Wieszakowisko powinno być, nie jakieś elementaria. Co to w ogóle znaczy? Zaczyn byłby lepszy. Zarzewie. Czy tam rudymenty. Pierwocina byłaby lepsza. Więc.

Więc, odpryski też będą. I okruchy. Urywki. Nie mylić z używkami. Wyimki będą, fragmenty i wycinki. Niemniej to swoiste repetytorium z aksjologii, epistemii oraz przyzwoitości, zaczniemy właśnie od “elementariów”, pomyślanych jako rodzaj wieszaków, z których kto zechce, zdejmie sobie parę własnych, indywidualnych, interesujących jak sądzę, refleksji. Własnych i na własny użytek upichconych, a to w oparciu o – by tak rzec – materiał dostarczony do przemyśleń. Taki, a nie inny, albowiem coraz częściej towarzyszy mi przekonanie, że ludzie złej woli wciąż więcej i więcej właściwych rzeczy i spraw odkładają w niewłaściwe miejsca, co więcej, że czynią to celowo. Co Hłasko Marek w “Pięknych dwudziestoletnich” opisał frazą mówiącą o świecie podzielonym na dwie połowy, dalej wyjaśniając, iż: “W jednej z nich jest nie do życia, w drugiej nie do wytrzymania”.

Proszę zatem pichcić refleksje na własny rachunek w oparciu o przeczytane, jak mówię, i proszę dzielić się upichconym z najbliższymi. Ze światem proszę się dzielić. Nie w innym celu maltretuje klawiaturę niżej podpisany, przyznając zarazem, że ostatnio im mniej chce mu się świat nawracać, tym bardziej chcieć mu się nie chce. Paradoks taki. Rzekłbym: rudymentarny.

Na marginesie: “Słownik języka polskiego PWN” definiuje rudyment w pierwszym znaczeniu jako “początek lub podstawę czegoś”, a w drugim jako “pozostałość, szczątek”. Piękny przykład ingerencji metafizyki w praktykę leksykalną, powiedziałbym. A teraz ad rem.

***

Przez wieki sztuka odzwierciedlała świat, albo nie była sztuką. Natomiast artysta to był ktoś, kto potrafił ująć rzeczywistość w dłonie i oddać, przekazując innym to piękno. Piękno, czyli jak to ujmował Norwid: “Kształt miłości”. Dziś byle kogo czyni artystą dyplom uczelni artystycznej, a “sztuka” odzwierciedla psychozy tak zwanych artystów, wychowanych do psychoz w murach tychże uczelni. Artystów nowoczesnych i postępowych. Wszyscy oni z półki pt. “Im głupiej, tym artystyczniej”. Czy tam nowocześniej.

Gdy dorastający chłopiec udaje, że jest mężczyzną, zarzucają mu infantylizm. To nierozsądne. Chłopiec bowiem nabiera męskości, udawanie przekształca się w nawyk, nawyk zaś w cechę charakteru. Co oznacza męskość, rozumiana jako cecha charakteru?

Kiedy smakujesz kawałeczek mądrości? Na przykład w momencie gdy rozumiesz już, że wszystko, czego się dotąd nauczyłeś, to nie tyle prawda, co sposób patrzenia na prawdę. I że nigdy nie dowiesz się wszystkiego – nie dlatego, żeś głupi czy ograniczony, tylko dlatego, że wszystkiego nie sposób objąć wiedzą czy pewnością wynikająca z wiedzy.

W takim razie czym jest mądrość? Na przykład, umiejętnością przewidywania i rozumienia odłożonych w czasie konsekwencji rozmaitych działań – swoich oraz innych ludzi. To znaczy działań też, pewnie. Mimo wszystko jednak, w pierwszym rzędzie, mądrość jest umiejętnością przewidywania i rozumienia odłożonych w czasie konsekwencji rozmaitych ludzkich zaniechań. Zaniechania albowiem wydają się dziś dużo groźniejsze nawet od czynów.

