Jak brzmi ciąganie styropianem po tablicy? Czy tam zardzewiałym gwoździem po szybie? Tak brzmi: wyboru prezydenta w Polsce nie było, więc zarządzam wybory.

Czy tam unieważniam, w zakresie tym czy tamtym, czy tam odwołuje, w części bądź w całości, drugie zarządzam, czy tam nowe, czy w ogóle coś tam, coś tam robi się – kogo ów bełkot jeszcze razi? Kogo obchodzi? Tak ma być, bo tak być ma, więc będzie tak. Reszta to konsekwencje.

Wiadomo powszechnie, a kto nie wiedział, ten już wie: niebyłym należy się powtórka z rozrywki. Czym prędzej, tym lepiej. Lepiej dla Zjednoczonej Prawicy rzecz jasna. Albowiem Zjednoczona Prawica trwa i trwa mać, reszta mać słuchać. Czy tam ma. Czego grzecznie słuchamy, a co mówią nam, powtarzając po panach Kaczyńskim i Gowinie. Prorocy demokratyczni oba dwaj, proszę zauważyć, mało tego, bo któregokolwiek nie tknąć, zaraz gęba Jarosława większego z nich obu wyłazi. Jedna gęba. To znaczy tego mniejszego. Niższego, znaczy. Idzie oszaleć.

KISZONKA WYBORCZA

“To jest działanie polityyyyczneee!!!” – szaleją więc i pieją tak zwani politycy, znęcając się nad działaniami innych, tak zwanych polityków. Ale czego byśmy na ten temat nie myśleli, radzę: nie chwalmy szaleństwa przedwcześnie, nie radujmy zbytnio, boć to jedynie pozorny dowód na chaos w łepetynach tych i tamtych. Przeciwnie. To oni, nieustannie, próbują w głowach zamieszać – nam. O elementarnych choćby standardach przyzwoitości wspominać nie warto. Jakie znowu standardy? “Ruina organizacyjna państwa”, wskazują, aleć to żadna ruina, niebyt nie może w ruinę popaść. Niebyt to niebyt, a Polska współczesna to gorzej niż niebyt, to mroczne gruzowisko i zeschły perz.

No ale co tam, Państwowa Komisja Wyborcza zebrała się, poobradowała nieco, po czym orzekła – jednogłośnie – że głosowanie w wyborach na prezydenta nie odbyło się. Klękajcie narody. Czapki z głów i między nogi, można powiedzieć, nawet jeśli mój kot wiedział to samo bez obrad, a wyborczą kiszonkę odnotowała nawet moja skarpeta. Ta słynna, lewa, nigdy nie prana. Ta dziurawa.

“Zdolni są, odwołali coś, co się nie wydarzyło” – we wspomnianych okolicznościach tak zwanej przyrody, tak zwany dziennikarz podaje piłkę Kosiniakowi-Kamyszowi, a pan Władysław najgrzeczniej jak potrafi odkopuje w wymaganym kierunku: no właśnie, no właśnie. Żałosne to nad wyraz i również temu kandydatowi na prezydenta plastruje czoło nad wyraz żałośnie.

MORALNIE NIEDOPUSZCZALNE

Nie wie pan kandydat, że nawet dzień głosowania to jedynie element wyborów, które są same z siebie wielotygodniowym procesem? Ależ wie to bardzo dobrze. W takim razie dlaczego wygaduje to, co wygaduje, znaczy głupoty? Dlatego, obstawiam, że swoich potencjalnych wyborców traktuje niczym spróchniałe sztachety, tępe, nic nie rozumiejące i rozlatujące się właśnie z głupoty. Bo z jakich innych przyczyn?

Ale co tam Kosiniak-Kamysz Władysław, oceńmy rzeczywistość z innej perspektywy, zwąc ją “perspektywą Platformy Obywatelskiej versus sędzia pełniący obowiązki pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, doktor habilitowany nauk prawnych, Kamil Zaradkiewicz”. Oto wspomniany prezes zarządza oraz uzasadnia co następuje: “W ramach funkcjonowania Sądu Najwyższego kluczowe znaczenie ma dbałość o wizerunek oraz kształtowanie zaufania obywateli do niezależnego wymiaru sprawiedliwości”. I dalej: “W okresie władzy komunistycznej do 1990 r. nie funkcjonowało niezależne sądownictwo wolnego Państwa Polskiego, zaś osoby pełniące urząd sędziego były pozbawione podstawowych gwarancji niezawisłości, których w szczególności nie zapewnili im najwyżsi przedstawiciele ówczesnej władzy sądowniczej”. I jeszcze kawałek dalej: “Etycznie i moralnie niedopuszczalne jest wyróżnienie współodpowiedzialnych za brak niezależnego sądownictwa osób poprzez ich upamiętnienie wraz z Pierwszymi Prezesami Sądu Najwyższego niepodległej Rzeczypospolitej”. Tako rzecze sędzia Zaradkiewicz i na bok z tymi, którzy ze słowami prawdy usiłowaliby polemizować. Na widły takich i na bok. Czy tam na szuflę.

CZUJ DUCH

Dalej zrelacjonujmy, iż zarządziwszy swoje, sędzia Zaradkiewicz udał się był do holu Sądu (czy tam zadzwonił do sądowego portiera), nakazawszy, by zdjąć ze ściany (czy tam, aby przyglądać się zdejmowaniu przez portiera), czy tam by nadzorować z daleka realizację zarządzenia… mniejsza z tym – tak czy inaczej “ścianę chwały” sądownictwa nadwiślanskiego opuściło sześć portretów panów pierwszych prezesów: Wacława Barcikowskiego (prezesura w latach 1945-1956), Jana Wasilkowskiego (1956-1967), Zbigniewa Resicha (1967-1972), Jerzego Bafii (1972-1976), Włodzimierza Berutowicza (1976-1987) i Adama Łopatki (1987-1990). Czuj duch, można powiedzieć subtelnie. Spadajta kumotrzy kury szczać prowadzać, może dodać kto więcej rozumie z historii.

