17 września 2026 r. Donald Tusk wygłosił w Sejmie niespodziewane, poważne wystąpienie o bezpieczeństwie — stąd określenie „wojenne”. Tego samego dnia Rosja kontynuowała uderzenia dronami w zachodnią Ukrainę; jeden z nich (odrzuotowy) spadł ok. 4 km od granicy, przy przejściu Dorohusk–Jagodzin, po eksplozji przy stacji benzynowej. Polska poderwała myśliwce, na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu wyły syreny. Data nie była przypadkowa: 87. rocznica sowieckiej napaści na Polskę.
Tusk przedstawił — jak to nazwał — najbardziej prawdopodobny scenariusz na najbliższe miesiące, do wczesnej wiosny. Późna jesień i zima mają być „najbardziej krytycznym momentem” dotychczasowej wojny Rosji z Ukrainą. Scenariusz zakłada „poważne zdarzenia” i wymaga „skupienia, powagi i mentalnej gotowości do zdania trudnych egzaminów” — nie tylko od posłów, ale od wszystkich Polaków.
Główne tezy:
- Nowa broń Rosji. Na masową skalę wchodzą drony odrzutowe — szybsze (rzędu 500–600 km/h), lecące wysoko, potem nurkujące na cel. Tusk przyznał, że mało kto w Europie jest na nie dobrze przygotowany.
- Cel Kremla wobec Ukrainy. Zniszczenie gospodarki i logistyki: intensywne ataki na sześć głównych miast, magazyny i kolej. W ostatnich tygodniach Rosjanie zniszczyli ponad 300 ukraińskich lokomotyw. Według partnerów ukraińskich nowe metody mają dawać rekordowe straty — Tusk podał liczbę ok. 27 tys. zabitych i rannych miesięcznie.
- Cel wobec sojuszników, w tym Polski. Wywiady (polskie i sojusznicze) oceniają, że w planie są też hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę. Mają wyglądać na „przypadkowe”, żeby paraliżować wolę stosowania art. 5 NATO i przekonać, że sojusz jest bardziej teoretyczny niż praktyczny. „Na razie Ukrainy” — dodał Tusk, sugerując, że to nie koniec skali.
- Nie inwazja, ale prowokacje. Zaznaczył, że nie zapowiada klasycznej inwazji. Chodzi o groźniejsze niż dotychczas incydenty, sabotaż, dezinformację — wojnę hybrydową, która już trwa.
- Apel polityczny. Lojalność sojusznicza ma być „znakiem firmowym”. Kto dziś podważa sojusze, szkodzi Polsce. Szczególnie ostro zwrócił się do Konfederacji (i szerzej prawicy): szczucie na UE, sojuszników i Ukraińców to realizacja strategii rosyjskiej. Wezwał do mówienia jednym głosem w sprawach granicy, nieba i bezpieczeństwa domów.
Równolegle Tusk opublikował nagranie nawiązujące do 17 września 1939: „Lekcja nie pójdzie na marne. Jeśli ktokolwiek odważy się nas zaatakować, spotka się ze stanowczą odpowiedzią naszą i naszych sojuszników”. Polska wydaje na obronę ok. 5% PKB; w 1939 sojusze były „na papierze”, dziś jest NATO i UE.
Zapowiedział też wzmacnianie infrastruktury granicznej i wizytę u Zełenskiego w sprawie koalicji antybalistycznej.
W sieci komentarze rozjechały się klasycznie: jedni chwalili, że Tusk wreszcie mówi wprost o zagrożeniu i 17 września; inni pisali o „wojennym teatrze”, pieniądzach dla Ukrainy i braku zaufania do premiera. Oficjalne nagranie Sejmu i kanał Tuska zebrały mieszane, często bardzo ostre komentarze.

































































