W minio­ny wto­rek Pol­ska świę­to­wa­ła świę­to demo­kra­cji, a w każ­dym razie tak to okre­śli­ła pani red. Danu­ta Holec­ka z rzą­do­wej tele­wi­zji rzą­do­wej. Kon­kret­nie cho­dzi­ło o to, że pan pre­mier Mate­usz Mora­wiec­ki wygło­sił w Sej­mie expo­se przed gło­so­wa­niem wotum zaufa­nia dla rzą­du. W expo­se – jak to w expo­se – cho­dzi o to, by zapre­zen­to­wać się z jak naj­lep­szej stro­ny, to zna­czy – by pochwa­lić się doko­na­nia­mi, a po dru­gie – żeby zapre­zen­to­wać wspa­nia­łą wizję świe­tla­nej przy­szło­ści. Takie wła­śnie było expo­se pana premiera.

Nie ma jed­nak róży bez kol­ców, więc i świę­to demo­kra­cji zosta­ło zapra­wio­ne łyż­ką dzieg­ciu. Tą łyż­ką był wyrok Euro­pej­skie­go Try­bu­na­łu Spra­wie­dli­wo­ści w Luk­sem­bur­gu. Odpo­wia­da­jąc na tak zwa­ne „pyta­nia pre­ju­dy­cjal­ne”, jakie skie­ro­wa­li do nie­go sędzio­wie nie­za­wi­słe­go Sądu Naj­wyż­sze­go pod­czas apo­geum wal­ki o pra­wo­rząd­ność, kie­dy to zagro­żo­ne wyda­wa­ło się nawet sta­no­wi­sko pani Mał­go­rza­ty Gers­dorf, pia­stu­ją­cej w tym sądzie sta­no­wi­sko Pierw­sze­go Prezesa.

Były momen­ty, kie­dy sama pani pre­zes nie była pew­na, czy jesz­cze jest, czy już nie jest Pierw­szym Pre­ze­sem, ale te roz­ter­ki zakoń­czy­ły się weso­łym obe­rkiem w posta­ci  audien­cji, jakiej pani Gers­dorf udzie­li­ła panu pre­mie­ro­wi Mora­wiec­kie­mu, przyj­mu­jąc go w swo­im gabi­ne­cie. Od tam­tej pory nikt już nie ma wąt­pli­wo­ści, że Pierw­szym Pre­ze­sem SN jest pani Gersdorf.

W tej sytu­acji moż­na było skon­cen­tro­wać się na wspo­mnia­nych „pyta­niach pre­ju­dy­cjal­nych”. Kon­kret­nie cho­dzi­ło w nich o to, czy Izba Dys­cy­pli­nar­na, utwo­rzo­na na pod­sta­wie prze­for­so­wa­nej przez PiS usta­wy o Sądzie Naj­wyż­szym, jest nie­za­leż­na, czy prze­ciw­nie – zależ­na – no i czy Kra­jo­wa Rada Sądow­nic­twa daje rękoj­mię nie­za­leż­no­ści od wła­dzy usta­wo­daw­czej i wyko­naw­czej, czy nie daje. Ale Euro­pej­ski Try­bu­nał Spra­wie­dli­wo­ści też nie jest w cie­mię bity, żeby same­mu roz­strzy­gać kwe­stie tak deli­kat­ne i zatrą­ca­ją­ce poli­ty­ką. Zatem wydał wyrok salo­mo­no­wy zale­ca­jąc, żeby nie­za­wi­sły Sąd Naj­wyż­szy sam sobie na te pyta­nia odpo­wie­dział. Bar­dzo moż­li­we, że prze­stra­szył się kon­se­kwen­cji samo­dziel­nej oce­ny , bo sta­now­czy wyrok TSUE w tej spra­wie mógł­by dopro­wa­dzić do spo­rej zady­my, bo poja­wi­ły­by się wte­dy wąt­pli­wo­ści, czy sędzio­wie powo­ła­ni przez nie­do­sta­tecz­nie nie­za­leż­ną Kra­jo­wą Radę Sądow­nic­twa, aby na pew­no są sędzia­mi, czy na przy­kład – prze­bie­rań­ca­mi – a w takim razie co zro­bić z fero­wa­ny­mi przez nich wyro­ka­mi. Na szczę­ście tak się nie sta­ło, cho­ciaż wcze­śniej TSUE zakwe­stio­no­wał legal­ność ustaw o prze­no­sze­niu sędziów  na wcze­śniej­szą eme­ry­tu­rę, w następ­stwie cze­go Pol­ska po cichu się z nich wyco­fa­ła, a wysła­ni na eme­ry­tu­rę sędzio­wie jak gdy­by nigdy nic powró­ci­li do orze­ka­nia i począt­ko­wo nie chcie­li nawet zwró­cić odpraw, jakie im z racji przej­ścia na eme­ry­tu­rę wypła­co­no, ale w koń­cu ktoś im kazał zwró­cić, więc jako nie­za­wi­śli sędzio­wie – zwrócili.



