Żywot błogosławionego Szymona z Lipnicy. (Żył około roku Pańskiego 1480)

        Ojczy­zną bło­go­sła­wio­ne­go Szy­mo­na jest Lip­ni­ca, mia­stecz­ko poło­żo­ne przy paśmie gór Kar­pac­kich, o 10 mil od Kra­ko­wa, nie­da­le­ko Boch­ni. W tem mia­stecz­ku miesz­ka­li ubo­dzy jego rodzi­ce i on też tam przy­szedł na świat, oko­ło roku 1420.

        Dobre nauki, a lep­sze jesz­cze przy­kła­dy cno­tli­we­go życia, jakie sły­szał i widział w domu rodzi­ciel­skim, zachę­ci­ły Szy­mo­na do dobre­go postę­po­wa­nia w dzie­cin­nych jesz­cze latach. Uczył się też pil­nie i postę­po­wał w naukach, a rodzi­ce widząc to, wysła­li go na dal­sze kształ­ce­nie do Kra­ko­wa. Aka­de­mia Kra­kow­ska przy­go­to­wy­wa­ła uczo­nych i Świę­tych. Nauczy­cie­la­mi lub współ­ucz­nia­mi bło­go­sła­wio­ne­go Szy­mo­na byli: św. Jan Kan­ty, bło­gosł. Jan z Dukli, bło­gosł. Wła­dy­sław z Giel­nio­wa, Wie­leb­ny Michał Gie­drojć i wie­lu innych. Przy pra­cy i pomo­cy tak świa­tłych mężów, wkrót­ce tak postą­pił w naukach, iż został zali­czo­nym w poczet Pro­fe­so­rów; podob­ne postę­py uczy­nił w cno­tach chrze­ści­jań­skich. Stąd nic dziw­ne­go, że kie­dy Jan Kapi­stran począł mie­wać kaza­nia na ryn­ku kra­kow­skim, zastał tam już jego i wie­le innych serc dobrze do służ­by Bożej przy­go­to­wa­nych. Bar­dzo wie­lu z Pro­fe­so­rów i uczniów Aka­de­mii, zagrza­ni gorą­ce­mi sło­wy tego świę­te­go Kazno­dziei, porzu­ci­ło sze­ro­ką dro­gę świa­to­wą i przy­ję­li jarz­mo Chry­stu­so­we przez wstą­pie­nie do zako­nu. Bło­go­sła­wio­ny Szy­mon rów­nież był jed­nym z nich, oblókł gru­by habit św. Fran­cisz­ka w klasz­to­rze OO. Ber­nar­dy­nów w Kra­ko­wie na Stra­do­miu, a zerwaw­szy ze świa­tem, wydał wal­kę cia­łu swe­mu i sza­ta­no­wi głów­nie przez modli­twę i umartwienie.

        Wier­ny nabo­żeń­stwu do Mat­ki Boskiej, któ­re przy­niósł jesz­cze ze świa­ta, miał zwy­czaj codzien­nie odma­wiać Jej pacie­rze, zwa­ne Offi­cium Parvum i koron­kę. Wigi­lie Jej uro­czy­sto­ści i czter­dzie­ści dni przed Jej Wnie­bo­wzię­ciem suszył, a w dniach Jej czci poświę­co­nych zamie­niał zwy­kłą wło­sie­ni­cę, któ­rą nosił, na ostrzej­szą. Czę­sto też w obja­wie­niach poka­zy­wa­ła mu się Boga­ro­dzi­ca, nie­bie­ską pocie­chą ser­ce jego napeł­nia­jąc. Dla ćwi­cze­nia się w poko­rze upra­szał sobie zawsze, aby mu naj­niż­sze w klasz­to­rze posłu­gi prze­zna­cza­no. Klo­aki prze­waż­nie on sam czy­ścił, a ponie­waż zmysł powo­nie­nia miał nad­zwy­czaj czu­ły, prze­to naumyśl­nie wcho­dził aż na dno, aby się w tem umar­twiać. Gdy z posłu­szeń­stwa przy­cho­dzi­ło mu spra­wo­wać urząd prze­ło­żo­ne­go, poczy­ty­wał to za jeden z naj­cięż­szych przez Boga dopusz­czo­nych krzy­żów za grze­chy swo­je i wzdy­chał za chwi­lą, gdzie od tego bywał uwol­nio­ny. Prócz zwy­kłych zakon­nych postów zacho­wy­wał czę­sto jesz­cze inne; krwa­we dys­cy­pli­ny odby­wał kil­ka razy w tygo­dniu, któ­re trwa­ły tak dłu­go, ile mu cza­su potrze­ba było na odmó­wie­nie sied­miu Psal­mów pokut­nych. Nad­to prze­pa­sy­wał się zawsze na gołem cie­le kol­cza­stym, żela­znym paskiem. Gdy go Bra­cia zakon­ni upo­mi­na­li, iż zbyt suro­wo z cia­łem swo­jem postę­pu­jąc, nie daje mu odpo­czyn­ku, zwykł odpo­wia­dać wska­zu­jąc na grób: „Tu ono dosyć odpocz­nie, teraz zaś niech zara­bia na nagro­dy niebieskie.“

Bło­go­sła­wio­ny Szy­mon z Lipnicy.

        Obda­rzo­ny zna­ko­mi­tą wymo­wą, pra­co­wał wie­le na kazal­ni­cy i mnó­stwo dusz Panu Bogu pozy­skał. Sła­wa jego jako wiel­kie­go kazno­dziei i św. Zakon­ni­ka, pobu­dzi­ła zazdro­snych prze­ciw nie­mu. Oskar­ży­li go oni przed wła­dzą dyece­zy­al­ną, jako­by w Koście­le Bożym nowo­ści zapro­wa­dzał. Miał bowiem zwy­czaj po każ­dem kaza­niu pole­cać ludo­wi trzy­krot­ne wezwa­nie Imie­nia „Jezus.“ Z tego powo­du wezwa­no go do wła­dzy w celu wytłó­ma­cze­nia się. Szy­mon na swą obro­nę tak odpo­wie­dział: „Wszak­że Apo­stoł Paweł Imię to roz­no­sić kazał pomię­dzy naro­dy, kró­le i syny Izra­el­skie. Jan Ewan­ge­li­sta wię­cej niż dwie­ście razy wymie­nił je w swo­jej Ewan­ge­lii, a świę­ty Ber­nard napi­sał: „Suchym będzie pokarm dla duszy, jeśli tem Imie­niem nie będzie okra­szo­ny“, wkoń­cu wresz­cie w Piśmie św. stoi: „Że każ­dy, któ­ry­by wzy­wał Imie­nia Pań­skie­go, zba­wion będzie.“ (Joel 2, 32). Słów te kil­ka dosta­tecz­ny­mi były na jego obro­nę, poczem Szy­mon odszedł z pochwa­łą od wła­dzy za gor­li­wość swo­ją o sła­wę Imie­nia „Jezus“, modląc się gorą­co za tych któ­rzy w zawi­ści ku nie­mu zaszko­dzić mu chcieli.

        Dla więk­sze­go prze­ję­cia się miło­ścią Męki Pana Jezu­sa, odpra­wił podróż wraz z jed­nym towa­rzy­szem do Zie­mi świę­tej, bez żad­nych zgo­ła zaso­bów pie­nięż­nych, zda­jąc się jedy­nie na Opatrz­ność Pana Boga. Naj­przo­ód zwie­dził pro­gi Apo­stol­skie, to jest Rzym, gdzie otrzy­mał bło­go­sła­wień­stwo Papie­skie. Następ­nie po wie­lu nie­bez­piecz­nych przej­ściach sta­nął szczę­śli­wie w Jero­zo­li­mie, gdzie skra­piał łza­mi i okry­wał gorą­cy­mi poca­łun­ka­mi miej­sca, któ­re Zba­wi­ciel nasz sto­pa­mi Swe­mi i Prze­naj­święt­szą Krwią Swo­ją naznaczył.

        Po powro­cie do Kra­ko­wa roz­grza­ny jesz­cze bar­dziej miło­ścią Bożą, z Bogiem tyl­ko w swej celi zakon­nej prze­sta­wał, chy­ba że potrze­ba bliź­nie­go wyma­ga­ła jego usługi.

        Za jego cza­sów nawie­dził Pan Bóg kraj nasz, a mia­no­wi­cie Kra­ków, cięż­kiem moro­wem powie­trzem, pospo­li­cie dżu­mą zwa­nem. Gdy wszy­scy nad tą klę­ską bole­li, Szy­mon widząc jak ona pobu­dza­ła ludzi do skru­chy i poku­ty, nazy­wał ją Jubi­le­uszem wybra­nych, któ­re­go wkoń­cu i sam dostą­pił. Gdy bowiem wśród powszech­ne­go popło­chu ucie­ka­ją­cych z mia­sta przed morem, nawet nie­któ­rzy paste­rze trzo­dy swo­jej odstą­pi­li, Szy­mon podwa­ja­jąc gor­li­wość, dzień i noc obsłu­gi­wał zapo­wie­trzo­nych, udzie­la­jąc im ostat­nie Sakra­men­ta i doglą­da­jąc ich, a szcze­gól­nie bied­niej­szych, gdy wszel­kie­go dozo­ru pozba­wie­ni byli. Wśród tako­wych usług, w cza­sie kaza­nia w okta­wę Nawie­dze­nia Naj­święt­szej Maryi Pan­ny, będąc na ambo­nie, uczuł na lewej łopat­ce zbie­ra­ją­cy się wrzód moro­wy. Pomi­mo tego, dopó­ki mógł cho­dzić, słu­żył umie­ra­ją­cym. Nako­niec musiał się i sam poło­żyć, a szó­ste­go dnia cho­ro­by opa­trzo­ny świę­ty­mi Sakra­men­ta­mi, zasnął w Panu odma­wia­jąc nastę­pu­ją­cą modli­twę: „Przyjdź o słod­ki Zba­wi­cie­lu, wywiedź moją duszę z wię­zów cia­ła, a zapro­wadź ją na nie­bie­skie gody. Pra­gnę roz­stać się ze świa­tem, a połą­czyć się z Tobą, o Chry­ste Jezu.“

 Umarł dnia 18 lip­ca roku Pań­skie­go 1482. W lat zaś bliz­ko dwie­ście od jego śmier­ci, po wypro­wa­dze­niu spra­wy o cudach doko­na­nych przy jego gro­bie i za jego przy­czy­ną, Papież Alek­san­der VIII cześć publicz­ną odda­wać mu dozwo­lił. Świę­te Reli­kwie cia­ła jego znaj­du­ją się w koście­le OO. Ber­nar­dy­nów w Kra­ko­wie na Stradomiu.

Nauka moral­na.

        Świę­ci Pań­scy uni­ka­li świa­ta i ludzi, jak tyl­ko mogli. Bo mil­sze im było słod­kie towa­rzy­stwo Pana Jezu­sa i Naj­święt­szej Pan­ny, od wszyst­kich przy­jem­no­ści i roz­ry­wek świa­to­wych. Ale gdy bliź­ni potrze­bo­wał ich docze­snej lub duchow­nej pomo­cy, porzu­ca­li modli­twę, lubo nie bez wiel­kiej ofia­ry, aby swą gorą­cą miłość ku Bogu oka­zać w czyn­nej miło­ści bliź­nie­go. Ta też jest róż­ni­ca mię­dzy praw­dzi­wą a uda­ną poboż­no­ścią. Praw­dzi­wa poboż­ność zawsze i wszę­dzie szu­ka Boga i chwa­ły Jego; fał­szy­wa zaś poboż­ność naj­czę­ściej szu­ka sie­bie i swo­jej wygo­dy, swo­jej próż­no­ści, swo­je­go spo­ko­ju, swe­go zadowolenia.

        Bło­go­sła­wio­ne też były cza­sy, gdzie po jed­nem kaza­niu dusze wybra­ne opusz­cza­ły nie­bez­piecz­ne świa­to­we manow­ce, a poświę­ca­ły się w zako­nie Panu Bogu na służ­bę, i w któ­rych, jak to widzia­łeś z żywo­tu dopie­ro prze­czy­ta­ne­go, tak wie­lu Świę­tych współ­cze­śnie kra­inę naszą zdo­bi­ło. Gdy w tak róż­nych pod tym wzglę­dem żyje­my cza­sach, módl­my się gorą­co, aby Pan Bóg wskrze­sić raczył lepsze.

Modli­twa.

        Wszech­mo­gą­cy wiecz­ny Boże, któ­ryś bło­go­sła­wio­ne­go Szy­mo­na, Wyznaw­cę Two­je­go, szcze­gól­ne­mi łaska­mi w gło­sze­niu Ewan­ge­lii obda­rzyć raczył, spraw miło­ści­wie, aby­śmy kar­miąc dusze nasze tąż nauką, któ­rą on gło­sił, speł­nia­li, co Tobie jest miłem i dro­gą spra­wie­dli­wo­ści do nie­bie­skiej ojczy­zny szczę­śli­wie dojść mogli. Przez Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry z Bogiem Ojcem i z Duchem świę­tym żyje i kró­lu­je w Nie­bie i na zie­mi, teraz i zawsze, i na wie­ki wie­ków. Amen.