Nie ukry­wam, że spi­su­ję swo­je myśli pod wpły­wem wra­żeń, któ­ry­mi obsy­pał nas w nume­rze 50tym “Goń­ca” Janusz Niem­czyk, w swo­im arty­ku­le pt. „Kuba – waka­cje w cza­sie pan­de­mii”. Narzu­ci­ło mi się pyta­nie: czy po prze­czy­ta­niu tego szcze­gó­ło­we­go dzien­ni­ka admi­ni­stra­cyj­nych zma­gań z biu­ro­kra­cją tak Kana­dy jak i Kuby, oraz z dłu­gą listą pro­ble­mów i ogra­ni­czeń życia kubań­skie­go, czy­tel­nik nie będzie zra­żo­ny do myśli o wszel­kiej podró­ży na Kubę? Pyta­nie to było o tyle istot­ne, że zna­jąc Janu­sza oso­bi­ście wiem, że odwie­dza on z żoną Kubę czę­sto i chęt­nie. Cóż więc ma Kuba do sie­bie takie­go, że mimo panu­ją­ce­go w niej tota­li­ta­ry­zmu i zwią­za­nych z nim czę­sto trud­nych do prze­wi­dze­nia łami­głó­wek biu­ro­kra­tycz­nych jest ona dla nas wciąż takim magnesem?

Oczy­wi­ście, po pierw­sze, opo­wieść Janu­sza Niem­czy­ka nie była tyle o waka­cjach na Kubie, któ­rych jak sam przy­znał, w cza­sie opi­sy­wa­ne­go wyjaz­du miał, być może, jeden peł­ny dzień. To był arty­kuł na temat tego jak, mając odro­bi­nę dobrej woli i całą górę samo­za­par­cia, prze­cięt­ny tury­sta jest w sta­nie prze­trans­por­to­wać zupeł­nie legal­nie 100 kg ubrań i sprzę­tu do kra­ju komu­ni­stycz­ne­go dla wspar­cia dzia­łal­no­ści tam­tej­szej spo­łecz­no­ści kato­lic­kiej. Nie będę dalej opi­sy­wał tutaj jego przy­gód, ale wszyst­kim pole­cam zapo­zna­nie się z jego tek­stem, któ­ry jest świa­dec­twem nie tyl­ko nie­zwy­kłej deter­mi­na­cji, ale przede wszyst­kim życio­wej mądro­ści pana Niemczyka.

Mój arty­kuł jest prze­zna­czo­ny głów­nie dla tych czy­tel­ni­ków, któ­rzy nie odwie­dza­li Kuby przez okres pan­de­mii, ale pla­nu­ją taki wyjazd w przy­szło­ści. Zmia­ny jakie prze­szła Kuba w tym okre­sie są bar­dzo istot­ne z punk­tu widze­nia tury­stów. Zachę­cam więc do czytania.

Naj­pierw odro­bi­na historii
Koniec epo­ki kolo­nial­nej na Kubie zbiegł się z począt­kiem XX wie­ku. Kuba sta­ła się pro­tek­to­ra­tem USA już w 1902 r. Uzna­jąc Kubę za mło­dy i nie­do­świad­czo­ny kraj, USA wpi­sa­ło do kon­sty­tu­cji kubań­skiej pra­wo Ame­ry­ki do inge­ren­cji w wewnętrz­ne spra­wy Kuby, do nad­zo­ru nad kubań­ski­mi finan­sa­mi, oraz nad jej rela­cja­mi mię­dzy­na­ro­do­wy­mi. Już czte­ry lata póź­niej USA wyko­rzy­sta­ło swo­ją pozy­cję “pro­tek­to­ra” aby oku­po­wać Kubę z powo­du jej desta­bi­li­za­cji poli­tycz­nej (wete­ra­ni woj­ny wyzwo­leń­czej nie chcie­li się pogo­dzić z rzą­dem wybra­nym w demo­kra­tycz­nych wybo­rach). Od tam­te­go cza­su Ame­ry­kań­ska inter­wen­cja na Kubie była sta­łym ele­men­tem jej życia politycznego.

Reklama

Pod ame­ry­kań­skim pro­tek­to­ra­tem Kuba dozna­ła gwał­tow­ne­go wzro­stu gospo­dar­cze­go. Pro­duk­cja cukru i prze­mysł tury­stycz­ny roz­wi­ja­ją­cy się od roku 1924 przy­czy­ni­ły się do szyb­kie­go wzbo­ga­ce­nia spo­łe­czeń­stwa Kuby. Naj­bar­dziej zna­nym i kon­tro­wer­syj­nym poli­ty­kiem okre­su przed­re­wo­lu­cyj­ne­go na Kubie był nie­wąt­pli­wie sier­żant Ful­gen­cio Bati­sta. Przez 25 lat decy­do­wał on bez­po­śred­nio lub pośred­nio o wewnętrz­nej poli­ty­ce i gospo­dar­ce Kuby jako jej pre­zy­dent, szef armii, lub repre­zen­tant „woli” USA. Cie­szył się on przez więk­szość cza­su jaw­nym popar­ciem Ame­ry­ki i nawet zamiesz­ki­wał na Florydzie.