Oczy­wi­ście ten salo­mo­no­wy wyrok Try­bu­na­łu to jesz­cze nie koniec, bo w paź­dzier­ni­ku nie­miec­ki owcza­rek Fran­ci­szek Tim­mer­mans zaskar­żył Pol­skę do TSUE w spra­wie Izby Dys­cy­pli­nar­nej i KRS. Bar­dzo moż­li­we,  że Try­bu­nał cunc­tan­do rem resti­tu­it, to zna­czy – ratu­je sytu­ację zwle­ka­niem do cza­su, jak nie­za­wi­sły Sąd Naj­wyż­szy w Pol­sce  oce­ni sytu­ację i wte­dy orzek­nie podob­nie jak to czy­nił Król w „Małym Księ­ciu”. Jak wia­do­mo Król był wład­cą abso­lut­nym, więc Mały Ksią­żę popro­sił go, by zarzą­dził zachód słoń­ca. Król zaj­rzał do kalen­da­rza i powie­dział: zarzą­dzam zachód słoń­ca na godzi­nę 19,15 – i zoba­czysz, jaki mam posłuch! Oczy­wi­ście rząd uznał ten wyrok za osza­ła­mia­ją­cy suk­ces, bo Sąd Naj­wyż­szy sam będzie musiał sobie odpo­wie­dzieć na pyta­nia, co jest nie­za­prze­czal­nym dowo­dem suwe­ren­no­ści nasze­go państwa.

Tym­cza­sem nasze pań­stwo budu­je pol­ską wer­sję dobro­by­tu, któ­ra z expo­se pana pre­mie­ra wyła­nia­ła się głów­nie w posta­ci licz­nych szcze­gó­łów – że na przy­kład wpro­wa­dzo­ne zosta­nie pra­wo korzy­sta­nia z tzw. „bus-pasów” dla samo­cho­dów z pasa­że­ra­mi i inne, podob­nie rewo­lu­cyj­ne zmia­ny, jak „czy­ste powie­trze” i „mój prąd”.

Z tego zapew­ne powo­du poseł Grze­gorz Braun z Kon­fe­de­ra­cji  zacy­to­wał wier­szyk Gał­czyń­skie­go „Zima z wypi­sów szkol­nych” („Któż to tak śnież­kiem pró­szy z nie­bio­sów? Dyć oczy­wi­ście pan woje­wo­da!”) — co kore­spon­do­wa­ło z dia­gno­zą, że „dobra zmia­na” jest gru­pą rekon­struk­cyj­ną przed­wo­jen­nej sanacji.

Padło też sło­wo „zdra­da” z powo­du upa­try­wa­nia gwa­ran­cji bez­pie­czeń­stwa pań­stwa w spro­wa­dza­niu obcych wojsk.

Z kolei poseł Nitras z PO, co to kie­dyś pene­tro­wał toreb­ki pozo­sta­wio­ne na sali ple­nar­nej przez posłan­ki, zwi­jał się ze wsty­du („Ha! Będą ze wsty­du się wiły dziew­ki fabrycz­ne, brzu­cha­te koby­ły…”) , że poprzed­nie rzą­dy cią­gnę­ły Pol­skę na Zachód, pod­czas gdy pan pre­mier Mora­wiec­ki cią­gnie na Wschód.

