Pod­sta­wą chrze­ści­jań­skie­go życia jest codzien­na modli­twa. Nie może dłu­go żyć po chrze­ści­jań­sku ten, co zanie­dbu­je modli­twy, tak jak umrzeć musi z gło­du każ­dy czło­wiek, kto­by pokar­mu docze­sne­go zanie­chał. A co się tyczy zba­wie­nia wiecz­ne­go, to jed­no­gło­śnie mówią Ojco­wie św., że kto się modli zba­wion będzie, kto się nie modli nie będzie zba­wion. Dla­te­go w chrze­ści­jań­skich rodzi­nach od nie­pa­mięt­nych cza­sów świę­ty kwit­nie zwy­czaj, że tak jak pokar­mem docze­snym, cała rodzi­na wspól­nie się zasi­la, tak i modli­twę zwłasz­cza ran­ną i wie­czor­ną wszy­scy domo­wi razem odma­wia­ją. Nasi pra­oj­co­wie zbie­ra­li zwy­kle razem z rodzi­ną wszyst­ką cze­ladź do wspól­nej wie­czor­nej modli­twy. Gospo­darz domu, gospo­dy­ni, lub któ­re ze star­szych dzie­ci odma­wia­ło na głos modli­twy przed obra­zem Ukrzy­żo­wa­ne­go lub Najśw. Pan­ny, a wszy­scy inni powta­rza­li po cichu, albo je naprze­mian z gospo­da­rzem gło­śno odma­wia­li. Poboż­nie odśpie­wa­na pieśń: „Kto się w opie­kę poda Panu swe­mu“, koń­czy­ła zwy­kle wie­czor­ne nabo­żeń­stwo, poczem wszy­scy uda­wa­li się na spoczynek.

        Modli­twy te wspól­ne, mają w sobie coś dziw­nie pięk­ne­go i wznio­słe­go. Bo każ­dy modli się za wszyst­kich, a wszy­scy za każ­de­go, jed­no dru­gie­mu słu­ży za wzór i zachę­tę do poboż­nej modli­twy; nic więc dziw­ne­go, że i chó­ry Aniel­skie z rado­ścią łączą się z taką rodzi­ną, aby jej łaski potrzeb­ne z Nie­ba wypro­sić. Owszem, sam Pan i Zba­wi­ciel nasz łączy się z tym chó­rem modlą­cym, jak o tem wyraź­nie nas zapew­nić raczył, mówiąc: „Gdzie są dwaj albo trzej zgro­ma­dze­ni w Imię Moje, tam jestem w pośrod­ku ich.“ (Mat. 18, 20).

        Dobrze się dzie­je w rodzi­nie, gdzie te modli­twy ran­ne i wie­czor­ne wspól­nie odma­wia­ne bywa­ją. Tam razem z poboż­no­ścią krze­wi się usza­no­wa­nie dla ojca i mat­ki, ule­głość dla star­szych, a zgo­da i miłość mię­dzy wszyst­ki­mi człon­ka­mi rodzi­ny. Po takiej modli­twie każ­dy odcho­dzi wzmoc­nio­ny do wal­ki i pra­cy codzien­ne­go życia. Dziec­ko, któ­re tym spo­so­bem nauczy­ło się u rodzi­ców odma­wiać ran­ne i wie­czor­ne modły, nie zapo­mni o nich nigdy przez całe życie swo­je. Choć­by zbie­giem oko­licz­no­ści dosta­ło się kie­dy mię­dzy złych i prze­wrot­nych ludzi, choć­by nawet dało się porwać w bez­boż­ny wir zepsu­te­go świa­ta, ta modli­twa, któ­rej się nauczy­ło w domu rodzi­ciel­skim, któ­rą wspól­nie z ojcem i mat­ką i całem rodzeń­stwem odma­wia­ło — będzie mu wte­dy jedy­ną może deską zba­wie­nia. Jesz­cze z ostat­niej toni grze­cho­wej wyrwie go ta modli­twa i przy­bli­ży do Boga i zba­wie­nie mu wiecz­ne ułatwi.

 Sądzą nie­któ­re mat­ki, że dosta­tecz­nie speł­nią swój obo­wią­zek, jeśli dzie­ci pacie­rza na pamięć nauczą, a gdy już dziec­ko potra­fi samo pacierz odmó­wić, wię­cej już o nie nie dba­ją, lub co naj­wię­cej naga­nia­ją je do codzien­ne­go pacie­rza, ale się z niem nie modlą. Nie­ste­ty to wca­le nie wystarcza.

        Świę­ty Augu­styn mówi, że każ­da rodzi­na jest jak­by osob­nym Kościo­łem Chry­stu­so­wym, w któ­rym rodzi­ce są kapła­na­mi a wszyst­kie dzie­ci ich pod­da­ny­mi; jak więc kapła­ni prze­wod­ni­czą w nabo­żeń­stwie w koście­le, tak rodzi­ce prze­wod­ni­czyć powin­ni w domo­wem nabożeństwie.

