Andrzej Kumor, Goniec: — Grze­go­rzu,  gra­tu­lu­ję zdo­by­cia man­da­tu posel­skie­go; ostat­ni raz roz­ma­wia­li­śmy 2 — 3 lata temu, czy myśla­łeś wte­dy, że będziesz posłem na sejm Rzeczpospolitej?

Grze­gorz Braun: To by niko­mu nie przy­szło do gło­wy, ale jest to logicz­na kon­se­kwen­cja cią­gu zda­rzeń, któ­ry obser­wo­wa­łeś z bli­ska, nawet byłeś w jakimś sen­sie współ­ini­cja­to­rem czę­ści tych zda­rzeń, bo prze­cież moje pere­gry­na­cje, tak­że i z dru­giej stro­ny glo­bu­sa — nota bene kła­niam się pięk­nie, szczęść Boże, pozdra­wiam wszyst­kich przy­ja­ciół, zna­jo­mych, nie­zna­jo­mych z Kana­dy, zwłasz­cza z oko­lic Toron­to, Mis­sis­sau­ga — to też mia­ło znaczenie.

Dla­cze­go? Dla­te­go, że będąc przez lata, no jed­nak szczel­nie odcię­tym od komu­ni­ka­cji, od środ­ków kon­tak­tu, narzę­dzi kon­tak­tu z roda­ka­mi, bliź­ni­mi tutaj w Pol­sce, para­dok­sal­nie wię­cej i okre­sa­mi cały­mi, czę­ściej mogłem tego kon­tak­tu zna­leźć przez was, przez Sta­ny Zjed­no­czo­ne czy Kana­dę;  mówiąc tam, mogłem być sły­szal­ny tutaj, w kraju.

Reklama

Bar­dzo za to dzię­ku­ję. I trak­tuj­my ten man­dat posel­ski jako wspólny.

Kła­niam się i do Pań­stwa mówię, w Toron­to, w Mis­sis­sau­ga; macie swo­je­go posła na Sejm Rzecz­po­spo­li­tej. Uży­waj­cie swo­je­go posła. Jestem do dys­po­zy­cji. Żeby się ten man­dat nie zmarnował.

- Cze­go ocze­ku­jesz po swo­jej kaden­cji? Co chcesz zro­bić, jakie są zamia­ry na zaraz, a co sobie obie­cu­jesz, jak będziesz tę kaden­cję pod­su­mo­wy­wał po tych latach?

- Zanim zacznę snuć wizje napra­wy Rzecz­po­spo­li­tej i „rato­wa­nia galak­ty­ki”, to muszę się upew­nić, że wszy­scy słu­cha­cze dobrze rozu­mie­ją, jak skrom­ne i ogra­ni­czo­ne są tu moż­li­wo­ści dzia­ła­nia posła na Sejm.

- Nie boisz się, że uto­niesz w papierach?

- Ależ to już od począt­ku widać, że o to cho­dzi,  żeby nam dać zaję­cie, żeby­śmy lata­li z tacz­ka­mi nie zawsze zwra­ca­jąc uwa­gę, czy te tacz­ki w ogó­le są zała­do­wa­ne. To już od pierw­szej chwi­li, każ­dy poseł dosta­je ster­tę papie­rów do wypeł­nie­nia, oświad­cze­nia mająt­ko­we i roz­ma­ite inne, to jest zaję­cie, któ­re­mu trze­ba się nie dać przy­tło­czyć. Myślę, że mając jasną wizję, tego, co pożą­da­ne i co zboż­ne w życiu publicz­nym będę miał też miał pew­ną łatwość w selek­cjo­no­wa­niu tego co waż­ne i nie­waż­ne; jakie są prio­ry­te­ty i co moż­na, i nale­ży sobie odpuścić.

Pań­stwo oczy­wi­ście rozu­mie­cie, że jest nas, posłów Kon­fe­de­ra­cji w sej­mie 11.