Bati­sta obcią­żał winą za gospo­dar­cze pro­ble­my Kuby lewi­cu­ją­ce związ­ki zawo­do­we, któ­re w celu osią­gnię­cia peł­ne­go zatrud­nie­nia sprze­ci­wia­ły się mecha­ni­za­cji pra­cy. Dobrze o tym pamię­tać w cza­sie tury­stycz­nych wizyt w sta­rych fabry­kach cukru na Kubie zamie­nio­nych w „muzea kolo­nial­ne­go wyzy­sku”. Ich pry­mi­tyw­ne środ­ki pro­duk­cji nie wyni­ka­ły z kapi­ta­li­stycz­nej chę­ci mak­sy­ma­li­za­cji zysku, ale z opo­ru związ­ków zawo­do­wych wobec wszel­kich tech­no­lo­gicz­nych uspraw­nień. Tego się od prze­wod­ni­ka dziś nie usłyszy.

Geniusz Bati­sty pole­gał na tym, że pomógł magna­tom ziem­skim doga­dać się ze związ­kow­ca­mi i przy popar­ciu obu kon­ty­nu­ował swo­ją wła­dzę. Dla komu­ni­stów stał się jed­nak wro­giem numer jeden gdy w roku 1952 zde­le­ga­li­zo­wał komu­ni­stycz­ną par­tię Kuby. Mimo obcią­ża­nia go przez póź­niej­szych histo­ry­ków winą za pogłę­bia­ją­ce się nie­rów­no­ści spo­łecz­ne, tuż przed rewo­lu­cją, w roku 1958, Kuba była pią­tym naj­bo­gat­szym kra­jem Ame­ry­ki Łaciń­skiej. USA oczy­wi­ście domi­no­wa­ły Kubę gospo­dar­czo: 80% han­dlu, 75% pro­duk­cji rol­nej, cały trans­port kole­jo­wy, wszyst­kie rafi­ne­rie naf­to­we i pro­du­cen­cie ener­gii nale­że­li do USA. USA posia­da­ła rów­nież poło­wę wszyst­kich ziem upraw­nych. Hawa­na była wów­czas tym czym Las Vegas sta­ło się dzisiaj.

Histo­ria ma cza­sem nie­ocze­ki­wa­ne i nie­lo­gicz­ne roz­wią­za­nia. Związ­ki zawo­do­we Kuby popie­ra­ły Bati­ste aż do same­go koń­ca, ale oskar­ża­ny przez lewi­co­wą inte­li­gen­cję o łama­nie praw demo­kra­tycz­nych, Bati­sta zmu­szo­ny został do ustą­pie­nia przez niko­go inne­go jak wła­śnie przez świę­tosz­ko­wa­te USA.

Ame­ry­ka­nie wspar­li poli­tycz­nie rewo­lu­cję Castro. W 1958 r. USA nało­ży­ło embar­go na sprze­daż bro­ni dla reżi­mu Bati­sty, któ­ry potrze­bo­wał tej bro­ni, aby odpie­rać ata­ki rewo­lu­cjo­ni­stów wspie­ra­nych przez sowiec­ką Rosję. W grud­niu tego same­go roku, USA zmu­si­ły Bati­stę do abdy­ka­cji swo­jej wła­dzy otwie­ra­jąc przez to dro­gę do Hawa­ny i do wła­dzy dla Fide­la Castro. Jest pew­ne, że nie­rów­no­ści spo­łecz­ne są dzi­siaj dużo mniej­sze na Kubie niż za cza­sów Bati­sty. Ale jest rów­nie pew­ne, że to wyrów­na­nie nie poszło w górę. Suk­ces poli­ty­ki zagra­nicz­nej USA?

Nikt dzi­siaj na Kubie nie przy­zna, że ich rewo­lu­cja zawdzię­cza­ła swój suk­ces wspar­ciu USA. Dopie­ro maso­we egze­ku­cje prze­ciw­ni­ków poli­tycz­nych Castro otwo­rzy­ły oczy USA na realia komu­ni­stycz­nych rewo­lu­cji. Że potrze­bo­wa­li oni taki „reali­ty check” mimo ponad 40 lat doświad­czeń rewo­lu­cji sowiec­kiej jest zaska­ku­ją­cy sam w sobie. Być może Ame­ry­ka­nie liczy­li na to, że łatwiej dadzą sobie radę z reżi­mem Castro niż z reżi­mem Bati­sty, za któ­rym sta­li i wła­ści­cie­le ziem­scy i związ­ki zawo­do­we. Czy ta „zdra­da” Castro wobec wycią­gnię­tej mu pomoc­nej ręki i poraż­ka poli­tycz­nej wyobraź­ni USA tłu­ma­czy dzi­siej­szą Ame­ry­kań­ską zaja­dłość wobec Kuby? Czy też jest ta zaja­dłość dal­szym dowo­dem bra­ku Ame­ry­kań­skiej wyobraźni?

Kon­tor­cje i zawi­ro­wa­nia poli­ty­ki USA ostat­nich lat odbi­ja­ją się na pozio­mie życia i na psy­chi­ce Kubań­czy­ków. W koń­cu swo­jej dru­giej kaden­cji (2015) Barack Oba­ma zelżył nie­co ame­ry­kań­skie embar­go. Nie­ca­ły rok póź­niej, Donald Trump wyco­fał się z tej poli­ty­ki. Kubań­czy­cy, któ­rym na krót­ką chwi­lę zami­go­ta­ło jakieś świa­tło w koń­cu dłu­gie­go tune­lu, po prze­tar­ciu oczu zoba­czy­li, że to świa­tło znik­nę­ło. Admi­ni­stra­cja Bide­na jak dotąd pod­trzy­mu­je sank­cje Donal­da Trum­pa. Covid uczy­nił sytu­ację Kuby jesz­cze trudniejszą.

