W minio­nym tygo­dniu padła z ust wice­pre­mie­ra Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go pro­po­zy­cja inter­wen­cji „poko­jo­wej” na Ukra­inie. Jest to zbież­ne z tym, o czym mówił pre­zy­dent Zełen­ski prze­ma­wia­jąc do Kon­gre­su; jakimś bli­żej nie­spre­cy­zo­wa­nym nowym soju­szem „na rzecz poko­ju”, poza ramą NATO.

        Widać więc plan działania.

        Inwa­zja rosyj­ska na Ukra­inie nie zakoń­czy­ła się szyb­kim opa­no­wa­niem Kijo­wa i zmia­na­mi poli­tycz­ny­mi w sto­li­cy, ale z pew­no­ścią Moskwa usi­łu­je uzy­skać „pozy­cję nego­cja­cyj­ną”. Kon­cep­cja inter­wen­cji „państw demo­kra­tycz­nych” na Ukra­inie w ramach jakie­goś man­da­tu „huma­ni­tar­ne­go”, w oczy­wi­sty spo­sób zakła­da podział Ukrainy.

Reklama

        Co cie­ka­we, nie była­by to pierw­sza „wojen­na misja huma­ni­tar­na”. NATO pro­wa­dzi­ło już taką misję w 1999 roku bom­bar­du­jąc Ser­bię „z powo­du kry­zy­su huma­ni­tar­ne­go wywo­ła­ne­go przez uchodź­ców z Kosowa”.

        Wów­czas to w bom­bar­do­wa­niu serb­skie­go pocią­gu pasa­żer­skie­go na moście w Grde­li­cy zgi­nę­ło ponad 50 osób, zaś poci­ski cru­ise ude­rza­ły w budy­nek tele­wi­zji w Bel­gra­dzie, ba przez pomył­kę tra­fio­no nawet chiń­ską ambasadę…

        To tak dla przy­po­mnie­nia, bo pamięć zbio­ro­wa, zwłasz­cza ta kształ­to­wa­na przez media głów­ne­go nur­tu, jest bar­dzo dobra, ale krót­ka i wybiór­cza, gdy dzi­siaj patrzy­my ze zgro­zą bom­bar­do­wa­nia w Kijo­wie war­to wkła­dać to w kon­tekst byłej Jugo­sła­wii, Ser­bii, Syrii czy Libii.

        Oczy­wi­ście, w każ­dej woj­nie „kine­tycz­nej” prze­gra­ny­mi są zwy­kli ludzie, któ­rym palą się miesz­ka­nia i domy, i któ­rych dzie­ci są zabi­ja­ne; i te star­sze bie­ga­ją­ce z kara­bi­na­mi i te młodsze.

         Wej­ście Pol­ski do misji huma­ni­tar­nej na Ukra­inie to — jak moż­na się domy­ślać — zle­ce­nie. Pol­ska nie ma moż­li­wo­ści wojo­wa­nia z Rosją, bo w prze­ci­wień­stwie do tej ostat­niej nie ma czym eska­lo­wać takie­go kon­flik­tu. Rosyj­ska armia dys­po­nu­je tak­tycz­ną bro­nią jądro­wą i w swej dok­try­nie wojen­nej ma sto­so­wa­nie takie­go uzbro­je­nia, prze­no­szo­ne­go choć­by przy pomo­cy hiper­so­nicz­nych poci­sków manewrujących.

        Ponad­to trze­ba sobie też uświa­do­mić, że w zasięg sys­te­mu anty­do­stę­po­we­go w Kali­nin­gra­dzie obej­mu­je całe tery­to­rium Pol­ski, zaś pocisk Iskan­der leci stam­tąd do War­sza­wy 2 — 3  minu­ty. Dok­try­na wojen­na Rosji, zakła­da moż­li­wość uży­cia tak­tycz­nej bro­ni ato­mo­wej na teatrze euro­pej­skim bez wywo­ły­wa­nia odwe­tu stra­te­gicz­nych sił nukle­ar­nych. Podob­nie na te  spra­wy zaopa­tru­je się Pentagon.

        W tym sen­sie pro­wa­dze­nie woj­ny nukle­ar­nej w Euro­pie nie musi ozna­czać wyrzu­ce­nia całej pla­ne­ty do kosza.

