Znie­baz­stą­pio­ny Donald Tusk roz­pę­tał woj­nę Donal­da z Kaczo­rem, a Naczel­nik Pań­stwa w odpo­wie­dzi roz­pę­tu­je woj­nę Kaczo­ra z Donal­dem, Naj­wy­raź­niej jed­nak Donald Tusk miał amu­ni­cji tyl­ko na kil­ka pierw­szych, gniew­nych strza­łów, a kie­dy mu sie ona skoń­czy­ła, pod pre­tek­stem koniecz­no­ści odby­cia urlo­pu, czmych­nął do Dubrow­ni­ka, gdzie pła­wi się nie tyle może w morzu, co w  reszt­kach sła­wy, jakiej z łaski Naszej Zło­tej Pani zaży­wał na sta­no­wi­sku sze­fa euro­pej­skiej Volksdeutschepartei.

        W takim cha­rak­te­rze odwie­dził pre­mie­ra Chor­wa­cji, któ­ry — naj­wy­raź­niej uwa­ża­jąc go za wysłan­ni­ka Naszej Zło­tej Pani – przy­jął go z ozna­ka­mi czci nad­zwy­czaj­nej. Widać, że  w Chor­wa­cji wspo­mnie­nia foedu­su z Niem­ca­mi są nadal żywe tym bar­dziej, że – jak pamię­ta­my – kraj ten na począt­ku lat 90-tych wyod­ręb­nił się z Wiel­kiej Ser­bii, czy­li Jugo­sła­wii z ini­cja­ty­wy niemieckiej.

        W takiej atmos­fe­rze Donald Tusk nie­wąt­pli­wie nała­du­je aku­mu­la­to­ry i po powro­cie będzie mógł zno­wu bom­bar­do­wać znie­na­wi­dzo­ne­go Kaczo­ra oskar­że­nia­mi, jako­by był on zakon­spi­ro­wa­nym agen­tem Puti­na, sko­ro pra­gnie zablo­ko­wać odzy­ska­nie przez Niem­cy wpły­wów poli­tycz­nych w naszym nie­szczę­śli­wym kraju.

        Cho­dzi oczy­wi­ście o “pole­xit”, ale nie wyda­je się, by te podej­rze­nia, a tym bar­dziej – oskar­że­nia – były uza­sad­nio­ne. Wpraw­dzie Naczel­nik Pań­stwa, wraz z węgier­skim pre­mie­rem Wik­to­rem Orba­nem, któ­re­mu Nasza Zło­ta Pani kaza­ła wstrzy­mać unij­ne sub­wen­cje oraz panią Mary­ną Le Pen, pod­pi­sał poro­zu­mie­nie o “dąże­niu” do “Euro­py Ojczyzn”, ale “dążyć” — jak to widzi­my na przy­kła­dzie kata­stro­fy smo­leń­skiej – może­my aż do skoń­cze­nia świa­ta, bo “dąże­nie” nicze­go nie musi prze­cież oznaczać.

        Tym bar­dziej, że to wła­śnie Naczel­nik, przy wstrzy­mu­ją­cych się gło­sach Koali­cji Oby­wa­tel­skiej i przy popar­ciu Lewi­cy, prze­for­so­wał był nie­daw­no usta­wę o raty­fi­ka­cji tak zwa­ne­go “Fun­du­szu Odbu­do­wy”, czy­li nowe­li­za­cji dotych­cza­so­wych trak­ta­tów unij­nych. Wypo­sa­ża ona Komi­sję Euro­pej­ską w dwie waż­ne kom­pe­ten­cje, któ­rych przed­tem nie mia­ła, to zna­czy – pra­wo do zacią­ga­nia zobo­wią­zań finan­so­wych w imie­niu całej Unii, a więc – wszyst­kich człon­kow­skich ban­tu­sta­nów, a tak­że – w upraw­nie­nie do nakła­da­nia na lud­ność “unij­nych” podatków.

        Wypo­sa­że­nie Komi­sji Euro­pej­skiej w te dwie kom­pe­ten­cje sta­no­wi milo­wy krok na dro­dze tak zwa­ne­go “pogłę­bia­nia inte­gra­cji”, czy­li fede­ra­li­za­cji Unii Euro­pej­skiej, na któ­rą to dro­gę skie­ro­wał ją w roku 1993 trak­tat z Maastricht. Jak pamię­ta­my, zmie­nił on for­mu­łę funk­cjo­no­wa­nia Wspól­not Euro­pej­skich z kon­fe­de­ra­cji, czy­li związ­ku państw, na fede­ra­cję, czy­li pań­stwo związkowe.

        Taką Unię Euro­pej­ską strę­czył nam w roku 2003 pod­czas refe­ren­dum akce­syj­ne­go Naczel­nik Pań­stwa, viri­bus uni­tis ze  znie­na­wi­dzo­nym Donal­dem Tuskiem, z któ­rym w spra­wach napraw­dę waż­nych dla pań­stwa idzie ręka w rękę. Tak było w spra­wie Anschlus­su, tak było w spra­wie raty­fi­ka­cji trak­ta­tu lizboń­skie­go – i tak dalej.

        W takiej sytu­acji co to komu szko­dzi poćwier­kać sobie tro­chę o “Euro­pie Ojczyzn”, ska­so­wa­nej przez trak­tat z Maastricht?  To niko­mu nic nie szko­dzi, a dla wyznaw­ców Naczel­ni­ka Pań­stwa będzie kolej­nym dowo­dem na pło­mien­ny jego patrio­tyzm, podob­nie jak zno­we­li­zo­wa­nie kodek­su postę­po­wa­nia admi­ni­stra­cyj­ne­go, któ­re wywo­ła­ło taki klan­gor u Żydów i u Nasze­go Naj­waż­niej­sze­go Sojusznika.

        Tym­cza­sem ta nowe­li­za­cja  Pol­ski przed żydow­ski­mi rosz­cze­nia­mi  odno­szą­cy­mi się do tzw. wła­sno­ści bez­dzie­dzicz­nej nie chro­ni, nato­miast blo­ku­je moż­li­wość docho­dze­nia rosz­czeń Pola­kom, któ­rych mie­nie zosta­ło zna­cjo­na­li­zo­wa­ne w cza­sach PRL pod pre­tek­stem “budo­wy socja­li­zmu” i  na któ­rym, na prze­ło­mie lat 80-tych i 90-tych, a więc – 30 lat temu – pouw­łasz­cza­ła się komu­ni­stycz­na nomenklatura.

        Toteż w tam­tej spra­wie klan­gor ucichł tak gwał­tow­nie, jak przed­tem wybuchł, a mniej war­to­ścio­wy naród tubyl­czy dostał nowe maka­gi­gi w posta­ci “lex TVN”. Kie­dy tyl­ko fawo­ryt Naszej Zło­tej Pani roz­pę­tał woj­nę Donal­da z Kaczo­rem, Naczel­nik Pań­stwa, ręko­ma Wiel­ce Czci­god­ne­go posła Suskie­go, skie­ro­wał do Sej­mu pro­jekt nowe­li­za­cji usta­wy o Kra­jo­wej Radzie Radio­fo­nii i Tele­wi­zji. Pole­ga ona na tym, że KRRiTV może odmó­wić prze­dłu­że­nia kon­ce­sji sta­cji tele­wi­zyj­nej, któ­rej wła­ści­cie­lem jest oso­ba mają­ca sie­dzi­bę poza Euro­pej­skim Obsza­rem Gospodarczym.

        W takiej sytu­acji jest wła­śnie TVN, głów­na tuba pro­pa­gan­do­wa obo­zu zdra­dy i zaprzań­stwa, któ­rą podej­rze­wam, że zosta­ła utwo­rzo­na przy udzia­le pie­nię­dzy ukra­dzio­nych z Fun­du­szu Obsłu­gi Zadłu­że­nia Zagra­nicz­ne­go. Jej obec­nym wła­ści­cie­lem jest ame­ry­kań­ska, a wła­ści­wie żydow­ska spół­ka Disco­ve­ry Com­mu­ni­ca­tions, któ­rej pre­ze­sem jest pierw­szo­rzęd­nie uko­rze­nio­ny pan Dawid Zaslaw.

        Toteż klan­gor pod­niósł tym razem Depar­ta­ment Sta­nu, któ­ry na punk­cie inte­re­sów żydow­skich jest nie­zwy­kle czu­ły, tym bar­dziej, że na jego cze­le stoi obec­nie pan Anto­ni Blin­ken, z pierw­szo­rzęd­ny­mi korze­nia­mi białostockimi.

        Zresz­tą i za poprzed­nie­go reży­mu pre­zy­den­ta Trum­pa, Depar­ta­ment Sta­nu też trzy­mał rękę na pul­sie. Kie­dy po emi­sji przez TVN repor­ta­żu o obcho­dach uro­dzin Hitle­ra w głę­bo­kich lasach pod Wodzi­sła­wem Ślą­skim pro­ku­ra­tu­ra posta­no­wi­ła wyja­śnić, czy przy­pad­kiem te obcho­dy nie zosta­ły obsta­lo­wa­ne wła­śnie przez TVN, pani Żor­że­ta Mos­ba­cher pogro­zi­ła Pol­sce nie­ubła­ga­nym pal­cem, podob­nie jak to zro­bił 30 lat temu pan red. Adam Mich­nik, każąc “odpie­przyć się” od gene­ra­ła Jaruzelskiego.

        Oczy­wi­ście pro­ku­ra­tu­ra natych­miast zro­zu­mia­ła swo­je zuchwal­stwo, więc z kro­ni­kar­skie­go obo­wiąz­ku dodam tyl­ko, że ten repor­taż został wyemi­to­wa­ny przez TVN 9 mie­się­cy po nagra­niu, aku­rat wte­dy, gdy w Izbie Repre­zen­tan­tów prze­py­cha­na była usta­wa nr 447 i uro­dzi­ny Hitle­ra były dla lob­by żydow­skie­go w USA praw­dzi­wym  darem Nie­bios. Teraz cho­dzi o to, że gdy­by wspo­mnia­na “lex TVN” zosta­ła uchwa­lo­na, to były “koniec demo­kra­cji” w Pol­sce ze wszyst­ki­mi tego konsekwencjami.

        Ale w naszym fachu nie ma stra­chu. Wpraw­dzie po powro­cie mar­no­traw­ne­go syna w oso­bie posła Czar­to­ry­skie­go na łono  Zjed­no­czo­nej Pra­wi­cy, ma ona więk­szość w licz­bie 1 posła, ale co z tego, kie­dy poboż­ny wice­pre­mier Gowin, a nawet Wiel­ce Czci­god­ny poseł Paweł Kukiz odgra­ża się, że takiej posta­ci tej nowe­li­za­cji nie poprze? W tej sytu­acji ten strzał w woj­nie Kaczo­ra z Donal­dem może spa­lić na panew­ce, a cała para pój­dzie w gwizdek.

        Trze­ba tedy będzie prze­nieść woj­nę na inny odci­nek fron­tu, bo wła­śnie były dowód­ca “Gro­mu” przy­znał się do udzia­łu w zor­ga­ni­zo­wa­nej gru­pie prze­stęp­czej, któ­rej prze­wo­dził pan Sła­wo­mir Nowak, w swo­im cza­sie nauko­chań­sza duszeń­ka Donal­da Tuska, któ­ry nawet w pory­wie ser­ca gore­ją­ce­go uznał go za “więź­nia poli­tycz­ne­go”, czy­li rodzaj męczen­ni­ka za demo­kra­cję. Ale sko­ro tacy twar­dzie­le, jak dowód­cy eli­tar­nej jed­nost­ki “Grom” się przy­zna­ją i wypła­ku­ją przed pro­ku­ra­to­rem, to nic dziw­ne­go, że Naczel­nik Pań­stwa będzie teraz dźgał Donal­da Tuska w cho­re z nie­na­wi­ści oczy wła­śnie panem Sła­wo­mi­rem Nowakiem.

        W tej sytu­acji Donald Tusk ma się nad czym w tym Dubrow­ni­ku zasta­na­wiać, bo prze­cież Sła­wo­mir Nowak to nie wszyst­ko, a żyją jesz­cze ludzie pamię­ta­ją­cy sce­nę, jak Biu­ro Poli­tycz­ne Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej cią­gnie lina­mi samo­lot kupio­ny przez fir­mę Amber Gold, któ­rej szef, pan Plich­ta, jęczy z lochu, jak praw­dzi­wy i jedy­ny męczen­nik w tej spra­wie. Do uru­cho­mie­nia tego wąt­ku na potrze­by woj­ny Donal­da z Kaczo­rem potrzeb­ne było­by jed­nak pozwo­le­nie od sta­rych kiej­ku­tów, a na to się nie zano­si, sko­ro spra­wa szczę­śli­wie przy­schła, to lepiej nie roz­dra­py­wać zaro­śnię­tych bło­ną pod­ło­ści sta­rych ran, nawet gdy­by mia­ło się to przy­słu­żyć demo­kra­cji, a prze­cież nawet i tego nie moż­na przy­wo­łać tu na usprawiedliwienie.

Sta­ni­sław Michalkiewicz