Przez Toronto przeszedł marsz studentów domagających się zaprzestania rasizmu w szkolnictwie wyższym.

W zasadzie, nie byłem do tej pory świadomy, że żyję w tak rasistowskim kraju, jak Kanada, no ale od razu ktoś powie że to dlatego, że jestem biały…

Oczywiście, widziałem i doznałem na własnej skórze wielu innych stereotypów i uprzedzeń. I to nie tylko żywionych przez białych w stosunku do czarnych, ale białych do żółtych, żółtych do białych, czarnych to białych i wielu, wielu innych.

Uprzedzenia te są środowiskowe i niejednokrotnie nie mają nic wspólnego z rasą, a raczej z tym skąd kto pochodzi, jaki ma akcent itd. itp.; słowem jest to rzecz, której ze współczesnego społeczeństwa nie wyrugujemy tak długo jak ludzie komunikują się ze sobą i wyrabiają sobie zdanie na temat innych, ponieważ jest to rezultat naturalnej tendencji do generalizowania.

Dzisiejsze szaleństwo z rugowaniem domniemanego rasizmu „systemowego” wobec czarnych jest samo w sobie rasistowskie, no bo neguje zasadność oceny wyłącznie merytorycznej, wprowadzając właśnie kategorię rasową.

Jeżeli zaś mamy uprzywilejowywać ludzi rasy czarnej no to zaraz zachodzą pytania, co to za ludzie, jak ich wyróżnić? Czy decydować będzie o tym wygląd zewnętrzny, czy też może samoocena (jak to ma dzisiaj miejsce w przypadku płci). Ktoś mi opowiadał, jak to papiery na pochodzenie czarne przedstawiła mu ruda, piegowata kobieta.

Jeśli więc mamy eliminować uprzedzenia najmądrzej byłoby je eliminować wszystkie; wówczas może społeczeństwo stałoby się trochę lepsze; starając się zwracać uwagę na to, żeby nie było nepotyzmu, kolesiostwa i etnicznego kumoterstwa, (jak na przykład  na lotnisku Pearsona).

Życie nie jest jednowymiarowe, i jeśli mamy – jako społeczeństwo – żyć ze sobą zgodnie, no to właśnie na zasadach jednakowych dla wszystkich powinniśmy próbować stosunki społeczne ustanawiać.

Co ciekawe, mówił o tym kiedyś guru obecnych „rasistów a rebours”, Martin Luther King. Dzisiaj jednak robi się zaś to, co my na własnej skórze przećwiczyliśmy w komunizmie, czyli po prostu „punkty za pochodzenie”.

To powoduje z kolei, że w różnych instytucjach w różnych grupach zawodowych będziemy mieli do czynienia ze świętymi krowami (już mamy).

Mówi się że np. w zawodach prawniczych jest za mało czarnych, co jak się okazuje wcale nie jest prawdziwe, no ale jak mus to mus; walec jedzie po wszystkim. Statystyka Law Society pokazuje, że od co najmniej 1997 roku,   prawnicy nie biali są powoływani do palestry, w większych liczbach (procentowo) niż ich udział w populacji prowincji. Biorąc pod uwagę statystyki z pięciu szkół prawniczych, liczba osób wywodzących się z mniejszości rasowych wydaje się być jeszcze bardziej  na korzyść tzw. widocznych mniejszości. Można śmiało powiedzieć, że skład rasowy szkół prawniczych nie odzwierciedla obecnie społeczeństwa Ontario, ponieważ odsetek osób białych jest niższy niż procent białej populacji.

Widać więc wyraźnie, że nikomu nie zależy  na budowie jakiegoś sensownego porządku społecznego, a raczej chodzi o zamieszanie.

Dlaczego? Trudno powiedzieć; można się co najwyżej domyślać; można domniemywać; no bo zawsze na gruzach starego porządku buduje się jakiś inny.

Rasizm zaś najlepiej eliminują kontakty osobiste; gdy mamy do czynienia z miłymi, normalnymi ludźmi podzielającymi ważny społecznie system podstawowych wartości.

Paradoksalnie najbardziej do walki z rasizmem przyczynia  się bite dzisiaj pałką po głowie chrześcijaństwo. Po pierwsze dlatego, że dostrzega obraz Boga w każdym człowieku; niezależnie od tego z jakiej rasy, a po drugie dlatego, że dzisiaj bardzo często kapłani wywodzą się z Afryki albo z Azji.

To, co robi dzisiejsza inżynieria społeczna nakazując białym „klękać przed Murzynami” jest po prostu zaprzeczeniem fundamentalnych wartości; czystym wariactwem.

Jeśli w poszczególnych społecznościach rasowych mamy do czynienia z większymi problemami społecznymi niż gdzie indziej, to nie znaczy że możemy je rozwiązać przy pomocy wsypania tam pieniędzy.

Warto się zastanowić dlaczego pomimo  motywowanych etnicznie czy rasowo antypatii społeczności takie jak chińska radzą sobie doskonale we wrogo nastawionym morzu ludzi, a murzyńska nie?

Gdzie tkwi problem?

Może nie w oporze, jakie stawia otoczenie danej mniejszości, ale na braku siły przebicia, motywacji i wartości?

Dzisiaj, rasizm a rebours traktuje czarnych jak ludzi upośledzonych, robiąc im tak naprawdę niedźwiedzią przysługę; zamiast prawdziwie pomóc stanąć na nogi, ułatwia im się życia obniżając poprzeczki. Nic dobrego z tego nie wyniknie.

    Andrzej Kumor