11 to dosyć, żeby zało­żyć koło posel­skie, ale nie dosyć, żeby powo­łać klub. A dopie­ro klub, czy­li mini­mum 15 posłów, ma pra­wo samo­dziel­nej ini­cja­ty­wy ustawodawczej.

- Czy będzie­cie pró­bo­wać doko­op­to­wać kogoś do jakiejś ini­cja­ty­wy ustawodawczej?

- Oczy­wi­ście, już teraz, korzy­stam z oka­zji i daję ogło­sze­nie bez­płat­ne, „posłów przyj­mę” do, mam nadzie­ję, rosną­ce­go, klu­bu Konfederacji.

Oczy­wi­ście, że chęt­nie, przyj­mie­my, rzu­ci­my koło ratun­ko­we roz­bit­kom z róż­nych innych for­ma­cji, któ­re, nie­za­leż­nie od nasze­go dzia­ła­nia, będą ewo­lu­ować i prze­cho­dzić pro­ce­sy dezintegracji.



Te inne for­ma­cje, któ­re dziś w Sej­mie zasia­da­ją, a ści­ślej rzecz bio­rąc jutro zasią­dą, bo roz­ma­wia­my w dniu Świę­ta Nie­pod­le­gło­ści 11 listo­pa­da; jedzie­my razem na Marsz Nie­pod­le­gło­ści. Nie po raz pierw­szy i mam nadzie­ję, że nie ostat­ni, ale jutro dopie­ro inau­gu­ra­cja tego sej­mu. Myśmy nie cze­ka­li na inau­gu­ra­cję z naszą robo­tą,  jako pierw­si ukon­sty­tu­owa­li­śmy koło posel­skie, prze­gło­so­wa­li­śmy nasz regu­la­min i zoba­czy­my co życie przy­nie­sie, jak bar­dzo koniunk­tu­ra mię­dzy­na­ro­do­wa będzie wpły­wać na sytu­ację, na pol­skiej scenie.

- Czy Kon­fe­de­ra­cja będzie budo­wać struk­tu­ry tere­no­we, apa­rat admi­ni­stra­cyj­ny czy będzie to par­tia w peł­nym sło­wa tego zna­cze­niu, czy też będzie to par­tia „tech­nicz­na”, jak kie­dyś to okre­ślił Janusz Kor­win Mikke?

- Chce­my zacho­wać jed­no, a dru­gie­go nie stra­cić; chce­my zacho­wać cha­rak­ter ści­śle kadro­wy par­tii Kon­fe­de­ra­cja, teraz na począ­tek, dla­te­go że nasze skrom­ne moż­li­wo­ści ope­ra­cyj­ne nie pozwa­la­ją nam jed­no­cze­śnie orga­ni­zo­wać sobie same­mu kolej­nych kry­zy­sów, kolej­nych trans­for­ma­cji, a więc jeśli chce­my ujść cało w tym star­tu­ją­cym par­la­men­cie, a jed­no­cze­śnie, chce­my spraw­nie przy­pro­wa­dzić pra­wy­bo­ry w Kon­fe­de­ra­cji i wysta­wić kan­dy­da­ta do wybo­rów pre­zy­denc­kich, to nie może­my sobie fun­do­wać trans­for­ma­cji wła­sne­go zaplecza.

