Rodzi­ny senio­rów, któ­rzy zmar­li w domach opie­ki po zara­że­niu koro­na­wi­ru­sem, doma­ga­ją się wyja­śnie­nia spra­wy i pocią­gnię­cia do odpo­wie­dzial­no­ści win­nych zaniedbań.

W ośrod­ku opie­ki dłu­go­ter­mi­no­wej Exten­di­ca­re Guil­dwo­od na wscho­dzie Toron­to stwier­dzo­no ogni­sko koro­na­wi­ru­sa 23 kwiet­nia. Ośro­dek był zamknię­ty od poło­wy mar­ca. Wiru­sem zara­zi­ła się więk­szość ze 159 miesz­kań­ców. Pra­wie 50 zmar­ło na COVID-19.

Wśród zmar­łych był 65-let­ni Robert Thoms, cho­ry na nowo­twór i demen­cję. Jego rodzi­na jest jed­ną z tych, któ­re posta­no­wi­ły skie­ro­wać spra­wę do sądu. Po zamknię­ciu ośrod­ka rodzi­na wie­lo­krot­nie dzwo­ni­ła i pyta­ła o stan Thom­sa.  Pra­cow­ni­cy sta­le odpo­wia­da­li, że jest dobrze. Jed­nak gdy w zeszłym mie­sią­cu ośro­dek dopu­ścił widze­nia “przez okno”, rodzeń­stwo Thom­sa nie pozna­ło swo­je­go bra­ta. Bill Thoms mówi, że był w szo­ku i zro­zu­miał, że dni Rober­ta są poli­czo­ne. Pra­cow­ni­cy powie­dzie­li, że Thoms nie je i nie pije. Wte­dy jego sio­stra zażą­da­ła, by przy­nie­sio­no szklan­kę wody. Robert wypił całą i jesz­cze pół.

Reklama

Michel­le Wil­son, któ­rej 85-let­ni ojciec tak­że zmarł w domu opie­ki, mówi, że gdy­by cho­dzi­ło o śmierć dzie­ci, wszy­scy by krzy­cze­li. Nawet gdy­by to mia­ło miej­sce w jakimś ośrod­ku dla zwie­rząt i umar­ła­by jed­na trze­cia zwie­rząt, też by się pod­niósł krzyk. A życie osób star­szych się nie liczy. Jej ojciec rów­nież zmarł w Exten­di­ca­re Guil­dwo­od. Prze­cho­dził rekon­wa­le­scen­cję po serii zawa­łów i zła­ma­niu w bio­drze. Pra­cow­ni­cy domu zapew­nia­li ją, że cho­rzy prze­by­wa­ją we wschod­nim skrzy­dle ośrod­ka. Jej ojciec był w zachod­nim, w pry­wat­nym poko­ju. Teo­re­tycz­nie był bez­piecz­niej­szy. Wil­son i jej rodzeń­stwo dzwo­ni­ło, by pytać o stan ojca, ale nikt nie odbie­rał. Póź­niej oka­za­ło się, że per­so­nel był zdzie­siąt­ko­wa­ny. Wil­son zdą­ży­ła odwie­dzić ojca, gdy dopusz­czo­no wizy­ty “przez okno”. Był odwod­nio­ny i cho­ry. Uwa­ża, że zabra­kło mu pod­sta­wo­wej opieki.

Audrey Da Cruz, któ­rej mat­ka rów­nież zmar­ła w ośrod­ku, mówi, że nie może zro­zu­mieć, dla­cze­go cho­re współ­lo­ka­tor­ki jej mat­ki nie zosta­ły prze­nie­sio­ne. Uwa­ża, że kie­row­nic­two ośrod­ka zlek­ce­wa­ży­ło spra­wę izo­la­cji. Jej zda­niem moż­na było nawet wybu­do­wać coś tym­cza­so­we­go na par­kin­gu, by szyb­ko oddzie­lić oso­by cho­re od zdrowych.

Rodzi­ny zor­ga­ni­zo­wa­ły pro­test przed ośrod­kiem. Wie­le osób sta­ło w ciszy trzy­ma­jąc zdję­cia swo­ich bli­skich zmarłych.

Z pro­win­cyj­nych kon­to­ro­li prze­pro­wa­dzo­nych jesz­cze przed pan­de­mią wyni­ka­ło, że w ośrod­ku bra­ko­wa­ło per­so­ne­lu, co sta­no­wi­ło zagro­że­nie dla pensjonariuszy.