Dlaczego „***** ***, Konfederację i Kukiza” to pułapka dla opozycji?

Na kanwie ostatnich wydarzeń wokół Lex TVN Piotr Trudnowski analizuje niepewną przyszłość polityczną PiS-u

        Na dłuższą metę nie da się opierać rządów ani na Kukizie, ani na „rotujących” w konkretnych sprawach posłach Konfederacji i Lewicy.

        • Analiza środowych zachowań posłów wskazuje, że w głosowaniu nad senacką „zwrotką” ustawy medialnej PiS może nie uzyskać większości.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

        • Wyrzucenie Gowina zaczęło etap galopującej politycznej inflacji. Ziobro, Kukiz, Konfederacja, indywidualni posłowie będą eskalować żądania.

         • Jeśli jesienią pojawi się alternatywa „kolejny lockdown albo przymus szczepień” to czekać nas może groźny wybuch społecznego niezadowolenia.

        • Czas pokaże czy opozycja będzie dalej maszerowała w przyjemnym dla Kaczyńskiego rytmie hasła „***** PiS, Konfederację i Kukiza”.

        Jarosław Kaczyński w najbliższych miesiącach ma przed sobą co najmniej siedem ważnych bitew do stoczenia. By walczyć na tak wielu frontach, potrzeba jednego: armii bitnej, liczebnej i w pełni zdyscyplinowanej.

        Tymczasem wydarzenia tego tygodnia wskazują, że prezes PiS nie może być już pewien większości w żadnej sprawie. Skazany jest na każdorazowe negocjacje z grupkami najemników, którzy mogą zapewnić mu przewagę w kolejnych potyczkach. Największym zagrożeniem dla władzy PiS-u w najbliższych tygodniach i miesiącach będzie polityczna inflacja. Cena, jaką Kaczyński zapłaci za wsparcie przy jednym głosowaniu  nie wystarczy, by zyskać tę samą liczbę szabel w kolejnym. Tradycyjnie już największym sojusznikiem PiS jest radykalna opozycja, która zamiast negocjować z Kukizem i Konfederacją, koncentruje się na obrażaniu tych, od których zależy trwała utrata sejmowej większości przez PiS.

        Znajdujemy się w momencie przesilenia. Choć wydaje się, że Jarosław Kaczyński zdecydował się na wypchnięcie z koalicji Jarosława Gowina pewien zachowania sejmowej większości, to w praktyce jego sytuacja jest znacznie mniej komfortowa, niż może się to zdawać, patrząc na środowe sejmowe głosowanie i towarzyszącą mu awanturę. Biorąc pod uwagę liczbę stojących przed PiS wyzwań – nadchodzących punktów kulminacyjnych wywołanych zwykle na własne życzenie konfliktów – to z potyczki na potyczkę trudniej mu będzie utrzymać liczbową przewagę. Przyjrzyjmy się siedmiu bitwom, które czekają Kaczyńskiego na siedmiu różnych frontach.

Front 1: Lex TVN

        Sukces Kaczyńskiego polegający na utrzymaniu większości w środowym głosowaniu jest pozorny. Nie chcę przesądzać, na ile przypadkowy, a na ile świadomie ukartowany był moment utraty panowania nad sejmową salą, który doprowadził do odroczenia posiedzenia i wymógł kolejną reasumpcję w złym, szkodliwym dla politycznej kultury stylu. Bez wątpienia był jednak symboliczny dla politycznej arytmetyki, która w najbliższym czasie stanie się normalnością. Większość Kaczyńskiego wisi właściwie wyłącznie na dobrej woli Pawła Kukiza i jego stronników, którzy na dłuższą metę są nieprzewidywalni i nie gwarantują Kaczyńskiemu przewidywalnych zwycięstw.

        Ale i ta większość, za pośrednictwem której udało się ostatecznie przepchnąć medialną ustawę do Senatu, nie jest dla rządzących satysfakcjonująca. Większości komentatorów umyka fakt, że jeżeli za miesiąc wszyscy zagłosują tak jak w środę, wątpiący dotychczasowi posłowie klubu parlamentarnego PiS podtrzymają swoje wątpliwości i wyrażą je głosem wstrzymującym, a faktycznie nieobecni pojawią się w pełnej liczbie i zachowają zgodnie z linią swoich klubów i kół, to lex TVN przepadnie.