To bar­dzo podej­rza­na spra­wa; czyż­by i pan Mora­wiec­ki miał nie­bez­piecz­ne związ­ki z Puti­nem, o któ­re podej­rze­wa­ny jest nawet pre­zy­dent Donald Trump? Gene­ral­nie jed­nak zarzu­ty opo­zy­cji spro­wa­dza­ły się do tego, że w expo­se było „za mało”, a to tego, a to tam­te­go, a to owe­go i na tym tle wyróż­nia­ła się wypo­wiedź posła Kor­win-Mik­ke, któ­ry wyra­ził rodzaj zado­wo­le­nia, że w expo­se nie usły­szał ani o elek­trycz­nych samo­cho­dach, ani o Cen­tral­nym Por­cie Komunikacyjnym.

Sen­sa­cją dnia sta­ło się jed­nak wyco­fa­nie przez PiS pro­jek­tu usta­wy o znie­sie­niu tzw. 30-krot­no­ści w skład­kach ZUS. Dotych­czas bowiem mak­sy­mal­na wyso­kość rocz­nej skład­ki na ubez­pie­cze­nie spo­łecz­ne nie może być wyż­sza od 30-krot­no­ści pro­gno­zo­wa­ne­go śred­nie­go mie­sięcz­ne­go wyna­gro­dze­nia. Znie­sie­nie tego ogra­ni­cze­nia mia­ło­by zwięk­szyć docho­dy pań­stwa o ponad 7 miliar­dów zło­tych.  Co praw­da z tego tytu­łu trze­ba by wypła­cać krwio­pij­com wyso­kie eme­ry­tu­ry, ale est modus in rebus i Wiel­ce Czci­god­ny poseł Zand­berg z Lewi­cy, zapo­wia­da­jąc popar­cie dla tego pro­jek­tu wyja­śnił, że póź­niej się te eme­ry­tu­ry obe­tnie i po krzy­ku. Rząd dla prze­for­so­wa­nia tego pro­jek­tu musiał­by sko­rzy­stać z popar­cia Lewi­cy, bo poboż­ny wice­pre­mier Jaro­sław Gowin i jego par­tia pod­ję­ła nawet uchwa­łę, że pro­jek­tu o znie­sie­niu 30-krot­no­ści nie poprze.

Ponie­waż wybór na prze­wod­ni­czą­cą komi­sji do spraw rodzi­ny pani posłan­ki – oczy­wi­ście Wiel­ce Czci­god­nej Mag­da­le­ny Bie­jat, zna­nej z praw­dzi­wej zapa­mię­ta­ło­ści do abor­cji, wzbu­dził wie­le wzru­sza­ją­cych wąt­pli­wo­ści, to Naczel­nik Pań­stwa musiał dojść do wnio­sku, że taka osten­ta­cyj­na kola­bo­ra­cja z Lewi­cą mogła­by te wąt­pli­wo­ści jesz­cze pogłę­bić, toteż pro­jekt został wyco­fa­ny i 7 miliar­dów przepadło.

Cie­ka­we, czy zre­kom­pen­su­je tę bole­sną stra­tę pod­wyż­ka akcy­zy na alko­hol i papie­ro­sy. Zada­ję to pyta­nie, bo pre­mier Leszek Mil­ler za swo­ich rzą­dów też pod­niósł akcy­zę na alko­hol, ale w rezul­ta­cie wpły­wy z tego podat­ku spa­dły, gorzel­nie zaczę­ły robić boka­mi, a do Pol­ski wla­ła się z zagra­ni­cy rze­ka spi­ry­tu­su. Na szczę­ście pre­mier Mil­ler się zre­flek­to­wał i obni­żył akcy­zę do  poprzed­niej wyso­ko­ści, dzię­ki cze­mu wpły­wy z tego podat­ku wzro­sły, gorzel­nie zaczę­ły pra­co­wać na trzy zmia­ny, a rze­ka spi­ry­tu­su popły­nę­ła w odwrot­nym kie­run­ku. Ale w Rosji za cara rząd też się rato­wał docho­da­mi z wód­ki i machor­ki, więc może poseł Nitras nie był tak cał­kiem pozba­wio­ny racji?

Sta­ni­sław Michalkiewicz