13-go w piątek

Niech mi ktoś powie, że numer 13 i piątek nie są feralne.

Już po pierwszej nocy nad ranem, jeszcze było ciemno poszedłem do łazienki. Wiedziałem, że poziom podłogi w łazience jest niższy o kilka centymetrów od podłogi w reszcie mieszkania.  Jest to bardzo dobry pomysł, gdyż w razie powodzi w łazience woda nie wypłynie na cały pokój. Niestety o tym zapomniałem i uderzyłem stopą w dolny róg drzwi bo nie podniosłem nogi wystarczająco wysoko. Wylądowałem w szpitalu z wielkim czarnym bąblem na małym palcu prawej nogi. Kość była złamana i zamiast zrobić dziurkę, aby spuścić krew, lekarz wyciął całą skórę na tym bąblu. Co za głupota (13-go,  piątek).

W rezultacie miałem otwartą dziurę, która goiła się bardzo długo. Resztę pobytu w Tajlandii chodziłem w ciapach. Chodząc po ostrych kamieniach, pomyślałem sobie, że zamiast osadzając morderców w więzieniu na 10 lat, trzeba im było zadać karę aby chodzili w ciapach po ostrych kamieniach przez 10 dni. Odechciałoby się im głupich pomysłów. No cóż, nie przyjechałem do Tajlandii aby płakać. Trzeba było zacisnąć zęby i nie myśleć o bólu, trzeba było zwiedzać. Miałem ze sobą ciepłe i miękkie papucie, dobre do samolotu. W takim to obuwiu spędziłem resztę czasu w Tajlandii i chodziłem po ostrych kamieniach w papuciach, bo żadne inne obuwie nie wchodziło na moją stopę.

Bangkok

Zanim będę pisał o Bangkoku muszę wyjaśnić znaczenie tytułu tego cyklu, czyli Wyprawa do Wolnego Królestwa.

Otóż, w języku tajskim słowo taj znaczy wolny. Co do królestwa to istnieje szef rządu, premier. Nie wiem jednak czy ktokolwiek w tym kraju wie, kto jest premierem, a wielu z nich nie wie w ogóle, że takowy istnieje.

Tajowie natomiast kochają swojego króla i mają do niego wielki szacunek. Kiedy jego ojciec był królem, jego synek rozbijał się po burdelach zachodniej Europy. Kiedy tatuś umarł, synek musiał wrócić do kraju, aby zostać nowym królem. Dzięki niemu, a może jednak dzięki jego ojcu, poziom życia w Tajlandii jest o wiele wyższy niż w sąsiednich krajach. Na wszystkich banknotach i monetach jest podobizna króla-syna, a na odwrocie są podobizny jednego i drugiego. Jeśli przypadkiem nadepniesz na pieniądz, idziesz do więzienia. Właśnie na to turyści muszą bardzo uważać.

Bangkok, stolica Tajlandii to miasto niezwykłe. Miejscowi nazywają go Krung Thep Mahanakhon to stolica i największe miasto Tajlandii. Liczba ludności tego miasta to 9 milionów, a aglomeracja ma około 15 milionów. Połączenie azjatyckich tradycji z nowoczesną infrastrukturą sprawiło, że jest to jeden z najbardziej popularnych na świecie celów turystycznych. Podczas swojej koronacji król Rama I nadał swej stolicy nazwę składającą się z 43 sylab. Przez następne lata dodano jeszcze 21 sylab. Pełna nazwa Bangkoku to Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mohadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Masahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Wisanukam Prasit (mam nadzieję, że udało mi się napisać to poprawnie), co znaczy Miasto Aniołów, Wielkie Miasto i Rezydencja Świętego Klejnotu Indry (Szmaragdowego Buddy), Niezdobyte Miasto Boga, Wielka Stolica Świata, Ozdobiona Dziewięcioma Bezcennymi Kamieniami Szlachetnymi, Pełne Ogromnych Pałaców Królewskich, Równającym Niebiańskiemu Domowi Odrodzonego Boga, Miasto Podarowane Przez Indrę i Zbudowane Przez Wiszwakarmana. Nazwa ta znajduje się w Księdze Rekordów Guinessa jako najdłuższa nazwa geograficzna na świecie.

Do 1764 roku dzisiejsza metropolia była niewielką wioską zwaną Bang Makok (Wieś Drzewek Oliwnych). Po zniszczeniu tej miejscowości przez wojska birmańskie zbudowano  obóz warowny. Napływali ludzie, gdyż w sąsiedztwie warowni czuli się bezpiecznie. W rezultacie miejscowość rozwijała się aż do stanu obecnego. Bangkok jest najgorętszą stolicą świata. Najcieplejszym miesiącem jest kwiecień z przeciętną temperaturą dzienną 31 stopni C. Najchłodniejszy jest grudzień ze średnią temperaturą 26 stopni C.

Zwiedzanie Bangkoku

Bangkok jest jednym  najbardziej atrakcyjnych miejsc na świecie. To nowoczesne miasto z głębokimi korzeniami buddyzmu. Jadąc samochodem nie usłyszysz trąbienia. Jeżeli jednak zdarzy się to, to miejscowi kierowcy mówią: „to głupek” i nie odtrąbują mu. Jest wiele aspektów, dla których decydujemy się odwiedzić to miasto, jednak super atrakcyjne miejsca są na czele wszystkiego. Jest ich tak dużo, że pełna lista zajęłaby setki stron pisania. Wymienię więc kilka, które zwiedziłem.

Wielki Pałac usytuowany jest w centrum Starego Miasta Królewskiego i nie jest to jeden obiekt jak wskazuje nazwa, lecz olbrzymi kompleks pałacowy, który dzieli się na dwie części: religijną i świecką. W części religijnej można zobaczyć zespół świątynny Wat Phra Kaeo, zaś w części świeckiej sale recepcyjne, w których król ma wystąpienia publiczne oraz królewskie pomieszczenia mieszkalne. Wielki Pałac zbudowany jest w stylu tajskim oraz klasycznym (wzorowanym na europejskim).

Świątynia Szmaragdowego Buddy jest najważniejszym miejscem kultu buddystów na całym świecie, tak jak Mekka dla wyznawców Islamu. Szmaragdowy Budda jest traktowany jako symbol Tajlandii i talizman.  Jest wzrostu człowieka, chyba jednak trochę wyższy, on siedzi więc nie wiadomo, ale wiadomo, że jest to 5.5 ton szczerego złota. Przed wejściem umieszczono olbrzymi portret króla. Jest to przekaz dla wszystkich, że zanim zobaczysz Buddę, musisz zobaczyć kto tu rządzi. Mam bujną wyobraźnię więc myślę co by się stało w Tajlandii i całym buddyjskim świecie, gdyby któregoś ranka Budda zniknął. Albo wywołałoby to przepowiadaną 3-cią wojnę światową (wojna między religiami) albo wyznawcy buddyzmu myśleliby o wniebowstąpieniu  jak to jest w chrześcijaństwie. Ciało Chrystusa zniknęło. To jest wielka bzdura, gdyż to nie ciało, a dusza idzie do Nieba. Jednak ten przekręt stał się podwaliną do stworzenia największej religii na świecie.

Świątynia zlokalizowana jest w sąsiedztwie Wielkiego Pałacu. Całą podłogę świątyni wyłożono srebrnymi płytkami, a na ścianach znajdują się freski przedstawiające historie władców oraz Buddy. Interesującym miejscem na terenie obiektu jest lśniąca złotem i różnymi kolorami biblioteka, w której przechowywane są buddyjskie oryginalne manuskrypty, jednak większość jej pomieszczeń nie jest udostępniana do zwiedzania.

Świątynia Wat Traimit – mieści się tu największy na świecie posąg Buddy ze szczerego złota. Nie wolno mi było zrobić zdjęcia; byłem pilnie obserwowany. Chciałem powiedzieć, że robiąc zdjęcie będę popularyzatorem Buddy, jednak mój „anioł-stróż” pokazał mi znak milczenia (palec na ustach). Dyskutowałem później ten problem z Tajami, i powiedzieli mi, że to miejsce jest święte i należy do Buddy. Robienie nawet najmniejszego hałasu, jakim jest mówienie zakłóca spokój Buddy, który cały czas medytuje i modli się za całą ludzkość, nawet wyznawców innych Bogów. Nie wolno mu więc przeszkadzać.

Wat Arun. Budowla została wzniesiona na zachodnim brzegu rzeki Menam i dotrzeć do niej można promem lub łodzią. Świątynia jest przykładem stylu khmerskiego, a jej nazwa wiąże się z imieniem hinduskiego bóstwa świtu.

Świątynia Wat Pho czyli Świątynia Odpoczywającego Buddy. Jest to olbrzymi kompleks świątynny, którego największą atrakcją jest rzeźba Buddy Leżącego. Ten monument ma dobrych kilka metrów i idzie się wzdłuż niego po specjalnie zbudowanym podeście. Wygląda jakby był ze złota, a przynajmniej ma taki kolor.

Targ kwiatów Paklong Talat – jest to miejsce, którego absolutnie nie wolno pominąć. Wędrując po tym targu zdałem sobie sprawę z tego, że w życiu nie doświadczyłem takiego bogactwa zapachów i kolorów. Bogactwo tych aromatów jest po prostu przytłaczające.

Podróż statkiem po rzece Chao Phaya i kanałach. Jest to okazja zobaczenia miasta z innego kąta widzenia – od strony wody. Płynąc rzeką Chao Phaya można zaobserwować różnorodność Bangkoku, a więc nowoczesność spleciona z tradycją buddyjską. A kolei płynąc kanałami można obserwować ludzi nierozłącznie związanych z wodą i turystami. Ludzie tam mieszkający urządzają sobie piękne gniazdka na emeryturę ale też dorabiają do emerytury oferując wszystko, co turyści mogą kupić. Oferują przepiękne wiązanki kwiatów, koszyki owoców lub bardzo smaczne przekąski. Gdybyś płynął ze swoją przyszłą żoną, to kupując jej taki bukiet kwiatów już masz pewność, że dziewczyna jest twoja.Kapitan łodzi chętnie zatrzyma się przy takim miejscu bo widocznie ma w tym interesie jakiś udział.

Targ na rzece – Dammoen Saduak Floating Market. Jeżeli już nie macie w planie robić zakupy dla rodziny to przynajmniej możecie popatrzeć na handlowe życie na rzece. Sklepy są w długich, wąskich łódkach a klienci przeważnie na lądzie, ale niekoniecznie. Zaobserwowałem handel wymienny między łódkami. Ja dam ci worek tego a ty mi dasz worek tamtego.

Kiedy już się napatrzycie, nazwiedzacie, to trzeba pomyśleć o burczącym żołądku. Wtedy trzeba pojechać  na kolację połączoną z występami do teatru Siam Niramit Light  & Sound Show. Niesamowite wrażenia, których nigdy nie da się zapomnieć. Jak to wygląda? Otóż najpierw idzie się na bardzo sutą i smaczną kolację w stylu baru, jak nasz Mandaryn, a potem na występy. Organizatorzy silnie zachęcają aby przed wstępem do widowni odwiedzić ubikację, aby w czasie  trwania pokazu nikomu nie przeszkadzać.

Aha, na ulicach jest mnóstwo stoisk oferujących przekąski. Śmiało można je kupować, są tanie pochodzą od rolników, którzy nie używają nawozów sztucznych bo ziemia jest bardzo żyzna, są więc organiczne. Nie ma w tym żadnego oszukaństwa. Oni dbają o swoją światową reputację jako najlepsza żywność na świecie. Póki co, ja się z tym zgadzam.

Leszek Samborski