W piątek po raz czwarty w ciągu mniej niż roku niemieckie szkoły opustoszały. W około stu miastach – od Berlina i Hamburga po Monachium, Kilonię i Frankfurt – uczniowie i uczennice zorganizowali ogólnokrajowy strajk szkolny przeciwko nowemu systemowi rejestracji wojskowej i zapowiadanej obowiązkowej komisji lekarskiej. Organizatorzy z inicjatywy Schulstreik gegen Wehrpflicht mówią o ponad 45 tysiącach uczestników. Policja podaje niższe liczby dla poszczególnych miast: około 2400 osób w berlińskiej dzielnicy Wedding, 700 w Monachium, 400 w Norymberdze.

To nie był pierwszy taki dzień. Ruch, wzorowany na Fridays for Future, wystartował 5 grudnia 2025 roku – w dniu, gdy Bundestag uchwalił Wehrdienstmodernisierungsgesetz, ustawę o modernizacji służby wojskowej. Kolejne fale protestów przeszły 5 marca i 8 maja 2026. Hasła na transparentach prawie się nie zmieniły: „Bogaci chcą wojny, młodzież chce przyszłości”, „Umieranie nie jest w planie lekcji”, „Wasza wojna – bez nas”

Służba wojskowa w Niemczech formalnie wciąż jest dobrowolna. Obowiązkowy pobór (Wehrpflicht) zawieszono w 2011 roku. Rząd kanclerza Friedricha Merza (CDU) argumentuje jednak, że po inwazji Rosji na Ukrainę Bundeswehra musi się szybko powiększyć – celem jest ponad 260 tysięcy żołnierzy czynnych i 200 tysięcy rezerwistów do 2035 roku.

Ustawa, która weszła w życie 1 stycznia 2026 roku, wprowadziła więc coś, co młodzi ludzie nazywają „tylnymi drzwiami do poboru”:

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

  • każdy 18-letni mężczyzna urodzony w 2008 roku lub później musi wypełnić obowiązkowy kwestionariusz o zdrowiu, wykształceniu i gotowości do służby; kobiety mogą to zrobić dobrowolnie;
  • nieodesłanie ankiety to wykroczenie, kara do 250 euro;
  • zaplanowano powszechną obowiązkową komisję lekarską (Musterung) dla mężczyzn z rocznika 2008+;
  • jeśli ochotników będzie za mało, Bundestag będzie mógł osobną uchwałą wprowadzić ograniczony pobór.

Iskrą piątkowych protestów stało się to, że latem 2026 roku część 18-latków – także ci, którzy w ankiecie zaznaczyli „0 na 10” przy zainteresowaniu armią – dostała wezwania na komisję. Organizatorzy mówią o prawie tysiącu takich przypadków. Ministerstwo Obrony odpowiada, że obowiązek komisji dotyczy wszystkich mężczyzn podlegających rejestracji, niezależnie od deklaracji.

„Najpierw kwestionariusze, teraz zapowiadane przymusowe komisje, które miały zacząć się dopiero w lipcu 2027. Rząd federalny naprawdę zamierza wprowadzać pobór krok po kroku. Odpowiedzi z ankiet pokazują, że młodzi nie chcą iść do Bundeswehry” – powiedział rzecznik ruchu Bela Breitner.

W Hamburgu 16-letni Elias Bernhard zapowiadał: „Traktujemy strajk poważnie, dopóki obowiązkowa służba nie zejdzie ze stołu. Będziemy kontynuować”.

Rząd powtarza, że służba pozostaje ochotnicza, a nowy model ma być atrakcyjny: ochotnikom obiecuje się pensję rzędu 2600 euro brutto miesięcznie. Kanclerz Merz stawia rozbudowę armii wśród priorytetów bezpieczeństwa. Z punktu widzenia protestujących kwestionariusz i komisja to nie „modernizacja”, tylko ponowna Wehrerfassung – państwowa ewidencja młodych mężczyzn, której nie było od ponad dekady.

Ruch ma wsparcie części samorządów uczniowskich, niektórych AStA na uczelniach, młodzieżówek związków (IG Metall, DGB, ver.di) i organizacji pacyfistycznych. W szkołach bywa inaczej: część dyrekcji groziła nieobecnością, karami, a nawet wydaleniem. W Berlinie podczas piątkowej demonstracji zatrzymano na krótko dwóch uczestników pod zarzutem zniesławienia kanclerza.

Dla roczników 2008 i młodszych obowiązkowa służba to historia z podręcznika. Wielu protestujących ma 15–17 lat i jeszcze nie wypełnia ankiety, ale już wie, że za rok, dwa trafi do systemu. Stąd hasła w rodzaju „Za młody do wyborów, dość stary na wojnę” i wezwania, by „Merz poszedł na front”.

Rząd liczy, że ankieta i komisja zwiększą liczbę ochotników. Protestujący odpowiadają, że to oni mają płacić ciałem za politykę, o której nikt ich nie pytał – i że pieniądze na zbrojenia idą kosztem szkół, mieszkań i ochrony zdrowia. Czwarty strajk pokazał, że temat nie wygasł. Kolejna data jeszcze nie padła, ale organizatorzy zapowiadają, że nie skończą, „dopóki pobór nie zejdzie ze stołu”.