Lecąc samolotem z Bangkoku do Chiang Mai usytuowanego między górami na północy Tajlandii zrozumiałem dlaczego żywność w tym kraju jest tak tania. Otóż, cały czas leciałem nad równiną, której większość stanowiły pola uprawne. Wiedziałem już, że ziemie są bardzo żyzne, a w związku z tym farmerzy nie używają żadnych nawozów sztucznych, bo nie ma takiej potrzeby.

Tajlandia ma duże nadwyżki żywności, które wysyła do Chin, najbardziej potrzebującego żywności narodu na świecie. I to jest jednym z głównych dochodów tego kraju.

Król i politycy są na tyle cwani, że Chiny płacą w zamian elektroniką,  która w Tajlandii jest bardzo tania. Przy okazji to państwo staje się coraz bogatsze, a ludziom żyje się coraz dostatniej. Jak już wspomniałem, król nie zgarnia tego do własnej kieszeni,  dzieli się dochodem z całym narodem.

Dlatego naród kocha go i szanuje. Ja rozumuję to na swój sposób. Lepiej być królem narodu bogatego niż biednego. Lepiej być kochanym królem niż znienawidzonym.

To wskazówka do wszystkich władców świata, z których tylko niewielu jest kochanych przez naród.

Chiang Mai

Po zupełnie niedługim locie nad polami uprawnymi na horyzoncie pokazały się góry. To sygnał, że zaraz będzie Chiang Mai. I rzeczywiście, samolot zaczął zniżać lot i po kilku minutach już lądowaliśmy na lotnisku w Chiang Mai. Chcę powiedzieć, że przed każdą wyprawą studiuję wszelkie informacje dotyczące miejsca wycieczki na długo przed wyjazdem. Przez to wiem co widzę, co robię i na co mam zwracać uwagę. Z tego powodu moje wrażenia są o wiele bardziej wartościowe, w odróżnieniu od ludzi, którzy nie interesują się co widzą, uważam więc, że ci ludzie marnują swoje pieniądze wydane na wycieczkę.

Chiang Mai (dosł. Nowe Miasto) jest szóstym co do wielkości miastem Tajlandii (ok. 150 tys.) i największym miastem na północy tego kraju. Położone jest w pięknej dolinie właśnie w tym miejscu rozpoczynających się gór. Stare miasto z ruinami XIII-XIV wielu zabytków znajduje się na zachodnim brzegu rzeki Ping, a na wschodnim brzegu rzeki rozrosło się miasto współczesne. W XIII w. W konsekwencji najazdu chana mongolskiego Kubilaja plemiona tajskie przeniosły się na te tereny z południowych Chin. Ich władca – Mangrai założył tu miasto Chiang Mai w 1296 roku. W 1558 roku miasto to zostało zdobyte przez Birmańczyków i pozostawało pod ich kontrolą przez 200 lat. W tym czasie miasto podupadło. W 1775 grupa książąt z Lanny zbuntowała się przeciwko Birmańczykom i wsparła militarną kampanię Syjamu, by wyprzeć najeźdźców. Walki trwały przez prawie 20 lat a Chiang Mai i przez większość tego czasu Chiang Mai znajdowało się na linii frontu.

 

W obrębie murów miejskich znajduje się 40 watów (świątyń buddyjskich, a w okolicy setki, m.in.:

Wat Pra Choa Mangrai

Wat Chang Lam

Wat Phra Singh

Wat Chedi Luang

Wat Moh Kam Duang

W 2015 roku pomniki i krajobraz kulturowy Chiang Mai zostały wpisane na tajlandzką listę informacyją UNESCO – listę obiektów, które Tajlandia zamierza rozpatrzyć do zgłoszenia do wpisu na listę światowago dziedzictwa UNESCO.

Jednak zabytki-budowle są wszędzie na świecie a w okolicach  Chiang Mai znajdują się miejsca niepowtarzalne. Sanktuarium słoni, gdzie można zobaczyć jak słoń maluje obrazy, jak słonie grają w piłkę nożną, zrobić sobię przytulane zdjęcie ze słoniem. Nie odejdziesz bez zapłaty w postaci wiązki bananów lub trzciny cukrowej, przysmaków tych zwierząt. Oczywiście taką wiązkę trzeba kupić za dolara. Słoń błyskawicznie  wpakuje taką wiązkę do swojej paszczy i pięknie podziękuje ukłonem.

Na północ od Chiang Mai znajduje się sanktuarium przepięknych motyli mieszkających  wśród kwiecistych krzewów i wszystko to jest otoczone siatką. Zaraz obok jest ogród orchidei i każda jest inna. Te piękne kwiaty są zawieszone na wieszakach i nie mają żadnych doniczek. U dołu zwisają nagie korzenie. Nie ma żadnej ziemi w doniczkach. Przewodnik powiedział, że i wody te kwiaty potrzebuję bardzo niewiele. Ich pokarmem są promienie słoneczne. Najpiękniejsze kwiaty świata potrzebują tak bardzo niewiele.

Niedaleko Chiang Mai jest wioska Mae Hong, gdzie mieszka wyjątkowa społeczność. Wieś ta ukryta jest w gęstej dżungli, tuż przy granicy z Birmą, teraz Myanmar to tylko kilkanaście prostych chatek. Jednak ta wioska pełna jest turystów z całego świata. Dlaczego? Otóż mieszkańcami są birmańscy uchodźcy. Prawie wszystkie kobiety noszą na szyjach ciężkie metalowe obręcze ważące około 5 kg. Niezależnie od tradycji te metalowe obręcze stały się do dziś dla nich sposobem na zarobek, ale zarazem ich największym więzieniem. Zdjęcie tych obręczy spowodowałoby natychmiastowe złamanie karku gdyż szyjne mięśnie zanikły całkowicie. A więc mają to na swoich szyjach cały czas, w tym pracują i śpią i w tym myją się. Ciekawe jak taką szyję umyć.

 

Przed domami rozpalają ogniska aby przygotować śniadanie. Będzie składało się z tego samego co obiad i kolacja, czyli z ryżu. Niektórzy mieszkańcy tej wioski wolą go spożywać w płynnej formie. Chodzi tu o ryżową wódkę lub jak to w Polsce się mówi, bimber, z wyrobu którego lud Padaung jest znany w całym rejonie Chiang Mai. Już tylko ten sposób zarobku powinien wystarczyć na godne życie. Wychodzi na to, że większość tego bimbru sami wypijają i niewiele już zostaje na sprzedaż. Na terenie wioski jest kilka straganów, na których miejscowi sprzedają najróżniejsze łakocie dla turystów jak maski i rzeźby w drewnie czy noże. Ceny są bardzo wysokie ale turyści chętnie kupują pamiątki a turystów jest bardzo dużo każdego dnia. Mają duży dochód sprzedając pamiątki, bimber więc nie powinni być biedni. Coś tu się nie zgadza. Przy okazji cenna wiadomość. Ludzie ci nie przyjmują „typów”. Są zbyt dumni aby brać jałmużnę. Tak to nazywają.