Musi­my zatem poprze­stać, na dziś na naj­bliż­sze kwar­ta­ły na tym cha­rak­te­rze kadro­wym, jak słusz­nie przy­po­mi­nasz — dobre sfor­mu­ło­wa­nie — tech­nicz­nym, naszej par­tii, ale jed­no­cze­śnie ini­cju­je­my już two­rzą­cej się Klu­by Kon­fe­de­ra­cji, i mam nadzie­ję, że w tych klu­bach odnaj­dą się ci z pań­stwa; ci spo­śród wybor­ców Kon­fe­de­ra­cji, któ­rzy nie przy­szli do nas ze wzglę­du na oso­bi­sty urok, wdzięk i bez­pre­ten­sjo­nal­ność tego, czy owe­go lide­ra Kon­fe­de­ra­cji; ci wybor­cy, któ­rzy gło­so­wa­li, nie na Ruch Naro­do­wy z osob­na, czy Wol­ność Kor­wi­na z osob­na, czy Kon­fe­de­ra­cję Koro­ny Pol­skiej Grze­go­rza Brau­na; ci wybor­cy, któ­rzy gło­so­wa­li na Kon­fe­de­ra­cję, a więc ci, któ­rzy uzna­li, że naj­waż­niej­sze w tej akcji jest współ­dzia­ła­nie roz­ma­itych for­ma­cji patriotycznych.

I ja uwa­żam, że to jest prze­łom — na razie na bar­dzo skrom­ną ska­lę — prze­łom w pol­skim życiu publicz­nym, że uda­ło się, nie two­rząc ilu­zji wiel­kie­go zjed­no­cze­nia zre­ali­zo­wać prak­ty­kę, real­ne­go współdziałania.

– Duża część wła­dzy w Pol­sce to są samo­rzą­dy, tam się dzie­li pie­nią­dze; czy Kon­fe­de­ra­cja też będzie chcia­ła tam działać?

– Bez wąt­pie­nia! Roz­mo­wy nasze w „polit­biu­rze”, w krę­gu Rady Lide­rów, w naszym kole posel­skim; i roz­mo­wy z naszy­mi wybor­ca­mi wła­śnie w tych rodzą­cych się śro­do­wi­skach, Klu­bach Kon­fe­de­ra­cji, te roz­mo­wy zawsze do tego zmie­rza­ją, że przed nami kolej­ne kam­pa­nie wybor­cze; przed nami wybo­ry pre­zy­denc­kie, ale potem już, w per­spek­ty­wie nie­wie­lu lat wybo­ry samorządowe.

Jeśli życie poli­tycz­ne w Pol­sce i w świe­cie nie ule­gnie jakiejś dra­stycz­nej reor­ga­ni­za­cji; mówiąc krót­ko, jeśli jakaś bom­ba, jakaś woj­na nie wybuch­nie; jakiś kry­zys finansowy …

No wła­śnie głów­ne zagro­że­nia, jak to postrze­gasz? Co nam gro­zi w naj­bliż­szym czasie?

– Jak zawsze to samo, nie dać się obra­bo­wać Żydom, nie dać się pozabijać.

- Obra­bo­wać, jeśli cho­dzi o mie­nie bezspadkowe?

– Tak jest, rzecz jasna akt 447 i cała towa­rzy­szą­ca temu nagon­ka, cały pro­jekt pro­pa­gan­do­wo-poli­tycz­nej obrób­ki Polaków.

- Czy uwa­żasz że to gnę­bie­nie Pol­ski na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej i rów­nież tu w Pol­sce, że to temu służy?

-  To nie ule­ga wąt­pli­wo­ści — to słu­ży legi­ty­mi­za­cji tego wymu­sze­nia roz­bój­ni­cze­go, tego sko­ku na kasę, któ­ry – uwa­ga – nie jest celem samym w sobie.

Celem jest wro­gie prze­ję­cie Rzecz­po­spo­li­tej Pol­skiej, któ­ra, jako byt poli­tycz­ny już i tak jest struk­tu­rą dość pustą.



        — Dzi­siaj Świę­to Nie­pod­le­gło­ści, jedzie­my na Marsz Nie­pod­le­gło­ści, ile nie­pod­le­gło­ści mamy w Pol­sce? Ktoś, kie­dyś powie­dział, że to jest, jak z cią­żą, nie moż­na być nie­pod­le­głym tro­chę, suwe­ren­nym tro­chę, róż­ne są opi­nie na ten temat, czy Pol­ska jest niepodległa?