        Za projektem zagłosowało 223 posłów klubu PiS, dwoje posłów niezrzeszonych, w praktyce wspierających rządową większość i trzech deputowanych koła Kukiz’15. Nieobecnych formalnie było troje posłów klubu PiS, ale realnie nie było jedynie dwojga z nich, którzy wedle doniesień byli po prostu na urlopie. Trzeci z nieobecnych, Marek Zagórski tego dnia głosował: w tym w głosowaniu ws. reasumpcji i samym „powtórzonym” głosowaniu wstrzymał się od głosu. De facto dał Kaczyńskiemu kworum, ale odebrał pewność co do swego dalszego postępowania. Od głosu wstrzymał się też związany z Gowinem Andrzej Gut-Mostowy, o którym prezes Porozumienia powiedział następnego dnia, że potrzebuje więcej czasu na ostateczną decyzję co do swojej politycznej przyszłości.

        Drugim kluczowym czynnikiem jest zachowanie posłów Konfederacji. Wstrzymując się w pierwszym głosowaniu sejmowym pozwolili, by ustawa przeszła do Senatu, ale zachowując się tak samo przy odrzucaniu senackiego veta de facto zagłosują przeciw lex TVN. Dwóch posłów koła było nieobecnych. Podsumowując, ustawę przegłosowano 228 głosami. Doliczając dwoje realnie nieobecnych posłów PiS – to 230 głosów.

        Jeżeli za miesiąc – przy okazji wniosku Senatu o odrzucenie ustawy lub zaakceptowanych przez izbę wyższą poprawek – na sejmowej sali będzie pełna, 460-osobowa frekwencja, posłowie Konfederacji solidarnie wstrzymają się od głosu, a Gut-Mostowy i Zagórski zagłosują przeciw lub wstrzymają się od głosu – większości nie będzie i nie uda się odrzucić weta lub zmian Senatu. Zabraknie jednego głosu.

        Jednocześnie, pamiętajmy, że jeśli na sali zabraknie któregokolwiek (w praktyce też gdy ktoś wyjmie kartę przy wrażym głosowaniu) z posłów innych niż głosujący za projektem (a więc głosujących przeciw lub wstrzymujących się) – PiS głosowanie wygra.

        O ile oczywiście do tego czasu Kukiz nie zmieni zdania lub nie podbije swoich żądań względem Kaczyńskiego, a żadnemu z bardziej liberalnych czy proamerykańskich posłów PiS w ostatecznym rozstrzygnięciu nie zadrży ręka, czego Kaczyńskie przecież też pewnym być nie może. Czym innym jest głosowanie „sprawdzające większość na dzień 11 sierpnia”, jakim w praktyce była środowa próba nad lex TVN, a czym innym ostateczna decyzja na temat regulacji wrogiej wobec kapitału najważniejszego sojusznika Polski.

        Ten brak pewności przy nasilających się naciskach Amerykanów może zwyczajnie doprowadzić do wykastrowania ustawy i przegłosowania jej ostatecznie w kształcie, który w praktyce Discovery z polskiego rynku medialnego nie wykluczy. Pytanie, czy w Senacie znajdzie się większość do takiej taktycznej gry z obozem rządzącym, która pozwoli Kaczyńskiemu wyjść z twarzą z kolejnego forsującego starcia, które zakończy się faktycznym status quo. Sytuacja jest na tyle złożona i uzależniona od indywidualnych decyzji polityków, że trudno przesądzić jaki scenariusz się ziści.

Sądy, Banaś, podatki, szczepienia, czyli wszystkie inne bitwy prezesa

        W innych nadchodzących głosowaniach Kaczyński również nie może być pewien liczebności, bitności i wierności swojej armii.

