Sa dwa popularne powiedzenie w świecie trenerskim dotyczące rozwoju młodych zawodników:
- Jaki junior, taki senior … i zupełnie odwrotnie..
- Dobry junior – „cienki” senior.
Trudno jednoznacznie odnieść się do takich stwierdzeń, chociaż oba są prawdziwe.
Przez wiele lat mojego doświadczenia ze sportem wyczynowym byłam w stanie osadzić oba te stwierdzenia w codziennym życiu.
I tak, osoby które wcześniej zaczynają trening specjalistyczny mają tendencję do wcześniejszego wypalanie się ze sportu … i tu też zależy od dyscypliny sportu
W pływaniu, gimnastyce, tańcach na lodzie trzeba zacząć bardzo wcześnie. W podnoszeniu ciężarów – akurat nie.
W większości przypadków jednak osoby prezentujące wcześniej wysoki naturalny poziom sportowy zwykle prezentują się w kategoriach seniorskich bardzo dobrze
Na pierwszy ogień moich przykładów idzie Anastazja Kuś.
Ta zaledwie 19-letnia reprezentantka Polski w biegu na 400 m dokonała nie lada sensacji.
Otóż wygrała właśnie w tym roku Mistrzostwa Świata Juniorów (U-20) w USA.
Wprawdzie liczono na jej dobre osiągnięcie wcześniej, jednak mistrzostwo świata to wynik jakby z innej planety.
Anastazja to niezupełnie nowe odkrycie. Już wcześniej została włączona do olimpijskiej sztafety 4×400 m jako siedemnastoletnia, w Paryżu w 2024, ale jeszcze wtedy do gwiazd nie należała.
W tym roku błysnęła.
Ten wynik dał bardzo wiele: pierwszy złoty medal dla kraju na MŚ U20 (druga Amerykanka osiągnęła wynik 51.36), najlepszy w tym roku czas w Europie w kategorii juniorskiej, nowy rekord życiowy Kuś, a także bardzo wysokie, siódme miejsce w polskich tabelach historycznych na tym dystansie – nie biorąc pod uwagę podziału na wiek
Anastazja Kuś wyraźnie poprawiła także dotychczasowy rekord Polski U20 na 400 metrów. Należał on do Patrycji Wyciszkiewicz, która podczas mistrzostw Europy juniorów w Rieti w 2013 roku uzyskała czas 51.56 s.
A teraz inna gwiazda – mistrzyni świata.
Nazywa się Maria Okrucinska i jest zaledwie 18-letnią sensacją kolarską
Na odbywających się Mistrzostwach Świata w kolarstwie w Montrealu zdobyła złoto w jeździe indywidualnej na czas.
To niezwykle odważna dziewczyna.
Jeszcze kilka dni temu, w rozmowie z portalem „naszosie.pl”, zapowiadała, że celuje w złoty medal.
“Nie chciałabym zapeszać, ale celuję w złoto w jeździe indywidualnej na czas” — mówiła prosto z mostu.
Trudno jest tak przepowiadać i dotrzymać obietnicy, szczególnie w sporcie, gdzie się nie ma kontroli nad przeciwnikiem.
(Piszę te słowa jeszcze przed wyścigiem drużynowym na czas i otwartym wyścigiem wieńczącym montrealzkie mistrzostwa.)
… Trochę poczekałem i… Maria Okrucińska zajęła bardzo dobre czwarte miejsce ze startu wspólnego, a Kasia Niewadoma, już seniorka, srebrny medal w swojej kategorii też ze startu wspólnego.
Monteal jest fajny dla polskiego kolarstwa.
Dodam tu takie wspomnienie z przeszłości: właśnie to w Montrealu, polskim mistrzem świata w kolarstwie szosowym w Montrealu w latach 70. XX wieku (dokładnie w 1974 roku) został Janusz Kowalski. Wygrał on wówczas wyścig ze startu wspólnego amatorów, pokonując na finiszu inną polską legendę – Ryszarda Szurkowskiego.
Był to jeden z najbardziej spektakularnych sukcesów w historii polskiego kolarstwa szosowego, w którym Polacy niemal całkowicie zdominowali czołówkę wyścigu (czwarte miejsce zajął wtedy Stanisław Szozda).


































