– O to się upo­mi­na­my, Kon­fe­de­ra­cja w kil­ku spra­wach jest for­ma­cją, w  myśl zasa­dy, na bez­ry­biu i rak ryba; jest Kon­fe­de­ra­cja for­ma­cją na pew­no nie­do­sko­na­łą, w żad­nym wypad­ku nie speł­nia­ją­cą od razu wszyst­kich naszych naj­skryt­szych marzeń, ale, w kon­tek­ście bez­ry­bia, to zna­czy w kon­tek­ście tak powszech­ne­go pogo­dze­nia z popraw­no­ścią poli­tycz­ną, z utra­tą czę­ści suwe­ren­no­ści, z rezy­gna­cją z pryn­cy­piów; na tym tle, Kon­fe­de­ra­cja błysz­czy swo­ją jednoznacznością.

W spra­wie bez­pie­czeń­stwa, wia­ry, tra­dy­cji, nor­mal­nej rodzi­ny, pol­skich dzie­ci i wła­sno­ści Pola­ków i suwe­ren­no­ści pań­stwa my, jed­ni jedy­ni — wolał­bym, żeby było ina­czej, ale tak jest, że jako jedy­ni  — nie owi­ja­my w baweł­nę tych kwe­stii, pryn­cy­pial­nie stawianych.

Chce­my, żeby suwe­ren­ność pań­stwo­wa była egze­kwo­wa­na przez pań­stwo polskie.

Dzi­siaj jest wręcz prze­ciw­nie, pań­stwo pol­skie spro­wa­dza obce służ­by, obce woj­ska na wła­sne tery­to­rium, a Pola­kom przed­sta­wia się woj­ska obce, jako naj­waż­niej­szą gwa­ran­cję naszej nie­pod­le­gło­ści. To jest sta­wia­nie świa­ta na gło­wie. Woj­sko pol­skie ma być tą gwarancją.

– Czy to da się odwo­jo­wać? Czy te siły zewnętrz­ne, któ­re widzą swój inte­res w Pol­sce nie są jed­nak po pro­stu przemożne?

– Gdy­by­śmy tak sobie powie­dzie­li, że to trud­ne i być może w ogó­le nie­moż­li­we, no to byśmy nie jecha­li na ten marsz; zosta­li­by­śmy w domu; nie mie­li­by­śmy oka­zji spo­tka­nia w War­sza­wie, bo ty byś został u sie­bie z dru­giej stro­ny glo­bu­sa i powie­dzie­li­by­śmy, ostat­ni gasi świa­tło, po co się tym wszyst­kim zaj­mo­wać. No więc będąc – myślę, że mogę to uwspól­nić – ludź­mi odar­ty­mi z ostat­nich złu­dzeń, jed­no­cze­śnie jed­nak zacho­wu­je­my jakąś nadzieję.

 – Zdo­by­łeś na Pod­kar­pa­ciu ponad 30 000 gło­sów, jak to jest moż­li­we w przy­pad­ku kan­dy­da­ta, któ­ry był blo­ko­wa­ny przez wszyst­kie środ­ki prze­ka­zu, któ­re­go prze­mil­cza­no, zamia­ta­no kan­dy­da­tu­rę pod dywan. Mia­łeś nie ist­nieć. Jakich mecha­ni­zmów moż­na użyć, żeby mimo wszyst­ko dotrzeć do wyborcy?

– Tak było w isto­cie, zero minut i zero sekund w deba­tach publicz­nych, w mediach reżi­mo­wych; i lokal­nych i cen­tral­nych, a jed­nak cięż­ka pra­ca moje­go szta­bu wolon­ta­riu­szy, przy­ja­ciół, wete­ra­nów róż­nych poprzed­nich akcji wybor­czych, jesz­cze z 2015. roku, z kam­pa­nii prezydenckiej…

   – Inter­net, bez­po­śred­nie docie­ra­nie do wybor­cy, ulot­ki, zebra­nia, cho­dze­nie od drzwi do drzwi?

