Długi weekend Victoria Day. Zawsze spędzamy go na kempingu, nieważne, czy jest ciepło, czy zimno, czy pada deszcz, czy śnieg. Ten rok z powodu koronawirusa jest inny. Rok Koronawirusa. “Nowa normalność.” Wszystkich nas uwięziono w domach na wiele tygodni, podobno dla naszego dobra. W ten weekend władza jednak poluzowała obostrzenia, zezwalając na odwiedzanie cottege’ów i nawet spuszczenie łodzi w celu dopłynięcia do nich. To dla tych majętniejszych. Dla mniej zasobnych, którzy nie dorobili się siedliska na północy, otwarto parki prowincyjne. Nie żeby od razu kempingować, co to, to nie, ale pochodzić można. Liczyliśmy, że może cofnięty zostanie zakaz biwakowania na ziemi królewskiej, gdzie przecież człowiek nie ma styczności z innym człowiekiem, i pływania canoe czy łodzią, niestety tak się nie stało. Pytanie, jaka jest różnica między spuszczającym łódź właścicielem cottage’u a zwykłym wędkarzem, który przyjechał nad jezioro na jeden dzień? Odpowiedź – od kilkuset tysięcy do kilku milionów dochodu. Mniej zamożny lub nielubiący przywiązania do jednego miejsca człowiek, poddany bezzensownej tresurze, niech się cieszy, że w ogóle może wyjść z domu.

No więc się ucieszyliśmy i postanowiliśmy w sobotę odwiedzić Awenda Provincial Park. Tylko dwie godziny jazdy od Toronto, a ma to znaczenie w czasach koronawirusa, bo po drodze nie ma gdzie zrobić siusiu, bo wszystko pozamykane. Nie byliśmy tu parę lat, a wiele się zmieniło. Spragnionych kontaktu z przyrodą było wielu. Okazało się, że dostępny jest tylko parking zimowy. Brakowało miejsc. Ludzie parkowali po bokach drogi, a pracownicy parku, zamiast otworzyć szlaban i parkingi przy jeziorze, pracowicie wypisywali zamiast mandatu pouczające epistoły, serwując odwiedzającym dodatkową frustrację. Ciekawe, że część ludzi poddała się psychozie zagrożenia koronawirusem tak bardzo, iż wędrowała po parku w maskach, oddychając wydychanym przez siebie dwutlenkiem węgla zamiast orzeźwiającym powietrzem znad jeziora.

Pogoda była piękna, świeciło słońce. Las w Awendzie dopiero budził się z zimowego snu, wyraźnie spóźniony. Zamiast dywanu lilii charakterystycznego dla połowy maja, kwitły tylko lilie bordowe, białe w większości czekały w pąkach w niepewności, czy zima odeszła na dobre. Prawie bezlistne drzewa, tylko chipmunki uwijały sie pracowicie wśród zeszłorocznych liści.

Przezroczyste wody jeziora Huron zjadły kawał lądu. Duża plaża przy wejściu i piękna plaża w zatoczce wyraźnie mniejsze. Plaże wzdłuż ścieżki przy jeziorze praktycznie zniknęły. Po plaży dla psów pozostał tylko przewrócony znak. Woda wyrwała nabrzeżne drzewa i głębokimi wyrwami wdarła się w ścieżkę. Nasz główny cel wycieczki, cypel pokryty najpiękniejszymi na świecie kamieniami, cały pod wodą. Kemping w Awendzie jest duży, na plażach pewnie zrobi się w lecie ciasno.

Oby do wiosny, jak mówi przysłowie, oby można było kempingować w parkach w lecie i oby nie zmuszono nas do wylegitymowania się w tym celu świadectwem szczepienia na koronawirusa.

Joanna Wasilewska
Andrzej Jasiński

PS Wiadomość dla tych, którzy nie czytają e-maili od Ontario Parks. W tym roku zniesiono zasadę 15 proc. miejsc na kempingach w parkach prowincyjnych Ontario dostępnych na zasadzie “first come, first serve”. Miejsca można rezerwować tylko on-line.