– Jedni sieją, inni orzą, jeszcze inni zbierają. Demokracja.

– Nie dopowiedziałeś kwestii.

– To znaczy?

– Jedni orzą, inni sieją, jeszcze inni zbierają, natomiast tak zwana elita z zebranych owoców odkrawa najsmaczniejsze kąski, dzieląc między resztę to, co zostało.

– Demokracja, powtarzam.

– Raczej demokratura. I pamiętaj z łaski swojej, kto przywiózł nam elity.

Podobno mamy w Polsce wolność słowa. Znaczy, swobodę wypowiedzi. Co prawda z zastrzeżeniem, że wzmiankowane wolność i swoboda nie obejmują antysemityzmu. Nietolerancji. Przemocy. Nienawiści. Ksenofobii. I tak dalej, i tak dalej. Żal, to są albowiem idee, które kształtowały każdą wspólnotę. Nie wyłączając żydowskiej. Bo wygląda na to, że sami Żydzi są rasistami z definicji, skoro sami sobie zdefiniowali Izrael, własną wspólnotę, jako “państwo narodu żydowskiego”. Czy to nie jest aby “creme de la creme” pojęcia “rasizm”? Nie jest? Dobrze. Ale “Polska dla Polaków” już jest? Czy jak?

Współczesny człowiek staje się tym, co ogląda. Zaś człowiek przeciętny ogląda to, co mu się pokazuje. W konsekwencji, o ile tylko tak zwaną “całą prawdę” pokazuje mu się dostatecznie sprytnie, dostatecznie często i dostatecznie konsekwentnie, wówczas prawda staje się tylko i wyłącznie kwestią sprawnego montażu. Dokładnie tak, jak ujmował to Marshall McLuhan – a jeśli przez półwiecze coś się w tym zakresie zmieniło, to w żadnym razie nie na lepsze.

Czy istnieje na to recepta, czy ją znamy? Owszem, wszelako warunkiem brzegowym jej skuteczności jest wiedza, kto jest oszustem i na czym polega oszustwo. Ludzie rozumni i przyzwoici z powyższym przekonaniem nie będą polemizować. Ludzie rozumni i przyzwoici wezmą raczej do serca i zastosują w praktyce godną uwagi sugestię Waltera Murcha: w moim domu to ja jestem królem. Jeśli mój błazen mnie oszukuje, biorę do ręki pilota i ucinam mu głowę.

Człowiek przytomny na rozumie, który wie, że wbrew jego woli, przestrzeń życiową ograniczono mu do paru metrów kwadratowych, a od świata oddzielono kratami, spróbuje poszukać okazji i zbiec z więzienia. A jeśli tego nie wie? Dajmy na to, jeśli kraty medialne uważa za okno na świat? Jeśli przekonano go, że parę metrów na twarz to w sam raz, bo przecież nasze siostry świnki też miejsca potrzebują? Czy nasi bracia barany? Czy tam inne komary?

Ponieważ spopieliliby Ziemię w odwecie, nie można było pokonać Sowietów bronią jądrową. Nie można było popchnąć i przewrócić, bo świat oceniał ich jako nazbyt stabilnych. A do tego zbyt wielkich, by sami zechcieli uprzejmie zawalić się pod własnym ciężarem, nie wierzgając przy tym zanadto. I co? Gdzie dziś są Sowieci? Bo przecież nie w Moskwie. Tam zostali już tylko Rosjanie. Którzy również, jak się wydaje, śladem Sowietów, coraz szybciej zamieniają się w mniejszość.

Jak możesz okiełznać ludzi wolnych, zmieniając ich raz na zawsze w niewolników? Skuś ich kredytami na rozwijanie działalności gospodarczej, krzycząc o wolnym rynku i swobodzie prowadzenia działalności, a następnie przekonaj rządzących do ograniczeniu wolności pod pretekstem troski o nią. Przy czym może to być również troska o cokolwiek. Ciąg dalszy będzie prostszy od uchwytu grabi: jeśli kontrolujesz dług, kontrolujesz też niewolników długu.