        Dziec­ko, któ­re ojca i mat­ki na modli­twie nie widzi, któ­re się z ich przy­kła­du poboż­no­ści nie nauczy, łatwo sobie pacierz obrzy­dzi, lub w sie­bie wmó­wi, że pacierz tyl­ko małym dzie­ciom potrzeb­ny; gdy więc doro­śnie, zanie­cha modli­twy, a z nią i wszyst­kich innych reli­gij­nych prak­tyk. Zda­rza się to natu­ral­nie zwłasz­cza w naszych cza­sach, gdy wycho­wa­nie mło­dzie­ży w szko­łach publicz­nych wca­le uwa­gi nie zwra­ca na reli­gij­ne wykształ­ce­nie ich ser­ca, ale ten obo­wią­zek zupeł­nie na rodzi­ców skła­da. A jeśli rodzi­ce o tym obo­wiąz­ku zapo­mi­na­ją, jak­że się dzi­wić może­my, że ta mło­dzież nasza tak pręd­ko zapo­mi­na o naj­święt­szych obo­wiąz­kach swo­ich, o prak­ty­kach reli­gij­nych, że tra­ci poboż­ność, a z nią żywą wia­rę i cnotę?

        Chcesz więc ojcze i mat­ko docze­kać się pocie­chy z twych dzie­ci i bło­go­sła­wień­stwo spro­wa­dzić na rodzi­nę two­ją, sta­raj się koniecz­nie modli­twy ran­ne i wie­czor­ne wspól­nie z całą rodzi­ną odma­wiać. Ale to nie­po­dob­ną jest rze­czą, powia­dasz sobie mat­ko, bo mój mąż nigdy pacie­rza nie mówi, naj­star­szy syn szy­dzi sobie z modli­twy; było­by jesz­cze wię­cej z tego zgor­sze­nia i wię­cej obra­zy Boga. Na to ci powiem, że ani mąż, ani twój syn nie jest jesz­cze taki zły, jak ci się może wyda­je, a gdy­by tak było, to tem bar­dziej modlić ci się potrze­ba z inne­mi dzieć­mi, aby dla nich łaskę Bożą wyprosić.

        W pew­nym domu, gdzie gospo­darz nie miał zwy­cza­ju się modlić, posta­no­wi­ła sobie żona jego przez cały mie­siąc paź­dzier­nik odma­wiać róża­niec razem z dzieć­mi, co wie­czór po pra­cy. Z począt­ku gospo­darz gnie­wał się na ten nowy i jak mówił nie­po­trzeb­ny zwy­czaj, a nawet wte­dy ucie­kał z domu, póź­niej widząc, że gniew nie poma­ga, prze­stał się gnie­wać i słu­chał spo­koj­nie jak żona z dzieć­mi odma­wia­ła róża­niec, a jesz­cze przed koń­cem mie­sią­ca, sam razem z inny­mi poboż­nie róża­niec odma­wiał. Spró­buj i ty, poboż­na mat­ko, tak samo postę­po­wać. Odma­wiaj codzień rano i wie­czór choć­by z jed­nem dziec­kiem modli­twy, a jeśli sta­łą będziesz i wier­ną temu posta­no­wie­niu, wnet zwięk­szy się gro­no wspól­nie z tobą pacierz odma­wia­ją­cych, a wkoń­cu prze­ko­nasz się, że i naj­bar­dziej zatwar­dzia­li zmięk­ną i razem z tobą Bogu chwa­łę odda­wać będą. Zresz­tą ufaj Bogu i potę­dze Naj­słod­sze­go Ser­ca Jezu­so­we­go, do któ­re­go milio­ny wier­nych w tym mie­sią­cu modlić się będą o to, aby ożył ten świę­ty zwy­czaj chrze­ści­jań­ski wspól­nej modli­twy ran­nej i wie­czor­nej we wszyst­kich rodzi­nach kato­lic­kich. Dopo­mo­że ci do tego i orę­dow­nic­two św. Józe­fa, Patro­na rodzin chrze­ści­jań­skich, któ­re­go czci ten mie­siąc jest poświę­co­ny. Wszy­scy, ilu nas jest, oprócz modli­twy sta­raj­my się o to, aby ten świę­ty zwy­czaj ożył mię­dzy nami, zachę­ca­jąc się wza­jem­nie do wspól­nej modli­twy, dając z sie­bie dobry przy­kład innym, a Bóg miło­sier­nem okiem wej­rzy na nas i na rodzi­ny nasze i Boskie Ser­ce Jezu­so­we zle­je na nas bło­go­sła­wień­stwo Swoje.

za

Żywo­ty Świę­tych Pań­skich na wszyst­kie dnie roku