Współczesna Polska współczesnym Polkom i Polakom rozłazi się w szwach. Czy raczej: w szwach rozłazi się Polkom i Polakom to, co sami Polską nazywają. Czy nazywają trafnie? Niekoniecznie. 

Koniecznie za to dodajmy: co nazywają Polską w dobrej wierze, mimo, iż fałszywie. Problem w tym, że sfałszowane nazwania skutkują niewłaściwymi postawami poznawczymi w ogóle, a w szczególe poznawczymi błędami czynionymi na co dzień. Zgubnymi w sumie, albowiem utrupiającymi człowieczeństwo w człowiekowatych skuteczniej niż kula, nóż czy dajmy na to promieniowanie jądrowe. 

Przykład: w mojej opinii spora część rodaków – już trwale, jak się niestety wydaje – zatraciła zdolność wyboru norm, wedle jakich należy orientować się w życiu. Przepadła wiedza, ongiś powszechna przecież, które postawy odrzucać i potępiać, a które wspierać, kultywować, realizować w codzienności i przekazywać swoim następcom. 

Państwo zardzewiałe

Innymi słowy, ludzie ci zagubili prawidłowe rozumienie sensu swojego indywidualnego istnienia i rozumienie sensu istnienia społeczności, jaką jest narodowa wspólnota. Inaczej: można być obywatelem współczesnej Polski, można nawet deklarować polskość, po polsku mówiąc i myśląc, nie mając w sobie ni grama polskości. Dla mnie twarzą wspomnianego zjawiska jest dumne z siebie oblicze niegdysiejszego szefa Biura Ochrony Rządu “nie mającego sobie nic do zarzucenia” po śmierci człowieka, którego przysięgał chronić. 

Parafrazując Józefa Mackiewicza: walka z komuną robiła z Polaków bohaterów, lecz to komuna odniosła zwycięstwo i teraz razem z postkomuną robią z Polaków… no, mniejsza z tym, co dokładnie robią, bo to na co dzień widać, na co dzień słuchać i na co dzień czuć. “Upadły” system mści się na tych, którzy go jakoby pokonali. Dlatego między innymi warto przypominać: ponieważ po 1989 roku nie zrobiliśmy tego, co należało, przyszłość oferowała nam to, co musiała. Aksjologia zawsze upomina się o swoje. 

Owidialia

Z okazji stulecia wybuchu Pierwszego Powstania Śląskiego, niejaki Gorzelik Jerzy (“Ruch Autonomii Śląska”) poszedł na tak zwaną całość. “Tekturowe państwo pręży swoje muskuły” – zapodał lider RAŚ, biegnąc z głową nisko pochyloną ku najbliższej ścianie. Po czym okazało się, że to nie ściana, że to krawędź klifu, rzucił się zatem Gorzelik z klifu spadać: “Rozścierwia się, rozchamia na naszym Górnym Śląsku nacjonalistyczno-stepowa propaganda ze swą parcianą retoryką pierwszych sekretarzy. Polska w coraz większym stopniu staje się republiką infantylnych dupków, niedouczonych błaznów, pokrywających swą intelektualną mierność patosem cuchnącym stęchlizną powiatowych komitetów”. 

Nie ma to, tamto, w normalnych czasach powiedziano by, że przed wspomnianym skokiem z klifu na co najmniej parę imadeł u szyi zasłużył sobie mały nasz Orcio. Czy tam Jurcio. Jurcyś, Jorguś, Jurgensik, Jurasek, Dżurek – i tak dalej, i tak dalej. Czy tam nawet na parę par imadeł. Niemniej czasy mamy nienormalne, to jest takie, w jakich pani normalność dawno straciła z tym i owym nawet wzrokowy kontakt. Stąd w komentarzu do słów pana Gorzelika samoograniczę się do sparafrazowania greckiego poety: “Nędzny łeb Jurusia, a co za nędzne wydaje z siebie pierdy!” (Owidiusz, “Chmury”). 

Wrogi łupieżca

“Najbardziej bezczelnym przestępcą jest Polska, która rozsiadła się na majątku trzech milionów ofiar nazistów. To jedyny kraj we współczesnej Europie, który odmówił ustanowienia systemu odszkodowań” – oświadczyła w brytyjskiej Izbie Lordów niejaka Ruth Deech, de domo Fraenkel, pochodząca z Ustrzyk Dolnych prawnik, bioetyk i polityk, od blisko dwudziestu lat zasiadająca w Izbie Lordów. “Parlament Europejski, Kongres Stanów Zjednoczonych i brytyjscy parlamentarzyści wezwali Polskę do uczynienia sprawiedliwości – do tej pory bezskutecznie” – oświadczyła dalej Deech. 



Inne cytaty z tego samego wystąpienia, tej samej pani, wybrał portal “Jewishnews.timesofisrael.com”. Tam z kolei mogliśmy przeczytać, że: “Jeśli wrogi łupieżca zrobi to, co najgorsze, to jednak ostatecznie zło zostanie naprawione”, i że Ruth Deech: “Powiedziała to odnosząc się do treści Deklaracji Terezińskiej i wskazując ów dokument jako nakaz dokonanie restytucji mienia”. 

Ów wrogi łupieżca, to kto mianowicie? Zgadulo, zgaduj. 