Nie w tym rzecz, by przewidywać naszą przyszłość. Chodzi o to, żeby właściwie, to jest poprawnie, oświetlać naszą teraźniejszość. Oraz właściwie, to jest poprawnie, interpretować to, co oświetlone.

Nie ma cudów? Ależ oczywiście, że zdarzają się. Problem w tym, że ludzie nie dysponują narzędziem innym niż wiara, by prawidłowo rozstrzygnąć, co jest cudem, a co nim nie jest, zaś współcześnie mało kto uważa wiarę za narzędzie po temu właściwe. Nawet jeśli żadne inne narzędzie nie istnieje.

Dla władzy nie stajesz się groźny dzięki temu, co wiesz, ani dzięki temu, że wiesz więcej niż inni. Zagrożenie wywołuje wiedza, którą zamierzasz ujawnić publicznie i tylko pod warunkiem, że posiadasz dostatecznie siły sprawczej, by to uczynić. Albowiem władza to zdolność powodowania, by ludzie widzieli tylko to, co trzeba żeby widzieli, i tylko wtedy, kiedy chcemy, żeby to zobaczyli.

Ludzie rozsądni potrafią oddzielić światło od ciemności, zaś żaden paragraf żadnego kodeksu zakazać im tego nie może. Ludzie rozsądni i rozumni wiedzą, jak brzmi prawidłowa definicja przyzwoitości oraz jak tę definicję stosować w praktyce. Koniec przekazu i kropka.

“To pamięć czyni z człowieka – człowieka. Pozbawiony pamięci, przekształca się w amorficzną masę, z której nadzorcy przeszłości mogą formować, co im się żywnie podoba”.

Powyższe zdanie znajdziemy w zbiorze esejów Michaiła Hellera i Aleksandra Niekricza, dotyczących historii Związku Sowieckiego, zatytułowanego “Utopia u władzy”. I nie sposób polemizować z przekonaniem znajdującym odniesienie w rzeczywistości. Tymczasem mijają dni, tygodnie, miesiące i lata, a Polacy wciąż konfrontowani są z faktami, dowodzącymi, że ich państwo rozłazi się w szwach, rozsypuje w proch, znika. Mimo formalnej obecności na mapie. W takich okolicznościach przyrody naturalną reakcją wydaje się wyparcie. Tak bowiem działa człowiek. Oto problem w charakterze szekspirowski.

Kto normalny zażywa truciznę dobrowolnie? A jak nazwać tego, który nie wie, co zażywa, zażywając truciznę?

A propos emocji: Wrocław lubi być pierwszy. Rozumiem to. Jasne. Nie rozumiem, czemu tym razem pierwszeństwo (pierwsze miasto w Polsce) przybrało postać akcesu do Europejskiej Koalicji Miast Sprzeciwiających się Rasizmowi. Co za tromtadracja. Jak czytam, pomiędzy “walką z rasizmem poprzez edukację”, czy tam “zapewnianiem równych szans”, lokalny samorząd zamierza również “zwalczać przestępstwa z nienawiści”. Ładnie pięknie, ale ja się pytam, czy przestępstwa z chciwości są gorsze? Tych zwalczać Wrocław nie zamierza?

Mówię przez to: walka z emocjami tak, ale nie z każdą emocją. Zgodnie z mądrością etapu: tylko z emocjami słusznie wskazanymi za niewłaściwe. Tak przy okazji, pytanie retoryczne: kto robi za wskaźnik?

Przykre, bo Wrocław to także moje gniazdo.

Jedni nauczyli się sprzedawać, a inni ciebie nauczyli kupować to, co ci pierwsi sprzedają. Oczywiście, że się z tym nie zgadzasz. Oczywiście.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl