7‑go Czerwca. Żywot wielebnego i świętobliwego męża Jana Zamojskiego

        Uro­dzo­ny był roku Pań­skie­go 1542 z ojca Sta­ni­sła­wa kasz­te­la­na Chełm­skie­go, het­ma­na nadwor­ne­go i mat­ki Anny Her­bur­tów­ny, rodzi­ców ze wszech innych miar god­nych, oprócz że w here­tyc­kie baśnie wplą­ta­ni, zacięt­nie w nich żyli i pomar­li, a synów swo­ich tak­że tym jadem napo­ili. Jan naprzód w Kra­snym­sta­wie pod aka­de­mic­kim pro­fe­so­rem wziąw­szy pierw­sze począt­ki nauki, a wiel­ką chęć mając do wyż­szych umie­jęt­no­ści, zaje­chał do Kra­ko­wa i tam chwa­leb­nie w naukach postą­pił. Stam­tąd przez wiel­ką cie­ka­wość puścił się do cudzych kra­jów, a wszę­dzie jako psz­czół­ka zbie­rał poży­tecz­ne i przy­stoj­ne sta­no­wi swe­mu nauki. Prze­sta­jąc zaś z mądry­mi ludź­mi kato­lic­kiej reli­gii, słu­cha­jąc grun­tow­nych wywo­dów z Pisma świę­te­go dobrem ser­cem, za oświe­ce­niem też Ducha świę­te­go uznał i przy­jął wia­rę kato­lic­ką, któ­rą sil­nie zawsze trzy­mał i bro­nił. Z tego się cie­sząc, zwykł był mawiać: „Gdym szu­kał łaci­ny, zna­la­złem zbawienie.“

         W Pary­żu pil­nie się ćwi­czył w filo­zo­fii, poli­ty­ce, histo­ryi: stam­tąd udał się do Włoch i w Padwie słu­chał jury­spru­den­cyi (grun­tow­na zna­jo­mość pra­wa), gdzie tak zaja­śniał i wyso­ką nauką i przy­jem­ny­mi oby­cza­ja­mi, że sław­na tamecz­na aka­de­mia rek­to­rem sobie go obrała.

        Ato­li od ojca wezwa­ny do Pol­ski powró­cił i udał się na dwór Zyg­mun­ta Augu­sta, kędy wszyst­kich o sobie rozu­mie­nia, zwy­cię­żył, oso­bli­wie jed­nak Augu­sto­wi przy­padł do ser­ca, więc po śmier­ci Sob­ka pod­skar­bie­go koron­ne­go wysłał go do odbie­ra­nia skar­bu. Tam Zamoj­ski nie wprzód wyje­chał, aż metry­kę koron­ną daw­no­ścią lat pomie­sza­ną i wszyst­kie pra­wa, trak­sak­cye, przy­wi­le­je kró­lew­skie nale­ży­cie sko­no­to­wał i uło­żył. Wdzięcz­ny tej pra­cy jego król, sta­ro­stwo mu Beł­skie po śmier­ci ojca jego kon­fe­ro­wał. Pręd­ko potem i August król zszedł z tro­nu do gro­bu; a Zamoj­ski pod­czas Inter­re­gnum (bez­kró­le­wia) wydał pismem for­mę kon­fe­de­ra­cyi, o wol­no­ści i szcze­ro­ści woto­wa­nia, tudzież o utrzy­ma­niu spo­koj­no­ści, tak mądrą, że ją wszyst­kie woje­wódz­twa w Gli­nia­nach przy­ję­ły. Jakoż w tej książ­ce opi­sał wszel­kie regu­ły tej wol­no­ści, któ­rą się odtąd nasza ojczy­zna cieszyła.

Reklama

        Na elek­cyi Hen­ry­ka Wale­zy­usza kró­la on wszel­kie trud­no­ści ułac­nił, czem tyle sobie zjed­nał opi­nii, że go z inszy­mi po tegoż Hen­ry­ka sta­ny rze­czy­po­spo­li­tej upro­si­ły do Fran­cyi, kędy go imie­niem całe­go rycer­stwa witał z wiel­ką pochwa­łą i do Pol­ski przy­pro­wa­dził. A że ten pan pręd­ko poże­gnał i osie­ro­cił Pol­skę, dru­gie już bez­kró­le­wie mądrze i dziel­nie utrzy­my­wał Zamoj­ski i choć był mło­dym, choć nie był mini­strem ani sena­to­rem, prze­ła­maw­szy moc­ną a nie­bez­piecz­ną fak­cyę austry­ac­ką, skło­nił wszyst­kich ser­ca na Ste­fa­na Bato­re­go, któ­re­go znał i oso­bę i wybor­ne przy­mio­ty do rzą­dze­nia. Prze­to ten król w kil­ka­na­ście dni po koro­na­cyi, naprzód mu dał pie­częć mniej­szą, a potem w rok i więk­szą. Gdy zaś na róż­nych eks­pe­dy­cy­ach doznał rycer­skie­go męstwa w Zamoj­skim, pod Woroń­cza­na­mi oddał mu i buła­wę wiel­ką wraz przy kanc­ler­stwie, któ­re dwo­je tak wyso­kie i naj­trud­niej­sze mini­ste­rya przez lat 24 z wiel­ką sła­wą utrzy­my­wał. A za cza­sem dał mu ten król w mał­żeń­stwo syno­wi­cę swoją.

        Po śmier­ci kró­la Ste­fa­na nastą­pi­ło trze­cie bez­kró­le­wie w Pol­sce nader kłó­tli­we, pod­czas któ­re­go wspar­ty moż­ny­mi posił­ka­mi pol­skich panów, ale lute­ra­nów i kal­wi­ni­stów, Mak­sy­mi­lian ksią­żę Raku­ski, a brat cesar­ski, darł się do tro­nu pol­skie­go; ale Zamoj­ski upa­tru­jąc stąd upa­dek wol­no­ści i wia­ry kato­lic­kiej, oparł mu się męż­nie, zbiw­szy go pod Byczy­ną i zabraw­szy w nie­wo­lę; jed­nak i tego pana, i wraz z nim poj­ma­nych kawa­le­rów, z taką łaska­wo­ścią trak­to­wał, że ich ani sło­wem, ani żad­nem wyma­wia­niem nie draż­nił, co samym jego nie­wol­ni­kom było w podziwieniu.

         Jako zaś w obra­niu nowe­go kró­la za cel miał całość wol­no­ści i wia­ry, tak radą swo­ją do tego pocią­gnął Pola­ków, że na tron wzię­li Zyg­mun­ta III, kró­le­wi­cza Szwedz­kie­go z Jagiel­lon­ki mat­ki zro­dzo­ne­go, pana cnót wybor­nych, a dłu­go i szczę­śli­wie panu­ją­ce­go, ile przy zdro­wych Zamoj­skie­go radach, któ­rych jeże­li kie­dy uchy­bił, (jako to o wzię­ciu sio­stry rodzo­nej po sio­strze w mał­żeń­stwo) musiał roko­sze i inne nie­szczę­ścia ponosić.

        Jako het­man Jan wszyst­kie woj­ny (jed­nę pod Byczy­ną wyjąw­szy) toczył z samy­mi tyl­ko nie­przy­ja­cioł­mi wia­ry, to jest Tur­ka­mi, Tata­ra­mi i schi­zma­ty­ka­mi, któ­rych i znacz­nie i szczę­śli­wie gro­mił, bo z każ­dej potycz­ki zwy­cięz­cą odcho­dził. Woj­sko w wiel­kiej trzy­mał kar­no­ści, miał jed­nak sobie powol­ne i wier­ne, czę­ścią że powin­ną rycer­stwu zapła­tę pil­nie obmy­ślał, czę­ścią że zasłu­żo­nym kawa­le­rom wiel­ką swo­ją u kró­lów dziel­no­ścią upra­szał i roz­da­wał tak hono­ry w ojczyź­nie jako i kró­lewsz­czy­zny. Ludzi mądrych wiel­ce kochał, oso­bli­wie bie­głych w spra­wach i pra­wach rze­czy­po­spo­li­tej; a choć był pan mądry, rady ich słu­chał i chęt­nie na niej prze­sta­wał. Wia­ra jego ku Bogu nie była tyl­ko na pozór, ale szcze­ra i uczyn­ka­mi chrze­ści­jań­ski­mi wydat­na. Prze­to czę­sto­kroć mawiał: „Ser­cem, nie tyl­ko usta­mi czcić Boga potrze­ba, ja zawsze za wia­rę kato­lic­ką krew wylać goto­wy jestem, lubo ją gębą tyl­ko insi wyznają.“

        Do dys­sy­den­tów na sej­mie mówił: „Gdy­by to moż­na było, aby­ście wszy­scy kato­li­ka­mi byli, poło­wi­cę życia i zdro­wia mego na to bym łożył! Poło­wi­cę mówię, abym się dru­gą poło­wą z jed­no­ści waszej z wami cieszył.“

        W testa­men­cie swo­im zale­ca­jąc moc­no tęż wia­rę syno­wi Toma­szo­wi, to dodał: „Lepiej się nie rodzić, niż w tej wie­rze nie żyć.“ Żar­li­wość swo­ją o tęż wia­rę i tem oświad­czył, że gdy sta­ny świec­kie chcia­ły eks­klu­do­wać (wyłą­czać) od try­bu­na­łu koron­ne­go duchow­nych depu­ta­tów, Zamoj­ski się temu oparł i utrzy­mał ich powa­gę, siła kościo­łów kato­lic­kich wydar­tych przez poten­ta­ty here­tyc­kie ode­brał, i kato­li­kom przy­wró­cił, jako to: w Rydze, w Pru­sach, Inf­lan­tach, w Turo­bi­nie i po innych miej­scach. Wie­lu szlach­ty w Lubel­skiem i Beł­skiem, woje­wódz­twach here­zyą zara­żo­nych, tak mądrą radą, jako i przy­kła­dem poboż­no­ści swo­jej, do wia­ry kato­lic­kiej przyprowadził.

        Żad­ne­go dnia nie opu­ścił, któ­re­go­by z wiel­kiem nabo­żeń­stwem Mszy świę­tej nie słu­chał, a gdy dla cięż­kich inte­re­sów słu­chać nie mógł, to opusz­cze­nie jał­muż­ną nagra­dzał. Pacie­rze kapłań­skie choć­by przy naj­więk­szych zatrud­nie­niach z wiel­ką pil­no­ścią codzien­nie odma­wiał, dwo­ja­ki stąd poży­tek sobie przy­zna­jąc, jeden, że przez ten czas z Bogiem roz­ma­wiał, dru­gi iż przez cały rok wszyst­ko pra­wie Pismo św. przej­rzał. Świad­ka­mi poboż­no­ści jego są fun­da­cye nie tyl­ko w kol­le­gia­cie Zamoj­skiej, ale i po wie­lu kościo­łach w Ordy­na­cyi poczy­nio­ne, któ­re zebraw­szy, wię­cej niż na milion zło­tych uczy­ni­ły. Spra­wie­dli­wo­ści jako we wszyst­kich rze­czach, tak oso­bli­wie w sądach ści­śle prze­strze­gał, nie­prze­ko­na­ny żad­ny­mi poda­run­ka­mi, ani też bojaź­nią by naj­moż­niej­szych. Prze­to choć rodzi­na Zbo­row­skich za jego cza­su moż­niej­sza była nad inne, jed­ne­go z niej Samu­ela Zbo­row­skie­go prze­świad­czo­ne­go o zabi­cie Wapow­skie­go kasz­te­la­na Prze­my­skie­go, jako sta­ro­sta Kra­kow­ski na śmierć skazał.

        Nad­to jeże­li try­bu­na­ły tak w Pol­sce jako i w Litwie są fila­ra­mi wol­no­ści i spra­wie­dli­wo­ści, on ich pierw­szym był powo­dem i auto­rem, kie­dy Ste­fa­no­wi kró­lo­wi ten spo­sób wyna­lazł i podał, aby syno­wie koron­ni od sej­mu do sej­mu jeż­dżąc z wiel­kim kosz­tem spra­wie­dli­wo­ści przez lat kil­ka albo kil­ka­na­ście nie cze­ka­li, ale ją co rok w try­bu­na­le zna­leźć mogli.

        Miłość ojczy­zny wła­snej była w tym panu nie­po­rów­na­na, prze­to nie tyl­ko wie­le ode­rwa­nych od niej państw, męstwem i radą swo­ją odzy­skał, ale aby wię­cej coraz ludzi mądrych i uczo­nych mia­ła, aka­de­mię w Zamo­ściu wiel­kim nakła­dem fun­do­wał, do któ­rej ludzi wybor­nie mądrych spro­wa­dził. Do udo­sko­na­le­nia szkół lwow­skich i jaro­sław­skich wie­le się przy­ło­żył. Pod­czas sej­mu i woj­ny czte­ry tyl­ko godzi­ny sypiał, resz­tę nocy na poży­tecz­ne roz­po­rządz­nie albo obra­dy obra­cał. Prze­to gdy arcy­ksią­żę Mak­sy­mi­lian wspar­ty Zbo­row­skie­go poten­cyą, prze­grał, to powie­dział: „Nie dziw, że Zamoj­ski wygrał, któ­ry tyl­ko czte­ry godzi­ny sypia a resz­tę na obra­dy łoży.“ Zbo­row­ski zaś prze­grał, któ­ry czte­ry godzi­ny łoży na obra­dy, a resz­tę dnia i nocy na pijań­stwie i spa­niu trawi.

        Jaśniał i inne­mi cno­ta­mi Zamoj­ski przed Bogiem i ludź­mi. Kogo raz wziął w przy­jaźń, sta­tecz­nie na zawsze w niej trwał aż do śmier­ci. Zawzię­to­ści prze­ciw­ko niko­mu nie miał; a lubo z wie­lu się był poróż­nił z oka­zyi obra­nia kró­lów: Ste­fa­na i Zyg­mun­ta III, do któ­rej on nad inne pomógł, z wszyst­ki­mi jed­nak pojed­naw­szy się, żył potem w przy­jaź­ni. Zby­tek i roz­rzut­ność zara­zą ludz­ką być przy­zna­wał, bo potem nie­do­sta­tek do wie­lu nie­go­dzi­wych rze­czy przy­pro­wa­dza; hoj­ną jed­nak uczyn­ność według służ­by każ­de­go chwa­lił, któ­rą i sam gdzie było potrze­ba po pań­sku świadczył.

        Rachun­ków swo­ich ludzi codzień słu­chał, albo przy­naj­mniej raz na tydzień, prze­strze­ga­jąc aby darem­nych wydat­ków nie było, bo lubo miał wiel­kie docho­dy, nie mniej­szy jed­nak roz­chód. Ubo­gie­go nigdy bez jał­muż­ny nie pusz­czał. Szpi­ta­le fun­do­wał i opa­tro­wał posy­ła­jąc do nich pie­nią­dze; a do brac­twa miło­sier­dzia testa­men­tem swo­im pew­ną sumę nazna­czył dla wspo­mo­że­nia pie­niędz­mi. Żoł­nie­rzy sta­rych, spra­co­wa­nych, kale­ków i zasłu­żo­nych albo mniej­sze­mi posa­da­mi, albo doży­wo­cia­mi po swo­ich fol­war­kach, albo pie­niędz­mi kontentował.

        Na śmierć zawsze pamię­tał, dla­cze­go przed każ­dą bitwą testa­ment czy­nił, a w każ­dym z nich z Wia­rą św. kato­lic­ką oświad­czył się. Roku Pań­skie­go 1605 oddaw­szy Inf­lan­ty kró­lo­wi i rze­czy­po­spo­li­tej, poje­chał do Zamo­ścia, gdzie mało co cho­ru­jąc, a bar­dziej tyl­ko sła­bie­jąc, goto­wał się do śmier­ci; testa­ment uczy­nił, w któ­rym roz­rzą­dził aby pręd­ko po śmier­ci i bez wszel­kiej pom­py był pocho­wa­ny. Na nagrob­ku to tyl­ko kazał napi­sać: „Jan Zamoj­ski, kanc­lerz i het­man, co miał śmier­tel­ne­go, tu zło­żył.“ A opa­trzo­ny św. Sakra­men­ta­mi, wstaw­szy ze snu po obie­dzie, na ręku żony swo­jej z domu Tar­now­skiej i syna swe­go Toma­sza prze­niósł się na odpo­czy­nek wiecz­ny, zosta­wiw­szy po sobie przy­kład jako wyso­ki honor i for­tu­na łączyć się może z Wia­rą św. i poboż­no­ścią chrze­ści­jań­ską. Z cze­go Panu nad pany i Kró­lo­wi nad król­mi Bogu chwa­ła przez wie­ki. Amen.

za: Piotr Skar­ga, Żywo­ty świętych