Zmia­ny w życiu Kubań­czy­ków — Refor­my Raula
Od 2010r. Kubań­czy­cy mogą legal­nie budo­wać sobie domy, ale w jaki spo­sób nie wia­do­mo, bo mate­ria­łów budow­la­nych ofi­cjal­nie dla nich nie ma. Od 2013 mogą nawet kupo­wać zie­mię, któ­ra jest przez nich uży­wa­na głów­nie dla zawie­ra­nia kon­trak­tów z rzą­dem na upra­wę tyto­niu (wię­cej o tym poniżej).

Pogar­sza­ją­ca się sytu­acja gospo­dar­cza zmu­si­ła rząd w maju 2019 do wpro­wa­dze­nia kar­tek na kup­no dro­biu, jaj, gro­chu, mydła i innych arty­ku­łów pod­sta­wo­wych potrzeb. Pry­wat­ny ubój krów i koni jest zaka­za­ny. Więk­szość Kubań­czy­ków z pro­win­cji hodu­je wła­sne kur­cza­ki i świ­nie. Tra­dy­cją jest kupo­wa­nie pro­sia­ka na począt­ku roku, któ­ry jest tuczo­ny przez 12 mie­się­cy i zarzy­na­ny przed świę­ta­mi. W ten spo­sób Kubań­czy­cy są w sta­nie cele­bro­wać świę­ta i nowy rok na rodzin­nych ucztach.

Od paź­dzier­ni­ka 2019 r. rząd otwo­rzył sieć skle­pów gdzie wie­le poszu­ki­wa­nych towa­rów moż­na zaku­pić za walu­ty obce. W stycz­niu 2021 r. nastą­pi­ła zaś od daw­na ocze­ki­wa­na refor­ma walu­to­wa. Tym dwóm zmia­nom przyj­rzy­my się bli­żej, bo doty­ka­ją one bez­po­śred­nio tury­stów na Kubie.

Zmia­ny finan­so­we dla turystów
Naj­bar­dziej dostrze­gal­ną zmia­ną dla dzi­siej­szych tury­stów jest eli­mi­na­cja tzw. „peso conver­ti­ble” (CUC), któ­ra mia­ła miej­sce w stycz­niu 2021 r.

Do tej pory było to dla tury­stów i Kubań­czy­ków bez róż­ni­cy czy napi­wek był dany w peso conver­ti­ble, czy w dola­rach. Stąd nie­co zaska­ku­ją­cy był fakt gdy w tym roku pod­czas pry­wat­nych roz­mów albo pod­czas wyjaz­dów tury­stycz­nych, prze­wod­ni­cy kubań­scy narze­ka­li dłu­go i płacz­li­wie na temat tego jakim to nie­po­wo­dze­niem oka­za­ła się owa refor­ma „Tarea Orde­na­mien­to” wpro­wa­dzo­na w stycz­niu 2021 r.

Zamie­sza­nie wywo­łał fakt, że zaczę­ły ist­nieć trzy kur­sy wymia­ny dla “peso cuba­no”. Ofi­cjal­ny kurs wymia­ny kubań­skie­go peso dla tury­stów to nie­ca­łe 24 peso za ame­ry­kań­skie­go dola­ra. Tym­cza­sem aby kupić tego dola­ra w for­mie cyfro­wej od rzą­du dla zasi­le­nia przed­pła­co­nych kart kre­dy­to­wych, Kubań­czy­cy muszą zapła­cić rzą­do­wi 50 peso, a więc dwu­krot­nie wię­cej. Efek­tyw­nie więc napiw­ki od tury­stów dawa­ne w peso mają dla Kubań­czy­ków poło­wę poprzed­niej siły nabyw­czej. Na czar­nym ryn­ku ta cena zaku­pu dola­ra jest jesz­cze wyż­sza i się­ga 60–70 peso.

Oczy­wi­ście, narze­ka­nia prze­wod­ni­ków i ich ape­le o napiw­ki w walu­tach obcych, to nic inne­go jak pró­ba prze­rzu­ce­nia cię­ża­ru refor­my rzą­do­wej na tury­stów i wywar­cia na nich psy­cho­lo­gicz­nej pre­sji do dawa­nia napiw­ków ekwi­wa­lent­nych nie ofi­cjal­ne­mu kur­so­wi, ale kur­so­wi czar­no­ryn­ko­we­mu dolara.

Ktoś czy­ta­ją­cy uważ­nie powyż­szy tekst zapy­tał­by się: zaraz, zaraz, a po co Kubań­czy­kom przed­pła­co­ne kar­ty kre­dy­to­we w dola­rach? Otóż od paź­dzier­ni­ka 2019 r. rząd kubań­ski otwo­rzył coś co star­si Pola­cy pamię­ta­ją tak dobrze z cza­sów PRLu: pewek­sy. Pod­czas gdy nor­mal­ne skle­py świe­cą pust­ka­mi, albo mają narzu­co­ne regla­men­to­wa­ne ilo­ści zaku­pów (poprzez tzw. „kart­ki”), owe kubań­skie „pewek­sy” są sto­sun­ko­wo dobrze zaopa­trzo­ne w naj­bar­dziej poszu­ki­wa­ne towa­ry. Wszyst­kie ceny są tam zde­no­mi­no­wa­ne w tej ofi­cjal­nie znie­na­wi­dzo­nej przez komu­ni­stów walu­cie: w Ame­ry­kań­skim dolarze.

Taka for­ma zaku­pów jest obec­nie obo­wią­zu­ją­ca dla tury­stów zagra­nicz­nych. Skle­py pań­stwo­we zmu­sza­ją tury­stów do zaku­pów wyłącz­nie za pomo­cą kart kre­dy­to­wych i wyłącz­nie za ceny wyra­żo­ne w ame­ry­kań­skich dolarach.

Bez zagłę­bia­nia się w dal­sze szcze­gó­ły reform Rau­la, któ­re nawet Kubań­czy­cy uwa­ża­ją za nie cał­kiem jasne, pora­dy finan­so­we dla dzi­siej­sze­go tury­sty wybie­ra­ją­ce­go się na Kubę moż­na by pod­su­mo­wać w nastę­pu­ją­cych punktach:

1) Zabierz ze sobą koniecz­nie kar­tę kre­dy­to­wą. Naj­le­piej VISA lub Master­card. Ame­ri­can Express zostaw w domu.

2) Po przy­jeź­dzie na Kubę, wymień tyl­ko mini­mal­ną sumę pie­nię­dzy na kubań­skie peso. Ta suma powin­na być zde­ter­mi­no­wa­na przez ilość napiw­ków jakie spo­dzie­wasz się roz­dać w cza­sie swo­jej wizyty.

W żad­nym skle­pie na tere­nie hote­lo­wym nic za peso nie kupisz (z wyjąt­kiem stra­ga­nów przy­jezd­nych wytwór­ców, któ­rych jest w tej chwi­li niewielu).

Tych peso, któ­re ci pozo­sta­ną na koń­cu poby­tu nikt ci nie wymie­ni z powro­tem na dola­ry. Przy obec­nej infla­cji na Kubie, to peso będzie praw­do­po­dob­nie zupeł­nie bez­war­to­ścio­we naj­da­lej za rok, dwa lata.

Do tej pory skle­py na lot­ni­sku wciąż akcep­tu­ją peso, ale to być może sytu­acja przej­ścio­wa. Nie nale­ży na to liczyć.

3) Kana­dyj­czy­cy lubią przy­wo­zić na Kubę ame­ry­kań­skie dola­ry w niskich nomi­na­cjach na napiw­ki. To wciąż ma sens. Przywożenie
bank­no­tów ame­ry­kań­skich w wyż­szych deno­mi­na­cjach takie­go sen­su już nie ma. Mimo, że ceny w skle­pach pań­stwo­wych są zde­no­mi­no­wa­ne wyłącz­nie w ame­ry­kań­skich dola­rach, za walu­tę ame­ry­kań­ską nic się w skle­pie nie kupi! Pro­szę prze­czy­tać to raz jeszcze.

W odróż­nie­niu od kart kre­dy­to­wych, któ­re będą obcią­żo­ne wyłącz­nie w dola­rach ame­ry­kań­skich, płat­no­ści gotów­ko­we w dola­rach ame­ry­kań­skich nie są akcep­to­wa­ne. Jeśli chcesz pła­cić gotów­ką, musisz mieć dola­ry kana­dyj­skie, albo EURO (te dru­gie tyl­ko bez pla­mek lub nade­rwań — tu pla­sty­ko­we bank­no­ty kana­dyj­skie mają prze­wa­gę nad papie­ro­wy­mi EURO). Ofi­cjal­nie dola­rów ame­ry­kań­skich nie moż­na rów­nież ani roz­mie­nić na drob­ne, ani zamie­nić na inne walu­ty. Legal­nie nie są one uwa­ża­ne za śro­dek płatniczy.

4) Jeśli pla­nu­jesz zro­bić jakie­kol­wiek zaku­py na Kubie (alko­hol, cyga­ra, upo­min­ki, itp.) oprócz kar­ty kre­dy­to­wej powi­nie­neś zabrać nie­co gotów­ki. Dla­cze­go? Sys­tem ter­mi­na­li płat­no­ści kar­ta­mi kre­dy­to­wy­mi w skle­pach pań­stwo­wych prze­sta­je funk­cjo­no­wać mniej wię­cej raz na dwa dni. W takich momen­tach nie ma po pro­stu inne­go wyj­ścia jak zapła­ta gotów­ką. Sprze­daw­cy zwy­kle wyda­dzą resz­tę w tej samej walu­cie w któ­rej nastą­pi­ła sprze­daż. Pod­kre­ślam raz jesz­cze: z wyłą­cze­niem dola­ra ame­ry­kań­skie­go. Gotów­kę nale­ży mieć naj­le­piej w dola­rach kana­dyj­skich lub ewen­tu­al­nie w EURO.

5) Kana­dyj­czy­cy nie powin­ni się krę­po­wać zosta­wia­jąc napiw­ki w mone­tach kana­dyj­skich. To fakt, że monet nie przyj­mu­ją w ban­kach. Jed­nak­że przy tej ilo­ści tury­stów z Kana­dy, Kubań­czy­cy nie mają żad­nych pro­ble­mów ze zna­le­zie­niem Kana­dyj­czy­ka, któ­ry bez tru­du zamie­ni im garść loonie’s na bank­no­ty 5- lub 10-dola­ro­we. Sam to zro­bi­łem kilkakrotnie.

Życie pra­cow­ni­ka rzą­do­we­go sek­to­ra turystycznego.
Kubań­czy­cy, z któ­ry­mi się spo­ty­ka­my na Kubie, to nie­mal wyłącz­nie pra­cow­ni­cy rzą­do­wej fir­my tury­stycz­nej. Dobrze o nich coś wiedzieć.
Fir­ma rzą­do­wa, któ­ra zaj­mu­je się zatrud­nia­niem i szko­le­niem ludzi w bran­ży tury­stycz­nej nazy­wa się „Gavio­ta”, co ozna­cza „mewa”. Zatrud­nie­nie się w tej fir­mie nie jest łatwe, wyma­ga zna­jo­mo­ści języ­ków obcych i zwy­kle wią­że się z zapła­ce­niem dużej łapów­ki. Koniecz­ność spła­ce­nia rodzin­ne­go dłu­gu, któ­ry jest zwy­kle potrzeb­ny na zebra­nie wystar­cza­ją­cych środ­ków na taką łapów­kę, jest jed­nym z czyn­ni­ków skła­nia­ją­cych pra­cow­ni­ków Gavio­ty do wyko­rzy­sta­nia wszel­kich moż­li­wych oka­zji do wyłu­dze­nia mak­sy­mal­nej ilo­ści napiw­ków od turystów.

W wie­lu miej­scach hote­lo­wych tury­sta wcho­dząc do jakie­goś biu­ra znaj­du­je na sto­li­ku obok urzęd­ni­ka ster­tę bank­no­tów. Jest to nic inne­go jak zapro­sze­nie do zapła­ce­nia łapów­ki. Może się to zda­rzyć w biu­rze gdzie przy­zna­ją godzi­ny niby dar­mo­we­go inter­ne­tu, gdzie wypo­ży­cza­ją niby dar­mo­wy sprzęt wod­ny, gdzie wyda­ją rezer­wa­cję do restau­ra­cji „a la car­te”, a nawet sły­sza­łem, że w miej­scu gdzie robią odpłat­ny test PCR, (któ­ry w tej chwi­li ofe­ru­ją wszyst­kie hote­le za nomi­nal­ną cenę 30 USD pła­co­ną oczy­wi­ście wyłącz­nie kar­tą kre­dy­to­wą). Każ­dy auto­bus tury­stycz­ny jest wypo­sa­żo­ny w koszy­czek na napiw­ki umiesz­czo­ny tuż przy kie­row­cy. Nikt się z tym nie ukry­wa, że łapów­ki (albo napiw­ki) są ofi­cjal­ną czę­ścią docho­du przed­sta­wi­cie­li bran­ży tury­stycz­nej na Kubie.

Oprócz zatrud­nie­nia ofe­ru­ją­ce­go poten­cjal­ne moż­li­wo­ści znacz­ne­go pod­wyż­sze­nia swo­ich zarob­ków, pra­ca w Gawio­cie daje łatwiej­szy dostęp do w mia­rę nowo­cze­snych loka­li miesz­ka­nio­wych. Prze­jeż­dża­jąc przez Kubę widzi­my niskie pię­tro­we dom­ki z cyster­na­mi na wodę umiesz­czo­ny­mi na ich dachach. Te cyster­ny mają podwój­na rolę: dostar­cza­ją wodę do kuch­ni i łazien­ki i ją jed­no­cze­śnie pod­grze­wa­ją (przez słoń­ce). W budyn­kach rzą­do­wych Gawio­ty jest woda i elek­trycz­ność. Łatwiej też z utrzy­ma­niem budyn­ku ponie­waż mate­ria­ły budow­la­ne są nie­zwy­kle trud­ne do osią­gnię­cia dla pry­wat­nych obywateli.

Pra­wo do zamiesz­ka­nia w rzą­do­wych budyn­kach pra­cow­ni­cy Gawio­ty otrzy­mu­ją dopie­ro po pię­ciu latach pra­cy. Zacią­ga­ją wów­czas od rzą­du pożycz­kę, któ­rą muszą spła­cać przez kolej­ne 15 lat. Według wyja­śnień jed­ne­go z jej pra­cow­ni­ków, utra­ta pra­cy w Gawio­cie przed spła­ce­niem miesz­ka­nia, łączy się z natych­mia­sto­wą eks­mi­sją z budyn­ku oraz utra­tą przed­pła­co­nych na miesz­ka­nie fun­du­szy. Nie­trud­no się domy­śleć, że pra­cow­ni­cy Gawio­ty są moc­no „przy­wią­za­ni” do swo­je­go pracodawcy.

Nie­ste­ty nawet budyn­ki pań­stwo­we cier­pią z nie­do­in­we­sto­wa­nia. Te nowe, bawią oko jaskra­wą kolo­ry­sty­ką i świe­żo­ścią far­by. Te star­sze z cza­sem zamie­nia­ją się w praw­dzi­we slum­sy gdzie nie tyl­ko far­ba, ale rów­nież niskiej jako­ści tynk tra­ci spój­ność ze ścia­na­mi. Osie­dla te, z ich okra­to­wa­ny­mi bal­ko­na­mi i okna­mi, przy­po­mi­na­ją bar­dziej duże klat­ki dla pta­ków niż domy mieszkalne.

