia: ok. 32 proc., z wyraźnie wyższym poparciem wśród młodszych wyborców.
Szkocja już miała referendum w 2014 roku i zagłosowała „nie”. Kolejny legalny plebiscyt wymaga zgody rządu brytyjskiego (zwykle poprzez tzw. section 30 order). Irlandia Północna ma zapisany w Porozumieniu wielkopiątkowym mechanizm: sekretarz stanu rozważa „border poll”, gdy istnieje jasny konsensus, że większość chce zjednoczenia z Republiką. Walia nie ma analogicznej ścieżki ustawowej. Ostateczna suwerenność w sprawach konstytucyjnych spoczywa w Westminsterze.
Burnham konsekwentnie powtarza, że jego priorytetem jest dewolucja w Anglii, koszty życia i gospodarka, a nie kolejna runda referendów. Dewolucja (ang. devolution) to przekazanie części kompetencji z rządu centralnego na poziom regionalny lub lokalny — bez rozbijania państwa na federację. W kontekście Zjednoczonego Królestwa, o którym mówiliśmy przy okazji szczytu w Cardiff, oznacza to, że Parlament w Westminsterze oddał Szkocji, Walii i Irlandii Północnej część władzy ustawodawczej oraz wykonawczej. Same kraje składowe nie stały się jednak suwerennymi państwami.































