– Po pro­stu, dobrze odro­bi­li­śmy lek­cje. Spo­tka­nia wybor­cze we wszyst­kich powia­tach moje­go okrę­gu, bane­ry, pla­ka­ty pra­co­wi­cie roz­wie­sza­ne przez wolon­ta­riu­szy, ale tak­że przez ochot­ni­ków, któ­rzy zgła­sza­li się wła­śnie na spo­tka­niach, z wyborcami.

I mimo ogrom­nej dys­pro­por­cji uda­ło się jed­nak prze­sko­czyć kon­ku­ren­cję i post­ko­mu­nę SLD-owsko- PSL-owsko-plat­for­mer­ską i uda­ło się nawią­zać bli­ski kon­takt z czo­łów­ką pele­to­nu, to zna­czy z kan­dy­da­ta­mi PiS‑u, któ­rych podo­bi­zny zakle­ja­ły wszyst­kie mia­sta, mia­stecz­ka i pło­ty przy dro­gach;  któ­rzy mie­li prak­tycz­nie quasi mono­pol medial­ny w tej kampanii.



Ale cóż, to ich wstyd, że taki­mi środ­ka­mi się posłu­gu­ją i to dla nich hań­ba, że nie waha­ją się tego swo­je­go mono­po­lu wyko­rzy­sty­wać, egze­kwo­wać naj­zu­peł­niej bez­względ­nie. Nie­ste­ty w Pol­sce, pań­stwo może­cie mieć trud­ność z pogo­dze­niem się z taką dia­gno­zą, ale to są cza­sy pro­pa­gan­dy goeb­bel­sow­sko-urba­no­wej w mediach, zwa­nych oszu­kań­czo publicz­ny­mi i to są cza­sy, któ­re ludziom nasze­go poko­le­nia nie mogą nie przy­po­mi­nać pro­pa­gan­dy suk­ce­su gier­kow­skiej deka­dy lat siedemdziesiątych.

Smut­ne to, ale tym bar­dziej moi przy­ja­cie­le współ­pra­cow­ni­cy, wolon­ta­riu­sze, wybor­cy wresz­cie mają słusz­ne powo­dy do dumy, że w tych cięż­kich, nie­sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ściach uda­ło się osią­gnąć dobry wynik.

        – Dojeż­dża­my do cen­trum War­sza­wy dzi­siaj mówi­li­śmy już kil­ka razy Marsz Nie­pod­le­gło­ści czy sądzisz, że będzie bez­piecz­nie czy wró­cą cza­sy pro­wo­ka­cji? Czy zapew­nio­na będzie ochrona?

– Tego nie moż­na być pew­nym. Tego nigdy nie może­my być pew­ni; bar­dzo chciał­bym, żeby naj­bliż­sze godzi­ny nie przy­nio­sły żad­nych spek­ta­ku­lar­nych zda­rzeń, poza spek­ta­ku­lar­nym wido­kiem tysię­cy naszych roda­ków w więk­szo­ści młod­szych od nas – to budzi naj­więk­szy nadzie­ję – patrio­tów; chciał­bym, żeby nie wyda­rzy­ło się nic złe­go, ale nie mogę tego być pewnym.