Wie­le pry­wat­nych dom­ków ma per­ma­nent­nie zain­sta­lo­wa­ne meta­lo­we żalu­zje, któ­re pozwa­la­ją na otwar­cie tyl­ko ich wąskich szpa­rek, a przez to przy­po­mi­na­ją swo­iste bun­kry. Inne mają kra­ty zain­sta­lo­wa­ne we wszyst­kich oknach (nawet na pię­trze) oraz solid­ne kra­ty zabez­pie­cza­ją­ce drzwi. Ofi­cjal­na pro­pa­gan­da mówi o nich jako o wyra­zie „pre­sti­żu spo­łecz­ne­go”, któ­ry nie­ja­ko ma się z tymi wyczy­na­mi meta­lur­gicz­ny­mi koja­rzyć. Inni prze­wod­ni­cy są jed­nak bar­dziej uczci­wi i bez ogró­dek przy­zna­ją, że jedy­nym spo­so­bem na ochro­nę oszczęd­no­ści przed galo­pu­ją­cą infla­cją oraz gra­bie­żą wkła­dów ban­ko­wych przez pań­stwo jest cho­mi­ko­wa­nie walut obcych w przy­sło­wio­wym sien­ni­ku. Zło­dzie­je o tym dobrze wie­dzą. W kra­ju zale­ga­li­zo­wa­nej korup­cji na poli­cje nie moż­na raczej liczyć. Solid­ne kra­ty w oknach i drzwiach są pierw­szą i naj­waż­niej­szą inwe­sty­cją pra­cow­ni­ków Gavioty.

Kapi­ta­li­stycz­ny komu­nizm – czy­li tytoń i cygara.
Jeśli wie­rzyć infor­ma­cjom prze­ka­zy­wa­nym tury­stom przez prze­wod­ni­ków, pro­duk­cja tyto­niu na Kubie to w głów­nej mie­rze sfe­ra gospo­dar­ki pry­wat­nej. Według ich danych tyl­ko 17% pól tyto­nio­wych nale­ży do rzą­du. Prze­wod­nik tłu­ma­czył tę sytu­ację tym, że jest to pra­ca cza­so­chłon­na i, z powo­du róż­nych cho­rób tyto­niu, o sto­sun­ko­wo niskiej wydaj­no­ści. Rząd więc prze­rzu­ca ryzy­ko nie­uda­nych plo­nów na pry­wat­nych rol­ni­ków, pła­cąc im tyl­ko za wyso­kiej jako­ści tytoń.

Rol­ni­cy ze swo­jej stro­ny rów­nież oszu­ku­ją. Pod­pi­su­jąc kon­trakt z rzą­dem o upra­wie tyto­niu rol­nik otrzy­mu­je za dar­mo nawo­zy sztucz­ne. Te nawo­zy są wów­czas uży­wa­ne w cało­ści lub w czę­ści do pro­duk­cji warzyw dla indy­wi­du­al­nej kon­sump­cji rolnika.

Zawód zwi­ja­czy cygar nale­ży do jed­ne­go z lepiej płat­nych na Kubie. Ich pła­ce waha­ją się pomię­dzy 2000 i 5000 peso mie­sięcz­nie, co według kur­su ofi­cjal­ne­go jest rów­no­waż­ne 100 do 250 dola­rów kana­dyj­skich. Cyga­ra to pro­dukt eks­por­to­wy, któ­re­go wyso­ka cena prze­kła­da się na wyso­kie zarob­ki. To jak łatwo zasa­dy komu­ni­zmu pod­da­ją się wyma­ga­niom gospo­dar­ki ryn­ko­wej nie jest zasko­cze­niem dla tych, któ­rzy pamię­ta­ją cza­sy PRLu.

Szko­le­nie zwi­ja­cza zabie­ra prze­cięt­nie dzie­więć mie­się­cy, w cza­sie któ­rych znaj­du­je się on/ona pod bez­po­śred­nim kie­run­kiem i obser­wa­cją doświad­czo­ne­go pra­cow­ni­ka. Po tym okre­sie szko­le­nia, w zależ­no­ści od jako­ści pra­cy, pra­cow­ni­cy są gru­po­wa­ni w jed­nej z pię­ciu kate­go­rii: im wyż­sza kate­go­ria tym wyż­sza jakość zwi­ja­nych cygar i tym wyż­sza staw­ka pod­sta­wo­wej pła­cy. Za każ­de cyga­ro zwi­nię­te ponad dzien­ną nor­mę pra­cow­nik otrzy­mu­je 100% bonus.

Aby zwięk­szyć wydaj­ność, liście tyto­niu są sor­to­wa­ne w cią­gu nocy i każ­dy pra­cow­nik dosta­je taki typ tyto­niu, któ­ry jest odpo­wied­ni dla rodza­ju cygar, któ­ry będzie zwijać.

Trze­ba wspo­mnieć, że pod koniec 10 godzin­ne­go dnia pra­cy, wszyst­kie cyga­ra prze­cho­dzą przez test prze­pu­sto­wo­ści powie­trza. Zbyt wyso­ka prze­pu­sto­wość ozna­cza zbyt szyb­kie pale­nie, zbyt niska prze­pu­sto­wość, zbyt trud­ne pale­nie. Cyga­ra, nie miesz­czą­ce się w wyma­ga­nych para­me­trach są odrzu­ca­ne i odej­mo­wa­ne od ilo­ści cygar wli­cza­nych do wypła­ty wyna­gro­dze­nia. Czę­sto pra­cow­nik przy­cho­dzą­cy rano do pra­cy znaj­du­je na swo­im sto­li­ku garść cygar, któ­re musi zwi­nąć od począt­ku. Nic więc dziw­ne­go, że wie­lu z nich rezy­gnu­je z prze­rwy na lunch woląc w tym samym cza­sie nad­go­nić swo­ją produkcję.

