No i już po stra­chu; przy­spie­szo­nych wybo­rów nie będzie.

        Pod­czas week­en­du zebra­ły się Biu­ra Poli­tycz­ne trzech par­tii two­rzą­cych koali­cję rzą­do­wą, to zna­czy – Naczel­nik Pań­stwa przy­jął naczel­ni­ków par­tii two­rzą­cych Zjed­no­czo­ną Pra­wi­cę i zaczę­li się nama­wiać, czy robić przy­spie­szo­ne wybo­ry, czy prze­ciw­nie – nie robić. Wpraw­dzie w dniach ostat­nich, koali­cyj­ni part­ne­rzy Naczel­ni­ka Pań­stwa zaczę­li się bisur­ma­nić i nawet doszło do sytu­acji kło­po­tli­wej, kie­dy to Soli­dar­na Pol­ska Zbi­gnie­wa Zio­bry dosłow­nie w ostat­niej chwi­li oświad­czy­ła, że nie poprze w gło­so­wa­niu rzą­do­we­go pro­jek­tu usta­wy o zmia­nie nie­któ­rych ustaw w związ­ku z prze­nie­sie­niem środ­ków z otwar­tych fun­du­szy eme­ry­tal­nych na indy­wi­du­al­ne kon­ta eme­ry­tal­ne. 20 kwiet­nia usta­wa mia­ła być gło­so­wa­na, ale w tej sytu­acji nie było rady, tyl­ko przez panią mar­sza­łek Witek zosta­ła wyco­fa­na z porząd­ku obrad Sejmu.

        Wcze­śniej jed­nak do pro­jek­tu pod­niósł też zastrze­że­nia Naro­do­wy Bank Pol­ski, wska­zu­jąc, że w rezul­ta­cie ope­ra­cji prze­nie­sie­nia środ­ków z zli­kwi­do­wa­nych OFE na Indy­wi­du­al­ne Kon­ta Eme­ry­tal­ne nastą­pi zmniej­sze­nie zgro­ma­dzo­nych środ­ków w związ­ku z 15- tzw. “opła­tą prze­kształ­ce­nio­wą, na któ­rą rząd od daw­na ostrzył sobie zęby – i nie będzie moż­li­wo­ści wypła­ty eme­ry­tu­ry w posta­ci ren­ty doży­wot­niej. W przy­pad­ku skie­ro­wa­nia  środ­ków do ZUS tra­ci się moż­li­wość dzie­dzi­cze­nia zgro­ma­dzo­nych środ­ków. Toteż pre­tek­stem do zdję­cia pro­jek­tu z porząd­ku obrad, sta­ła się koniecz­ność  “dal­szych popra­wek” — cho­ciaż pier­wot­nie pozo­ry legal­no­ści dla tego rabun­ku mia­ły zostać przy­kle­pa­ne już 1 czerwca.

        Ta spra­wa, mówiąc nawia­sem, ma dłu­gą histo­rię. Począt­ki tkwią w jed­nej z wie­ko­pom­nych reform cha­ry­zma­tycz­ne­go pre­mie­ra Buz­ka, a kon­kret­nie – w refor­mie ubez­pie­czeń spo­łecz­nych. Pole­ga­ła ona na utwo­rze­niu trzech “fila­rów”: ZUS, OFE i ubez­pie­cze­nia dobro­wol­ne. Cha­ry­zma­tycz­ny pre­mier Buzek prze­ko­ny­wał, że wła­ści­cie­lem środ­ków na OFE będzie ubez­pie­czo­ny. Oka­za­ło się jed­nak, że nie­zu­peł­nie, bo kie­dy pod­czas tele­wi­zyj­nej deba­ty zapy­ta­łem panią posłan­kę AWS, Ewę Toma­szew­ską o tę spra­wę, powie­dzia­ła, że OFE nie wypła­ci pie­nię­dzy nawet na żąda­nie wła­ści­cie­la kon­ta, a zapy­ta­na o przy­czy­nę odpar­ła, że “każ­dy by tak chciał!” Toteż po kil­ku latach wszyst­ko  się wyja­śni­ło; w roku 2008 nie­za­wi­sły Sąd Naj­wyż­szy uznał środ­ki zgro­ma­dzo­ne na OFE za “fun­du­sze publicz­ne”, więc rząd pre­mie­ra Tuska, kie­dy zabra­kło mu pie­nię­dzy, z ocho­tą po pro­stu w poło­wie je opróż­nił. Rzą­do­wi pre­mie­ra Mora­wiec­kie­go też bra­ku­je pie­nię­dzy, więc cho­ciaż się zakli­na, że tym razem z tą wła­sno­ścią, to już na pew­no, to każ­dy wie, że “na pew­no”, to wszy­scy umrze­my, a jak par­tia mówi, że da – to mówi.

        Ale to nie była jedy­na zgry­zo­ta, jakich Naczel­ni­ko­wi Pań­stwa dostar­czy­li jego koali­cyj­ni partnerzy.

        Dru­gą, znacz­nie waż­niej­szą spra­wą, jest Kra­jo­wy Plan Odbu­do­wy, na któ­ry też nie chce zgo­dzić się “Soli­dar­na Pol­ska”, przed­sta­wia­jąc mery­to­rycz­ne zastrze­że­nia, iż stwa­rza nie­bez­pie­czeń­stwo ampu­to­wa­nia pań­stwu kolej­ne­go seg­men­tu suwe­ren­no­ści – rów­nież w posta­ci wpro­wa­dze­nia bez­po­śred­nich podat­ków unijnych.

        Cho­dzi o to, że Unia na te wszyst­kie pla­ny odbu­do­wy poży­czy 750 mld euro, któ­re potem soli­dar­nie trze­ba będzie odda­wać. To jest wła­śnie ten milo­wy krok na dro­dze „pogłę­bia­nia inte­gra­cji”, na któ­rą Euro­pa wkro­czy­ła po wej­ściu w życie trak­ta­tu z Maastricht w 1993 roku. Otóż przed spo­tka­niem wszyst­kich Biur Poli­tycz­nych Soli­dar­na Pol­ska ocze­ki­wa­ła zgo­dy Naczel­ni­ka Pań­stwa na wstrzy­ma­nie się przez nią od popar­cia Kra­jo­we­go Pla­nu Odbu­do­wy i dal­sze pozo­sta­wa­nie w koalicji.

        „Poro­zu­mie­nie” poboż­ne­go posła Gowi­na z kolei ocze­ki­wa­ło, iż Naczel­nik Pań­stwa naka­że pre­mie­ru Mora­wiec­kie­mu zdy­mi­sjo­no­wa­nie „zdraj­ców”, to zna­czy – mini­strów ulo­ko­wa­nych w rzą­dzie z ramie­nia Poro­zu­mie­nia, któ­rzy w kon­flik­cie w tej par­tii opo­wie­dzie­li się za panem Ada­mem Bie­la­nem prze­ciw­ko Jaro­sła­wu Gowi­nu, a w dodat­ku – wypła­ci sub­wen­cję budże­to­wą jego par­tii, któ­rą Naczel­nik Pań­stwa obie­cy­wał, ale obiet­ni­cy nie speł­nił. Osią­gnię­te „poro­zu­mie­nie pro­gra­mo­we” zapew­ne prze­wi­du­je jakieś roz­wią­za­nia tych spraw, bo cze­góż nie robi się dla Pol­ski? Jeśli cho­dzi  o zgo­dę dla Soli­dar­nej Pol­ski, to spra­wa już się wyja­śni­ła, bo Naczel­nik Pań­stwa doga­dał się z Lewi­cą, że ona poprze Kra­jo­wy Plan Odbu­do­wy, w zamian za  prze­zna­cze­nie czę­ści szmal­cu na róż­ne „tanie miesz­ka­nia” — bo wia­do­mo, że naj­le­piej obło­wić się moż­na na darmochach.

        Z tego powo­du, kie­dy Lewi­ca nama­wia­ła się z Naczel­ni­kiem Pań­stwa, nie­prze­jed­na­ne skrzy­dło obo­zu zdra­dy i zaprzań­stwa, to zna­czy – Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska — wsz­czę­ło „awan­tu­rę”. Trud­no jej się dzi­wić, bo wyglą­da na to, że wir­tu­oz intry­gi, Naczel­nik Pań­stwa, na jed­nym ogniu upiekł trzy pie­cze­nie: zapew­nił sobie popar­cie dla Kra­jo­we­go Pla­nu Odbu­do­wy, wydy­mał Wiel­ce Czci­god­ne­go posła Pup­kę, któ­ry teraz będzie musiał gło­so­wać za tym pro­jek­tem za dar­mo, bo w prze­ciw­nym razie – jak prze­wi­dy­wał Wło­dzi­mierz Cimo­sze­wicz – nie będzie w sta­nie wytłu­ma­czyć tego swo­im wyznaw­com, no i wbił kli­na w obóz zdra­dy i zaprzań­stwa. Wystar­czy­ło bowiem „zadzwo­nić kie­ską poma­łu” i wszel­kie ilu­zje pry­sły w jed­nej chwi­li. No ale cze­go nie robi się dla Pol­ski? Toteż Wiel­ce Czci­god­ny pan Gaw­kow­ski w roz­mo­wie ze „ Sto­krot­ką” cho­wał się za listek figo­wy, że to niby „za dwa lata PiS nie będzie rzą­dził”, a komu for­sa się nie przy­da? Naj­bar­dziej oczy­wi­ście Pol­sce, to jasne.

        Tym­cza­sem wypa­da odno­to­wać kolej­ny suk­ces w wal­ce o pra­wo­rząd­ność. Oto pani  Kata­rzy­na Augu­sty­nek, roz­pro­pa­go­wa­na przez szer­mie­rzy demo­kra­cji, jako „bab­cia Kasia”, zosta­ła przez sie­pa­czy „dobrej zmia­ny” zacią­gnię­ta przed nie­za­wi­sły sąd w oso­bie pani Justy­ny Koski-Janusz. Sie­pa­cze twier­dzi­li, że „bab­cia Kasia” wyzy­wa­ła ich od „chu­jów”, albo – dla roz­ma­ito­ści – od „pisli­cyj­nych kurew”. Pani Justy­na Koska-Janusz wzię­ła jed­nak sie­pa­czów w takie obro­ty, że pod wpły­wem krzy­żo­wych pytań nie potra­fi­li powie­dzieć nawet tego, któ­ry z epi­te­tów uzna­li za skie­ro­wa­ny bez­po­śred­nio do nich. Toteż pani Justy­na Koska-Janusz „bab­cię Kasię” unie­win­ni­ła, wypo­wia­da­jąc przy tym sen­ten­cję, że „rolą poli­cji nie jest legi­ty­mo­wa­nie oby­wa­te­la, któ­ry wyko­rzy­stu­je swo­je prawa.”

        Jak bowiem powszech­nie wia­do­mo, wymy­śla­nie poli­cjan­tom od „chu­jów” jest pod­sta­wo­wym pra­wem czło­wie­ka, takim samym, jak pra­wo do jaz­dy metrem za Leoni­da Breż­nie­wa. Ale czy tyl­ko poli­cjan­tom? Dla­cze­go zawę­żać pra­wa oby­wa­tel­skie tyl­ko w sto­sun­ku do poli­cjan­tów, a nie na przy­kład – nie­za­wi­słych sędziów?

        Sły­sza­łem, że pan Zbi­gniew Sto­no­ga wymy­ślał nie­za­wi­słym sędziom od „skur­wy­sy­nów”, a ci zaraz się na nie­go obra­ża­li i gło­si­li suro­we kary.

        Albo oby­wa­te­le są rów­ni wobec pra­wa, bez wzglę­du na to, czy są poli­cjan­ta­mi, czy sędzia­mi, czy „bab­cia­mi Kasia­mi” — zatem każ­dy każ­de­mu powi­nien mieć pra­wo nawy­my­ślać od „chu­jów”, albo od „pizd” i w ten spo­sób „wyko­rzy­stać swo­je prawa”.

        Wpraw­dzie usta­wa o poli­cji w art. 15 ust. 1 sta­no­wi, że poli­cja „ma upraw­nie­nia do legi­ty­mo­wa­nia osób w celu usta­le­nia ich toż­sa­mo­ści” — ale nie wyma­gaj­my od nie­za­wi­słych sędziów, by jesz­cze czy­ta­li jakieś usta­wy. Tego tyl­ko bra­ko­wa­ło. Wystar­czy, że swo­je wie­dzą, dzię­ki cze­mu ujed­no­li­ca się orzecz­nic­two. Nie dla­te­go, że jakiś sta­ry kiej­kut zarzą­dził, by na obec­nym eta­pie przed „bab­cia­mi Kasia­mi” wszy­scy nie­za­wi­śli sędzio­wie mają pod­ka­sy­wać togi i ska­kać z gałę­zi na gałąź, niczym pawia­ny, co to, to nie — tyl­ko że taka jest mądrość etapu.

        Toteż nie­za­wi­sły sędzia Maciej Stpi­czyń­ski też odjął poli­cji usta­wo­we upraw­nie­nie do legi­ty­mo­wa­nia osób w celu usta­le­nia ich toż­sa­mo­ści – bo legi­ty­mo­wa­na pani się „prze­lę­kła” i od tam­tej pory podob­no prze­ży­wa takie trau­my i katiu­sze, że nie może zasnąć, dopó­ki psy­cho­log nie zaśpie­wa jej koły­san­ki. Jestem tedy pewien, że pani Justy­na Koska-Janusz razem z panem Macie­jem Stpi­czyń­skim  wyty­czą nowe szla­ki pra­wo­rząd­no­ści tym bar­dziej, że mogą się rozmnażać.

 Sta­ni­sław Michalkiewicz