Tak to już jest i coraz gorzej. Wczoraj zadzwoniła koleżanka. Powiedziała, że oddzwania.

– Oddzwaniasz na co? – pytam

– Dzwoniłaś wczoraj.

– Nie

– Jakto nie, przecież się nagrałaś. Dzwoniłaś tylko nie pamiętasz.

 Tu się wnerwiłam. Co to znaczy, że nie pamiętam, że wczoraj nie dzwoniłam?

– Niestety to nie ja. Nie dzwoniłam wczoraj do nikogo, bo byłam na wieczornym spacerze. –

A powiedziałam tak celowo o tym spacerze, bo wiedziałam, że ją złapię w sieć ciekawości.

– Na spacerze wieczorową porą? – pyta

– Tak, póżno wieczorową, nawet bardzo póżną. Więc to nie ja dzwoniłam.

– Ciekwawe kto to w takim razie był, bo głos taki podobny do twojego.

– Nie wiem, ale to na pewno nie byłam ja.

No i potem pogaduszki, a co u ciebie słychać, a co u ciebie słychać, a co u ciebie słychać. Jak nic chce się dowiedzieć z kim to ja tak spacerowałam po nocach. A ja nic. Ani, gdzie, ani z kim, bo co będę mówić prawdę.

Po południu dzwoni inna koleżanka, i mi mówi, że mnie wieczorem, a właściwie to  późnym wieczorem widziano na bulwarach nad jeziorem Ontario spacerującą pod rękę z jakimś jegomościem. Mówię, że to nie byłam ja, bo nie spacerowałam po zmroku bulwarami nad jeziorem Ontario z żadnym jegomościem pod rękę. Sama to tym bardziej nie.

– A gdzie?  – pyta mnie podchwytliwie zołza jedna. Wszystko by chciała wiedzieć.

– Halo, halo? Coś przerywa – mówię, bo nie chcę jej powiedzieć gdzie ‘spacerowałam’.

Trochę pokrzyczała, popytała, ale się w końcu rozłączyła.

Spokojnie wróciłam do znojnych zajęć dnia codziennego. Tyle ich przceiż codziennie jest. I tyle tych niedokończonych, niezrobionych, i zapomnianych też. Mój termostat z ogrzewania nic nie wyświetla – a powinien nawet jak się nie włądcza. Pomyślałam, że najpierw trzeba sprawdzić baterie. Już kiedyś tak miałam, że zadzwoniłam po naprawę, a to tylko baterie się wyczerpały w termostacie. Więc tym razem postanowiłam najpierw sprawdzić, czy to nie baterie, zanim zawołam tego gościa co jest specjalistą od napraw pieców grzewczych. I poszłam do sklepu. Wiedziałam, że mam coś kupić, tylko nie pamiętałam co. Tak łaże, i łażę i kupiłam kilka rzeczy zupełnie zbędnych, bo skoro już byłam w sklepie. Ale baterii nie. Nagle olśnienie po tym samym tropie, może ja jednak spacerowałam po bulwarach nad jeziorem Ontario późną nocą? A może i dzwoniłam do tej koleżanki i zapomniałam o tym?  Spokój, tylko spokój może mnie uratować. Wieczorem zadzwoniła kuzynka.

– Masz nowego apsztifikanta i się z nim kryjesz?

– Nie kryję się, bo nie mam. Mam starego, tego który ugrzązł we Francji w Grenoble. – uprzedziłam – i po bulwarach nad jeziorem Ontario wieczorami nie spaceruję, ani sama ani z nikim. 

– ale…

Wytłumaczyłam, że nie ma żadnego ale, to tylko z nudów ludzie tak wymyślają, żeby działa się w życiu jakaś ‘drama’.  Tylko nie moim kosztem i nie ja będę aktorką tego przedstawienia. Wiem na czym stoję. I baterie w końcu kupiiłam i wymieniłam. Piec grzewczy w podzięce zaczął działać. Nie ma to jak solidnie stać na gruncie. Bez dramy. Dramę zostawiam potrzebującym przedstawień. 

MichalinkaToronto@gmail.com 

Toronto, 10 września, 2021