Pra­ca zwi­ja­czy jest nie­zwy­kle cięż­ka. Sie­dzą oni bez ruchu więk­szość dnia wsta­jąc tyl­ko na potrze­by oso­bi­ste i aby zaostrzyć noże uży­wa­ne do obrób­ki liści tyto­niu i do uci­na­nia goto­wych cygar.

Przy zatrud­nia­niu pre­fe­ro­wa­ne są kobie­ty. Nie z powo­dów rów­no­ści płcio­wej jak w kana­dyj­skim rzą­dzie. Cho­dzi o czy­sty zysk. Kobie­ty po pro­stu pro­du­ku­ją cyga­ra tej samej twar­do­ści kon­sy­stent­nie przez cały dzień. Męż­czyź­ni mają ten­den­cję do zwi­ja­nia coraz tward­szych cygar w mia­rę jak postę­pu­je ich zmę­cze­nie. To powo­du­je wyż­szy odse­tek odrzu­tów w cza­sie kon­tro­li jako­ści, no i ogól­nie zani­ża pro­duk­cję. Innym pro­ble­mem pra­cy w manu­fak­tu­rze cygar jest ostry zapach tyto­niu, w któ­rym pra­cow­ni­cy prze­sia­du­ją całe dni i co się może odbi­jać na ich sys­te­mie ner­wo­wym. Prze­cięt­ny okres zatrud­nie­nia dla zwi­ja­czy cygar wyno­si zale­d­wie sześć lat.

Jed­na uwa­ga prze­wod­ni­ka mnie moc­no zasko­czy­ła. Wspo­mniał on, że dłu­go­trwa­łe, nie­ru­cho­me sie­dze­nie jest szko­dli­we dla kobie­cych narzą­dów płod­nych, stąd leka­rze odra­dza­ją kobie­tom prze­dłu­ża­nia tego rodza­ju pra­cy. Infor­ma­cja ta zafra­po­wa­ła mnie na tyle, że przez dłuż­szy czas prze­sta­łem słu­chać opo­wie­ści przewodnika.

Czy jest moż­li­we, że Zachod­nia poli­ty­ka „uwal­nia­ją­ca” kobie­ty od prac domo­wych i przy­wią­zu­ją­ca je na całe lata do krze­seł biu­ro­wych jest odpo­wie­dzial­na za spa­dek płod­no­ści Zachod­nich kobiet? Nigdzie nie spo­tka­łem się z wyni­ka­mi Zachod­nich badań w tym kie­run­ku. Czyż­by Kuba była w posia­da­niu jakiejś medycz­nej tajem­ni­cy? A może ta praw­da jest po pro­stu ukry­wa­na przed ludź­mi na Zacho­dzie, aby nie było już nigdy powro­tu do cza­sów „patriar­chal­ne­go wyzy­sku kobiet”? Nawet jeśli ma to ozna­czać kres całej naszej cywi­li­za­cji… Poten­cjał na nową teo­rię spi­sko­wą, któ­re­go jed­nak nie ruszę.

O ile pro­duk­cja tyto­niu na Kubie jest spry­wa­ty­zo­wa­na, o tyle jego sprze­daż jest w 100% regu­lo­wa­na: tytoń moż­na sprze­dać wyłącz­nie fir­mom rzą­do­wym, któ­re rów­nież mają (ofi­cjal­ny) mono­pol na pro­duk­cję cygar i ich sprze­daż. Nie­le­gal­na pro­duk­cja cygar jest ści­ga­na przez poli­cję. Tury­stów ostrze­ga się przed kup­nem cygar ze źró­deł pozarządowych.

Dla tych co lubią ryzy­ko i zde­cy­du­ją się kupić cyga­ra nie­le­gal­nie oto kil­ka uwag jak zmi­ni­ma­li­zo­wać ryzy­ko szwindlu:

1) Sprawdź zewnętrz­ny liść cyga­ra co do obec­no­ści bia­łych lub zie­lon­ka­wych plam. One repre­zen­tu­ją grzyb, któ­ry może znisz­czyć smak cyga­ra. Do pro­duk­cji tych cygar mógł zostać uży­ty tytoń niskiej jako­ści odrzu­co­ny przez mono­pol rządowy.

2) Sprawdź wnę­trze cyga­ra co do jed­no­li­to­ści kolo­ru z zewnę­trzem. Jakie­kol­wiek róż­ni­ce w bar­wie będą ozna­czać, że wewnątrz cyga­ra nie ma praw­dzi­we­go tyto­niu, ale na przy­kład liść bana­now­ca. Stąd nale­ży się wystrze­gać pude­łek zamknię­tych i/lub owi­nię­tych celofanem.

3) Przed zapła­ce­niem rozej­rzyj się czy tej trans­ak­cji nie przy­glą­da się jakiś inny gość, któ­ry może być poli­cjan­tem. Oni regu­lar­nie są bez­mun­du­ro­wi. Zapła­ta łapów­ki za unik­nię­cie aresz­tu może kosz­to­wać dużo dro­żej niż pudeł­ko nawet naj­droż­szych Cohiba’s o cenie ryn­ko­wej $500+.