Praw­dę mówiąc, co roku, kie­dy wcho­dzi­my na przed­mo­ście mostu Ponia­tow­skie­go mar­twię się, bo to jest oka­zja do dzia­łań, na któ­re nie­wie­le mogli­by­śmy pora­dzić; na dzia­ła­nie złych ludzi, a prze­cież cała ta atmos­fe­ra pod­grze­wa­na wokół Pol­ski na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej — to cie­ka­we, że w ostat­nich kwar­ta­łach bar­dziej za gra­ni­cą, bar­dziej w sze­ro­kim świe­cie; ot, na przy­kład w Kana­dzie, gdzie sam prze­cież zosta­łeś czar­nym cha­rak­te­rem nomi­no­wa­ny na naczel­ne­go anty­se­mi­tę pol­skich mediów w Kana­dzie; więc tam pod­grze­wa­nie, a tutaj wyga­sza­nie, cisza, jak­by po to, żeby nie wybu­dzać Pola­ków ze snu, zwłasz­cza przed tymi wybo­ra­mi jesien­ny­mi, a tym­cza­sem, jak mi dono­szą jaskół­ki już zaraz, za 3 dni, jesz­cze w tym tygo­dniu do War­sza­wy, do jed­nej z agen­cji pań­stwo­wych, któ­re odpo­wia­da­ją mię­dzy inny­mi za zie­mię upraw­ną w Pol­sce, bo ta agen­cja ma część kom­pe­ten­cji daw­nej Agen­cji Wła­sno­ści Rol­nej Skar­bu Pań­stwa, otóż przy­by­wa tam sil­na dele­ga­cja z pań­stwa poło­żo­ne­go w Palestynie.

Nie wiem, pew­nie będą o wydaj­no­ści upraw roz­ma­wia­li i pew­nie podzie­lą się swo­imi doświad­cze­nia­mi w nawad­nia­niu tere­nów suchych…

Widać Sza­now­ni Pań­stwo, że star­si i mądrzej­si inte­re­su­ją się majęt­no­ścią, któ­ra jesz­cze jest do wzię­cia na tery­to­rium Rzecz­po­spo­li­tej Polskiej.

W tym kon­tek­ście może by się komuś przy­da­ło zno­wu poka­za­nie, twa­rzy pol­skie­go patrio­ty­zmu zre­du­ko­wa­nej do gęby faszy­sty, anty­se­mi­ty i wszyst­kie­go co najgorsze.

Wes­tchnie­my w modli­twie już za nie­dłu­gich kil­ka­dzie­siąt minut; róża­niec przed star­tem Mar­szu Nie­pod­le­gło­ści, orga­ni­za­to­rzy zadba­li o to żeby­śmy od tego w tym roku zaczynali.

Cóż, Pan Bóg wie do cze­go to wszyst­ko zmie­rza, a my musi­my „tyl­ko i aż” być do Jego dyspozycji.

Trze­ba być dobrej myśli i modlić się za Polskę

W poli­cji, służ­bach, w woj­sku nie brak mło­dych ludzi patrio­tycz­nie i  inte­lek­tu­al­nie roz­wi­nię­tych, repre­zen­tu­ją­cych zupeł­nie nową for­ma­cję, nie brak ich, ale jed­na­ko­woż od  tej mło­dzie­ży poli­cyj­no-woj­sko­wej w nie­wiel­kim stop­niu zale­ży to, jakie są tutaj wyda­wa­ne rozkazy.

A rząd war­szaw­ski, zwróć­my na to uwa­gę, tej jesie­ni nie wahał się ścią­gać poli­cji z odle­głych miast po to żeby, na przy­kład, w Lubli­nie czy Bia­łym­sto­ku poli­cja pało­wa­ła, gazo­wa­ła, pole­wa­ła wodą ludzi, któ­rzy usi­ło­wa­li sta­nąć na dro­dze sodo­mi­tów i pro­mo­to­rów sodo­mii. To smut­ny para­doks —  rząd, któ­ry mówi o obro­nie rodzi­ny jed­no­cze­śnie posy­ła poli­cję po to, żeby eskor­to­wa­ła zbo­czeń­ców i pro­mo­to­rów zbo­czeń na uli­cach pol­skich miast.

Nie wia­do­mo więc, jaką rolę ode­gra­ją dzi­siaj ci funk­cjo­na­riu­sze, któ­rych kon­wój tutaj nas mijał przed chwilą.

  — Dzię­ku­ję bardzo!

- z Panem Bogiem wszyst­kie­go dobre­go, do zoba­cze­nia po marszu.