W sobotę setki mieszkańców południowego Ontario uczestniczyły w demonstracjach w obronie Greenbeltu, któremu w świetle nowej ustawy może grozić częściowe zabudowanie. Protestujący zarzucali premierowi Fordowi, że najpierw obiecywał nie ruszać terenów zielonych, a teraz odda je deweloperom.

Przed biurem ministerstwa ds. miejskich i mieszkalnictwa zebrało się kilkadziesiąt osób. Jedna z protestujących, Jocelyn Davie, przypominała obietnice Douga Forda i podkreślała, że teraz w chronionym pasie zieleni będzie mogło stanąć 50 000 domów. Inni podkreślali, że można przecież budować na terenach, które już są przeznaczone pod zabudowę.

Ustawa, która jest przedmiotem krytyki, to More Homes Built Faster Act. Uzyskała sankcję królewską 28 listopada. Rząd prowincji uważa, że niezbędne jest przyspieszenie budowy nowych domów i mieszkań. Ma to pomóc w rozwiązaniu kryzysu przystępności w sytuacji wzrostu liczby mieszkańców Ontario.

Poniżej kontynuacja tekstu

Podczas trzeciego czytania ustawy minister ds. miejskich i mieszkalnictwa, Steve Clark, mówił, że według prognoz do 2031 roku w Ontario przybędzie 2 miliony mieszkańców, z których 1,5 miliona osiedli się w rejonie Greater Golden Horseshoe.

Opozycja w swoich wypowiedziach skupia się na strachu przed zniszczeniem Greenbeltu. Podkreśla też powiązania rządu Forda z dużymi deweloperami. Jessica Bell z NDP mówiła, że rząd chce otworzyć Greenbelt w rejonach, gdzie dziewięciu deweloperów posiada działki. Zauważa też, że ci deweloperzy od 2014 roku wsparli partię konserwatywną kwotą ponad 520 000 dolarów.