No więc cze­mu Kuba?
Krwa­wa histo­ria, dyk­ta­tu­ra ter­ro­ru, korup­cja urzęd­ni­ków, zakła­ma­nie pra­cow­ni­ków, itd., itp… pyta­nie więc cze­mu wła­śnie Kuba? Nie da się zaprze­czyć, że Kuba to jed­na z pozo­sta­ło­ści bastio­nu komu­ni­zmu, któ­ra, jako kraj, nie zasłu­gu­je na nasze wspar­cie. Kon­klu­zja, że powin­na ona zostać porzu­co­na na rzecz innych kie­run­ków tury­stycz­nych jest jed­ną z roz­sąd­nych kon­klu­zji uza­sad­nio­nych logicz­ną ana­li­zą. Jed­ną z nich, ale nie jedyną.

Dru­gą stro­ną meda­lu dyk­ta­tu­ry komu­ni­stycz­nej jest to, że ofe­ru­je ona nie­mal cał­ko­wi­te bez­pie­czeń­stwo oso­bi­ste tury­stom odwie­dza­ją­cym miej­sco­we ośrod­ki hote­lo­we. Wystar­czy poczy­tać o przy­pad­kach z Jamaj­ki, Mek­sy­ku, Wene­zu­eli, Ekwa­do­ru, a nawet Repu­bli­ki Domi­ni­ka­ny, nie wspo­mi­na­jąc już o Haiti, aby się zorien­to­wać, że dla tury­sty na budże­cie, z mały­mi dzieć­mi, pla­ża Kuby ofe­ru­je nie­po­rów­ny­wal­ny kom­fort psy­chicz­ny. Żad­nych rabun­ków, mor­derstw, porwań dzie­ci z wyłu­dza­niem oku­pu, nar­ko­ty­ków, poli­cji z pal­cem na cyn­glu kara­bi­nu maszy­no­we­go, itp.

Oso­bi­ście przy­zna­ję, że cza­sem nostal­gicz­nie doszu­ku­ję się na Kubie bla­sku minio­nych lat mojej mło­do­ści ponie­waż Kuba jest jak ten pre­hi­sto­rycz­ny owad zato­pio­ny w krysz­ta­le bursz­ty­nu, któ­ry zacho­wał się bez zmian przez całe dłu­gie epo­ki geo­po­li­tycz­ne, z ich prze­mi­ja­ją­cy­mi zlo­do­wa­ce­nia­mi i okre­sa­mi tzw. odwil­ży. Pola­cy, któ­rzy jak ja prze­ży­li dużą część swe­go życia w komu­ni­stycz­nej Pol­sce, odnaj­du­ją w dzi­siej­szej doli/niedoli Kubań­czy­ków odle­głe echo swo­ich wła­snych prze­żyć. Jest chęć pomo­cy, jest myśl zbra­ta­nia. Jest nadzie­ja, że roz­są­dek musi w koń­cu zwyciężyć.

Kwe­stie moral­ne są zawsze bar­dzo trud­ne do roz­sąd­ne­go wywa­że­nia. Czy wizy­ta w sko­rum­po­wa­nym do cna Haiti jest bar­dziej etycz­na niż wizy­ta na ster­ro­ry­zo­wa­nej przez olbrzy­mie­go sąsia­da Kubie? Czy 62 lata ame­ry­kań­skie­go embar­ga wobec Kuby nie pach­ną hipo­kry­zją wobec udzie­le­nia przez to samo USA sta­tu­su wol­ne­go han­dlu bar­dziej bru­tal­ne­mu i pod­stęp­nym reżi­mo­wi komu­ni­stycz­nych Chin i maso­wych inwe­sty­cji w tam­tej­szy prze­mysł, rów­nież zbro­je­nio­wy? Czy w tro­sce o nasz moral­ny krę­go­słup nie powin­ni­śmy przez to boj­ko­to­wać same­go USA?

Moż­na, być może nawet nale­ży, odróż­niać naród od jego wła­dzy. Pamię­ta­my aro­gan­cję pol­skich komu­ni­stów woła­ją­cych z try­bun “wła­dza się zawsze wyży­wi!”. Usi­łu­jąc zagło­dzić taką “wła­dzę” niby w imię naszej moral­nej wyż­szo­ści może­my uczy­nić wię­cej szko­dy niż pożytku.

Oso­bi­ście odczu­wam sza­cu­nek dla małe­go naro­du, któ­ry od ponad 60 lat poka­zu­je naj­więk­sze­mu mocar­stwu świa­ta, że nie upad­nie przed nim na kola­na. To, że ów upór opar­ty jest na reżi­mie komu­ni­stycz­nym nie zmie­nia fak­tu, że wyma­ga on od wszyst­kich Kubań­czy­ków naro­do­we­go hero­izmu. Poza tym, powszech­na sym­pa­tia dla Dawi­da w jego wal­ce z Golia­tem nie ma prze­cież swych źró­deł w Dawi­do­wej reli­gii. Z powo­du naszej histo­rii, Pola­cy to czu­ją instynk­tow­nie przez skó­rę. Kana­dyj­czy­cy zresz­tą chy­ba też.

Jacek Klam­row­ski