        Drugim, po lex TVN, starciem w najbliższych tygodniach będzie najpewniej zapowiedziany projekt dotyczący likwidacji Izby Dyscyplinarnej i szerzej – nowej odsłony tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości. Media donoszą, że Zbigniew Ziobro ze swoimi stronnikami nie są zainteresowani „miękką” wersją sądowych regulacji. To w trudnym dla PiS czasie grozi nową odsłoną konfliktu między obozem „premierowskim” a Solidarną Polską. I tradycyjnie – większością wiszącą na włosku, bo trudno uznać, że ktokolwiek spoza KP PiS, nie licząc niezrzeszonych Ajchlera i Mejzy i kukizowców, Kaczyńskiemu w tej sprawie pomoże. A Kukiz – jak przy każdej innej sprawie – może swoje oczekiwania eskalować.

        Front trzeci to decyzja w sprawie immunitetu Mariana Banasia. Szef Najwyższej Izby Kontroli prowadzi własną, bolesną dla PiS politykę – punktuje kolejne obszary państwa „dobrej zmiany”, a jednocześnie według mediów prowadzi indywidualne rozmowy z parlamentarzystami, między innymi z samym Kukizem. Kukizowcy zagłosowali na przykład wraz z opozycją za uzupełnieniem ostatniego posiedzenia o informację szefa NIK ws. afer obozu rządzącego. Jednoznacznie po stronie Banasia ma też stać Konfederacja. Czeka nas kolejne głosowanie, w którym większość jest niepewna.

        Front czwarty to rozwiązania Polskiego Ładu, przede wszystkim te podatkowe. Tu potencjalnie dojść może do wsparcia obozu rządzącego przez część polityków Lewicy.

        Fronty piąty, szósty i siódmy są szersze, niż stricte parlamentarne. Po pierwsze, to kwestia unijnych pieniędzy i kolejnych potencjalnych szantaży europejskich instytucji. Skoro ultimatum po decyzji TSUE ws. Izby Dyscyplinarnej zadziałało, to należy się spodziewać kolejnych takich prób dyscyplinowania Polski. Po drugie, w ostatnim wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Zbigniew Ziobro przypomniał o swoim sprzeciwie wobec pro-transformacyjnego kursu Polski w energetyce. Fronty „unijny” i „energetyczny” to potencjał dla budowania odrębności przez Solidarną Polskę, z której – należy założyć – ochoczo będzie w najbliższym czasie korzystała.

        Ostatni wątek jest zdecydowanie najszerszy i najbardziej niebezpieczny, bo wykracza poza zwykłą politykę, ale dotyczy namacalnej dla wyborców rzeczywistości i osobistych wyborów Polaków. To wciąż istotne wyzwania związane z epidemią COVID-19 i akcją szczepień. Kaczyński w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej zabrał głos, stanowczo stwierdzając, że „osoby, które powołują się na wolność w kontekście szczepień, może nieświadomie, odwołują się do tezy, iż człowiek człowiekowi wilkiem. To skrajny egoizm. (…) Nie można ulegać tym, którzy mają kłopot z analizą sytuacji i zbyt niski poziom empatii”.

        Trudno spodziewać się jednak w tej sprawie przełomu w postawach Polaków. Jeżeli jesienią pojawi się alternatywa „kolejny lockdown albo przymus szczepień”, to czeka nas groźny dla wszystkich, a potencjalnie destrukcyjny dla rządzących, wybuch społecznego niezadowolenia.

Ani Kukiz, ani rotacyjne koalicje nie gwarantują politycznego komfortu

        Kaczyński jest skazany na „sztukowanie większości” w każdej ze spraw, o której decydować będzie parlament. Okoliczności zewnętrzne (unijna presja na zmiany w wymiarze sprawiedliwości, finansowe szantaże, naciski ze strony Amerykanów) i wewnętrzne (niechęć Polaków do szczepień) sprawiają, że Kaczyński jest bardzo daleki od komfortu posiadania trwałej większości w tej kadencji.