Ale, ale. Czyli że nikt panu Zaradkiewiczowi nie obiecywał, że lekko będzie mu. Otóż do działań p.o. pierwszego prezesa SN odniosła się nie zwlekając, no jakżeby inaczej, Kidawa-Błońska Małgorzata, ciągle jeszcze kandydatka na prezydentkę z ramienia najpoważniejszej nad Wisłą partii opozycyjnej. Ona ci to nam, że tak powiem, odesłanie ad acta pryszczatych moralnie portretów, skomentowała słowami: “W takim trudnym czasie, kiedy jest tyle problemów do rozwiązania, on ma czas i koncentruje się na tym. To świadczy o małości i o przekonaniu tych ludzi że mogą wszystko, że mogą się posunąć do największej podłości, że nie słuchają autorytetów, nie słuchają ekspertów, nie czytają prawa ze zrozumieniem i lekceważą instytucje europejskie”.

MACHANIE BIERUTEM

Odjazd. Normalnie odjazd. Czy na tym peronie jest jakiś zawiadowca? Dajcie kobiecie mówić, będzie po niej. Jak kiedyś z Wałęsą. A żeby nie było, że wyzwierzęcam się nadto, ta sama Kidawa, dwa zdania wcześniej: “Jeżeli nie będziemy przestrzegać wartości, to nigdzie nie dojdziemy”.

Grubo powiedziane, nieprawdaż? W tym miejscu pani Małgosia ewidentnie powinna nabrać oddechu w biust, machając energicznie wizerunkiem Barcikowskiego. Albo jeszcze lepiej, w końcu cóż tam pierwszy prezes, co tam Sąd Najwyższy, truchłem Bieruta niechby pani Małgorzata pomachała, powietrza nabrawszy.

W sumie nie wiem, przyznam, czemu miałoby służyć to moje “znęcasz się pan nad bidulką”. Może dlatego to robię, spróbuję wyjaśnić, bo kandydatka na prezydenta, mimo wszystko mojego państwa, nie powinna przecież, wszelako jednak wydaje się głupsza od menzurki na mocz?

Że co proszę? Że aż taka głupia to ona nie jest? W takim razie albo swą mądrość nazbyt starannie ukrywa (czy nie za plecami pana Budki, dajmy na to?), albo i ta kandydatka (jeszcze, bo już niedługo), za dużo głupszych od menzurek laboratoryjnych musi uważać swoich potencjalnych wyborców. Tertium non datur. Swoją drogą, jak komentować podobne zachowania? Tylko w jeden sposób, uważam: człowiek poogląda sobie jednego z drugą, posłucha zdania czy trzech, nieopatrznie zapatrzy w akapit pełen bzdur, a później za nic w świecie uwierzyć nie zechce, że jeszcze w XVIII wieku publiczne puszczanie bąków uchodziło za sztukę.

PŁYTA NAGROBNA

Na koniec relacja-sensacja. Miejsce: południowa Francja, departament Alpy Nadmorskie, miejscowość Vence. Na placu zwanym “Dużym Ogrodem”, na wprost pięknie odremontowanego, interesującego architektonicznie budynku zwanego “Villa Alexandrine”, gromadzi się rozgorączkowany tłum. Ludzie przybiegli z miejscowego cmentarza, po drodze informując światowe media, że coś niezwykłego dzieje się pod płytą nagrobną niejakiego Gombrowicza Witolda, niegdysiejszego mieszkańca Vence, a to ci dopiero. Więc.

Więc kamery, więc mikrofony, więc gwar. Niestety, nie ma komu wytłumaczyć zaniepokojonym Francuzom, że to nic wielkiego, że to tylko zmarły w Vence, w 1969 roku, pisarz rok wcześniej mianowany do literackiego Nobla, rodem z polskich Małoszyc, usiłuje wstać z grobu, by przemienić się w reportera. Zgromadzonym nie ma też kto wyjaśnić, że duch Gombrowicza powód ma dobry, nawet dwa: nad Wisłą strajkują, to raz, a Kon-sty-tu-cja to dwa. W tej kolejności czy w tamtej.

Oczywiście, gdyby zdezorientowanych zastanawiały powody pośmiertnych aspiracji autora “Pornografii” w powyższym kontekście (że niby co to za powody, tak?), tym wyjaśniłbym chętnie: w opinii znanych konstytucjonalistów nadwiślańskich, nadwiślańska Konstytucja przestała być zgodna z Konstytucją nadwiślańską. Tak mówią.

***

Dobry to powód dla Gombrowicza? Ba! Ale drugi jest jeszcze lepszy, mianowicie nie byle kto dziś nad Wisłą strajkuje, nad Wisła strajkują dziś… przedsiębiorcy i pracodawcy. Co za czasy, co za obyczaje. Co za kraj, cała ta Polska. No rzeczywiście, kto miałby światu i ludziom takie paradoksy objaśniać, jeśli nie Gombrowicz? Tym bardziej, że jeden z najsłynniejszych sarkofagów ulokowanych w Panteonie Narodowym w Krakowie, zapowiedział (tak powtarzają, sam nie słyszałem), że dla wyjaśniania byle paradoksów to on, znaczy sarkofag, prochów Mrożka z siebie wypuścić nie pozwoli. Że co to, to on nie. Że niechby nawet Mrożek błagał. Mowy nie ma.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem:

widnokregi@op.pl