        Eska­la­cja słu­ży uzy­ski­wa­niu lep­szej pozy­cji w roko­wa­niach, a więc przy­stę­pu­je­my do roz­mów po tym jak prze­ra­zi­my Euro­pej­czy­ków ato­mo­wym strze­la­niem. To jest bar­dzo kon­kret­ne nie­bez­pie­czeń­stwo, nie tyl­ko dla Ukra­iny, ale dla War­sza­wy i dla­te­go Pol­ska nie powin­na wcie­lać się w rolę har­cow­ni­ka wyska­ku­jąc przed sze­reg NATO, lecz doma­gać się, by wszel­kie akcje na wschod­niej flan­ce były pro­wa­dzo­ne w ramach NATO pod ame­ry­kań­skim para­so­lem, tak by poli­tycz­ne i mili­tar­ne zaan­ga­żo­wa­nie  USA było czy­tel­ne i oficjalne.

        Dok­try­na wojen­na Pen­ta­go­nu od daw­na ewo­lu­owa­ła ku pro­wa­dze­niu wojen przy pomo­cy „sił miej­sco­wych” mul­ti-sec­ta­rian and mul­ti-eth­nic for­ce, ale tyl­ko z bar­dzo ogra­ni­czo­nym wspar­ciem ame­ry­kań­skim; może jaki­miś jed­nost­ka­mi spe­cjal­ny­mi, z dostar­cza­niem świa­do­mo­ści pola wal­ki,  uzbro­je­nia, amu­ni­cji, etc. To odno­si­ło się do Syrii, odno­si­ło nie­daw­no do Ira­ku, gdzie wyko­rzy­sta­no Kur­dów do wal­ki z ISIL.

        Dla Ame­ry­ki to jest ide­al­ny spo­sób wojo­wa­nia. Nie­ste­ty, w naszym pol­skim przy­pad­ku, nie wyglą­da zachę­ca­ją­co; Pol­ska ryzy­ku­je stra­ta­mi nie tyl­ko żoł­nie­rza i poten­cja­łu wojen­ne­go, ale po pro­stu naj­zwy­czaj­niej zruj­no­wa­niem kra­ju. Zna­my to z przeszłości.

        Postę­pu­ją­ca odbu­do­wa Pol­ski to kwe­stia nie tyl­ko aku­mu­la­cji kapi­ta­łu, ale mię­dzy­po­ko­le­nio­wej cią­gło­ści kon­tak­tów i zna­cze­nia. Pol­ska nie jest sil­nym gra­czem, jest pań­stwem z gospo­dar­ką uza­leż­nio­ną od nie­miec­kiej, lichym woj­skiem, któ­re­go moder­ni­za­cja pro­wa­dzo­na jest bez ładu i skła­du, bez uwzględ­nia­nia nauk pły­ną­cych z  wojen XXI wie­ku. War­sza­wa kupu­je rze­czy dro­gie zamiast roz­wi­jać wła­sny prze­mysł i tech­no­lo­gie — patrz przy­kład cho­ciaż­by Turcji.

•••

        Wra­ca­jąc zaś do Ukra­iny i jej ewen­tu­al­ne­go podzia­łu, to war­to sobie przy­po­mnieć plan, jaki dla Bli­skie­go Wscho­du opra­co­wał kie­dyś Oded Yanon, były dorad­ca Arie­la Sha­ro­na; plan, któ­ry zakła­dał kan­to­ni­za­cję wie­lu kra­jów, któ­re, jak prze­ko­ny­wał autor — utwo­rzo­ne zosta­ły przez euro­pej­skich kolo­ni­za­to­rów i obec­nie są sztucz­ne; miał na myśli m.in. Syrię, Liban, Libię.

        Nie jest wca­le wyklu­czo­ne, że rosyj­ski pomysł na Ukra­inę to podob­ny pro­jekt i podob­nie jak Izra­el rad był podzie­lić Syrię mię­dzy dru­zów, sun­ni­tów i etni­ków, tak Kreml może przy­stać na kan­to­ni­za­cję czy też jak chcą nie­któ­rzy bał­ka­ni­za­cję Ukra­iny, któ­ra w ten spo­sób była­by dla Krem­la „spa­cy­fi­ko­wa­na”. Sta­ny Zjed­no­czo­ne osią­gnę­ły­by stra­te­gicz­ny cel, jakim jest zde­sta­bi­li­zo­wa­nie i kon­tro­lo­wa­nie bra­my Euro­py i Azji; regio­nu przez któ­ry Chi­ny dro­gą lądo­wą komu­ni­ku­ją się z Euro­pą Zachodnią

         W ten spo­sób woj­na o Ukra­inę wpla­ta się w geo­po­li­tycz­ną rywa­li­za­cję supermocarstw.

        Nie wchodź­my do niej na ochot­ni­ka, bez kon­kret­nych korzy­ści opła­co­nych z góry. Staw­ką jest Polska.

          Andrzej Kumor