        Na krótką metę można wyobrazić sobie model, w którym Kaczyński ustanowi swoistą rotacyjną koalicję – raz większość rządowi da Lewica, raz Konfederacja, w większości spraw Kukiz. Ale tak się nie da rządzić dwa lata. Każde kolejne głosowanie to okazja do nowych targów – i tych patologicznych opartych o groźby i przekupstwo, i tych bardziej cywilizowanych, w kwestiach programowych.

        Problem, z perspektywy Kaczyńskiego i Morawieckiego, tkwi w tym, że po wyrzuceniu Gowina, rozpoczął się w polskiej polityce czas galopującej politycznej inflacji oczekiwań. Po rozejściu się z Porozumieniem swoje warunki współpracy śrubować będzie Ziobro, Kukiz, Konfederacja, Lewica, indywidualni posłowie obozu rządzącego. Nie „raz a dobrze”, ale przy okazji każdego kolejnego, wątpliwego co do wyniku, głosowania. Jeżeli nawet ktoś z wymienionych deklarował wsparcie rządu w jakichś kwestiach, to po wypchnięciu Gowina ich deklaracje mogą być renegocjowane. Blef zachęcający Nowogrodzką do zakończenia projektu Zjednoczonej Prawicy i osłabienia większości, by przy kolejnych rozdaniach móc wyżej licytować, wydaje się w pełni racjonalny.

Przyspieszone wybory bliżej niż kiedykolwiek

        Wniosek jest prosty – na dłuższą metę nie da się opierać rządzenia ani na Kukizie, ani na „rotujących” w konkretnych sprawach częściach Konfederacji i Lewicy. Obserwujemy początek końca prorządowej większości. Można ją utrzymywać przez kilka posiedzeń, tygodnie, zapewne miesiące – ale raczej nie do konstytucyjnego terminu wyborów jesienią 2023 roku. Scenariusz wyborów na wiosnę 2022 wydaje się najbardziej prawdopodobny.

        Teoretycznie w tym czasie Sejm może przegłosować wiele budzących duże wątpliwości regulacji, które będą w teorii budowały jego przewagę w samym głosowaniu – choćby zmiany dotyczące mediów czy organizacji wyborów. W praktyce jednak – te same głosowania, przy potencjalnym jesiennym wybuchu społecznej frustracji wynikającym z sytuacji epidemicznej – mogą przyłożyć się do dalszej demobilizacji elektoratu PiS i zwiększenia determinacji przeciwników „dobrej zmiany”.

        Oczywiście, z braterską pomocą tradycyjnie przyjść może Kaczyńskiemu anty-PiSowska opozycja. Gdy sejmowa większość wisi na włosku oczywistym kierunkiem jej działania powinno być koncentrowanie się na gwarantowaniu „swobody ruchów”, a w praktyce politycznej alternatywy, dla Kukiza i Konfederatów, od których najwięcej dziś zależy.

        Wbrew wyobrażeniom opozycyjnych hejterów i Kukiz, i Konfederaci są dużo bardziej pryncypialni programowo i ideowo, niż potrafią to dostrzec ich zamroczeni anty-prawicowym sentymentem polityczni konkurenci. W konkretnych punktach ich agendy opozycja mogłaby wyciągnąć rękę i przegłosować konkretne rozwiązania z Kukizem i Konfederacją wbrew PiS.

        Powodzenie jakichkolwiek prób testowania większości w głosowaniach personalnych, po które będzie zapewne sięgała opozycja, również zależy od tego, czy będą one „uwzględniały” oczekiwania i poglądy kilkunastu prawicowych posłów spoza PiS. Próby forsowania zmian w prezydium Sejmu czy odwoływania ministrów, o konstruktywnym wotum nieufności nie wspominając, wydają się dziś  wciąż jeszcze skazane na niepowodzenie. Zakończą się jednak klęską z całą pewnością, gdy będą ogniskowały się wokół nazwisk dla Kukiza, narodowców i wolnościowców zupełnie nieakceptowalnych.

        Najbliższy czas pokaże, czy opozycja jest zdolna do robienia realnej polityki, czy będzie maszerowała w przyjemnym dla Kaczyńskiego rytmie hasła „***** PiS, Konfederację i Kukiza”.

Piotr Trudnowski

https://klubjagiellonski.pl/