Cytata miesiąca

“Druga Rzeczypospolita była wybuchem niepodległości w każdej dziedzinie – w polityce, w twórczości, w gospodarce. To był polski renesans XX stulecia. Dzisiejsze życie ma zupełnie inne korzenie. Aprobata dla podłości, przyzwolenie na kradzieże i wyprzedaż polskiego majątku, brak godności w polityce, gospodarce, kulturze i we wszystkich możliwych dziedzinach to też dalekosiężne skutki traktatu Ribbentrop-Mołotow. Skutki eliminacji elit i zastąpienia ich ersatz-elitami. Wtedy zaczęła się nie tyle PRL ile Polska Rzeczypospolita Kaleka. Trwa – mimo upadku PRL” (Bogdan Urbankowski, “Pierścień Gygesa”). 

Kalosze, skarpetki i Bilewicz

To, co dziś czujemy pod stopami, bez wątpienia nie jest tym, co chcielibyśmy czuć. Mówię o Polsce. Mówię o Polkach i Polakach. Mówię o nas i mówię o samym sobie. I mówię przez to także, że więcej uczciwości, niż współczesne nadwiślańskie tak zwane “elity”, mają dziurawe kalosze. Czy potłuczone talerze. Czy tam podarte skarpetki. Przede wszystkim zaś czy to w dziurawych kaloszach, czy w potłuczonych talerzach, czy w dziurawych skarpetkach, nie znajdziemy śladu pretensji do przyzwoitości. Są jakie są i lepszych nie udają. W przeciwieństwie do polskich jakoby “elit”. Tymczasem lewicowy psycholog społeczny i publicysta żydowskiego pochodzenia, a jakby tego było mało, pan doktor habilitowany nauk społecznych, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego oraz kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, wykładowca akademicki na tamtejszym Wydziale Psychologii (uciekajcie, uciekajcie!), mianowicie niejaki Bilewicz Michał, stwierdził, że pod słowem “Polacy” kryje się “niszcząca ideologia”, której “trzeba się zdecydowanie przeciwstawić”. 

Opinii szaleńca słowo w słowo cytować nie warto. Wszelako niżej podpisany, przypomnę: prawnuk Powstańca, wnuk Legionisty oraz syn Sybiraka, odwinie Bilewiczowi zgodnie z zasadą wzajemności, zamieniając jego łgarstwa w szczerą prawdę. Słuchajcie, słuchajcie: “Nie mam nic do Żydów. Ale chodzi od ideologię kryjącą się pod słowem Żydzi. Od dawna pod tym słowem nie kryje się naród, tylko niszcząca ideologia. Ideologii tej trzeba się zdecydowanie przeciwstawić. (…) Nie oskarżam Żydów, tylko panoszącą się ideologię o nazwie Żydzi. Przeciw Żydom nic nie mam, jak żyją spokojnie i nie domagają się szczególnych praw i szczególnego traktowania. I jak nie epatują swoją tożsamością”. 


Wyrobiony prezydent… 

Posłuchałem sobie i pooglądałem naszego pana prezydenta. Czy tam prezydenta, naszego pana. Przyznać należy, wyrobił się medialnie. Podciągnął wizerunkowo. Nawet twarz tężeje mu zgodnie z rytmem słów, a to dziś wielce przydatna umiejętność. 

Wyrobiony werbalnie nasz pan prezydent, czy tam prezydent nasz pan, powtarzam, że hej. Aż się chce zapytać, kiedy z tego wyrobienia zacznie zgrzytać. Mnie zgrzyta od dawna, a słuch mam absolutny. 

…i wyrobiony premier

Premier Morawiecki obsztorcował szefa platformy medialnej “Netfliks” za “nieścisłości historyczne”, “wprowadzanie w błąd” oraz “pisanie historii na nowo”. Konkretnie za to, że w pierwszym odcinku dokumentalnego mini-serialu “Iwan Groźny z Treblinki” (oryginalny tytuł: “The Devil Next Door”), opowiadającego o Iwanie Demianiuku, ukraińskim zbrodniarzu wojennym, strażniku niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady w Treblince, pokazano mapę współczesnej Polski w dzisiejszych granicach oraz zaznaczonymi na tym tle obozami zagłady Auschwitz, Sobibór, Treblinka oraz Płaszów. 

“Być może dla twórców serialu to mało znaczące pomyłki, ale są bardzo krzywdzące dla Polski i naszym zadaniem jest stanowczo zareagować” – napisał premier dodając, że liczy na poprawę błędu lub poinformowanie o nim widzów. Trzeba przyznać, że uwagi Morawieckiego spotkały się ze zrozumieniem osób zarządzających Netfliksem. Ze zrozumieniem, można powiedzieć: natychmiastowo ostentacyjnym. “Jesteśmy świadomi zaniepokojenia związanego z serialem i pilnie przyglądamy się sprawie” – oświadczył rzecznik Netfliksa. Klękajcie narody. Panie premierze, cóż za skuteczność! 

Mało, że wyrobiony werbalnie nasz pan premier, czy tam premier nasz pan, to jeszcze sprawnie potrafi tupnąć nogą. Sprawnie i groźnie, że hej. Aż się chce zapytać, kiedy z tego groźnego wyrobienia zacznie nam nasz pan premier zgrzytać. Bo mnie zgrzyta od dawna, a słuch u mnie, jak wspomniałem, absolutny. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl