Przez kil­ka dni mia­łem oka­zję być w Alba­nii, kra­ju, któ­ry kie­dyś ucho­dził za zaścia­nek współ­cze­snej Euro­py. Alba­nia była kra­jem zapo­mnia­nym w Euro­pie, pozo­sta­wio­nym sam sobie. Wie­le się mówi­ło i sły­sza­no o Alba­nii, a były to prze­waż­nie rze­czy nega­tyw­ne. Dzi­siaj, po prze­kro­cze­niu gra­ni­cy, ude­rza czy­stość porzą­dek i boga­te domo­stwa (pisze o wjeź­dzie od stro­ny Szko­dry). W głę­bi kra­ju bie­da jest więk­sza a i kon­tra­sty ogrom­ne. Tuż obok boga­tych rezy­den­cji znaj­du­ją się rumo­wi­ska i sta­re lepian­ki. Oprócz wspa­nia­łych samo­cho­dów z wło­skim desi­gnem, po uli­cach łażą woły, osły i bara­ny. Wszy­scy wszak są użyt­kow­ni­ka­mi dro­gi. Burz­li­we były ostat­nie lata u Albańczyków.

        Muszę wspo­mnieć też o ostat­nim dyk­ta­to­rze Alba­nii jakim był Enver Hodża (zmarł w 1985 roku w wie­ku 72 lat). Pozo­sta­wił po sobie kil­ka­set tys. schro­nów i innych zabez­pie­czeń prze­ciw impe­ria­li­stom i ewen­tu­al­ne­mu ata­ko­wi nukle­ar­ne­mu. Całe swo­je doro­słe powo­jen­ne życie zwią­zał, a to z Rosją Sowiec­ką, a to z Chi­na­mi Ludo­wy­mi. W koń­cu nie­za­wod­nym przy­ja­cie­lem Hodży zosta­ła Korea Pół­noc­na. To z Korei Pół­noc­nej Hodża przy­wiózł pomysł i pro­jek­ty budo­wy schro­nów prze­ciw­ato­mo­wych. Oba­wiał się wszyst­kie­go i wszyst­kich. Miał też obse­sje na punk­cie swo­je­go bez­pie­czeń­stwa. Alba­nia była pierw­szym i jedy­nym kra­jem na świe­cie w peł­ni ate­istycz­nym. Jak to się skoń­czy­ło wie­my to teraz. Może­my się na wła­sne oczy prze­ko­nać do cze­go pro­wa­dzi taka poli­ty­ka i “zamor­dyzm”.

        Przez kil­ka dni mia­łem oka­zję prze­by­wać rów­nież w Tira­nie — wia­do­ma rzecz — sto­li­ca. Naj­więk­sze i naj­bo­gat­sze mia­sto kra­ju. Choć bie­dy tam moc, to Albań­czy­cy zaka­su­ją ręka­wy i zaczy­na­ją “od nowa”. Odbu­do­wu­ją swo­ją toż­sa­mość, szu­ka­ją swo­ich korze­ni. Jed­ną z wiel­kich posta­ci współ­cze­snej Alba­nii jest mała, fili­gra­no­wa, lek­ko pochy­lo­na postać mat­ki Tere­sy z Kal­ku­ty (właśc. Agnes Gonxha Boja­xhiu). Uro­dzi­ła się w 1920 roku w Sko­pje, dzi­siej­sza Mace­do­nia Pół­noc­na. Jej rodzi­ce byli Albań­czy­ka­mi i pocho­dzi­li ze Szko­dry a ojciec był zna­ną posta­cią w kra­ju i udzie­lał się poli­tycz­nie. Dzi­siaj Mat­ka Tere­sa jest wiel­ką dumą Alba­nii. Cho­ciaż w wie­ku 18 lat na zawsze opu­ści­ła swo­ją ojczy­znę, nigdy nie prze­sta­ła być jej przed­sta­wi­cie­lem. Odkry­ła w sobie powo­ła­nie. Naj­pierw nauka języ­ka angiel­skie­go w Irlan­dii, potem misja życia — pomoc bied­nym, ubo­gim, cho­rym i nie­ule­czal­nie cho­rym w naj­bied­niej­szych zakąt­kach świa­ta. Wybra­ła Indie. Kal­ku­ta była jej bazo­wym miej­scem posłu­gi­wa­nia. Zało­ży­ła tu zgro­ma­dze­nie Misjo­na­rek Miło­ści. Zmar­ła w 1997 roku.

        Pod­pusz­czo­ny pod­szep­tem naszej wspa­nia­łej prze­wod­nik, p. Justy­ny poje­cha­łem śla­dem do miej­sca jej naro­dzin, do Sko­pje. W Sko­pje nie ma już jej domu rodzin­ne­go. Został przed laty, na sku­tek zawi­ro­wań histo­rii, zbu­rzo­ny. Jest nato­miast dom w któ­rym prze­by­wa­ła. Urzą­dzo­no w nim Izbę Pamię­ci Mat­ki Tere­sy. Dom — kapli­ca, dom — muzeum, bo takie peł­ni dziś ten obiekt funk­cje znaj­du­je się w cen­trum mia­sta. I coraz wię­cej tury­stów i piel­grzy­mów nawie­dza to miejsce.

        Ostat­nio poja­wi­ła się infor­ma­cja, że wła­dze Mace­do­nii Pół­noc­nej odszu­ka­ły w sta­rych pla­nach i zapi­skach miej­sce gdzie się uro­dzi­ła. Odna­le­zio­no fun­da­men­ty domu rodzin­ne­go Agnes Gonxhy Boja­xhiu. Frag­men­ty domu (fun­da­men­ty) znaj­du­ją się w nie­da­le­kiej odle­gło­ści od tego obec­ne­go domu pamię­ci. Pla­no­wa­na jest odbu­do­wa i zago­spo­da­ro­wa­nie tego frag­men­tu fun­da­men­tów. W pla­nach jest zbu­do­wa­nie cze­goś w rodza­ju pomni­ka, mau­zo­leum domu rodzin­ne­go, pamię­ci Mat­ki Tere­sy. Fun­da­men­ty mają słu­żyć jako pod­wa­li­ny pod “Nowe Cza­sy”. Mace­do­nia Pół­noc­na też chce mieć coś z tego dla sie­bie. W koń­cu Mat­ka Tere­sa była i jest czymś wyjąt­ko­wym w dzi­siej­szym świe­cie. Wszy­scy chcą mieć jakiś udział w jej świę­to­ści.  War­to nad­mie­nić, że lot­ni­sko w Tira­nie nosi jej imię, a przed wej­ściem jest też poświę­co­ny Mat­ce Tere­sie pomnik.

        Wspo­mi­na­łem poprzed­nio, że w 1967 roku Enver Hodża ogło­sił Alba­nię pierw­szym w peł­ni ate­istycz­nym kra­jem na świe­cie. Tu poka­żę kil­ka zdjęć ze Szko­dry — z kate­dry. Otóż tę kate­drę prze­ro­bił Hodża na… halę wido­wi­sko­wo-spor­to­wą. Prze­cież to moż­na sobie wyobra­zić. Wca­le nie musiał pono­sić nakła­dów. Obec­nie kate­dra powró­ci­ła do roli jaką powin­na speł­niać. Podob­nie czy­nio­no z cer­kwia­mi i mecze­ta­mi. Hale tar­go­we, gara­że, par­kin­gi, etc. W Alba­nii wyzna­nia żyją obok sie­bie cał­kiem przy­jaź­nie. Doświad­cze­ni rzą­da­mi poprzed­ni­ków obec­nie sza­nu­ją wol­ność. W Tira­nie jest obec­nie pięć para­fii katolickich.

        Miesz­ka­łem w oko­li­cy miej­sco­wo­ści Divja­ka. Tam znaj­du­je się naj­więk­sza lagu­na w Alba­nii. Pla­ża o dłu­go­ści oko­ło 15 km i bia­ły pia­sek. Woda tak cie­pła… Raj dla setek peli­ka­nów i innych pta­ków, kra­bów, żab i żół­wi błot­nych. Czę­sto widać w płyt­kiej, lek­ko męt­nej wodzie, jak wście­kły krab sie­cze swo­imi klesz­cza­mi “pysz­ną” medu­zę… Morze wyjąt­ko­wo spo­koj­ne. Prak­tycz­nie nie ma w nim fal mor­skich (takich jakie my zna­my). A szum morza sły­chać tyl­ko w gło­wie i pod­świa­do­mo­ści przy­by­sza… Kto poszu­ku­je ciszy to tam ją znajdzie.

        Oczy­wi­ście wszę­dzie wszech­obec­ne są bun­kry. A w Tira­nie znaj­dzie się nawet kawa­łek muru ber­liń­skie­go i sym­bo­licz­ne stem­ple kopal­nia­ne (z kopal­ni niklu i chro­mu) sym­bo­li­zu­ją­ce nie­wol­ni­czą pra­cę setek więź­niów poli­tycz­nych ska­zy­wa­nych w Alba­nii za cza­sów Hodży. Nie­da­le­ko od Tira­ny znaj­du­je się mia­stecz­ko Kru­je. Jest to pierw­sza histo­rycz­na sto­li­ca Alba­nii. Ta miej­sco­wość roz­ło­ży­ła się na wyso­kim wzgó­rzu. Trud­no­ści z wyjaz­dem do góry i z powro­tem nastrę­cza­ją tro­chę emo­cji i adre­na­li­ny. Ale peł­ne uro­ków mia­sto zupeł­nie odbie­ga swo­im kli­ma­tem od bied­nej Alba­nii. To mek­ka dla arty­stów, mala­rzy i tury­stów. Oczy­wi­ście są też han­dla­rze i tony pamią­tek dostęp­nych po cenach… euro­pej­skich. Moż­na by tak dłu­go o Alba­nii. Jest to nie­wąt­pli­wie nowy, jesz­cze nie odkry­ty kawa­łek współ­cze­snej Euro­py. Zdję­cia peł­ne kon­tra­stów niech mówią same za siebie

        Andrzej Kalinowski,

podróż­nik, fotoreporter

Współ­pra­ca: Maria Szpara